Ewa
Jeden dzień z życia studentki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
EWA
-1-
W pewnym mieście, w obojętnie jakim, lecz dla wygody i zapisania odpowiedniej ilości papieru, podpowiem, że może to być miasto na wschodzie Polski. W owym mieście żyła sobie studentka. Nie jest istotne, co studiowała nawet nieważne jak miała na imię. W gruncie rzeczy mógłby to być ktokolwiek. Zdarzenia, które zaszły pewnego wieczoru w akademiku, którego była mieszkanką, są jedynym powodem mojego zainteresowania tą osobą. W sumie jej życie było tak zwyczajne jak każdego z nas. Studentka ta była raczej średnio ładna nie była też duszą towarzystwa, na suto zakrapianych alkoholem imprezach akademikowych. Dla wygody nazwijmy ją Ewa (dobre imię, bo krótki). Otóż Ewa spędzała pewien wieczór na jednej z takich imprez na 7 piętrze akademika. Impreza była całkiem przeciętna: w ciemnym koncie pokoju jakaś świeża para się lizała, na drugim łóżku spał zalany w trupa mieszkaniec tegoż pokoju. Kilka osób tańczyło do rytmów jakiegoś rock’n’rolla. Czyli całkiem zwyczajna impreza. Ewa siedziała trochę znudzona, na najbliższym drzwiom łóżku, pomiędzy dwoma facetami, którzy próbowali, dość nachalnie, przekonać ją do swoich wdzięków. Jeden nawet jej się podobał, ale nie miała ochoty na romanse tego wieczoru. Poza tym albo ona była zbyt trzeźwa lub on zbyt pijany, bo jakoś nie potrafili nawiązać kontaktu. Zresztą Ewa miała chłopaka, który nie był może zbyt uczciwy gdyż nagminnie znajdywał sobie różne nałożnice, i co zresztą było powodem częstych konfliktów, ale w sumie nie był taki zły. Dlatego pewnie przymykała oko na jego skoki w bok. Poza tym ona też nie była mu tak do końca wierna. Impreza zaczynała nabierać kolorów. Pod wpływem wypitego alkoholu – Ewa zaczynała się nawet nieźle bawić. Przetańczyła sama ze dwa kawałki, po czym usiadła na swoim miejscu trochę zmęczona. -A ty Bolek to co tak w ogóle studiujesz – zagadnęła do gościa, co jej się spodobał a siedział obok. - Prawo i Administrację – powiedział trochę niewyraźnie, gdyż wlał w siebie już znaczną ilość alkoholu. Zaczkną. Ktoś wtoczył się do pokoju. Zachwiał się, coś po mamrotał pod nosem i wyszedł. W co trzeźwiejszych wywołało to trwający dosłownie chwile wybuch radości. Niejeden pewnie i nie jedna uczestniczka owej imprezy pomyślała „Jak można się tak najebać, niektórzy nie wiedzą, kiedy skończyć” a nie dalej jak parę godzin później sama leżała na zgonie wymiotując pod siebie. Gdy wrzawa ucichła Bolek stwierdził naocznie, że Ewy już nie ma obok niego. Jak przez mgłę doszło do niego, że gdy wtoczył się niespodziewany gość, zadzwonił komuś telefon. Pewnie Ewie – pomyślał i machną ręką na nią. Ewa istotnie wyszła w celu odebrania telefonu. Impreza trwała dalej. W pokoju nikt, poza Bolkiem, nie zwrócił najmniejszej uwagi na brak Ewy. A i jego zainteresowanie zniknięciem Ewy ograniczyło się do stwierdzenia tegoż faktu. Tak, że z całą odpowiedzialnością można powiedzieć, że nagła absencja Ewy nikogo nie obeszła. Gdy godzina robiła się późna pod wpływem nagłego impulsu obudził się mieszkaniec pokoju, który dość szybko kończył imprezy. Wynikało to z tego, że jak raz podpiął się do flaszki, to już tak zostawał aż ktoś go od niej odkleił. Taki zwykły student pijak. I taką ksywkę zyskał: Pijak. Otóż Pijak wytrzeźwiał