Egzekucja
Kolejne opowiadanie umieszczone w świecie Mistrza Gry, a o Smithie opowiadające. Swoista kontynuacja "Miasta"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To było najgorzej urządzone mieszkanie, jakie w życiu widziałem. Pełne nadmiernego, niepotrzebnego przepychu, zagracone kiczowatymi rzeźbami, obrazami. Wszędzie walały się teatralne kostiumy i scenopisy, a podłogę ścielił obrzydliwy, czerwonawy dywan. Ja stałem, z szyderczym uśmiechem na ustach, bronią w ręku i papierosem w ustach. A ona klęczała, wpatrzona w czarną pustkę lufy, błagając o litość, o życie. Ale wciąż grała. Było to zauważalne. Prawdziwy ciemny wykreowany przez mistrza gry trząsłby się w tej chwili, błądził oczami po pokoju szukając jakiegoś ratunku, jego głos drżałby, a po podłożu ciekłaby żółtawa, mętna strużka. Takie było życie. Ale ona jedynie grała. Klęczała, błagała, ale... Nie było tego przerażenia w głosie, w jej oczach nic się nie zmieniło. Zresztą – co miało się zmienić? Dla jasnej była tylko kartką papieru z zapełnioną danymi i fikcyjnymi personaliami. Najwyżej pójdzie do kosza. Zrobi sobie nową, ale... Ona odejdzie. -Błagam – niby wyjąkała, ale było to tak sztuczne, że zachciało mi się śmiać. – Proszę, oszczędź... Pociągnąłem za spust. A potem wyszedłem, jakby nigdy nic, z tego ohydnego mieszkania, zszedłem schodami na dół, opuściłem kamienicę. Wsiadłem do taksówki, pojechałem przed siebie. Pierwsza postać jasnych nie żyła. Czas dopaść następne.
* * *
Pokój. Za oknem mrok, wieczór, nadchodząca noc. W środku rozjaśniająca ciemność świeca osadzona w finezyjnym, tulipanopodobnym świeczniku. Pada. Krople znaczą szyby, łączą się, tworząc fantastyczne wzory. On stoi przy oknie i wpatruję się w ciemność majacząca za szybą. Stracił powołanie, pasję. Poczuł, że nic z tego nie będzie, że nie warto się wysilać, że to nie jego mocna strona. Zaczął zabijać. I co gorsza zauważył, że sprawia mu to przyjemność. Pierwsza pod ogień poszła aktoreczka. Kula w łeb, i już. Karta spłonęła, popiół zniknął w czeluściach kosza na śmieci. Uśmiecha się, szyderczo. Przyszedł czas na szpiega, nowego w drużynie, potem antykwariusza. Farmer, już i tak z nadszarpniętymi nerwami siedzi w psychiatryku. Towarzyszy mu przemiła była pani psycholog, które wydarzenia z ostatniej przygody przemieniły z lekarki w pacjenta. Jasna siedzi przygnębiona na zielonym tapczanie, nogi podciągnęła pod siebie. Myśli, żałuje. Jeden z jasnych nie szczędzi jej kąśliwych uwag, drugi, ten od szpiega robi z siebie idiotę. Mistrz milczy. Obmyśla strategię, intrygę, rysuje sobie w myślach miejsce zbrodni, wygląd ofiary. Może nie jest idealnym narratorem. Ale byłby z niego świetny zabójca. Zabójca artysta. Światło miga i faluje. Świeca płonie. Mistrz wznawia opowiadanie.
* * *
Takiej pogody w Mieście nie było chyba nigdy. Piękne, bezchmurne niebo, nie za ciepło, ale także nie za zimno, przyjemny, ciepły wiatr. Zapadłe rudery przerodziły się w odrestaurowane, świeżo pomalowane kamienice dodające szklanemu Miastu smaku, powybijane szyby zostały cudownie, wszystkie na raz wymienione. Jaśni zastanawiają się teraz, dlaczego aktoreczka milczy. Dzwonią, pukają do drzwi, pytają sąsiadów. Mistrz zamknął za mną drzwi. Usunął ślady. Jest profesjonalistą. Jak i ja. Praca w Biurze Likwidacji Ciemnych, jak to sobie ową organizację nazwałem, przynosi same profity. Przede wszystkim – nie muszę obawiać się zmiany stanu życia w ciągu ułamków sekundy, nie muszę spamiętywać setek nazwisk, którymi się do mnie zwrócą; nie muszę opowiadać jasnym jakichś bzdur, które i tak im się na nic nie zdają.. Wreszcie, radość, ekstaza, jaką wywołuje u mnie widok czekającej na śmierć istoty. Jak dotąd jedynie Ciemnych. Jak dotąd. A teraz, kiedy Mistrz nareszcie zaczął zabijać jasnych... Warto było. Poświęcić główną rolę, pracę sprzątacza, być może perspektywę zostania w kolejnej przygodzie i bogaczem, i głównym bohaterem. Warto było. Naprawdę. Spaceruję powoli tłocznymi ulicami miasta, w czarnym garniturze, przeciwsłonecznych okularach, ręką w kieszeni. Mam kilka chwil wolnego. Mistrz wreszcie przyśle tam policję, wyważy drzwi, zwróci ich na fałszywy trop. Jasna milczy, dostała polecenie. Potem ich rozdzieli. I do akcji wkroczę ja. Jestem Smith. I jestem wolą samego Mistrza Gry.
* * *
Szpiega dopadłem tegoż samego dnia, wieczorem. Rozstał się z archeologiem pod wieczór, zmęczony i nieco przygnębiony przebiegiem dzisiejszego dnia – a zaczęło się przecież niewinnie. Od głupiego przyjęcia na cześć właściciela teatru, w którym aktoreczka grywała. A potem się zaczęło. Śledztwo, obawy, podejrzenia... Lecz nie mogli przecież biegać po Mieście w nieskończoność. Wystarczyło czekać. Opłacało się. Gdy przekręcił klucz w zamku, byłem już w środku (ach, jak ja uwielbiam Przejścia...), i czekałem na niego. Na pistolet wkręciłem tłumik. Cicho i szybko. Profesjonalnie. Mieszkał w wieżowcu, na ostatnim, dziesiątym piętrze. W apartamencie numer 303. Obszerne M4. Do tego całkiem pokaźnym rozmiarów wykafelkowana łazienka, kuchnio-jadalnia większa od całego mojego małego mieszkanka. Salon w stylu francuskim - kremowe ściany, drewniana podłoga, fikuśna lampa, kominek atrapa, na nim złote, nigdy nieużywane świeczniki. Szklany stół, ogromny telewizor Philipsa przytwierdzony bezpośrednio do ściany, ustawiona gdzieś na wysokim regale, w towarzystwie francuskich książek, mini-wieża z Aiwy. Rząd francuski musiał mu nieźle płacić za sprzedawanie tajnych informacji. W sypialni wielkie, małżeńskie łóżko, choć mieszkał sam. Ściany w kolorze łososiowym, na podłodze kolorowe dywan. Małe pomieszczenie pełniące funkcję garderoby. Tam się zaczaiłem. Nieświadomy niczego, po wcześniejszym skorzystaniu z toalety,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Qbista
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…