Eteryczność
Wyobraźcie sobie świat nie za sto, tysiąc, ani nawet sto tysięcy lat. Wyobraźcie sobie świat jeszcze odleglejszy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Oto ostatnia opowieść czasu smoków i zakutych w niklowe kombinezony łowców gwiazd.
Byli nikim w tym świecie. Dlatego tylko, że każde z nich obudziło się do życia bez boskiej doskonałości, jaką wówczas ludzie już mieli, by później stracić.
Wiecznymi uczynił ich on, ten który opowiada i zmienia obrazy w głowach. Zmienia filozofie i jak chce szafuje znaczeniami, drwiąc sobie ze służących z poprzerastanymi do rąk narzędziami i capone grających zawsze role nieomylnych, których prawdy rządzą światem. Jeśli oni byli bogami, on był kimś więcej – i mniej jednocześnie. Podlejszym stworzeniem ulepionym nieopatrznie z niedopałka papierosa. Nadpalonym narkotykiem i na zawsze zimnym już popiołem.
Trójgłowe psy węszyły w ogrodzie śladów… kogoś, kto musiał tu być, gdyż zostawił po sobie zapach perfum, intensywny jak wstyd po nocy pierwszego uniesienia. Czego węszycie – zapytał zwierzęta w tym dziwnym, elektrycznym języku człowiek, który miał tej nocy odpowiadać za bezpieczeństwo boskiej plantacji. Panie! Widzimy cień przemykający bezgłośnie przez bramę i dalej, między drzewa i krzewy. Ale Panie! Nieuchwytny jest. Ciszę rozmowy przerwało głośne mlaśnięcie stróża. Tak, gdy już ujarzmili sztukę telepatii, nigdy nie nauczyli się telepatycznie przekazywać tego, co nie jest słowem. Każdy zwrot był ciągiem sylab wypranym z emocji. Dopóki pamiętali o emocjach, dopóty one istniały. Ale wkrótce zapomnieli. Zastąpili je niklem i pielęgnowali swój nowy nabytek bardziej, niż emocje kiedykolwiek wcześniej. Ich antropowszechświat rozpadał się wraz z rdzą, która dzięki niklowemu budulcowi przedostawała się w ich dusze i sączyła, sączyła, sączyła, nawilżała wiecznie spragnionych. Ambrozja bogów, hodowana w stalowych ogrodach zapomnianych zakątków świata, wszędzie wokół nas.
Księżyc (to zadziwiające, że tylko księżyca nigdy nie ujarzmiono) musiał gdzieś za horyzontem szykować się do wymarszu na nocne niebo, jego blask oblewał już bowiem chmury. Był dla nich nieuchwytny. Był w stanie przyrosnąć na chwilę do ziemi i zapatrzyć się. A gdy tak stał i patrzył – niektórzy twierdzą, że mijały i całe stulecia, a on nieporuszony i obrosły mchem wpatrywał się w horyzont. Mijały pokolenia, tak nieuchwytne i pozbawione szans na przyszłość, spadały gwiazdy. Łowcy zmieniali kombinezony na coraz to nowe modele, inkrustowane najpierw magicznym srebrem, później bezwartościowym, elektronowym złotem, wodną parą, krwią i na koniec rdzą.
Dwie smugi mgławic tęskniły za sobą tuż nad linią widnokręgu. I spływały ku ziemi, pokrojone wielkimi jonowymi plandekami przechwytującymi z kosmosu energię i sprawiedliwie rozdzielającymi ją dla świata – połowa dla Białego Pałacu, reszta na sprzedaż dla reszty, której nigdy nie było stać (przeklęty czwarty świat). I spływały ku jego głowie, gdy tak stał i zapomniawszy o atomach własnego ciała gładził je swą małą, prymitywną dla nich, eteryczną ręką. Ale był i nigdy nie wierzcie, że to kłamstwo. Spójrzcie, co stało się z bogami, którzy opanowali tutaj wszystko do tego stopnia, że zapomnieli skąd idą. W końcu doszli do wniosku, że musieli stworzyć się sami. Reszty dopełnił czas.
Wszystko wokół: drzewa i trawa, domy i pełne Złomu ulice, strażnik i trójgłowe psy, zmieniało się powoli, nabierało majestatu i jeszcze bardziej potężniało, nabrzmiewało pełnym rozsądnej uległości pożądaniem. A gdzieś na niebie błyszczały – skromnie – dwie gwiazdy, zapatrzone w siebie, nierozerwalne od eonów, skazane już na czerwień gwiezdnej starości, piękne i tajemnicze. Samotne, bowiem zbyt silna była grawitacja każdej z nich, by mogły się przyciągnąć i połączyć. Dwie gwiazdy, wiecznie rozdzielone, dzięki czemu żywe. Ponoć wokół jednej z nich krążyła planeta, na której znaleziono niewolników – odwieczne marzenie bogów – znaleźć w czerni kosmosu planetę pełną niewolników.
Księżycowy blask przesączał się przez na wpół uchylone okna i hipnotyzował błądzące już wtedy po świecie upiory. Światło ma słabe, a jednak świata było jedynym. Dni pełne były ciemności w czasach, w których w ostatnim swym wcieleniu przybył na świat Ayden, bóg mrocznej poezji i zapomnienia, ostoja wędrowców. A narodził się tak – zaraz opowiem. Wcześniej był człowiekiem. Nietrudna była to wtedy przemiana – zdecydowanie trudniej było odwrócić ten proces. Na całe szczęście udało się.
********************************************************************************************* W pokoju panowała metalowa ciemność. Stare, zakurzone meble, ponitowana zgnilizną podłoga, której od lat nie dotykała ludzka i boska stopa i szare ściany. Czy to wszystko nie pasuje cudownie do mojej opowieści? Podejrzane, prawda? A jednak prawdziwe. W takiej scenerii poezja powróciła do ludzi, dając im siłę do stawienia czoła zabójczym zakusom starego czasu. W tamtym świecie w swej esencji niezwykłym, widząc magię wszędzie wokół siebie, zignorowali ją, zapomnieli i skazali na banicję z boskiej świadomości. Tak, jak my to robimy z powietrzem.
Gdy nagle skrzypnęły schody, a po chwili z głuchym, jakby grobowym jękiem otworzyły się drzwi i pomieszczenie na chwilę wypełniło światło lampy, część pokoju ożyła. Poruszyła się i niepewnym wzrokiem zmierzyła czeluść drzwi. Gdy zamknęły się z trzaskiem, nastała cisza jeszcze głuchsza niż przedtem.
Ayden odezwał się pierwszy. Gdy pytał ją o pokonane niebezpieczeństwa, z jego gardła wydobył się eteryczny szept. Cierpiał, nadając temu słowu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil imbram
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…