Ekstanza
kawałek mojego opowiadania. to mój pierwszy tekst. Ja nigdy wcześniej nie pisałem. Mam nadzieje że wam sie spodoba.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Droga była śliska. Na dodatek okropnie padało. Chwila nieuwagi i już wpadłby w poślizg. Potem znalazłby się pod kołami ciężarówki. Tym razem miał szczęście, po drodze jechały same ciężarówki! Jego szanse na przeżycie były nie większe niż zero. Deszcz padał coraz mocniej, a wycieraczki samochodu nie nadążały ze ściekającymi strugami wody. Widoczność stawała się beznadziejna, nic nie było widać. Samochody z przeciwka jak i zanim znikały za mleczną mgłą. Jak na złość oślepiały go dodatkowo „długie światła” pojazdów. Nie miał pojęcia jak to długo potrwa. Miał nadzieję, że dojedzie do domu cały. A samochód po tej burzy będzie jeszcze, choć trochę sprawny. Jedyny plus tego był taki, iż było to auto Agencji, więc jeżeli doszłoby do jakiegokolwiek wypadku to wtedy nie musi za nic płacić. Jednak z drugiej strony, niewiadomo czy po wypadku daliby mu następny wóz. Na liczniku było czterdzieści. Więcej nie dało rady, zresztą nie warto było. Wpadnie w poślizg i już po nim. Włączył radio. Akurat trafiły mu się wiadomości, w których mówili o załamującej się pogodzie. Miała ona doprowadzić do parodniowych burz, a następnie do powodzi. „Boże, aby ta powódź z dziewięćdziesiątego siódmego nie powtórzyła się!” – Powiedział w myślach, a następnie zaczął się modlić. Światła samochodów odbijały się w jego szybie. Zrobiło mu się duszno, włączył klimatyzację. Chciał jak najszybciej powrócić do domu. Wcisnął gaz. Na drodze stali policjanci kierujący ruchem. Zwolnił. Zrobił się duży korek. Odkręcił szybę. Zimne powietrze wdarło się razem z deszczem do środka pojazdu. Przez moment było mu zimno, ale potem dalej duszna. Coś go trzymało za gardło. Nie mógł już wytrzymać. Chciał jechać do domu. Wyjrzał przez okno i zawołał jednego z policjantów. - Wypadek! Ciężarówka jechała za szybko. Wpadła w poślizg. Z przeciwka jechały osobowe. Nikt nie przeżył. – Młody oficer wyjaśnił i ponownie zaczął kierować ruchem. Deranime pojechał dalej. Zostawił otwarte okno, ale to na nic.. Coś go dusiło. Popatrzył się w lewo i zamarł. Zauważył przewróconą ciężarówkę, a obok niej trzy maluchy. To, co po nich pozostało było wstrząsającym widokiem. Przygniecione i roztrzaskane samochody przypominały teraz jedynie puszki po coca – coli. Mimo iż padało, to wszędzie było pełno krwi. Kałuże czerwonej cieczy mieszały się z błotem i padającymi strugami deszczy. Jakby był to płacz osób tego wypadku. Łzy, w których ich własna krew mieszała się z czystą niebiańską wodą. Na poboczu stały karetki, niestety nie były one potrzebne. Wszyscy byli martwi. Trupy leżały na ziemi jedne obok drugich. Czarne foliowe worki zakrywały twarze zmarłych, a wraz z nimi ich przerażenie i krzyki.... Za dużo krwi. Nie nawiedził jej! Miał ochotę zapalić papierosa. Wsadził rękę do kieszeni marynarki, jednak paczki tam nie znalazł. „Co za koszmar!” - Pomyślał. Chciał być już w domu, wykąpać się, zjeść podgrzane w mikrofalówce chińskie żarcie i usiąść wygodnie przed telewizorem. Wypić schłodzone piwo i zajadać się ostrymi chipsami. Przełączać