Wróć do katalogu

Dzieci Nocy

Pierwsze trzy rozdziały historii Tomka, który otrzymał mroczny dar od tajemniczej nieznajomej. Krótki opis, jakim miał byc z założenia, przerodził się w dłuższą, niemalże powieść. Pozostałe rzdziały wkrótce.

Biyik, opublikowano , 42 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I. Nieznajoma

Był ciepły letni wieczór, gdy Tomasz wracał do domu, wąskimi uliczkami Wrocławia. Właśnie mijał mu kolejny dzień spędzony na poszukiwaniach pracy, kolejny nieudany dzień. Od czasu, gdy ukończył studia minęło dziesięć miesięcy, a on wciąż był bezrobotnym. Mieszkał w trzypokojowym mieszkaniu z trójka znajomych, już od trzech lat, jednak jemu jako jedynej osobie jak dotąd ni udało się znaleźć stałego zatrudnienia. Oczywiście od czasu do czasu natrafiał na jakieś drobne fuchy, aby tylko utrzymać się jakoś, a i to często nie wystarczało. Więc często musiał pożyczać pieniądze od znajomych, by móc jakoś przetrwać. Już nawet nie wiedział dokładnie na jaką kwotę udało mu się zadłużyć, jednak nikt z jego przyjaciół nigdy nie nalegał z szybkim oddaniem pieniędzy. Wiedzieli że kiedyś odda, zawsze oddawał, gdy tylko udawało mu się gdzieś dorobić. Dzisiejszy dzień jednak nie przyniósł upragnionego sukcesu w poszukiwaniach. Wszędzie gdzie się udał, powiedziano mu, ażeby oczekiwać na telefon, jednak za wiele takich odpowiedzi już usłyszał w swoim życiu, aby dać im choć trochę wiary. Więc szedł wolno w stronę mieszkania, wąskimi uliczkami, starając się unikać wszystkich ludzi, a było to trudne w piątkowy wieczór. Na dodatek znajomi urządzali dziś imprezę w domu, wiec w ogóle mu się nie śpieszyło. Nie miał ochoty na spotkanie ze znajomymi którym już się udało stanąć na własne nogi, ani tez słuchać ich pocieszania. Nie spieszyło mu się, tym bardziej, że był bardzo zmęczony po kolejnym dniu poszukiwań. Wyciągnął papierosa i przystaną przy jednej z wystaw sklepowych, na której sterczały manekiny ubrane jedynie w bieliznę. Popatrzył na nie, i zaklął po cichu. Pamiętał dobrze swoją ostatnią dziewczynę, musieli się rozstać gdy ona wyjechała na stypendium zagraniczne do Paryża, i tam urządziła sobie życie, po skończeniu studiów. A było to już prawie dwa lata temu. Spotkał ją niedawno, przyjechała odwiedzić rodziców. Poznał ją od razu, chociaż zmieniła się, wypiękniała. Ubrana w gustowny żakiecik, z czarna torebką pod pachą za rękę z jakimś przystojnym facetem spacerowała po rynku. Nie miał odwagi podejść. Za bardzo się wstydził. Dowiedział się później od jej przyjaciółki, że przyjechała do kraju zaprosić rodziców i kilkoro znajomych na swoje wesele. Jego na tej liście nie było. Zresztą, ani się nie dziwił ani nie żałował. Dopalił papierosa do końca i spojrzał na zegarek. Było piętnaście po siódmej, a impreza zaczynała się dopiero o dziewiątej, miał wiec jeszcze trochę czasu. - Musze się napić. – Powiedział sam do siebie, po czym ruszył spokojnie w stronę małej knajpki, ukrytej na rogu jednej z uliczek nieopodal rynku we Wrocławiu. Gdy dotarł na miejsce, usiadł przy barze i zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu pieniędzy. Niewiele miał, jednak po przeliczeniu starczyło mu na dwa piwa. Idealnie – pomyślał, po czym zamówił duże i zapalił papierosa. Porozglądał się po wnętrzu. O tej wczesnej porze knajpka była prawie pusta. Ludzie dopiero zaczęli się schodzić. W jednym stoliku siedziało jakichś dwóch typków, widać stałych bywalców, gdyż co jakiś czas barman przysiadał się do nich, by porozmawiać, odpocząć póki jeszcze brak ludzi pozwalał mu na to. Gdy dopił pierwsze piwo wnętrze zaczęło ożywać powoli, a w powietrzu zaczęła unosić się powoli tytoniowa mgiełka. Zamówił kolejny browar i obserwował. Co jakiś czas barman próbował go zagadać, jednak Tomek nie miał ochoty na rozmowy i za każdym razem