Fabryka 2
kolejna część Fabryki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
5
Pamiętał, jak kiedyś wrócił do domu spóźniony o całą godzinę. Miał wtedy może czternaście lub piętnaście lat. Nie pamiętał zbyt dokładnie, może przez to, że chciał wymazać z pamięci wszystko to, co było złe. Wszystko, co było upokarzające. Wszedł do kuchni cicho, mając nadzieję, że ojciec jest już po kolacji i zajmuje się sobą. Czasem wychodził z domu na cały wieczór i takie chwile Piotrek lubił najbardziej. Kiedy w domu było spokojnie, kiedy nic mu nie zagrażało. Kiedy matka patrzyła na niego z czułością i kiedy się uśmiechała. A uśmiechała się niezwykle rzadko. W miarę jak Piorek dorastał dostrzegał coraz więcej powodów smutku matki. Ten jednak wieczór okazał się koszmarny. Ojciec czekał na niego przy kuchennym stole, na którym stała ciepła jeszcze kolacja. Huberta nie było. Matki także. Słyszał tylko jej nerwowe kroki w pokoju obok. Ojciec miarowo stukał nogą o podłogę. Doprowadzało to Piotra do szału za każdym razem, kiedy ojciec tak robił, ale nigdy nie miał odwagi o tym powiedzieć. - Dlaczego się spóźniłeś?- zapytał ojciec bez zbędnych wstępów. Chłopiec dostrzegł, jak coś w jego dłoni błysnęło. Była to posrebrzana klamra od skórzanego pasa. Kiedy to sobie uświadomił, już wiedział co go czeka. Już wiedział, że nie ważne będzie to, co on powie. Zdziwił się, kiedy zauważył, że się nie boi. Że czuje tylko obojętność na to, co zaraz się wydarzy. Starsi koledzy jego brata znów wytarzali go w ulicznym pyle. Dziś wiedział, że żadna łza nie wyżłobi sobie drogi w tym pyle na jego policzku, po prostu czuł to instynktownie. Jedyne co odczuwał poza obojętnością to wściekłość na siebie, że znowu okazał się słabeuszem, tchórzem, który nie potrafił przeciwstawić się chłopakom starszym o zaledwie trzy lata. Ojciec już podniósł się z krzesła. - Pytam, dlaczego się spóźniłeś? Tylko nie chcę słyszeć twoich tchórzliwych pisków, że to nie twoja wina, że to znowu tamci. Mówiłem ci tyle razy, że donoszenie na kolegów nie będzie tolerowane w tym domu- ponowił pytanie, podnosząc głos. - Skoro tego nie chcesz słyszeć, to nie mam nic do powiedzenia- Piotr usłyszał swój głos jakby z boku, jakby to nie on wypowiedział te słowa. Mógł teraz uciec przed karą, którą ojciec niewątpliwie mu wymierzy. Mógł, ale wiedział, że to nie jest żadne wyjście. I tak będzie musiał wrócić do domu, a wtedy będzie jeszcze gorzej. Ojciec zbliżył się do niego z pasem w ręce. Chwilę później Piotr czuł go na swoim ciele. Kilka miarowych uderzeń, tak miarowych jak stukot roboczych butów ojca o podłogę. Kilka uderzeń posrebrzaną klamrą. I już było po wszystkim, a on nie wydał z siebie nawet jednego dźwięku, nawet uronił nad sobą nawet jednej łzy. Z każdym pasem czuł tylko wzbierającą wściekłość i to nawet nie na ojca, ale znów na siebie. I wiedział też, że zawsze już będzie mógł być wściekły tylko na siebie. Ojciec spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem. Piotr dostrzegł je w jego oczach, kiedy stał przed nim i patrzył mu prosto w twarz. - Nie patrz tak na mnie, gówniarzu. Marsz do siebie i żeby mi to się więcej nie powtórzyło. I jeszcze jedno. Możesz zapomnieć dziś o kolacji- powiedział ojciec, jeszcze ostrzejszym niż zwykle tonem, a potem wyszedł z domu i trzasnął drzwiami. Piotrek zawsze bał się, że z sufitu posypie się tynk, ale dziś nie obchodziło go to ani trochę. Niech cała ta cholerna chata, zawali się, niech trafi ją szlag, pomyślal i poszedł do swojego pokoju, który dzielił razem z bratem. Tam Huberta też nie było. Piotr zastanawiał się, jak to jest, że starszy brat może bezkarnie robić to, co tylko mu się spodoba, a on zawsze zbiera za wszystko cięgi. I nagle uświadomił sobie, że to nie jest naturalna kolej rzeczy, jak zawsze mu wmawiano, że to jest cholernie niesprawiedliwe. Usiadł na łóżku i wziął do ręki czasopismo fotograficzne, które ukradł ze szkolnej biblioteki i które skrzętnie ukrywał pod materacem łóżka w obawie, że zostanie wyśmiany przez Huberta i ukarany przez ojca za to, że zajmuje się głupotami. Plecy i prawe ramię, w które najbardziej dziś oberwał, prawie go nie bolały. A może tak tylko sobie wmówił. Złość na siebie jeszcze mu nie przeszła, prawdę mówiąc, obawiał się, że w ogóle nie zniknie. Skoncentrował się na czasopiśmie. Kiedyś pomyślał, że chciałby fotografować, że byłaby to niezła i naprawdę przyjemna zabawa. Wiedział z czasopisma, że wzięci fotografowie zarabiają kupę forsy. Niestety na razie nie było go stać na porządny aparat. Nie było go stać na żaden aparat, poprawił się w myślach. Kiedyś pożyczył sprzęt od kolegi, chyba na jakiejś szkolnej wycieczce, na której był pół roku temu, kiedy udało mu się wyżebrać pieniądze od ojca. Miał wtedy wyjątkowo dobry humor, nawet trochę pożartował z synem, co zdarzało mu się rzadko, prawie w ogóle. Dał mu pieniądze na tą wycieczkę. Zresztą jedyną na jakiej był od kilku dobrych lat. A zdjęcia z aparatu kolegi wyszły naprawdę świetne. Czuł, że ma do tego rękę, został nawet pochwalony przez wychowawcę. I wtedy doszedł do wniosku, że właśnie to mógłby robić. Ale na razie musiał pomyśleć o zdobyciu pieniędzy. I o zrobieniu matury. Kiedy przerzucał czasopismo, myśląc zupełnie o czym innym, usłyszał kroki matki na schodach. Szybko wcisnął gazetę pod materac, na wszelki wypadek, nie sądził przecież, że matka byłaby zła o to, że czyta takie bzdury. Chwilę się zawahała, słyszał, że stoi przed drzwiami, poczuł też zapach pieczonej kiełbasy. O tak, miał niezwykle wyczulone zmysły. W koncu weszła. - Przyniosłam ci kolację- powiedziała cicho, ale chłodno. Wiedział, że za tą maską obojętności próbuje ukryć strach o syna, że chce zapytać, czy pasy od ojca bardzo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MarlenaK
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…