ELFIE LEGENDY. Dziesiec tysiecy lisci
Opowieść o wielkiej miłości szlachcianki i niechcianego przez wielu bohatera. Ich miłość obrosła w legendę za ich życia, gdyż oboje stąpają po tym świecie po dziś dzień. Zaś ich potomkowie żyją we wszystkich częściach Kety, pośród ludów różnych króle
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To opowiadani dedykuje mojej ukochanej Anusi.
ielkie Królestwo Elfów już istniało i wielki kryształ świecił nad Newlą. Król Einoritr budował chwałę swego państwa, szlachta wznosiła swe zamki i powiększała majątki, zaś niedoszli wrogowie z zachodu zostali zatrzymani przez odwagę młodych bohaterów. Był to czas wielu niezwykłych wydarzeń i wielkich czynów. Mimo iż kraj rozwijał się równomiernie, podzielił się na dwie części. W zachodniej ciągle zagrożonej przez najazdy orków znaleźli się wojownicy oddzieleni od reszty kraju rzeką Pawa. Walczyli oni z zagrożeniem ze strony Zobny, gdyż Kult po zajęciu Gór Złotych znalazł się tak blisko królestwa że stanowił niebezpieczeństwo znacznie większe niż wcześniej. W tym miejscu rzeka Ottot która oddzielała Kult od Elfów była łagodniejsza i przeprawienie się przez nią nie było problemem. Bandy orków zaczęły zagrażać bezpośrednio elfim wioskom w puszczy Hefa i dalej wzdłuż Ottotu aż do miasta Kaubf. Ci którzy mieszkali w tej części królestwa budowali więc liczne zamki, fortece, strażnice i warowne miasta, zaś potyczki i mniejsze czy większe bitewki były czymś normalnym i codziennym. Jednak ich walka nie znajdywała poparcia i zjednania wśród większej części elfów zamieszkałych we wschodniej części królestwa. Nawet gdy zaprzyjaźnione jeszcze wtedy z elfami krasnoludy maszerowały pod wodzą Basta Kagawy ze swą Pierwszą Krucjatą w Góry Złote, nie otrzymali zbytniego poparcia. Mogli jedynie przejść przez terytorium elfów, choć po drodze wielu się do nich przyłączało i wielu szlachciców zamieszkałych nad Ottotem poparło ich. Walki na zachodzie były długie i ciężkie, lecz nie obchodziły one szlachty ze wschodu, żyjących w dostatku i przepychu, o błogim szczęściu, budującej swe piękne pałace i pogrążonej w zgłębianiu mistycyzmu ich religii. Taki stan trwał przez całe tysiąclecia i to głównie przez brak zainteresowania z ich strony, zwycięstwo nad Kultem póki był bardzo słaby przepadło na zawsze. W późniejszych czasach nawet największa klęska orków i haramidów nie była w stanie zniszczyć Zobny. Na wewnętrznej granicy Królestwa Elfów nad rzeką Hirej, zasilającą swym dopływem prawy brzeg granicznej Pawy swój pałac wzniósł pokojowy szlachcic ze wschodu Hrabia Arad. Pałac znajdował się nad brzegiem i górował nad niewielką osadą Kufus. Wioska leżała w dobrym miejscu, żyznym i bogatym w zasoby naturalne, ale na granicy strefy jaką uznano za zagrożona. Lecz orki nigdy się tam nie pojawiły. Nim doszło do Pierwszej Krucjaty Krasnoludów, Arad ożenił się i urodziła mu się córka której nadał imię Emige. Wkrótce po narodzinach żona Arada zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku na morzu, zaś Arad zmienił miejsce zamieszkania i przeprowadził się z dala od zgiełku szlacheckiego życia. Emige była cudownym dzieckiem, oczkiem w głowie Arada, który dawał jej wszystko czego zapragnęła. Była lubiana i kochana przez wszystkich, niezwykła dziewczynka której nie dało się nie lubić. Zawsze otaczały ją zwierzęta, te dzikie i te domowe, które legły do niej nie obawiając się o swój los. Gdy orki pojawiły się na Pawie Arad