zbywał go krótkimi odpowiedziami. - Dlaczego wszystkim się wydaje, że mogą mi pomóc każdy chce rozmawiać. Czy ci ludzie nie mają żadnych własnych problemów. – Zaczął się zastanawiać. – Taki barman, Przecież on mnie nawet nie zna, ale nasłuchał się innych zrzędliwych klientów, kilka razy im pewnie doradził, i możliwe że nawet kilka razy była to dobra rada, a teraz myśli ze pozjadał wszystkie rozumy i może sam zmienić świat. Gówno może. – Zakończył swe rozmyślenia w momencie gdy do baru, zaraz obok niego przysiadła się jakaś dziewczyna. - Można się przysiąść? - Zapytała - Można, w końcu wolny kraj, a miejsce było puste. – Odpowiedział, nie podnosząc nawet wzroku. – Poza tym po co się pytać gdy już się siedzi. - Dodał zrzędliwie a ona nic nie odpowiedziała. Po chwili jednak poczuł zapach którego nie można było zignorować, a który czuł wyraźnie pomimo dymu papierosowego jak przyćmił całe pomieszczenie. Tak to pachniała ta dziewczyna, która przed chwila usiadła obok. Chciał popatrzeć na nią, jednak po tym jak z nią rozmawiał przed paroma chwilami, czuł się co najmniej głupio. Wyciągnął kolejnego papierosa i zerknął w stronę swej tajemniczej sąsiadki. Nie zwróciła na niego uwagi. - Papierosa ? – Zapytał. Ona odwróciła się w jego stronę i wtedy ujrzał jej twarz. A nawet nie twarz, gdyż jej oczy przyćmiły wszystko. Miała najpiękniejsze oczy jakie do tej pory widział. Ciemne, wręcz czarne, bardzo duże i głębokie, tajemnicze a zrazem rozciągające wszędzie gdzie patrzyły ogromne zaufanie i spokój. - Nigdy czegoś tak pięknego nie widziałem. – pomyślał. - Tak, raczej nie palę, ale jak to ma nam pomóc w rozpoczęciu rozmowy to poproszę.- Odpowiedziała bardzo pewnie, po czym wzięła od niego papierosa. - Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. - Wyciągnął rękę. - Po prostu kolejny zły dzień. Tomek jestem. - Anka, miło mi. – Odwzajemniła gest. - Mi również. - Nie wiedział co ma dalej mówić, wciąż oszołomiony jej urodą, jednak ona wybawiła go z tej sytuacji, mówiąc. - Więc opowiadaj, co sprawiło, że każdy nieznajomy, który stara się tylko być miły, sprawia, że od razu masz ochotę go postrzelić swoim sarkazmem. Wierz mi, że nie ma to jak rozmowa z dopiero co poznaną osoba. – Na jej twarzy pojawił się uśmiech odsłaniając piękne białe zęby. Zaczął opowiadać o swoim życiu, nie wiedząc czemu to robi, mówił o wszystkim. Dziewczyna którą dopiero co poznał słuchała go, odpowiadając od czasu do czasu paroma słowami. Czuł, może jej opowiedzieć o wszystkim, nawet o najciemniejszych tajemnicach jego życia. Aura zaufania jaką roztaczała wokół siebie tajemnicza nieznajoma sprawiała iż czuł się jak nigdy przedtem. - A jednak ten dzień nie musiał być tak nieudanym, jak się wydawało. - pomyślał. Gdy już kończył swoja opowieść nieudacznika życiowego, ona odpowiedziała jednym zdaniem. - Takie życie, raz jest dobrze raz jest gorzej. – Odpowiedziała, wcale nie starając się go pocieszać czy w ogóle zrozumieć. Siedzieli tak chwilę, paląc kolejnego papierosa, i pijąc kolejne piwo, które Anka zdążyła zakupić podczas monologu Tomka nie odzywając się w ogóle. - No dobra, teraz twoja kolej. Opowiadaj, co taka piękna dziewczyna robi sama w knajpie pijąc i rozmawiając z kimś takim jak ja? – Zapytał, w końcu decydując się przerwać tę ciszę która wcale nie była taka niezręczna. - Hehe, takie życie. – Odpowiedziała mrugając okiem. – Każdy ma jakie ulubione sposoby spędzania czasu i powiedzmy że to jest jeden z moich. - No tak, ale może powiesz coś więcej, skąd pochodzisz, co porabiasz, i w ogóle. – Nie dawał z wygraną. – Mówisz świetnie po polsku, ale akcent masz jakiś dziwny. Oczywiście bez urazy. - Spostrzegawczy jesteś. Nie jestem z polski, mieszkam tu od kilku lat, spodobało mi się tutaj, więc tutaj jestem. Przepraszam cię musze skorzystać z