Wróć do katalogu

Ercep

Na rynek wyszedł nowy produkt. RCP, czyli ...

kusboz, opublikowano , 10 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ercep

Na rynek wyszedł nowy produkt. RCP, czyli od początku do końca samodzielnie zaprojektowany mężczyzna. Zachłannie rzucam się na reklamową ulotkę. "Spełnij swoje marzenia" - krzyczą litery - "Stwórz swojego mężczyznę od stóp do plam na tęczówce. Twój obecny partner nie liczy się z twoim zdaniem? Nie słucha twoich zwierzeń? Decyduje o wszystkim? Powiedz w końcu to co myślisz. Zastąp go RCP, czyli Realnym Cyber Partnerem!!!" - Bez sensu nazwa - krzywię się - Po pierwsze jak "cyber", to nie "realny", a po drugie źle się kojarzy, bo jak go nazywać, Ercep? Chociaż w złości mogę zapomnieć tego "r" na początku i nie może się obrażać, że go nazwałam cepem. Wchodzę na stronę cyber-cud-marzenia. Producent wyjaśnia - cybernetyczny, bo stworzony w sieci, realny, bo kiedy go w końcu zabiorę do domu, będę go mogła dotykać, macać, wciskać i będzie prawdziwy od góry do dołu. - Do dołu, he, he - śmieję się pod nosem. Patrzę na cenę. Trochę drogo. Ale co tam, jak sobie przypomnę poprzednie związki... Jeden, świetny kumpel, ale nieuleczalny rozrzucacz rzeczy swoich i moich. Została mi po nim blizna, jak raz weszłam do domu i kopnęłam garnuszek z herbatą, który zostawił przy wejściu, bo właśnie w tym miejscu zaczął się bawić z psem, a potem zapomniał. Herbata się wylała, ja poślizgnęłam i z całą siłą usiadłam na rozbitych kawałkach w małe różyczki. No i wszedł mi taki jeden kawałek nie tam gdzie trzeba. Ile ja się wstydu najadłam na pogotowiu jak mi go wyjmowali. Do dzisiaj się czerwienię na samo wspomnienie. Drugi wspaniale umiał skracać długie nocy godziny, za to wstyd było się z nim przy ludziach pokazać. Owszem, niczego sobie, ale jak się odezwał... Powinien się nazywać Lech Lepper lub Andrzej Wałęsa, do wyboru. Rozumowo - oratorska krzyżówka, która się spotkała w jednym człowieku. A człowiek, nie wielbłąd, po pustyni nie będzie sam chodził. Trzeba od czasu do czasu wyjść do towarzystwa. Z nim - wstyd, jak nie przymierzając na pogotowiu. Trzeci - przystojny. Wszystkie koleżanki mi go zazdrościły, ale mogłam z nim tylko za rączkę, na spacerek i do domu. Kiedy tylko zrobiliśmy sobie jakiś postój, nieważne czy to w klubie, czy w pizzerii, czy nawet u mojej babci, nie wiadomo jak i kiedy schlywał się jak praskie prosię. Taki to by się w czasach prohibicji przydał. Wywąchałby gorzałę nawet i pod ziemią. Ech, co tu gadać... Pod wpływem wspomnień szybko wstukuję kod karty. Ciężko zarobione pieniążki popłynęły w cyberprzestrzeń i zaraz wrócą w postaci zmaterializowanych marzeń. Dobra, jest. Ankieta na cały ekran. Pytanie pierwsze: wzrost - no, porządny musi być. Damy metr dziewięćdziesiąt. Numer buta. Mówią, że jakie stopy, taka reszta. 47, co mi tam. Obwód bioder. Obwód bioder? Skąd ja mam wiedzieć, jaki ma mieć obwód bioder? Wpiszę mój, facet powinien mieć wąskie biodra. Obwód klatki. Kurczę. No nic, podwoję obwód bioder. Kolor oczu - klasyka - niebieskie. Włosy - gęste, nie, bardzo gęste, kolor - blond - jak szaleć, to szaleć. Zarys nosa - szlachetny. Zarys szczęk - jak u Janosika. Ilość włosów na nogach - 0. Nie będzie drapać w nocy. Piegi - 0. Zaraz, niech będzie jeden. Muszę go jakoś zaznaczyć, bo jak niedługo dowiedzą się o nim inne kobiety, to jak ja go rozróżnię wśród tych wszystkich Ercepów? Damy mu piega. Jednego. Dokładnie tam, gdzie ja mam bliznę po kubku w różyczki. Koniec ankiety. Dostawa do dwudziestu czterech godzin. Z dołączoną płytką, którą mam odpalić i która pomoże mi od podstaw określić charakter mojego wybranego. Świetnie. Tabula Rasa. Marzenie kilkudziesięciu milionów kobiet na ziemi. Nie mogę usiedzieć na miejscu. W oczekiwaniu na blond-cudo posprzątałam cały dom, zrobiłam zakupy i nawet zamiotłam klatkę schodową. Jak ja go nazwę? Jakie teraz idą imiona? Xawery? Miłosz? Daniel? Kurde, że ja zawsze nic nie wiem. Mogłam chodzić na te chrzty do znajomych, to bym wiedziała jakie się imiona teraz dzieciom daje. Andrzej. Nazwę go Andrzej, po swojej pierwszej, trzynastoletniej, niewinnej z racji wieku (i braku wiedzy jak zwykle) miłości. Dzwonek do drzwi. Już jest. Otwieram. Przede mną gruby, łysy facet w okularach i białych skarpetkach. Czubek łysiny na wysokości moich oczu. - Pomyłka - krzyczę od razu - to pomyłka. Łysy stoi i nie reaguje. - Wy nie możecie tak nabierać ludzi, to niesprawiedliwe. Ja wiem, że nie można wierzyć w reklamy, już babcia mnie tego uczyła, ale tam było napisane, taki, jak ja będę chciała. Idź sobie - histeryzuję - to pomyłka. Ja ciebie nie chcę, może ktoś o dobrym sercu albo ślepy się nad tobą zlituje i cię przygarnie, ja ciebie nie chcę - już prawie płaczę. - Iwona Sz? - pyta beznamiętnie facet, jakby zupełnie nie słyszał mojego histerycznego ataku - podpisać, zaraz doniesiemy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych