Wróć do katalogu

Dzieci Elfów (odc 1 poprawiony)

Co by było gdyby te wszystkie bajki o elfach, gnomach czy krasnoludach były prawdą, przynajmniej częściowo? Naiwny, familijny wypełniacz czasu, ale mi osobiście się podoba. Pisany na styl spokojnych angielskich opowieści.

TomaszMaj, opublikowano , 15 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W naszych czasach modnym się stało tworzenie drzew genealogicznych swoich rodzin. Stare zdjęcia i dokumenty wyszukują na strychach i w parafialnych archiwach już nie tylko przedstawiciele szacownych rodzin szlacheckich czy książęcych, ale także zwykli rzemieślnicy, handlowcy i prości robotnicy. Czasami któremuś z nich uda się odkryć coś niespodziewanego- jakiegoś pradziadka z nielegalnego związku księcia i pokojówki, lub prababcię znajdę, przygarniętą przez dobrych ludzi spod drzwi kościoła. Takie historie dawniej były powodem do hańby, teraz jednak dodają romantycznej pikanterii dalszym poszukiwaniom. A gdyby tak, załóżmy czysto hipotetycznie, w trakcie takich hobbistycznych poszukiwań okazało się, że jest się potomkiem kogoś kto nie miał prawa istnieć naprawdę, kogoś po kim zostały tylko bajki i podania? Moja świętej pamięci babcia zwykła mawiać, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, a w ludowej pamięci zbiorowej przekazywanej z ust do ust jest więcej okruchów historii niż się wydaje naukowcom. Posłuchajcie pewnej historii. I Starszy mężczyzna pokazał chłopcu, który stał przed nim, jastrzębia szybującego wysoko w górze, po czym powiedział: -Zamknij oczy i patrz… Chłopiec posłusznie zamknął powieki i nagle znalazł się kilkaset metrów nad ziemią. Słońce pieściło rdzawo-szare rozpostarte skrzydła, wiatr grał na sztywnych lotkach piór, a oczy pilnie wpatrywały się w szachownicę pól i lasów pokrywającą wzgórza znajdujące się pod nim, szukając zdobyczy. Widział jak pomiędzy drzewami przemyka rodzina saren, a gdzieś dalej kilkoro turystów przechadza się jedną z wielu ścieżek widokowych. Pomiędzy wzgórzami przebijała się srebrzysta wstążka Tamizy, przecinając kolorową narośl małego miasteczka z kamiennym kościołem w centrum. Z tej odległości budynki wyglądały jak miniaturowa tekturowa makieta. Trochę bliżej widać było XIX- wieczny pałacyk z czerwonej cegły otoczony rozległymi trawnikami, oraz osiedle bogatych rezydencji rozłożone wzdłuż polnej drogi na granicy lasów i pól. Bystrość wzroku i gama kolorów odbierana przez jastrzębie oczy zachwyciła go. Daleko pod sobą zobaczył też dwoje ludzi: dziesięcioletniego chłopca i stojącego za nim eleganckiego staruszka, trzymającego obie dłonie na ramionach młodego towarzysza. Obaj mieli zamknięte oczy. Pomimo dużej odległości wyraźnie widział każdy szczegół ich twarzy. -To ja i wujek Henry- pomyślał- Miasto to Henley-on-Thames, w którym mieszkam z rodzicami, pałac nazywa się Fawley Court, a te rezydencje to Fawley Park. Tam mieszka Henry, tyle że pod drzewami nie widać jego domu. Wtem poczuł silne szarpnięcie w tył i znów znalazł się na ziemi. Szybujący w górze jastrząb wydał przeciągły okrzyk i skrył się pomiędzy drzewami. Chłopiec, szczupły jasnowłosy dziesięciociolatek ubrany w zwykły T-shirt i dżinsy, był tak przejęty tym co przed chwilą doświadczył, że zupełnie zapomniał iż nie znajduje się w swojej ojczyźnie w Polsce, lecz w uroczych lasach hrabstwa Oxfordshire w Anglii na południowy wschód od Londynu. Dopiero po chwili skojarzył, że uporczywe pytanie zadawane po angielsku i drażniące uszy skierowane jest do niego. - Andrew, Andrew, wszystko OK? Andrzej otrząsnąwszy się odpowiedział, również po angielsku: -Tak wujku Henry, wszystko dobrze. Po prostu to było takie niesamowite… Chłopiec odwrócił się i uważnie przyjrzał stojącemu za nim mężczyźnie. -Jak to zrobiłeś? Byłem