Dyktando
Co może zrobić człowiek skazany na wieczność, nawet taką krótką?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy przechodzi się korytarzem poniżej serwerowni, gdzieś w jego połowie, nagle cichnie echo kroków. Dźwięk pojawia się ułamek sekundy później i do samego końca pozostaje irytująco niedopasowany do tempa marszu. Robert zawsze obraca się w tej chwili asynchronicznej ciszy i patrzy, kto idzie za nim. Instynktowna reakcja pobudzona ukłuciem strachu. Sposób na duchy. Trzeba dojść do drabinki łączącej pokłady i zejść nią w łącznik serwisowy. Robert znika w króliczej norze i przeciska się przez plątaninę ustrojstwa, które z pewnością w razie awarii pomogłoby naprawić mnóstwo rzeczy, gdyby ktokolwiek się na tym znał. Rzecz w tym, że Robert jest tylko pilotem. Kiedyś prehistoryczni ludzie potrzebowali głównie kamieni oraz utwardzanych w ogniu dzid. Kiedy coś się popsuło, zawsze był pod ręką następny kamień i prosta gałąź do ułamania. Przeprowadzając analogię do realiów lotów kosmicznych, otrzymujemy Roberta, który potrafi tylko rzucać kamieniami. Na samym końcu znajduje się pomieszczenie zabezpieczone włazem, na którym niezwykle starannie farbą niezmywalną i nieścieralną napisano „Keep out. High voltage. Danger.” Właz ten został przez Roberta potraktowany palnikiem plazmowym, sonicznym czymś tam, akumulatorowymi nożycami oraz starym, dobrym łomem. Niezależnie od okoliczności, zawsze znajdzie się jakiś kamień. Robert dowiedział się o tym miejscu we śnie. To był piaty miesiąc dryfu i większość czasu wypełniał mu wtedy letarg. Ojciec obudził go i przeprowadził całą drogę do zamkniętego pomieszczenia. Robert siedział tam kolejne trzy dni, aż zrozumiał, że za tym włazem jest jego tata. W środku nie pali się żadne światło i nie ma zbyt wiele miejsca, zwłaszcza dla Roberta, który jak przystało na pilota ma całe imponujące metr czterdzieści, nawet doliczając skafander próżniowy i hełm. Tylko klawiatura ma podświetlenie i malutki wyświetlacz. To w zupełności wystarcza. W widmowym blasku sączącym się spod jego dłoni Robert może porozmawiać z ojcem. „Robert, to ty?” - Tak,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dandee
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…