już na tyle, że gdy go ponownie, tego wieczoru zemdliło, poleciał do kibla. W kiblu załatwił, co miał załatwić. Chociaż nie specjalnie miał czym rzygać. Ale jak mus to mus. Gdy wyszedł z kibla zachciało mu się świeżego powietrza. Ponieważ akademik był wyposażony w balkony na każdym piętrze, nie było w realizacji tej zachcianki nic trudnego. Nawet dla pijanego Pijaka. Wyszedł więc na balkon, wziął parę głębokich wdechów i, jak to miał w zwyczaju, spojrzał w duł. - O kurwa !!! – siedem pięter niżej na czarnej płycie asfaltu leżała Ewa. Poznał ją, ponieważ zawsze była dość charakterystycznie ubrana. Przeważnie na jaskrawo. A tego wieczoru miała na sobie pomarańczową bluzeczkę, którą dostała od niego na urodziny. Obok ciała, mimo że była już prawie dwunasta, zebrał się spory tłum gapiów. I nic w tym dziwnego, nie codziennie ktoś wypada z 7 piętra. To co zobaczył tak go zaskoczyło, że nie wiedział, co ma robić. Zwłaszcza, że lubił Ewę. Można powiedzieć, że była dla niego jak siostra. Być może się w niej podkochiwał, w każdym razie zawsze dziwił się, czemu nie rzuci tego – Głupiego chuja – jak wyrażał się o jej chłopaku. Ona za to nigdy nie mogła wytłumaczyć mu motywów swojego postępowania, dlatego zawsze kończyła rozmowę zdaniem – Widzisz Romek, bo ty nic nie rozumiesz mojego uczucia. Obserwował całą scenę, gdy ktoś zaszedł go od tyłu, przechylił się przez barierkę i spojrzał: - Znowu ktoś koła nie zaliczył!?! Ha ha, ale niektórzy są głupi. No nie? - To Ewa tam leży – powiedział ledwie słyszalnie Romek. - Ale ona wszystko zaliczyła, dlaczego? – odpowiedział zaskoczony Adam. Chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z idiotyzmu wypowiadanej kwestii. Romek spojrzał jeszcze raz na kolegę -jakby z nienawiścią - potem spojrzał jeszcze raz w duł. Dźwięk syreny wypełnił wiosenne powietrze. Właśnie przyjechała karetka i policja. Z ławki, niedaleko której rozgrywała się scena, wstał jakiś gość i odszedł w ciemność pozostawiając pustą puszkę po piwie obok ławki.
-2-
Ewę nagle zbudził budzik. Zawsze dzwonił, gdy miała najfajniejszy sen. Nigdy nie mogła tego zrozumieć. Dochodziła 8:00. Za godzinę miała koło z filozofii. Nie specjalnie przejmowała się nauką – zawsze przychodziło jej z łatwością zaliczyć semestr. Zresztą była dobrze przygotowana i nic a nic się nie obawiała. Jak zwykle poleżała jeszcze parę minut w łóżku. Śniadanie też zjadła spokojnie – wykładowca zwykle spóźniał się 15 min. Jej współlokatorki jeszcze spały także zachowywała się cicho. Nie lubiła przeszkadzać innym, szczególnie o 8 rano. Ubrała się w bluzeczkę, którą miesiąc temu dostała od Romka poza tym oczywiście ubrała spodnie, buty, sweter i tak dalej. Jak się potem miało okazać jej oczekiwania względem temperatury powietrza na zewnątrz były zbyt optymistyczne, ale nie chciało jej się wracać po kurtkę. Na uczelnie miała dość blisko. I stwierdziła później, że temperatura z każdą chwilą rośnie. Na uczelnię dotarła nieco po 9:00. Od razu przyczepiła się do niej Olka – najbardziej wkurzająca, jak ją określała – i zaczęła zadawać te irytujące nerwowe pytania odnośnie kolokwium. - A umiesz Platona – Ewa kiwnęła potakująco – Tak? To powiedz o ideach platońskich - Odwal się, nie chce mi się z tobą gadać – powiedziała, trochę za ostro, Ewa. - A Arystoteles, co wiesz o jego poglądach? – nie dawała za wygraną Olka - Daj mi spokój, proszę nie mam ochoty na tą idiotyczną giełdę pytań. - Dobra dobra. – uspokoiła Olka Ewa oddaliła się w stronę grupki znajomych, których towarzystwo było dla niej przyjemniejsze, a przynajmniej potrafili się wyluzować przed sprawdzianem. Wykładowca jak zwykle przyszedł 15 min później. Co niektórzy nieprzygotowani próbowali nakłonić resztę do ucieczki. - No chodźcie już! Już 15 min minęło. Na pewno nie przyjdzie. Oczywiście parę kujonów zablokowało tę inicjatywę i zgasiło chęć buntu swoją anty-społeczną postawą. Kolokwium, poza paroma przypadkami, przebiegło spokojnie. Jeden ze studentów próbował bezczelnie ściągać z książki ułożonej na kolanach. Ewa opuściła sale sporo przed upływem czasu. Trafiła na bardzo łatwe pytania i była pewna, że bez problemu zaliczy to koło. Dość często – myślała po opuszczeniu sali – trafiam na łatwe pytania. Być może wynikało to z tego, że do każdego kolokwium przygotowywała się sumiennie. Dziś jeszcze miała jeden wykład, ale nie miała ochoty iść na niego. Zaplanowała sobie spacer po parku. Gdy już tam doszła stwierdziła, że jest już bardzo ciepło. Zdjęła sweter i szła powoli alejkami, co rusz przystając a to przy stawie – w celu obserwacji łabędzia, a to przy jakimś ładnym drzewie. Ewa bardzo lubiła przyrodę ożywioną. Gdy chodzenie znudziło ją, siadła na ławce. Trochę żałowała, że nie wzięła nic do czytania. Ale siedzenie też sprawiało jej dużo radości toteż szybko zapomniała o lekturze. Już miała się zbierać, gdy od tyłu na ławkę wskoczył Roman, jej jedyny prawdziwy przyjaciel. Chociaż zawsze podejrzewała, że chłopak na coś liczy. Nie to żeby jej się nie podobał, ale wolała go jednak jako przyjaciela. - Cześć Ewka, co tak sobie siedzisz? – zaczął tak jak zawsze, gdy sobie gdzieś siedziała - Na spacerze jestem, a ty czemu nie na zajęciach znów wagarujesz? - No, a co! Taka ładna pogoda, szkoda tracić czas na zajęcia. No nie? - Aha, dziś jest imprezka u mnie w pokoju, reflektujesz – dodał, po chwili, Romek - I znowu mam patrzeć jak się upijasz do nieprzytomności, nie jestem pewna czy mam na to ochotę. A kto ma być? - No... Ty, Adam, Bolek będzie, Krzycho, Jolka, Kaśka, Ja,ci co zawsze – odpowiedział a po chwili: - Oj tam, nic jak chcesz to wpadaj nawet z tym swoim fagasem, ja będę na pewno. Brykam, bo musze jeszcze spirytus załatwić, nara. – po czym odszedł nie czekając nawet na słowa pożegnania. Ewa chwilę jeszcze posiedziała na ławce, po czym poszła w stronę akademika. Gdy dochodziła już do swojego bloku ktoś na nią gwizdną. Zainteresowana tym odgłosem odwróciła się. To jej koledzy z roku siedzieli pod akademikami i pili piwo. Jedni oblewali zdane kolokwium, inni opijali oblane. Powód, jak się okazuje, nie był ważny. A wręcz każdy powód był dobry do wypicia piwa. Gdy Alka – najfajniejsza osoba z jej roku – zauważyła, że Ewka się obróciła, podbiegła do niej bardzo dziewczęcym krokiem. - No cześć, dlaczego tak szybko znikłaś, przecież umawialiśmy się na piwo? - Jakoś nie miałam ochoty. – odpowiedziała Ewa - To może teraz masz ochotę? – zapytała Ala - Ochotę może i mam, ale nie chce mi się iść do sklepu. - Piwo mamy, to żaden problem, choć do nas – nalegała Ala z widocznym znużeniem postawą Ewy. - Dobra, ale tylko na kilka minut, bo o 13 umówiłam się z