ciągle kanały telewizora. Oglądać raz mecz, raz gołe babki. Położyć się późno do łóżka i cały następny dzień przeleżeć w nim, póki mu się znudzi i zgłodnieje. Nacisnął na gaz. Silnik zaryczał głośniej niczym lew podczas swych łowów. Po jakimś czasie korek ustał. Nie było już nawet takiego dużego ruchu. Pogoda też się trochę poprawiła. Mgła zanikała, a reflektory samochodów już tak nie raziły. Tamten wypadek był daleko za nim, zaś dom znajdował się już nie daleko. Nacisnął pedał jeszcze mocniej. W radiu leciała jakaś muzyka rockowa. Powoli zaczęło mu się podobać. Uśmiechnął się pod nosem. I nawet zaczął śpiewać. Ulewa ustawała. Czuł, iż jest coraz lepiej. Był pewny, że dojedzie cały do domu. Dodał gazu. Na liczniku było dziewięćdziesiąt. Od jakiegoś czasu wlókł się przed nim jakiś cholerny busik. Miał zamiar go wyprzedzić. Chciał to zrobić szybko, jak najszybciej. Dom był już na wyciągnięcie ręki. Na zakręcie nadarzyła się taka okazja. Zdecydował się - wyprzedzał. Spojrzał w lusterko, włączył lewy kierunkowskaz. W cisnął pedał mocniej. „Dom już tuż, tuż” – powtarzał. Akurat z drugiej strony wyjechała ciężarówka. Jej prędkość była jeszcze większa od niego. Kolizja była już nie unikniona. Spanikował, przełożył nogę na hamulec. Niestety pogorszyło to sytuację. Wpadł w poślizg, na który przez całą drogę tak uważał! Najpierw stuknął bokiem samochód, który wyprzedzał. Potem odbił na lewo i prawie walnąłby w słupek. W ostatniej chwili znowu skręcił. Już prawie mu się udało. Niestety, mimo jego zręczności i tak ciężarówka w niego walnęła. Trwało to sekundę, lecz wydawało się wiecznością. Nie miał pojęcia, co się dzieje. Wszystko wirowało i nie chciało się zatrzymać. Nie mógł opanować rąk, nóg i reszty ciała. Poczuł ostry ból w brzuchu, jakieś kucie w klatce, coś ciepłego spływało mu po czole. Słyszał czyjś wrzask, nie to on krzyczał! Coś się rozlatywał, iskrzyło i paliło. Czuł dym, zapach benzyny. Było gorąco, jeszcze nigdy w życiu nie było mu tak gorąco! Duszno, nie dało się oddychać. Zauważył ogień, pełno ognia. Widział już przed sobą śmierć. Boga, szatana, anioły diabły. Ogniste jęzory, niebiański jasny blask. Krzyczał. Wiedział, że umiera. Że zginie w tej klatce, że spali się żywcem. Stracił przytomność…
Nie miał pojęcia, kiedy się przebudził. Jak długo to wszystko trwało? Gdzie teraz się znajduje? Oczy miał zamknięte, nie chciał ich otwierać. Nawet nie wiedział czy jeszcze ma oczy! Lecz co tam dla niego oczy. Ważniejsze było czy on żyje czy już jest po drugiej stronie. Bał się. Bał się tego, co może zobaczyć. Iż ujrzy siebie w okropnym stanie. Słyszał swoje bijące serce, każde jego uderzenie odbijało się niczym echo. Jego wdech stawał się coraz szybszy. W końcu zdecydował się, otworzył oczy. Światło. Jasne i rażące światło. Zauważył jakieś postacie, lecz tylko ich zarysy. Wszystkie były za mgłą. Rozmywały się w przestrzeni. Były to znane sylwetki ludzie, których znał. Jednak jego wzrok nie pozwolił mu na ich rozpoznanie. Żadna z tych osób nie odzywała się. Wszyscy byli wpatrzeni na Deranimera. Próbował
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mawacha
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…