toalety, wiesz piwo.. – Kolejne mrugnięcie oka, sprawiło że Tomek uśmiechnął się po czym przytaknął. - Będę Czekał. Wstała, obróciła się lekko i udała się w stronę toalety. Tomek w końcu zerknął na zegarek, dochodziła dwunasta. – Pal go sześć, impreza imprezą, a nie często udaje się spotkać takie kobiety. – Pomyślał. Czekał, jednak ona nie wracała z toalety. Gdy minęło pół godziny, wstał i poszedł sam w stronę kibla. Sam poczuł ciśnienie w pęcherzu, więc czuł się usprawiedliwiony opuszczając stanowisko. Poza tym zaczął się już trochę niepokoić. Toaleta miała jedno wejście dla kobiet i dla mężczyzn, po czym rozdzielała się na dwoje, więc gdy wszedł do środka i nieomal nie zderzył się z jakąś dziewczyną wychodzącą z damskiej części, zapytał. – Przepraszam, czy nie ma tam środku może wysokiej brunetki? - Nie, nikogo w środku nie ma. – Odpowiedziała patrząc się na Tomka trochę dziwnie. - Dzięki. – No cóż, to było zbyt piękne żeby mogło okazać się prawdą. Poza tym pewnie zanudziłem ją moją historią. – Odpowiedział sobie w myślach, po czym wszedł do kibla, z zamiarem jak najszybszego załatwienia swoich spraw i udania się do domu. Gdy wyszedł z knajpy, było już zupełnie ciemno, i na dodatek z nieba zaczął kropić drobny deszczyk. –Jeszcze kurwa brakowało. – I Ruszył w stronę mieszkania, z jeszcze większym zrezygnowaniem, niż to robił przed odwiedzeniem knajpy. Wyciągnął przedostatniego papierosa z zmiętolonej paczki i gdy miał już zapalać, usłyszał za plecami znajomy głos.. - A mnie nie poczęstujesz? Odwrócił się i ujrzał Ankę. Stała wyprostowana, a jej oczy wpatrywały się wprost w niego, miał nawet wrażenie, iż przewiercają go na wylot, odnajdując wszystko czego tylko pragnęły, schowane w najgłębszych zakamarkach jego umysłu. Uśmiechnęła się, odsłaniając zdrowe zęby, które poprzez chwilę wydawały się nienaturalnie długie, jednak jej wzrok sprawił, że zapomniał szybko o tym fakcie, wyciągając paczkę z ostatnim papierosem w jej stronę. - Proszę, a tak w ogóle to myślałem że już cię nie zobaczę. - Wiesz, musiałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Ale Wróciłam by się pożegnać. Ale mam dla ciebie prezent. – Zaciągnęła się papierosem i odwróciła w stronę małej uliczki prowadzącej nad Odrę. - Chodź za mną. Tak też zrobił, zahipnotyzowany jej uwodzicielskim głosem. Szli w milczeniu, nie patrzac w ogóle na siebie, aż w końcu dotarli nad brzeg rzeki, ona usiadła na jednej z ławek. Wokół było zupełnie pusto, żadnych ludzi. Jedynie blask księżyca odbijał się w niezmąconej tafli wody, oraz na jej policzkach. - Wyglądała cudownie. - Pomyślał, i usiadł obok niej. Jej dłoń ujęła jego, jej palce zacisnęły się na jego palcach. Po jego ciele nagle zaczęło wędrować stado mrówek. Zbliżyła usta do jego ust, i lekko go pocałowała. - Mam dla ciebie coś, czego niewielu może ci ofiarować, coś co odmieni twoje życie. – Wypowiadając ostatnie słowo, na jej twarzy zagościł uśmiech. - Nie wiem czy kiedyś, będziesz mi dziękował, czy może przeklinał w duchu, ale dawno już nie poznałam osoby, której mogłabym ten dar ofiarować, A wierz mi, poznałam już wiele osób. Więcej niż mogłoby ci się wydawać. – Popatrzyła mu prosto w oczy, po czym wtuliła się w jego ramiona, powoli przesuwając głowę w stronę jego ust. Zaczęła go lekko całować, a gdy tylko on chciał odwzajemnić jej pocałunki, wstrzymywała go. Zaczęła całować jego szyję. Mrówki opanowały już całkowicie jego ciało, a on się im dawno poddał tak jak i jej. Nagle jego ciałem zawładnął przyjemny dreszcz. Zamknął oczy i zaczął odpływać. Ciepło ogarnęło całe ciało, leciał, by za chwile zacząć spadać, płynął by za chwilę zacząć się topić, arktyczny chłód mroził mu kończyny, by za moment palić się w słońcu Sahary. Czuł spokój, a zarazem wiedział iż coś jest nie tak. Wtedy stracił przytomność.

II. Przemiana

Drobny deszczyk przerodził się w potworną ulewę. Gwałtowny wiatr porywał gałęzie drzew do tańca, nie dając im chwili wytchnienia. Kap, kap, kap, Tomasz poczuł krople na twarzy. Otworzył oczy. Leżał na ławce nad Odra, wokół, nie było żywej duszy. Powoli podniósł się, i poczuł ogromny ból we wszystkich swoich kończynach. Po tajemniczej nieznajomej nie było ani śladu. – Może to wszystko mi się tylko przyśniło. – Pomyślał. Było to najbardziej logiczne wytłumaczenie przeżyć, które zapamiętał. Było mu zimno. Poczuł że cały się klei z ... potu. Jednak coś się musiało wydarzyć. Jeżeli to był tylko sen, to był on tak realistyczny, że jego skutki mógł teraz odczuwać na własnej skórze. Z zamyślenia wyrwał go błysk. Poczuł wibracje, usłyszał potworny huk. Burza rozpoczęła się na dobre. Ruszył wolno w stronę mieszkania. Zerknął na zegarek. Była pierwsza po północy. Cóż, chyba nie zdarzy na imprezę. Jeszcze ten kurewski deszcz. – pomyślał. - Nie może padać wiecznie. - Usłyszał w odpowiedzi. Odwrócił się gwałtownie, lecz nikogo nie zauważył. Tylko jakiś ptak siedział na gałęzi. – Zajebiście. Jeszcze mi się kory w głowie palą! - pomyślał. – Jakbym miał mało problemów na głowie. Machnął ręką i ruszył dalej myśląc o ostatnim wieczorze. Nawet nie zorientował się, gdy doszedł do klatki. Spojrzał w górę. W jego mieszkaniu światła wciąż się świeciły. Czyli impreza toczyła się dalej. Wyszedł szybko po schodach, wszedł do mieszkania. Z pokoju, dosłownie wytoczyły się dwie osoby. Było to jego współlokator Michał, i jego znajomy. O ile dobrze pamiętał jego imiennik. - W końcu, już myśleliśmy że cię gdzieś porwali po drodze i zgwałcili. – Na ich twarzach pojawił się szeroki uśmiech. - No dawaj, przebierz te przemoczone łachy, i chodź pić, jeszcze sporo wódeczki zostało, a gęb do wykarmienia niewiele. - Większość dzisiaj słabi, forma już nie ta! – Dodał imiennik. W tym samym momencie z pokoju wypadł Marcin, jego kumpel, z flaszką i kieliszkiem, a raczej kubkiem, w ręce. - No to karniak. Żeby ci się lepiej przebierało. - Czekajcie, pierwsze się przebiorę, poza tym ochoty nie mam. – odpowiedział Tomek. - Pij nie pierdol! – odezwała się trójka znajomych jednym głosem. Więc wziął od nich kubek wódki i przełknął na raz. Smak jak poczuł, całkowicie różnił się od smaku wódki. - Co to jest?? Jakiś nowy specyfik? Ci spojrzeli na siebie, po czym wybuchnę li śmiechem, pokazując mu butelkę. Była to ta sama czysta wódka, jaką już nieraz pił na imprezach. - Z tego szukania pracy rzeczywiście pomieszało ci się we łbie. Przebieraj się i chodź. – powiedział Michał, po czym udał się do pokoju. Jednak smak jaki pozostał Tomkowi w ustach nie przypominał mu w ogóle tego, który pamiętał. Mógł nawet przysiąc, że smakowała mu ta wódka równie jak herbata malinowa, którą popijał codziennie rano na śniadanie. Jednak słysząc ciągłe nawoływanie z drugiego pokoju, przestał się zastanawiać i przebrał się szybko, by dołączyć do rozbawionego towarzystwa. Nie jadł nic, nie był głodny, pił tylko kolejkę za kolejką chcąc się schlać jak świnia, by zapomnieć o dzisiejszym wieczorze. Jednak wódki ubywało, a on wciąż patrzył trzeźwym wzrokiem na świat. Gdy już wszyscy byli na tyle pijani, by rozmowa z nimi stawała się murem nie do sforsowania, Tomek udał się do swojego pokoju. Długo nie mógł zasnąć. Leżał na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Następnego dnia zbudziły go odgłosy dobiegające zza ściany. Sąsiadką, stara panna w czteropokojowym mieszkaniu upodobała sobie codzienne audycje religijne w którejś z rozgłośni radiowych, i uparcie katowała innych, nie zważając na poranne godziny, w jakich była ona nadawana. Leniwie zwlókł się z lóżka zamiarem odsłonięcia żaluzji, jednak gdy tylko pierwszy promyk dotarł do jego twarzy, poczuł się bardzo źle, opadając bezwolnie na podłogę stracił przytomność. Jakiś czas później Michał, jego współlokator wszedł do pokoju szukając swojej koszulki, która na imprezie po prostu zaginęła. Widząc Tomka lezącego twarzą do ziemi, podbiegło do niego. Gdy przewrócił go na plecy przeraził się bladością skóry kolegi. Przez chwile nawet pomyślał, że może on już... – Nie to niemożliwe! – Powiedział sam do siebie głośno, po czym zaczął cucić kolegę. Zabiegi okazały się bardzo skuteczne, bo już po pierwszym silniejszym policzku Tomek otworzył oczy. - Stary, ale mnie wystraszyłeś. – Powiedział Michał. – Co ci się stało ? - Nie wiem. Chyba zemdlałem. – Próbował wstać, lecz kończyny odmówiły mu posłuszeństwa. - Jesteś blady jak śmierć. Kurwa, przez chwile myślałem, że ty.. No wiesz. – opuścił wzrok, i usiadł obok opierając się o szafkę. Milczeli przez chwile, po czym Michał złapał współlokatora za rękę mówiąc. - No wstawaj, położymy cię do lóżka. Dzisiaj odpoczywasz. Już my cię tu wykurujemy. – Uśmiechnął się dźwigając powoli przyjaciela i kładąc go na łóżku. - Baśka, Tomek nam zachorował. Podgrzej trochę rosołu.- Krzyknął Michał do swojej dziewczyny. - Ciepły od jej mamy, na pewno ci pomoże. - Nie, dzięki ale nie jestem w ogóle głodny. Musze się trochę przespać. Przynieś mi tylko trochę wody, bo chyba mnie suszy. - Chyba jak nas wszystkich. – Odpowiedział współlokator, po szybko spełnił życzenie kolegi. - Dobra, to wyleguj się dzisiaj, i jakbyś czegoś potrzebował to krzycz głośno. Może nam głowa od kaca nie pęknie. – Uśmiechnął się i wyszedł z pokoju, zostawiając Tomka samego.

Michał udał się do swojego pokoju, spojrzał na Baskę, wciąż leżącą na łóżku, na jej głowie leżała poduszka niemal całkowicie skrywając jej twarz. - Wstawaj kobieto, koniec leniuchowania. Już pora zrobić mężowi śniadanie. – Następnie rzucił się na lóżko tuż obok swojej dziewczyny i objął ją jedna ręka, drugą ściągając jej poduszkę z twarzy. - I jak się czujesz kochanie? – Dodał uśmiechając się. - Nie pytaj. Sam sobie rób to żarcie. Ja nie wstaje do kolacji. Odpowiedziała, po czym nałożyła z powrotem poduszkę. - Co się dzieje Tomkowi, też ma kaca? - Pewnie tak, jest blady jak trup, poza tym miał rozpalone czoło, chyba gorączka. - Pewnie się przeziębił szukając tej pracy biedaczysko. - Na pewno, wczoraj jak wrócił był kompletnie przemoczony. Szkoda tylko że nie chce rosołku od teściowej, na pewno by mu pomógł. - Ty się tak nie przymilaj, sam go nie chcesz jeść, a innym wciskasz, żeby tylko mama się nie dowiedziała że go wylaliśmy znów. - Nie moja wina. Przecież wie, że ty nie go nie zjadasz. Po co go nam tyle daje. - Nie trzeba było tak go zachwalać jak byliśmy u niej na obiedzie. Teraz musisz cierpieć. - Chciałem być po prostu miły. - Widzisz, nie zawsze to na dobre wychodzi. Teraz lepiej przynieś mi jakiś sok, jak chcesz spełnić dobry uczynek. - Nie trzeba było. A widzisz, nie trzeba było tyle pić! – Odpowiedział kąśliwie, po czym uciekł przed wzrokiem Baśki z pokoju w poszukiwaniu resztek soku w lodówce.