Darkiem – uległa Ewa. - To twój chłopak? – bez skrępowania w głosie zapytała Ala - Tak - Jeśli chcesz szczerej opinii moja kochana... – zaczęła Ala - Nie chce – zgasiła ją Ewa - ... daj sobie z nim spokój, to nie partia dla ciebie – dokończyła Alka, lecz już bez tej pewności z początku rozmowy. Ewa nie zdążyła nic już na to odpowiedzieć gdyż doszły do kumplostwa piknikującego na trawie. Zaczęły się salwy powitań, ktoś wcisną otwarte piwo do jej ręki. I nastąpiła dłuższa chwila pytania się o treść odpowiedzi na zagadnienia z kolokwium. Gdy nastała cisza - jedna z tych ciszy, podczas których każdy głupio się uśmiecha i nie wie co powiedzieć – pociągnęła spory łyk piwa. Z radością stwierdziła, że jest to jej ulubione. Ewka usiadła na trawie. Słońce wyszło zza niewielkiej chmury i momentalnie zrobiło się naprawdę gorąco. Zdjęła zarzucony na ramiona sweter ukazując w pełni, obficie wyciętą w dekolcie, pomarańczową bluzeczkę. Krzysiek spojrzał ukradkiem na jej piersi lecz ona, mimo że to zauważyła, nie zwróciła na to uwagi. Piersi Ewy przysparzały jej wielu adoratorów i niejedną piękną chwile im zawdzięczała, dlatego nie boczyła się na nikogo, kto raczył rzucić na nie okiem. Ewa dopiła piwo nie wypowiadając żadnej istotniej kwestii. Czasem tylko przytakiwała lub zaprzeczała na to, co mówili inni. Nikt też specjalnie się nią nie interesował. Po ostatnim łyku piwa wstała i pożegnała się ze wszystkimi. Poszła do akademika. Gdy wchodziła portierka stała w drzwiach i z zamiłowaniem zaciągała się szlugiem. Odprowadziła Ewę wzrokiem aż do wind. Nie lubiła tej portierki, bo często czepiała się ludzi i nijak nie szło się z nią dogadać. Kiedyś, na przykład, pozwoliła zostać Darkowi na noc, a na drugi dzień kazała mu płacić za nocleg. No idiotka, zwykła idiotka – myślała Ewa ilekroć ją widziała. Nadjechała winda. Ewa weszła do niej i stanęła na przeciwko lustra. Wcisnęła guzik oznaczający 3 piętro. Przeglądała się przez chwilę, poprawiła ręką uczesanie i gdy skończyła winda właśnie dojechała na jej piętro. Wyszła z windy i poszła przez korytarz w stronę pokoju. W korytarzu było dość ciemno gdyż w tej chwili jedynymi źródłami światła były drzwi balkonowe i okno znajdujące się po przeciwległych stronach korytarza. Zawsze zastanawiała się, dlaczego nikt nigdy światła nie włączy. Jej samej też nigdy nie przyszło do głowy żeby je zapalić. Wyjęła z kieszeni klucz (dorabiany, ponieważ rzadko ktoś siedział w pokoju, a nie bawiło jej latanie po akademiku w poszukiwaniu klucza) i otworzyła drzwi. Jak zawsze pokuj był pusty. Ewa stanęła na środku i przez dłuższą chwilę rozglądała się po pokoju, na chwilę zatrzymała wzrok na oknie. Widok nie był zbyt interesujący – odrapany blok sąsiedniego akademika. Usiadła na łóżku i chwilę zastanawiała się nad jakimiś mniej istotnymi sprawami. Wypite piwo przyjemnie szumiało jej w głowie jednak, w ciszy pokoju, zaczęła robić się senna. Zegarek wskazywał 1216. Wyjęła z torby telefon, nastawiła budzik na 1255, żeby mieć trochę czasu na ogarnięcie się, i położyła się spać. Zasnęła momentalnie. Zasnęła twardo, budzik nie zdołał jej obudzić. Pośrednio, dlatego że zsuną się ze stołu i słabo go było słychać. Dopiero głośne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cyco
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…