nieco się wystraszył, lecz nie zdecydował się zwiększyć środków bezpieczeństwa. Nawet gdy zaatakowano wielkie miasto Wuteh, leżące nieopodal Kufus, Arad nie zdecydował się opuścić tego miejsca. Lecz gdy walki z orkami przybrały na sile, mimo swego pokojowego uosobienia przyjął na służbę grupę żołnierzy do ochrony Kufus i jego córki. Mała Emige zaś rosła otoczona miłością i zwierzętami. Uwielbiała spędzać czas nad Hirej, która w pobliżu domu była małą i łagodną rzeczką. W tej części kontynentu Keta zawsze było ciepło i dopisywała pogoda. Młodość minęła jej szybko i Emige wyrosła na piękną i dorosłą kobietę. Miała nieco krótsze niż wszystkie elfy włosy, do ramion, koloru ciemny błąd. Nieco zaokrągloną twarz, ciepły uśmiech, delikatną cerę i głęboki czarujące spojrzenie. Mimo swego piękna i nadopiekuńczości ojca nie zmieniła się wcale. Nadal uwielbiali ją wszyscy, zaś zwierzęta otaczały ją tłumnie. Wkrótce pojawili się młodzi szlachcice pragnący jej ręki i uwiedzieni jej pięknem, lecz Emige nie pragnęła mieć na razie męża. Wolała spędzać czas w lesie, bądź pływając łódką po Hirej. W tych wycieczkach po rzece towarzyszył jej młody oficer służby Arada. Hrabia bał się o jej bezpieczeństwo, więc przydzielił jej najlepszego z żołnierzy aby strzegł ja zawsze i wszędzie. Arad Emige często pływała z Elsui po rzece, zaś on sam nic nie miał przeciwko tym wycieczkom. Hirej była bardzo łagodną i jak na górską rzeczkę bardzo spokojna aż do końca swego biegu. Elsui miał w Kufus zonę i dzieci, zaś Emige wiedziała o tym. Byli tylko dobrymi przyjaciółmi. Emige nigdy nie opuszczała swych rodzinnych stron, nigdy nie pozwalał jej na to ojciec. Jedyne co było dla jej oczu to okolice Kufus. Lecz Emige pragnęła ujrzeć resztę pięknego Królestwa Elfów. Toteż pływając razem z Elsui zapuszczali się z roku na rok coraz dalej ku rzece Pawie. Ta zaś wpadała do jeszcze większego Ottotu, zasilającego morze. To pociągało Emige, wielki świat i rzeczy jakich do tej pory nie widziała. Elsui miał rozkaz aby nie wypływać z Emige zbyt daleko od Kufus niż na parę kilometrów. Ona jednak nalegała tak mocno, zaś Elsui nie potrafił jej odmówić. W końcu nadszedł jednak dzień gdy Emige zapragnęła zobaczyć jeszcze więcej. * Wiesz Elsui, mam takie marzenie – Rzekła do niego słodko * Jakie moja pani? * Chciała bym kiedyś ujrzeć Ottot. To ponoć piękna i ogromna rzeka. * Z pewnością kiedyś go ujrzysz. * Ale chciała bym od razu, lecz wiem że to niemożliwe. I nie wiem kiedy ojciec na to pozwoli. * Ottot jest zbyt daleko aby tam popłynąć – Uśmiechnął się Elsui * Lecz Pawa też jest ponoć piękna, szczególnie o tej porze. * Ale pani, nie możemy popłynąć tak daleko. Twój ojciec zabraniał. * Zabraniał nam nawet płynąc tu, między te wysokie skały jakie nas otaczają. Lecz jesteśmy tu – uśmiechnęła się – a stąd już niedaleko do Pawy * No tak, ale nad Pawą jest już niebezpiecznie. Orki … * Już dawno się nie pojawiały. Proszę cię Elsui, popłyńmy tam choć na chwile – uśmiechnęła się do niego czule i uścisnęła dłoń którą trzymał na wiośle. Elsui poczuł ciepło jej uścisku, i mimo iż wahał się, ostatecznie nie mógł się oprzeć jej prośbie. * Zgoda, popłyniemy tam, ale ten jeden jedyny raz. * Dziękuje ci – Emige uścisnęła Elsuiego i ucałowała w policzek Elsui zaczął wiosłować mocniej a łódka przyśpieszyła i popłynęła w dół rzeki. Po kilku godzinach wiosłowania łódka znalazła się u ujścia Hirej. Oboje wysiedli na prawym brzegu gdzie była wysoka i stroma skarpa. Wdrapali się na nią i znaleźli się na płaskiej małej łące otoczonej drzewami z pięknym widokiem na Pawę. Wokoło nich znajdowały się wysokie wzgórza opadające stromo do obu rzek. * Elsui, jak tu pięknie! – krzyczała uradowana Emige, biegając po polanie. * Tak, zaiste * Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę że tu przypłynęliśmy – Emige uścisnęła Elsui mocno i znów zaczęła biegać z radości. Po chwili jednak usiadła na brzegu skarpy i spoglądała na błękit Pawy. Elsui zaś podszedł i usiadł obok – Byłeś tu kiedyś ? * Nie, tu nigdy. Teraz już wiem jak tu pięknie. Przybyłem z Reet i pierwszy raz wiedze Pawę i to co leży za nią * Ja też. I dlatego tak cudownie się tu czuję. * Ale widziałem Ottot, i most do państewek krasnoludów. Zobaczyłem Wielkie Pustkowia i zaśnieżone szczyt Gór Złotych, jak i same krasnoludzkie miasta zbudowane pod ziemią. Szkoda tylko że krasnoludom nie udało się ich odzyskać. * Nawet nie wiesz jak bardzo ci zazdroszczę. Chciała bym kiedyś ujrzeć te miejsca, albo chociaż część z tego co ty. Ale ojciec nie pozwala mi jechać nawet obejrzeć Akademię Goretei choć jest niedaleko. Nie mówiąc już o Newli albo jakichś innych miejscach. * Niestety na to już nic nie poradzę. A teraz choć, musimy już wracać. Przypłyniemy tu jutro – Emige uśmiechnęła się. Elsui wiedział że to ją pocieszy * Naprawdę ?! * Tak, obiecuję. Elsui choć niechętnie, to spełnił obietnicę i to nie jeden raz. Od tej pory przypływali tu niemal zawsze. Przypływali tam bardzo często i przesiadywali nad brzegiem Pawy, bądź na skarpie. Lecz pewnego dnia sporo się zmieniło. Choć Arad ciągle nie wiedział iż córka pływa tak daleko, to nad ujściem Hirej pojawiły się inne elfy. Gdy Emige i Elsui płynęli jak zawsze ku Pawie, Emige spostrzegła jakiś ruch na skarpie. Elsui zatrzymał łódkę i oboje zaczęli się przyglądać. Emige czuła że nie są to zwierzęta. Łagodny prąd Hirej powoli niósł ich ku Pawie, lecz byli zbyt zaciekawieni aby zwrócić na to uwagę. * To z pewnością nie orki, są zbyt małe. Ludzie i krasnoludy też nie. * Może to haramidzi ? * Nie, zbyt ich wielu. To na pewno nasi, widzę ich zbroje. To żołnierze z zachodu. Być może z twierdzy Binger, albo Rufar. * To co oni tu robią ? * Nie mam pojęcia, możemy podpłynąć bliżej i zapytać * Nie, lepiej wracajmy do domu. Nie chcę aby ktoś nas tu widział * I tak już nasz spostrzegli – Elsui wskazał na dwie postacie przyglądające im się zza drzew – Jeden z nich to na pewno dowódca. * Płyńmy już z powrotem * Jak sobie życzysz – Elsui chwycił z wiosła, obrócił łódkę i skierował ja ku Kufus. Obaj elfi oficerowie spostrzegli ich bardzo szybko. Choć pozostali żołnierze nie zwracali na nich uwagi oni przyglądali im się z uwagą. Obaj mieli srebrno niebieskie zbroje z błękitnymi pelerynami. Na popiersiach znajdował się biały orzeł trzymający w szponach symbol rodu Denao. Pierwszy wyższy stopniem miał długie jak każdy elf włosy w odcieniu ciemnego blond, był normalnej postury, choć o innych niż wszystkie elfy ostrych rysach twarzy. Była pociągła, niezbyt gładka, uszy nie tak bardzo szpiczaste zaś na brodzie widać było ślady po brodzie, której elfy nigdy nie posiadały. Drugi był znacznie wyższy i potężniejszy niż każdy elf, lecz jego twarz delikatna i rysy łagodne pasowały na elfa. Włosy miał piękne białe włosy, błyszczące w świetle, niemal jak włosy aniołów. * Jak myślisz co do za łódka Kedylgu? – spytał owy rosły porucznik Yakis Ruget * Sądząc