Gdy po raz kolejny otworzył oczy leżał na schodach, oparty o jakie drzwi. Ostatnie co pamiętał to jak zasypiał wpatrując się w sufit w swoim pokoju. Teraz jednak znajdował się w jakimś ciemnym i wilgotnym miejscu, które w żaden sposób nie przypominało jego mieszkania. Betonowe schody ciągnęły się głęboko w dół. Podniósł się wzbijając przy tym tumany kurzu. Złapał za klamkę i naprał najpierw lekko, później silniej. Drzwi ni ustępowały. Popatrzył się w dół. Panowała zupełna ciemność. Coś ciągnęło go w tamtą stronę. Zaczął powoli schodzić. Zdawało że pokonał tych schodów tysiące, jednak od przebudzenia minęło zaledwie kilka minut gdy znalazł się w małej sali. Była ona zupełnie pusta. Ściany pokryte jakimiś malowidłami, których ze względu na brak światła nie mógł obejrzeć. Po przeciwnej stronie były drzwi. – Oby tylko były otwarte pomyślał. Podszedł do nich ostrożnie, zostawiając głębokie ślady w kurzu, jakim przykryta była podłoga jak widać, od bardzo długiego czasu. Nie było klamki, więc pchnął je lekko. Otworzyły się z głośno skrzypiąc. Przed jego oczami pojawił się kolejny korytarz. Gdy tylko wszedł między wąskie ściany, pochodnie wiszące na nich zapłonęły jasnym blaskiem rozświetlając drogę. Przystanął na chwilę, zdezorientowany dość nietypową sytuacją. Korytarz był bardzo długi, jednak można było dostrzec jego koniec. – Kolejne drzwi. – Pomyślał. Ruszył przed siebie. Tym razem na ścianach doskonale widoczne były malunki. Przedstawiały one sceny z dawnych czasów. Wielkie bitwy, rycerzy na koniach szlachtujących ludzi, sceny ż życia codziennego tamtego okresu. Tomek na wielu obrazach rozpoznawał te same postacie. Widocznie znajdował się w jakimś zapomnianym przez boga i ludzi domu, a na ścianach zapisano życiorys właścicieli. Gdy był w połowie korytarza zauważył dwoje drzwi po obu jego stronach. Pokrywały się dokładnie ze ścianą, więc mógł ich nie zauważyć. Próbował otworzyć, jednak były zamknięte. Miał wrażenie, jakby ścieżka jaką właśnie przemierzał, została mu wytyczona już bardzo dawno temu. Nie mógł z niej zboczyć. Przeszedł cały korytarz, co jakiś czas oglądając się za siebie. Niczego nie zauważył. Był zupełnie sam. Te drzwi otworzył z łatwością. Zapach stęchlizny i wilgoci wdarł się w korytarz. Za progiem panował zupełny mrok. Złapał jedną pochodnię ze ściany. Nie zastanawiając się długo przekroczył próg. Sala w której się znalazł była przeogromna. Ledwo dostrzegał sufit migoczący w blasku pochodni. Idąc jak mu się wydawało w stronę środka nie napotkał na żaden mebel. Komnata była zupełnie pusta. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegł zarysy stołów ustawionych w równe rzędy. Na każdym stał pionowo jakiś podłużny przedmiot. Gdy zbliżył się znacznie, zrozumiał jak bardzo mylił się co do tych cieni. Były to trumny, rzędy trumien ustawionych jedna obok drugiej. Wszystkie, które w tej chwili dostrzegał, miały odsłonięte wieko. Przedmioty wystające z każdej z nich były w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych