Ewangelia Wolności cz.2
"Monika była w szoku. Roztrzęsiona. W oczach strach wielki."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Love Generation"
Monika była w szoku. Roztrzęsiona. W oczach strach wielki. Wbijała się właśnie, naprędce, we wąską spódnicę, ciasną, bo do Kościoła popędzić musiała. Tym lepiej, im prędzej, więc się rzucała po kątach biegając, sprężając, jak tylko umiała. Ale spódnica a`la zakonnica to rurka czarna przecież. Na ciepło się wciąga i żeby wystygła, i związała, to czasu wymaga. Z gorsetem już lepiej o wiele, bo mechanicznie zaciska, automatycznie. To mgnienie oka zajmuje góra, nie więcej. - Włosy! - krzyknęła. "Spiąć? W kok? We warkocz i schować? Ło Matko, odrosty blond! Farbować? Kłopot, kłopot bez końca. Skaranie Boskie! Biegać! Biegać! Biec muszę! Ogolić, jak mówi ksiądz? Przysięgam, ogolę. Wieczny kłopot. Skaranie Boskie z tymi kudłami." Tera jeszcze rękawiczki i płaszczyk gumowy, i w lustro spojrzenie ostatnie. Prawie dobrze, prawie. "Ale twarz moja śniada! Oj, te rumieńce! No, jakbym o chłopach myślała. Za długo! Za długo na słońcu. Normalnie podpada." Trudno. Musi lecieć, więc musi ujść w tłoku, więc idzie, wychodzi. Tylko jeszcze węgiel na zęby nakłada - szoruje bryłką usta, bo uśmiech niechcący ma grzeszny, olśniewający, chłopom mętlik robiący. No, gdzie z takim ryjem?! Nawet do ludzi wyjść nie wypada, a co dopiero do księdza. Ot, taka niedola. Biada, biada. Raz, dwa, trzy, cztery ruchy po wargach i lepiej. To dobry patent z tym węglem. To dobry pomysł dobrej sąsiadki. Gdyby nie ona, to sama nie wie. A to, że po tym Monika wygląda jeszcze ponętniej - jak gotka - to nic, trudno. Ważne, że widać, że się upodla i szpeci, że nie chce być słodka idiotka. "Lecę."
Biegnie - krokami na wzór japońskiej dziewicy. A kroczków wydrepta setki, tysiące, choć do Kościoła ma ino dwa kilometry. Ale to wina tej wąskiej spódnicy, bo się zaciska nawet na kostkach. Mało praktyczna taka praktycznie, ale za to schludna i elegancka, a do Kościoła i na Plebanię, i między chłopy, wprost idealna - nóg nie rozłożysz. Patrząc, więc od tej strony, to bardzo praktyczna - teoretycznie.
Gorączka jak na pustyni, skwar, szusza, chrząszcz szczy w trzczcinie, szosa sucha... Monika w biegu kontrolowanym kreacją, nogami targa, szamoce, jak motyl dupą w zamkniętym kokonie. Tup, tup, tup, tupcik, tup, tupcik... Stopka za stopką, a patrząc z boku, to jakby wcale nie szła, się nie porusza praktycznie. A z czoła pot leci i skroni. Ciureczkiem w dół, cała rzeczka. Z boku jej noska, przez czarne usteczka, a dalej po szyi smukłej (już z węglem) pod kołnierz i między cycki. A stąd do pępka i niżej, po brzuszku, w sam środek... Między nogami, po łykach, w trzewiczki. "O Matko!" - Euforia, bo się Monika wspięła na szczyty. Teraz już leci, bo z górki droga, pofrunie, jak pingwin, do samych bram Boga. I teraz kobieta się kładzie, bo tak wymyśliła, i na dół na boczku, jak walec pojadzie. Frrr i toczy się, jak szpulka nici, jak rurka z kremem w środku, tyle że czarna, a z jednej strony ma botki, a z drugiej tornadem wirują włosy, bo kok się rozpadł i warkocz rozkręcił, zaraz po pierwszym obrocie. Ale prędkość! I bum! Z takim impetem w bramę Kościoła wleciała. Wstała. Się rozejrzała i plask - się wyjebała. No to wstała i... znów się wyjebała. A potem się wyjebała, choć jeszcze nie stała. Próbowała, próbowała, próbowała... - A co ty robisz, córko?! Teraz się okazało, że ksiądz już stał przed Kościołem i patrzał na te potworne widoki. Był właśnie w Kaplicy, się modlił, wyciszał Różańcem, gdy huk i trzask, w drzwi pierdolnięcie! Wybiegł, jak oparzony, i widział Monikę, jak wstaje i pada, i się podnosi i pada, i pada i pada, się kładzie, zatacza. No obrzydlistwo! Z długimi włosami do pasa, cała porozrywana, postrzępiona, pijana, rozmemłana... Sodoma i Mongolia. - Proszę księdza! Proszę księdza! - krzyknęła, gdy ten się odwracał z pogardą na świętej pięcie. - Proszę ojca! Proszę. No to się zlitował i przemówił, łypiąc wzrokiem bokiem: - Mów, prochu marny. - Widziałam diabła. Diabła widziałam! Czorta. - A idź ty! - Widziałam! Widziałam! Sama widziałam. Kobieta dorosła, niedługo trzydziestka uderzy, a skacze jak dziecko. - Co ty widziałaś?! Ktoś cię napadł, czy co? Jak ty wyglądasz, na Boga! - Nie, nie, nie. Nie napadł. To było za stodołą wszystko, na sianie. Miał dziurkę w głowie i się tak strasznie poruszał. - Ciii! Cicho, cicho. Jezus Maria! No to wejdź, wejdź wtedy. Na zachrystię. Opowiesz mi wszystko. O Boże.
*
Na wielkim, bogato rzeźbionym fotelu, za wielkim biurkiem zasiadł wielki człowiek - ksiądz. Przed tym biurkiem, na małym taboreciku usadowiła się Monika, bo opowiadać miała, więc opowiadała. Zaczęła od tego, że wczesnym rankiem wstała, że się modliła, że posprzątała, uprała, wycisnęła, wyżymała, umyła, obrała, poszatkowała, ugotowała... Później poszła oporządzić ptakom i świniom jeść dała. Potem poszła do sąsiadki, bo jej znajoma mówiła, że jej teściowa...
Ksiądz - Książę Kościoła - się na fotelu usuwał na słów tych melodię i monotonię.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil valdens77
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…