po wyglądzie to jakaś szlachcianka na wycieczce. * Chyba nas zauważyli. * Raczej na pewno – Kedylg uśmiechnął się – To niewielki problem nas tu zauważyć * Racja. Zawołać ich żeby tu podpłynęli * Nie, to nie będzie konieczne. * Zresztą i tak już odpływają, pewnie się nas przestraszyli * Możliwe, niech płyną. Coś czuję że jeszcze kiedyś się tu pojawią. * Czyli to znaczy że też będziemy tu powracać ? Czyż nie ? * Tak to będzie dobre miejsce – Kedylg rozejrzał się po okolicy – Wołaj żołnierzy. Wracamy. Mimo iż Emige nie wiedział po co żołnierze tam przypłynęli i nie sądziła że pojawią się tam ponownie myśl o dwóch oficerach którzy m się przyglądali nie dawała jej spokoju. Czuła że mogła wtedy spróbować ich poznać. Na pewno mieli wiele do opowiedzenia o dalekich krainach w których z pewnością byli. Zaś takich opowieści mogła słuchać zawsze i całymi godzinami. Następnego dnia Elsui popłynął wraz z Emige nad Pawę. Lecz nikogo tam nie było, znów byli sami. Młodą hrabiankę częściowo cieszyła samotność, z drugiej strony jednak liczyła że inne elfy pojawią się tu ponownie. Wbiegła na polanę na której stali żołnierze i wpatrywała się w Pawę, jakby czekała na ich przybycie. Jednak nikt nie nadpływał. Elsui podszedł do Emige i stanął obok. Widział że coś ją trapi, lecz nie chciał o to pytać. Nagle tuż za sobą usłyszeli głos. * Witajcie – Za nimi pojawili się dwaj oficerowie Kedylg i Ruget – Co was tu sprowadza? * Nas? To raczej co was tu sprowadza? Jesteśmy stąd i przypływamy tu dość często – Dostojnym głosem odpowiedziała zaskoczona Emige * Proszę zatem o wybaczenie. Jestem kapitan Nija Kedylg, zaś to porucznik Yakis Ruget. Przypłynęliśmy z Binger i jesteśmy na służbie barona Denao. * Ja jestem Arad Emige, córka hrabiego Arada. Mój ojciec ma tu niedaleko swe włości. Zaś to jest Elsui, oficer na służbie mego ojca – Żołnierze uścisnęli sobie dłonie i powitali się w tradycyjnym elfim geście. Od razu było widać iż cała trójka pochodzi z zachodu. Lecz następnie Kedylg ucałował Emige w rękę, co nieco zdziwiło hrabiankę i Elsui. Był to bowiem gest stosowany jedynie wśród ludzi, nieznany większości elfów. * Więc co oficerowie z Binger robią tak daleko? – Spytał Elsui * Właściwie to jesteśmy z Rufar. I mamy polecenie od generała Silumina Grubego aby znaleźć miejsca i wybudować tam zamki i strażnice. My poszukujemy miejsc nad Pawą i Ottotem. * Znam go, służyłem pod jego rozkazami, a i wasze imiona również obiły mi się o uszy. * To dla mnie zaszczyt. * Więc macie tu zamiar wybudować zamek – zapytała Emige * Tak, to dobre miejsce. Będzie to mały zamek. * I chcecie zbezcześcić to miejsce widokiem jakiejś posępnej warowni? * W tym królestwie jest pełno pięknych miejsc. A zamek takie jak ten który tu wybudujemy jest potrzebny aby te piękne miejsca istniały dalej. Po to aby buciory orków nie zbezcześciły tego królestwa i nie obróciły w pył szlacheckich płacy i licznych wiosek. Zresztą i tak niewiele się tu zmieni. * Dziwnie mówisz jak na oficera i w ogóle jak na elfa? – zapytała Emige * Być może kiedyście to wytłumaczę, lecz nie dziś – Ruget zaśmiał się dyskretnie z odpowiedzi Kedylga. * Wkrótce rozpoczniemy budowę – wtrącił Ruget chcąc uniknąć rozmowy z Emige na temat obyczajów Kedylga – Lecz możecie dalej tu przypływać. Będziecie oczywiście mile widziani. * Dziękujemy, z pewnością powrócimy tu niebawem. Jeszcze przez chwile rozmawiali i spacerowali po okolicy. Emige spodobał się kapitan Kedylg. Choć czuła że jest inny niż wszystkie elfy i to ją niepokoiło. Lecz gdy tylko wróciła do dworu swego ojca w Kufus myślała tylko o nim i kiedy ponownie go ujrzy. Minął już tydzień lecz ona dalej nie wybierała się nad Pawę. Chciała tam wyruszyć jak najszybciej i ujrzeć Kedylga, lecz jego tam nie było. Budowa umocnień miała rozpocząć się za kolejny tydzień i wtedy kapitan przybędzie na miejsce. Jej zmartwienia dostrzegł wpierw Elsui, a potem i sam Arad. Ten ostatni próbował ja pocieszać tak jak to niegdyś pomagało, lecz bezskutecznie. Nawet nie przypuszczał że jego córka może tęsknić za oficerem znad Pawy. Jego zmartwienia spowodowane smutkiem córki zniknęło jednak nagle, gdyż pojawiły się znacznie inne. Do Arada przybył jeden z jego oficerów. * Panie. Przynoszę złe wieści – rzekł Idel, dowódca jego straży * Czy chodzi o moją córkę? * Nie Hrabio – uśmiechnął się – Nie aż tak złe. To bardziej przyziemne sprawy. * To dobrze. Mówże zatem co cię tu sprowadza * Wiesz że Król Einoritr wydał rozkaz budowy umocnień nad Ottotem, Pawą i w wielu innych ważnych miejscach zagrożonych przez orki? * To ci durnie z zachodu przekonali go do tego aby zajął się tym. Tak wiem o tym * Jedne z takich zamków ma powstać tutaj niedaleko, przy ujściu Hirej do Pawy. Właściwie to wkrótce rozpocznie się jego budowa. * I to pewnie jeszcze ja mam zapłacić za wybudowanie tego zamczyska?! * Tak. Dziś ma przybyć tu kapitan który się tym wszystkim zajmie, wiem to od znajomego urzędnika z Wuteh – Arad wstał i zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. Stanął na chwilę * Cóż nie mamy wyboru, rozkaz króla to rozkaz. Gdyby nie Einoritr nie bym był magnatem. Jak nazywa się ten Kapitan? * Kedylg * Co!!? Kedylg!!? Ten Kedylg!? * Tak, Nija Kedylg * Niech go piekło pochłonie! Następny wieki wojownik i niechciany bohater. * To jeszcze … nie koniec – Idel poczuł się trochę zakłopotany jak przekazać Hrabiemu kolejną zła wiadomość * Co jeszcze!? – Arad usiadł i spuścił głowę * Towarzyszy mu porucznik Yakis Ruget. * Wspaniale. Lepiej być nie mogło. Kolejny bohater krasnoludzkiej krucjaty. Dwie osoby które akurat najmniej chce oglądać, może z wyjątkiem Barona Denao. Gdyby jeszcze on tu przyjechał to już bym tego nie zniósł. * On nie przyjedzie … - Idel próbował pocieszyć Arada * Masz coś jeszcze aby mnie dobić? * Nie to wszystko. * Gdy zjawi się tu Kedylg z Rugetem daj im pieniądze. Nie mam zamiaru ich nawet oglądać. A teraz odejdź, źle się czuje. * Rozkaz. Kedylg również tęsknił za Emige. Dlatego też zdecydował się aby jechać do Kufus, nie tylko po pieniądze na budowę, ale też po to aby ujrzeć Emige i nie czekać aż przypłynie nad Pawę. Kedylg i Ruget przybyli na miejsce dwa dni później. Ruget i żołnierze im towarzyszący poszli razem z Idelem do skarbca po złoto, tymczasem Kedylg zgubił się gdzieś po drodze i zaczął przechadzać się po dworze. Gdy spacerował po dziedzińcu spotkał go Elsui. * Witaj Kapitanie. Cóż cię tu sprowadza? * Witam. Nic szczególnego, sprawy królestwa – Kedylg rozglądał się włoku siebie – Wiesz może gdzie jest Emige? * Tak wiem – Elsui uśmiechnął się – chodź za mną. Z pewnością ucieszy się na twój widok. Elsui zaprowadził Kedylga do pokoju Emige. Ta jak ostatnimi dniami siedziała przy oknie i spoglądała na Hirej tęskniąc za Kedylgiem. Elsui cicho otworzył drzwi i odszedł. Tymczasem Kedylg wszedł do pomieszczenia. * Witaj Emige * Kedylg! – Emige podniosła się szybko szczęśliwa i rzuciła w jego ramiona – Tęskniłam za tobą. Cieszę się że tu jesteś. * Też tęskniłem i przy pierwszej sposobności przybyłem tutaj. * Chodź ze mną nad Hirej, tam będziemy mieli spokój. * Jak sobie życzysz – opuścili pałac i małą ścieżką wydeptaną przez Emige podążyli nad niewielką rzeczkę przepływającą u stup Kufus. * Tu zawsze spędzałam samotne chwile ze zwierzętami i myśląc o dalekich krainach * Rzeczywiście miejsce to sprzyja marzeniom. Pięknie tu – Oboje usiedli nad rzeką. Spoglądali przez siebie chwilę widząc w swych elfich oczach rodzące się między nimi uczucie. Oczy Kedylga skrywały jednak pewną tajemnicę o której Emige nie wiedziała, choć wiele elfów tak. Emige dostrzegła to, jednak rodzące się uczucie zasłaniało ten widok. Kedylg nie miał jednak zamiaru ukrywać tego i czekał na pierwszą sposobność aby powiedzieć o tym Emige. * Na pewno wiele podróżowałeś? * Dlaczego tak sądzisz? * Znasz obyczaje ludzi, mówisz trochę inaczej niż wszystkie elfy. Ja zawsze widze takie rzeczy, gdyż jestem ciekawa dalekich krain * Może to dlatego że nie jestem stąd – Kedylg uśmiechnął się lekko * Jak to? Przecież jesteś elfem. Skąd masz być jak nie stąd? * Nie do końca jestem elfem * Żartujesz sobie ze mnie – Emige roześmiała się – Przecież widzę doskonale że nie jesteś półelfem * Od niedawna jestem elfem. Kiedyś byłem człowiekiem, zwykłym śmiertelnikiem. * Jak….. – Emige była w lekkim szoku – Jak to … możliwe? * Widać jeszcze nie wszyscy słyszeli o mym losie. To było kilka lat temu. Wraz z moimi dwoma przyjaciółmi zostaliśmy wynagrodzeni za swą wierną służbę Baronowi Denao, królowi Einoritrowi i całemu Królestwu Elfów. Nagrodę dostaliśmy od samego Ullfiego. Mogliśmy wybrać, powrót do domu, albo pozostać i … stać się elfami. Moi przyjaciele wybrali dom. Ja zaś zostałem. * To z pewnością odwiedziłeś wiele miejsc. Powiedz mi zatem skąd pochodzisz? * Nie mogę ci powiedzieć dokładnie. Nie znam całego świata. I nie wiem do końca jak się tu znalazłem wraz z przyjaciółmi. * To za co dostaliście tą nagrodę? Proszę opowiedz mi o tym. * Dobrze. Wszystko zaczęło się jeszcze dawniej. Gdy już wraz z moimi przyjaciółmi zostaliśmy zaakceptowani przez Elfy, rozpoczęły się ataki orków. Znajdowaliśmy się w zachodniej części królestwa, gdzie ataki były najczęstsze. Wzięliśmy udział w jednym z pierwszych większych starć, gdzie zauważył nas Baron Denao. Spostrzegł że walczymy całkiem nieźle więc przyjął nas na swą służbę. Ataki stawały się coraz częstsze, lecz Einoritr naciskany przez szlachtę i magnaterię ze wschodu nie wysyłał nam posiłków. * Przez taką szlachtę jak mój ojciec? * Tak, skąd wiesz? * Wiele razy mój ojciec opowiadał iż to przez was są te ataki. To znaczy przez magnatów z zachodu * Głupiec! Gdyby nie my Kult już by tu panował, skończylibyście jak krasnoludy uciekając ze swej ziemi. * Wybacz że ci przerwałam, mów dalej. * Więc jak mówiłem, brakowało nam posiłków do obrony granicy na Ottocie. Denao organizował jak mógł armię do ochrony granic, brał kogo się tylko dało. Elfy ze wsi, miast, nawet ludzi i krasnoludów, wszystkich którym chciało się walczyć z Kultem. Armia Królestwa była wtedy słaba, a większość generałów siedziała w Newli. Jedynie Silumin i Windyr wsparli nas. Dzięki temu wysiłkowi obroniliśmy granicę, ja stałem się sławnym oficerem. Król wreszcie zareagował i zaczął tworzyć armię, wtedy tez spotkałem samego Einoritra gdy przyjechał do Barona Denao. * To musiało być ciężkie zadanie? * Poczekaj, to dopiero początek. * Czekam wiec na ciąg dalszy – uśmiechnęła się delikatnie * Zaczęliśmy tworzyć zalążki armii na zachodzie. To był dobry początek, szlachta z zachodu już pomału myślała o wojnie z Kultem aby nie okazywać naszej słabości co prowokowało orki. Jednak nasza troska o Królestwo została inaczej odebrana. Wy elfy jesteście bardzo pokojowo nastawione, a wszelkie walki jakie toczyliśmy były odbierane jako nasza samowolka. Wtedy rozpoczął się rozłam w Królestwie, na szlachtę z zachodu i szlachtę ze wschodu. A to był dopiero początek. Sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej gdy Król Bast Kagawa, wódz Krasnoludów wyruszył z Bewot Na Krucjatę w Góry Utracone. Wiedział o tym co dzieje się nad Ottotem i liczył iż poprzemy jego walkę. Droga wiodła przez nasze królestwo na Most na Ottocie. Nie musze chyba mówić jaką burze wśród szlachty ze wschodu to wywołało. * Domyślam się. Pamiętam jak ojciec był zdenerwowany na wieść o tej Krucjacie. * Przebywałem wtedy na dworze Einoritra, jako jego doradca tworząc armię. Udało mi się mimo wielu trudności uzyskać jego poparcie dla Króla Basta, choć nie udało mi się uzyskać pozwolenia na wsparcie Krasnoludów. Przynajmniej oficjalne. Jednak dzięki poparciu Denao i Silumina udało mi się z przyjaciółmi zorganizować kilka chorągwi ochotników. Wtedy poznałem Rugeta, był młodym zdolnym oficerem który chciał walczyć. Zabrałem go więc do swej chorągwi i ruszyliśmy z Krucjatą … * Kapitanie Kedylg – za nimi niespodziewani zjawił się Elsui – Wyruszacie z powrotem, pieniądze zostały załadowane w juki. * Muszę cię opuścić. * Wielka to szkoda, lecz wkrótce się zobaczymy. Musisz mi dokończyć swą historię – Uścisnęła Kedylga mocno. * Tak zaiste. Od jutra będę nad Pawą Możesz tam przypłynąć z Elsuim kiedy tylko zechcecie. Kedylg niechętnie opuścił Emige, ta zaś pomachała mu na do widzenia. Gdy dotarł do koni ruszyli natychmiast na teren budowy. Tam już trwały przygotowania do budowy. Robotnicy rozbijali obóz, gromadzono narzędzia, materiały i uprzątali teren. Architekci krzątali się wszędzie i wyznaczali miejsca pod fundamenty budynków i murów. W przygotowaniu była też droga do najbliższej osady w puszczy Hefa. Wkrótce zaczęto budować piwnice i wtedy właśnie zjawiła się Emige wraz z Elsuim. Kedylg jedynie doglądał budowy, mógł więc poświęcić jej sporo swego czasu. Wznoszenie zamku przebiegało bez problemów, a większością spraw zajmował się Ruget, więc nie był zbyt potrzebny. Od tej pory widywali się niemal codziennie, spędzając ze sobą mnóstwo czasu. Sporo rozmawiali dowiadując się wiele o sobie. Emige opowiadała o swym życiu, marzeniach i o czym tylko mogła, zaś Kedylg opowiadał jej o swych rodzinnych stronach, o zachodniej części królestwa, o Newli i wielu innych miejscach w których był. Ale najbardziej interesowały je opowieści o Górach Utraconych i krasnoludzkich miastach. Emige bardzo to ciekawiło, gdyż była to też jego historia. On jednak nie wracał do tej rozmowy, nie mówił więcej jak stał się elfem i dlaczego. Kedylg przez kilka lat przebywał w Górach walcząc u boku krasnoludów z orkami. Były to krwawe walki i nie chciał o nich zbytnio opowiadać, zaś Emige nie chciała naciskać. Ich walka zakończyła się klęską, a myśl o tamtych dniach przyprawiała Kedylga o troski i smutek. Ich miłość rozkwitała jednak ze spotkania na spotkanie, nie wytrzymywali bez siebie nawet kilku godzin rozłąki. Ich gorąca miłość doprowadziła do tego iż coraz mniej czasu spędzała w Kufus, a jej ojciec niemal jej nie widywał, choć była jego największym skarbem. Arad zaczynał się martwić ciągłą nieobecnością córki. A gdy tylko była, kolejnymi podarkami próbował wyciągnąć od niej gdzie tak często znika. I dowiedział się, lecz nie od niej. Z wolna kończyło się lato. Dowódca straży Kufus i główny oficer Arada Idel wybrał się do karczmy dowiedzieć się co nowego słychać w okolicy. Miał na oku wszystko co działo się w wiosce. Choć pochodził ze wschodu, był wojownikiem, służył w armii i walczył z orkami nad Ottotem. Mimo iż nie przepadał za wschodnią szlachtą za to co zrobili, tak samo jak Kedylg i Ruget, to służył swemu panu najlepiej jak tylko potrafił. Idel usłyszał rozmowy krasnoludzkich robotników z zamku którzy przebywali w Kufus. Wystarczyło im dać trochę wina chcąc dowiedzieć się więcej o budowie. Nie dowiedział się wiele o samej budowie, gdyż krasnoludy miały swój honor i nie sprzedawały informacji o takich rzeczach za butelkę elfiego wina. Lecz co innego tak. Idel dowiedział się od nich ciekawszej rzeczy. Choć szanował i podziwiał Kedylga jego służba wobec Arada była ważniejsza. Pożegnał krasnoludów i pobiegł prędko do Arada. * Mam wieści które zainteresują was Hrabio – Wbiegł do jego pomieszczenia, Arad odłożył jakieś papiery i rzekł * Z czym tak ważnym przybywasz? * Wiem gdzie znika tak często twoja córka – Usiadł na fotelu i nalał sobie wina wiedząc że Arad nie zabroni mu tego wobec tak ważnej informacji – Lecz te wiadomości nie zadowolą cię panie * Mów że czym prędzej! * Twa córka spotyka się z Kedylgiem. Pływa na budowę niemal codziennie z Elsuim – Arad zacisnął dłoń i nieco zaczerwienił się ze złości. Jedynie duma elfa nie pozwalała mu wybuchnąć gniewem. Idel pierwszy raz widział go w takim stanie – * Z tym … nawet nie jest elfem. Jak mogło do tego dojść? * Nie wiem, dowiedziałem się o tym przypadkiem, od krasnoludzkich robotników. * Muszę porozmawiać z moją córką gdy wróci. Dziękuje ci Idel. * Proszę Hrabio. * Zostaw mnie teraz samego. Idel lekko ukłonił się i odszedł. Tego dnia, jak i przez większość ostatnich Emige i Kedylg siedzieli i rozmawiali nad Pawą, z dala od zgiełku budowy. Spotykali się od trzech miesięcy. Przez ten czas wzniesiono już mury i rozpoczęto budowę pierwszych pomieszczeń. Kedylg i Ruget planowali zakończenie przynajmniej części pomieszczeń przed nadejściem zimy. Podczas rozmowy, jak każdej innej Emige zapytała w końcu Kedylga * Opowiedz mi o Górach Utraconych, kiedyś obiecałeś że dokończysz mi swą historię * Niewiele ci mogę powiedzieć, niemal codziennie walczyliśmy – Kedylg posmutniał, Emige widząc to zapytała o coś innego ale związanego z krasnoludzkimi górami * Ale z pewnością widziałeś krajobrazy i krasnoludzkie miasta? * Tak oczywiście * Więc opowiedz mi o nich * Jest tam pięknie. Bujne lasy wkomponowane w skały, mnóstwo zwierzyny, górskie potoki, wodospady i głęboki pełne bogactwa kolorów jaskinie. Mnóstwo tam miast twierdz, ale ich widok nie budzi grozy. Wyglądają cudownie. Nawet lata panowania Kultu nie zniszczyły tej cudownej krasnoludzkiej sztuki. * Powiedz jak wyglądają * Dobrze. Krasnoludy to świetni architekci. Ich budowle głownie podziemne wyglądają niesamowicie. We wszystkich typowych dla nich budowlach ściany są gładkie i błyszczące. Korytarze z rzadka…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil chajr-ad-din
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…