tam- wskazał na niebo nad nimi- w tym ptaku. Patrzyłem jego oczami, czułem jego skórą, rozumiałem jego pragnienie polowania. Jak to możliwe? -Widzisz Andrew…- Wujek Henry zawiesił głos- mam pewne zdolności dane mi przez naturę. Mogę wnikać w umysły zwierząt; na pewien krótki czas oczywiście. Nie przyprowadziłem cię jednak tutaj po to żeby się chwalić. Ten pokaz miał być tylko wstępem przed tym co chcę ci powiedzieć- staruszek spojrzał chłopcu w oczy i zapytał- Czy wierzysz w Elfy? Andrzej w pierwszej chwili miał ochotę parsknąć śmiechem, czując jednak na sobie badawcze spojrzenie mężczyzny i wciąż będąc pod wrażeniem tego co przed chwilą przeżył, zawahał się. - N… nie wujku, a powinienem? Jaki związek ma to pytanie z tym co mi pokazałeś? Chyba nie chcesz mi powiedzieć że jesteś… elfem? – chłopiec przyjrzał się krytycznie Henremu-Wybacz wujku, ale elfy, te w bajkach, są szczupłe, piękne, wiecznie młode i w ogóle. No a ty…- chłopiec zawahał się nie chcąc urazić starszego pana- no, sam wiesz. Mężczyzna nazywany wujkiem Henrym lekko się zarumienił, po czym odpowiedział -Jestem stary, łysy i pomarszczony. Wyglądam jakbym miał osiemdziesiąt lat, czyż nie? -Tak mniej więcej- Andrzej uśmiechnął się przepraszająco. Przeprowadził się z rodzicami i młodszym bratem do Anglii niecały rok wcześniej, ale już wchłaniał tą słynną staro-angielską grzeczność i mówienie wprost o czyjejś starości wprawiało go w zakłopotanie. -Nie ma sprawy chłopcze- Henry poklepał go po ramieniu- wiem jak wyglądam, ale powiem ci coś jeszcze. Jestem dużo, dużo starszy. Niedawno skończyłem 120 lat, a moi przodkowie byli Elfami. Andrzej szeroko otworzył oczy, nie wiedząc czy staruszek żartuje, czy też może jest nie do końca zdrowy psychicznie. -Wiem, wiem co sobie w tej chwili możesz o mnie pomyśleć- uśmiechnął się dziadek- dlatego najpierw chciałem ci pokazać moje umiejętności. Chłopiec milczał czekając na dalsze wyjaśnienia, ale mężczyzna spojrzał na zegarek i powiedział- Musimy już wracać, twoi rodzice będą się niepokoić. W końcu wyszliśmy tylko na krótki spacer. -Nie no, wujku- zaoponował Andrzej- najpierw zastrzeliłeś mnie takim pytaniem, a teraz mówisz „musimy wracać?” -Chodźmy, po drodze opowiem ci resztę- uśmiechając się odpowiedział. Poklepał chłopca po ramieniu i lekko popchnął przed siebie, kierując go na najbliższą ścieżkę, nazywaną w tych okolicach ‘footpath’. Widzisz, takich jak ja jest więcej- Henry kontynuował swoją opowieść. Szli zielonym lasem w półmroku wiosennych liści filtrujących światło słoneczne nad nimi. Andrzej bez problemu mógł sobie wyobrazić, że znajdują się w baśniowej krainie Tolkiena, a za drzewami kryją się dziwne fantastyczne stwory. Zupełnie jakby byli w innym świecie, a nie zaledwie 30 minut spokojnego spaceru od Henley- miasteczka w który mieszkał i skąd było już tylko 2 godziny jazdy samochodem od Londynu. Tymczasem starszy mężczyzna opowiadał: - Nie bardzo dużo, ale jednak trochę nas jest na tym świecie. Nasi szlachetni przodkowie zostawili trochę potomstwa wśród rasy ludzkiej. W dawnych czasach bywało że wiązali się ze śmiertelnymi; czasami z nudów i dla zabawy, a czasami z miłości. Różnie bywało. Czasami dziecko zostawało w tamtej rasie, a czasami- i tak było częściej- dziecko porzucano wśród ludzi. Pół-elfy i ćwierć-elfy odznaczały się bardzo długim życiem i wieloma nadprzyrodzonymi zdolnościami. Ze wspomnień o nich zostały tylko bajki i legendy. Z pokolenia na pokolenie elfia krew mieszała się z ludzką i rozprzestrzeniała, a długowieczność i zdolności zanikały. Jesteśmy jak okruchy diamentu rozsypane w kupce popiołu. Czasami u niektórych z nas elfie geny po wielu pokoleniach uśpienia niewiadomo dlaczego odżywają

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych