Dzielna Pietra
Skutek oglądania głupich horrorów.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otworzyła oczy i zobaczyła jak wielki stwór z pięcioma odnóżami zbliża się do niej z zawrotną prędkością. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy została złapana i wyciągnięta z przytulnego miejsca, w którym spędzała przyjemnie czas na ploteczkach z koleżankami. Poczuła jak odnóża potwora rozluźniają się i spadła. Uderzenie o twarde podłoże zabolało mocno, zdawało jej się, że na chwilę straciła przytomność. Powoli ból i paraliż spowodowany strachem, zaczęły mijać. Wreszcie mogła usiąść i rozejrzeć się w koło. Obok leżały trzy inne istoty z tego samego rodzaju co ona. Jednak różniły się od niej kolorami i kształtem. Niejasno zdawała sobie sprawę, że powinna wiedzieć jak się nazywają, ale już zbyt długo przebywała w ciemnościach, wraz z identycznymi koleżankami, żeby teraz przypominać sobie innych. Szturchnęła pomarańczowego leżącego najbliżej niej. Otworzył jedno oko, spojrzał na nią podejrzliwie i natychmiast zamknął je ponownie. Zirytowała się i szturchnęła go mocniej. Znowu otworzył oko, tym razem wyczytała w nim złość, odezwał się do niej ledwo słyszalnym szeptem: - Czego chcesz idiotko? Kładź się i zacznij udawać, że nie żyjesz, to może nic ci się nie stanie. - O czym ty mówisz kretynie? Nie nazywaj mnie idiotką!- Jej głos w niczym nie przypominał szeptu pomarańczowego. Zerwała się na nogi i stanęła nad nim z założonymi rękami. - On mówi, że jak się nie uspokoisz i nie zrobisz tego co my, to zaraz zginiesz. Obróciła się gwałtownie w drugą stronę. To mały, okrągły grubas postanowił wtrącić się do rozmowy. - A co to za bzdury? - To nie widziałaś tego czegoś co ma pięć odnóży?- Kolejny pomarańczowy włączył się do rozmowy. - Owszem widziałam, ale ten wasz pomysł z udawaniem to jakaś straszna bzdura. Musimy stąd natychmiast uciekać. Tylko tak możemy się uratować. - Oszalałaś. Przecież jak się ruszymy to natychmiast nas zobaczy. Tylko udając mamy jakieś szanse.- Znowu grubas się odezwał. - Przecież on wie gdzie nas zostawił. Postradaliście rozum? Jak masz na imię?- Zwróciła się do grubasa. - Felek. - A wy? – Obróciła się w stronę pomarańczowych. - Marc i Hewa. A ty? - Jestem Pietra. Uważam, że powinniśmy jak najszybciej stąd wiać. Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru czekać tu na tego potwora. Z tymi słowami ruszyła w kierunku metalowej, gładkiej ściany, która łagodnym łukiem zakręcała z prawa na lewo. Podeszła do niej i zanim zaczęła oddalać się w kierunku podłużnego drewnianego podestu, który zobaczyła nieopodal, przyjrzała się jeszcze swojemu odbiciu w ścianie. Widok był nieco wykrzywiony, ale dość wyraźny. Zauważyła, że na jej białej głowie znowu zaczęła wyrastać drobna zielona czuprynka, przeczesała ją delikatnie palcami i zadowolona ruszyła przed siebie lekkim truchtem. Po chwili znalazła się przy drewnianym podeście. Stanęła na nim przyglądając się otoczeniu w poszukiwaniu najlepszej drogi ucieczki. Za podestem leżał jakiś podłużny przedmiot w trzech czwartych metalowy w jednej czwartej drewniany. Za tym przedmiotem zobaczyła białą, okrągłą postać. Wiedziona złym przeczuciem, obeszła podest dookoła i podeszła do leżącej postaci. Zbliżała się bardzo powoli, prawie na palcach, ale i tak została dostrzeżona. - Uciekaj. – Usłyszała bardzo cichy, płaczliwy głos. – Nie podchodź do mnie. Uciekaj póki jeszcze możesz. Jednak Pietra nie posłuchała, podeszła bliżej i uklękła przy białej, okrągłej postaci. - Co ci się stało? Mogę ci jakoś pomóc? – Poczuła dziwne szczypanie w nosie i oczach, zaczęła płakać. - Mi już nie można pomóc. Zobacz co ze mną zrobili… Zdarli ze mnie całe ubranie. Odcięli korzenie i czuprynę. Zobacz, zobacz… Nie mogę się ruszać… Pozostało tylko czekanie na śmierć. – Łkała żałośnie. - Nie martw się. Korzenie kiedyś odrosną. Musisz żyć. Musi być jakiś sposób ucieczki. – Pietra przetarła oczy i rozejrzała się w koło nerwowo. - Może