Wróć do katalogu

Dywagacje Fantasy

Coś napisałem...

Saelun, opublikowano , 10 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Uciekał prosto przed siebie, na oślep, sam nie wiedział, jak długo. Dziesięć, może piętnaście minut. Przedzierał się przez zarośla blokujące drogę. Próbował ich unikać, jednak ciemność skutecznie mu na to nie pozwalała. Niewidoczne gałęzie zaczepiały o jego ubranie, raniąc jego ciało. Na dodatek miał je umazane we krwi wyciekającej z ust. Na plecach widniały rany, zadane bardzo ostrym narzędziem. Biegł tak jeszcze kilkanaście sekund, potykając się o korzenie wystające z ziemi. W pewnym momencie jego organizm zaczął się buntować. Gdy nieznośny ból rozsadzał pęcherzyki płucne z braku powietrza, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, zatrzymał się. Złapał się za lewy bok i zaczerpnął powietrza. Ciężko oddychając, wypluł nadmiar krwi, zebranej w ustach i rozejrzał się po okolicy. Z początku nie docierało do niego, gdzie się znalazł. Zmęczenie i strach uniemożliwiały skupienie się na konkretach. Pochylił się, aby zebrać myśli i spróbować zatrzymać szalejący ból głowy. Po chwili udało się. Powoli spojrzał na otoczenie. Wszędzie widział przeróżne drzewa, krzewy. Wysokie, niskie, grube lub cienkie. Z wyglądu przypominały te, które widział chodząc po Wschodnim Lesie; te same kolory, to samo powietrze. Jednak po chwili poczuł się jakoś dziwnie. Brakowało mu czegoś. Uzmysłowił sobie, że nie słyszał zwierząt, a na dodatek ta dziwna para unosząca się przy samej ziemi. Wirowała i skręcała się. Z jej głębi, co jakiś czas wydobywał się cichy szum. Pomijając zmęczenie i chłód, na jego ciele pojawiły się dreszcze niespowodowane zimnem. Poczuł, jak otaczające go rośliny, próbują pochwycić jego umysł swoimi niewidzialnymi mackami. Jednakże nie udało im się dopiąć celu. Tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko zniknęły. Wyglądało to tak, jakby natrafiły na jakąś barierę. Otrząsnął się z nagłego otępienia, jego nozdrza zaatakował dziwny zapach. Zapach, który był mu nieznany. To wystarczyło, aby zrozumiał, że otacza go ze wszystkich stron Północny Las. Miejsce tajemnicze, okryte złą sławą; gdzie nikt nigdy nie wchodził. Tak wyczytał z ksiąg Siralosa. Przypomniał sobie na moment zdanie starego Rahadnaka: ?Nie wchodźcie do tej części lasu. Sam! Nie wiem, co tam jest i to musi Wam wystarczyć za przestrogę.? Zapamiętał to zdanie; Wyryło mu się je w pamięci, jak znamię. Wtedy nie mógł w to uwierzyć, że sam Rahadnak tam nie wchodził. Stał jak sparaliżowany, trzymając się za bok z wzrokiem tkwiącym w jednym punkcie. Całkowita bezsilność opanowała jego członki. Do głowy nie przychodziło mu nic, co mógłby zrobić. ? Nie mogę przecież zawrócić, ale nie mogę także iść dalej. Pozostaje mi tu tak stać i stać? - pomyślał i zganił się od razu za wkraczającą do jego umysłu panikę. ? Nie poddawaj się tak od razu. Żyjesz, prawda? Tak żyję, ale to nie zmienia faktu, ze wpadłem między młot a kowadło. Miedzy to c... co... coś a Zakazany Las. Nagle całe jego ciało przeszył straszliwy ból, promieniując od dołu ku górze. Rzucił go na kolana, zmuszając do wydania nieopisanego wrzasku. Podparł się rękoma i zwymiotował krwią. Ból głowy nasilił się, tak samo jak zmęczenie. Szok spowodowany nagłym wstrząsem od razu przywrócił wspomnienia ostatnich minut. Obrazy masakry jego rodziny przewijały się jak w kalejdoskopie. Pamiętał większość szczegółów. Wracały niemal jak bumerang. Zakrył twarz rękoma i rozpłakał się. Zdał sobie nagle sprawę, że wszystko się zmieniło, a zarazem skończyło. Nic nie będzie tak jak dawniej. Właśnie tego najbardziej obawiał się przez całe życie: przemijania i bolesnej straty. Wiedział, że to kiedyś nastąpi, jednak nie przewidział dzisiejszego dnia. W trakcie, gdy jego umysł pozostawał w odrętwieniu, z mroku bezszelestnie wyłoniły się cztery czarne stwory o żółtych ślepiach, wielkością przypominające niedźwiedzie. Z pysków uzbrojonych w kilkucalowe kły, unosiła się bezbarwna para. Wolniutko kroczyły w równoległym rzędzie. Zatrzymały się w odległości około czterech metrów od najbliższego krzewu. Między chłopakiem dzieliła ich odległość dwudziestu metrów. Wzrok utkwiły w postaci klęczącej na ziemi i przez chwilę patrzyły na nią, jakby oceniając przeciwnika. W ich spojrzeniu widać było szaleńczą brutalność i żądzę krwi. Co i raz kręciły mordami, wydając słabe sapnięcia. Tuż za plecami bestii pojawiła się następna. Była ogromna oraz szkaradna. Mordę miała zdeformowaną, jakby coś ciężkiego spadło jej na głowę. Na całej czaszce rosły jakieś wypustki, kształtem przypominające kolce. Całe ciało było przedzielone poszarpaną linią, a pod odpowiednim kątem można było zauważyć ruszające się wnętrzności. W prawej łapie trzymała w garści cztery odcięte ludzkie głowy, z których ściekała jeszcze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych