Dylatacja
Pilot testowy podróżuje samotnie poprzez przestrzeń kosmiczną. Czy jego umysł poradzi sobie z samotnością i dylatacją czasu?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Adam Drabik wszedł do pomieszczenia kuchennego i spojrzał na napoczętą wczoraj butelkę whiskey.
- Wrócimy do rozmowy wieczorem - powiedział i kiwnął głową, jakby witał się ze starym przyjacielem.
Alkohol nie stanowił standardowego wyposażenia statku. Kierownictwo nie mogło ryzykować, że pijany astronauta coś uszkodzi, albo nie dopilnuje swoich obowiązków. Był to prezent pożegnalny od John’a, który był głównym inżynierem, opiekunem i serdecznym przyjacielem Adama. John ukrył na statku bursztynowy trunek tuż przed startem.
Drabik stanął przy kuchennym blacie i zabrał się za przygotowywanie posiłku. Otworzył szafkę z napisem “śniadanie” i zaczął przeglądać znajdujące się w niej, srebrne woreczki z liofilizowanymi posiłkami. Robił to mechanicznie, bezmyślnie, nie bardzo wiedząc na co ma dzisiaj ochotę. Liczył, że nagle któryś z gotowców wyda mu się bardziej interesujący niż pozostałe i właśnie ten będzie jego dzisiejszym śniadaniem, ale moment olśnienia nie nadchodził. Tak naprawdę zabiłby za możliwość zjedzenia czegoś niezdrowego i smażonego.
Po chwili zdecydował, że odpuści sobie poranny posiłek. Ostatnimi dniami pomijał w ten sposób, wiele innych rzeczy.
Zaparzył sobie herbatę, dosypał do niej solidną porcję cukru i ubrany w piżamę, ruszył w stronę frontowej części statku, gdzie znajdowało się małe centrum dowodzenia. Kiedy szedł korytarzem trzymając w ręku parujący jeszcze napój, postanowił, że odpuści sobie poranny prysznic. Po chwili namysłu, dodał do tego jeszcze poranne i wieczorne ćwiczenia. Ostatnio wykonywał je sumiennie i regularnie, więc stwierdził, że zasłużył na małą przerwę i nic się nie stanie jak jeden dzień odpocznie.
Stanął przed drzwiami prowadzącymi na mostek, wystukał na touchpadzie odpowiednią kombinację i wszedł do środka. Uśpione do tej pory urządzenia w centrum dowodzenia obudziły się. Zapaliło się światło a kontrolki, wskaźniki, klawiatury, przyciski, przełączniki i ekrany rozjaśniły się pomarańczowym blaskiem.
- Witaj, Adam - powiedział sztuczny, modulowany, kobiecy głos.
“Ludzkość wynalazła lekarstwo na raka, okiełznała reakcję fuzji jądrowej, skonstruowała napęd kwantowy, ale do tej pory nie była w stanie opracować porządnego generatora mowy” - pomyślał.
- Cześć, Łobuzico - odpowiedział. - Jak się dzisiaj czujemy?
Pierwotnie, system odpowiedzialny za komendy oraz komunikaty głosowe, reagował na imię Sara, ale po kilku rozmowach z John’em - oczywiście jeszcze wtedy, kiedy było to możliwe - Adam dowiedział się, że słowo aktywator można zmienić. W ten sposób powstała Łobuzica.
- Przepraszam. Nie rozumiem - usłyszał po chwili Adam.
- Nie przejmuj się, to nie twoja wina - machnął ręką. - Gdybym lepiej przykładał się na kursie programowania, może udałoby mi się, jakoś cię rozruszać.
Cisza.
Adam rozsiadł się wygodnie na centralnym fotelu, kładąc nogi na pulpicie sterowniczym.
- Łobuzico, wyświetl listę zadań - polecił i upił łyk herbaty.
- Wyświetlam, lista zadań - potwierdził kobiecy głos.
Na głównym ekranie wyświetliły się rutynowe czynności do wykonania, zaplanowane z wyprzedzeniem przez ziemską kontrolę lotów oraz bieżące sprawy wyłapane przez systemy statku. Zadania zaplanowane z wyprzedzeniem były projektowane przez Johna zanim Adam wyruszył w samotną podróż. Postanowił trochę urozmaicić koledze misję, opisując czynności często w humorystyczny sposób. Na przykład dzisiaj, Adam miał “przestać się w końcu obijać tylko zająć się prawdziwą robotą”. Prawdziwą robotą było przeprowadzenie diagnostyki systemu, poprzez wciśnięcie jednego przycisku i odprężenie się na fotelu w oczekiwaniu na wynik. Do obowiązków należały też oczywiście ćwiczenia - prawdziwy astronauta powinien dbać o kondycję fizyczną.
- Łobuzico, zaznacz poranne i wieczorne ćwiczenia jako wykonane - odezwał się Adam.
- Brak odczytów z siłowni - zauważył kobiecy głos. - Podaj kod autoryzacji.
Drabik złapał za klawiaturę i wystukał dziewiętnasto-cyfrowy kod.
- Autoryzacja prawidłowa. Zadanie “ćwiczenia”. Status. Wykonane - potwierdził modulator.
System nie wygenerował dzisiaj dodatkowych czynności więc Drabik miał zaplanowaną tylko diagnostykę. Cały czas starał się nie zwracać uwagi na dół ekranu, gdzie pulsowała czerwona ikona z wykrzyknikiem w środku trójkąta. Obok symbolu widniał napis: “masz czternaście zaległych czynności”. Adamowi już dawno odechciało się wykonywać wszystkie zalecenia na bieżąco. Ustanowił sobie zasadę, że jeżeli system nie wypluwa danej czynności do wykonania, jako zadanie krytyczne, to nie ma co się przejmować.
- Dobra - powiedział na głos Drabik. - Teraz diagnostyka.
Pochylił się w stronę lewej części pulpitu, odnalazł przycisk “diagnostyka systemu”. Po jego wciśnięciu i zatwierdzeniu operacji, wyświetlił się pasek informujący o procentowym postępie procedury. Przewidywany czas: dwadzieścia trzy minuty. Adam rozsiadł się z powrotem wygodnie w fotelu i wrócił do siorbania herbaty.
- Łobuzico, rozjaśnij frontowe szyby.
- Frontowe szyby. Rozjaśnienie.
Początkowo czarne szyby w przedniej części statku, zaczęły powoli zmieniać się i stawać się coraz bardziej transparentne. Przed astronautą, rozpostarł się widok, przeznaczony tylko dla nielicznych. Adam przywykł już do tego i teraz nie robił on na nim specjalnego wrażenia. Lubił jednak przesiadywać na mostku i zatracać się w patrzeniu na wirujące przed nim obrazy. Było w tym coś hipnotyzującego i coś co pozwalało Drabikowi na chwilę odpłynąć i zapomnieć o wszystkim co go otacza. Podróżując blisko prędkości światła, Adam miał wrażenie, że kosmos zagina się niczym kartka papieru zwinięta w rulon, tworząc coś na kształt tunelu lub czasoprzestrzennej rury. Cały widzialny świat rozmywał się, topniał i pływał po zakrzywionej powierzchni. Na środku, który stanowił hipotetyczny koniec tunelu widać było co chwila niebieskie przebłyski i wyładowania. Takim pulsom światła towarzyszyło często pojawianie się promieni, które mijały statek z ogromną prędkością i zostawiały po sobie widoczne krótką chwilę, liniowe powidoki.
Adam odwrócił na chwilę wzrok i spojrzał na główny zegar, odliczający subiektywny czas trwania jego misji.
Trzy lata, cztery miesiące i dwadzieścia jeden dni. Wolał nie przeliczać, ile dni w tym czasie upłynęło na Ziemi.
Drabik skarcił się w myślach za to, że spojrzał na czasomierz, westchnął i wrócił do przyglądania się pływającemu kosmosowi. Jego myśli zaczęły dryfować w stronę wspomnień. Łapał się na tym, że coraz częściej wybierał się w tamte rejony.
Chodź został ratownikiem medycznym, od zawsze pasjonował i pociągał go kosmos. W czasach licealnych często wymykał się za miasto, tam gdzie niebo nie było skażone sztucznym światłem i spędzał całe noce leżąc i przyglądając się rozgwieżdżonemu niebu. Śledził pilnie każde odkrycie i z wypiekami na twarzy słuchał informacji o nowych technologiach i postępach w podboju kosmosu przez ludzkość. Kiedy dowiedział się o poszukiwaniu chętnych do eksperymentalnego programu NASA, nie wahał się i od razu wysłał aplikację. Mało nie zemdlał z wrażenia kiedy otrzymał zaproszenie do USA. Miesiąc testów, szkoleń, weryfikacji i w końcu udało się - został wybrany. Wszystko działo się tak szybko. Potem roczne szkolenie przygotowawcze, a na koniec przykre chwile i decyzje - dramatyczne rozstanie z ówczesną dziewczyną, pożegnanie z rodzicami, bliskimi, przyjaciółmi i znajomymi. Adam wiedział, że program nie przewidywał, że wróci, za rok lub kilka lat.
Oficjalnie, stawał się jednym z wielu pracowników zatrudnionych w NASA. Nieoficjalnie, miał być wybrańcem i pionierem - tym, który wraz z innymi odkrywcami, zostanie wysłany na wyjątkową podróż w najdalsze zakątki wszechświata. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie opracowany w ścisłej tajemnicy silnik kwantowy Hermes, zdolny rozpędzić jednoosobowy, relatywnie mały wahadłowiec do prędkości, bliskiej prędkości światła. Z oczywistych względów, całe przedsięwzięcie otrzymało najwyższy status operacji top secret.
Misja, w której miał wziąć udział Adam miała też drugi aspekt. Jeszcze nikt wcześniej nie podróżował tak szybko, a co za tym idzie, jeszcze nikt wcześniej nie zmagał się z tak potężną dylatacją czasu i jej efektami. Podróż Drabika, miała trwać dla niego subiektywnie siedem lat, podczas których, będzie codziennie rejestrował i zbierał dane z otoczenia oraz własnego ciała. Musiał zapłacić jednak za to wysoką cenę.
Kiedy wróci, Ziemia będzie o czterdzieści lat starsza.
Zdawał sobie sprawę, że kiedy misja się zakończy, jego rodzice nie będą już prawdopodobnie żyli. Jego znajomi, jeśli dożyją powrotu Adama, będą mieli po około siedemdziesiąt lat. Nie miał też pewności, czy Ziemia jaką znał, będzie w ogóle istnieć. Dużo mogłoby się przez ten czas wydarzyć. Żyjąc w ciągłej ekscytacji i poczuciu, że uczestniczy w czymś epokowym, nie zastanawiał się nad prawdziwym ciężarem, jakim obarczona była jego misja. Dopiero po około dziesięciu subiektywnych miesiącach podróży, kiedy naprawdę został sam i łączność z Ziemią, ze względu na zbyt dużą odległość i prędkość, przestała być możliwa, Adam zaczynał rozumieć na co tak naprawdę się zapisał.
W dniu startu został zapakowany w kosmiczny kombinezon i poddano go narkozie. Specjaliści i naukowcy pracujący przy projekcie nie chcieli ryzykować i woleli dmuchać na zimne - nie było eksperymentalnych danych dotyczących reakcji ludzkiej świadomości na rozpędzanie silnika kwantowego. Ostatnim co Drabik pamiętał z Ziemi, był widok białego sufitu w sterylnym pokoju, gdzie przygotowywano go do startu. Potem ocknął się już na pokładzie. Sensory prędkości Hermesa wskazywały liczbę 295 000 km/s.
Z zamyślenia i wspomnień wyrwał go piszczący sygnał, oznajmiający zakończenie procesu diagnostyki.
Adam nachylił się i przeczytał podsumowanie. “System w pełni sprawny”. Wstał, wyłączył elektroniczne moduły na mostku, wrócił do swojego pokoju, ubrał się w wygodny dres i usiadł na łóżku zastanawiając się czym mógłby się dzisiaj zająć. Wszystkie dostępne na pokładzie rozrywki znudziły go już dawno temu. Początkowo kiedy komunikacja z Ziemią była możliwa, korzystał z pokaźnych zasobów ziemskiego internetu. Oglądał transmisje sportowe, śledził wydarzenia, oglądał seriale i filmy, czytał e-booki i słuchał audiobooków, mógł pobierać i grać w najnowsze gry VR. Miał nieograniczony dostęp do coraz to nowych pozycji.
Tuż przed nastaniem ciszy radiowej, został uprzedzony przez John’a i idąc za jego radą pościągał tyle rzeczy na zapas ile się dało. Niestety w dość szybkim czasie obejrzał, przeczytał, wysłuchał i zagrał we wszystko, czasem nawet kilkadziesiąt razy to samo. Znał repertuar na pamięć i nudził go więc Adam porwał się w wir pracy oraz ćwiczeń, ale i to po jakimś czasie zaczęło być dla niego obojętne. Samotność, rutyna i niepewność coraz bardziej dominowały jego myśli. Starał się walczyć z negatywnymi uczuciami ale im dalej był od Ziemi, tym bardziej zaczynały rozpychać się łokciami w jego świadomości.
Potrząsnął energicznie głową. Wstał i odpalił na komputerze wideo-wiadomości, które nagrały dla niego przed startem osoby mu najbliższe. Oglądał je już wiele razy, ale zawsze starał się traktować tak, jakby otrzymał je wczoraj, zaklinając w ten sposób rzeczywistość. Nagrania pomagały mu często przetrwać trudne chwile i odsunąć na bok niepewność i strach. W momentach zwątpienia były jego ostatnią deską ratunku. Odtwarzał je zawsze w takiej samej kolejności, mimowolnie stwarzając w ten sposób swoisty rytuał.
Rozpoczynał od nagrań dalszej rodziny, potem przyjaciele, rodzeństwo, rodzice, a na
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Majron
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…