zacznę cię turlać i uciekniemy razem. – Już prawie nic nie widziała przez łzy, jednak spróbowała pchnąć leżącą. - Zostaw mnie. Uciekaj… Zobacz co ze mną zrobili… Ja już nie chcę żyć… Idź sobie. – Ledwie można było ją zrozumieć przez ciągłe łkanie. – Idź, ratuj się póki jeszcze możesz. Pietra wstała. Z jej oczu łzy lały się ciurkiem. Odetchnęła głęboko. - Dobrze, skoro tak chcesz. Powiem ci tylko, że za wcześnie się poddajesz. Niestety nie mogę ci pomóc na siłę. Powiedz mi jeszcze jak masz na imię, żebym wiedziała kogo mam opłakiwać. - Celina. – Zaczęła głośno, rozpaczliwie szlochać. - Żegnaj Celino. – Pietra obróciła się i odeszła nie patrząc na białą postać. Płacz tamtej rozdzierał jej uszy i serce. Obeszła podest i znowu zbliżyła się do metalowej ściany. Żal jej było Celiny, ale nie rozumiała jej postawy. Jak można przestać walczyć o siebie, poddać się i po prostu czekać na śmierć? To nie jest w jej stylu, ona zawsze będzie walczyła do końca. Szukając nowej drogi ucieczki spojrzała do góry oczami pełnymi łez, zobaczyła, że ściana na szczycie wygina się w jej stronę. Nagle usłyszała pytanie. - Co tam się stało? Zaskoczona spojrzała przed siebie. Zza załomu ściany wyłaniał się Felek, zaraz za nim stali Marc i Hewa. Wszyscy mieli ciekawskie, ale i wystraszone miny. - A co was to obchodzi?- Odpowiedziała pytaniem na pytanie, zła na nich za to, że są takimi tchórzami. Spojrzeli jeden na drugiego. W końcu Marc wzruszył ramionami. - W zasadzie to nic. Co teraz zrobisz? - Idę dalej. Na pewno nie będę tutaj siedziała i czekała na śmierć. – Tym razem to ona wzruszyła ramionami. Obróciła się do nich plecami i poszła wzdłuż metalowej ściany. Oni znowu spojrzeli po sobie. Pierwszy ruszył się Hewa, podbiegł do Pietry i zaczął iść za nią. Felek i Marc po chwili wahania ruszyli za nimi. Słyszała jak nadbiegli i uśmiechnęła się do siebie pod nosem. Przez jakiś czas szli w milczeniu. Nagle zatrzymała się. Zaraz za nią zatrzymał się Hewa, na jego plecy wpadł Marc. Felek szedł nieco z boku i zatrzymał się obok Pietry. - Co tam się dzieje?! – Marc krzyknął poirytowany zderzeniem z plecami Hewy. Nie usłyszał odpowiedzi. Wszyscy troje stali, jak wmurowani gapiąc się na przezroczysta ścianę, a raczej na to, co zobaczyli za nią. Pietra nie mogła uwierzyć własnym oczom, pozostali również. Stali w szoku, niezdolni do jakiegokolwiek ruchu. W końcu ona ruszyła się pierwsza, podbiegła do przeźroczystej ściany, oparła o nią ręce i przykleiła do niej nos. Powoli i z trudem docierała do niej cała prawda. Za ścianą, sięgając wysoko ku górze, leżał stos różnych części ciała istot podobnych do niej. Leżały pocięte na kawałeczki, paseczki lub po prostu zmiażdżone. Różnokolorowe życiodajne soki ściekały po szczątkach w dół, tworząc za ścianą jezioro sięgające Pietrze prawie do kolan. Po prostu masakra. - Kto mógł zrobić coś takiego? – Ledwo poznała swój głos. – Jak można zrobić coś takiego? - Mówiłem, że trzeba zostać na miejscu i się nie ruszać. Jeśli nas znajdzie, zrobi to samo co tamtym. – To Felek stanął obok niej i przyglądał się zmasakrowanym szczątkom. Obróciła się w jego stronę, jej twarz wykrzywiała złość. - Zamknij się! Właśnie gdybyśmy tam leżeli spotkałby nas taki sam los. Jesteś aż tak głupi, żeby tego nie rozumieć? Opuścił oczy unikając jej wzroku. Marc i Hewa podeszli bliżej. Żaden nie patrzył na ścianę i to co za nią było widać. Hewa podszedł do Pietry i spróbował pogłaskać ją po ramieniu, ale ona odsunęła się od niego. Pierwszy odezwał się Marc: - To co proponujesz teraz zrobić? Gdzie teraz pójdziemy? Pietra ukryła na chwilę twarz w dłoniach. - Nie wiem. Może wy macie jakiś pomysł? Popatrzyli na siebie bezradni. Felek już otwierał usta, żeby powiedzieć, że nie mają zielonego pojęcia co dalej robić, gdy usłyszeli przeraźliwy krzyk. Pietra ruszyła w tamtym kierunku. Biegła jak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil czytmania
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…