Figlarz ( Paraboliczne przeskoki)
Część Większej całości pod tytułem Figlarz.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dzwoni do mnie i mówi: „ Kochanie tylko pamiętaj po dziesiątej masz być w domu.” A ja jej na to: „ Nie martw się słonko jeszcze drugiej skrzynki nie skończyliśmy.” Salwa śmiechu, niczym seria z karabinu maszynowego, rozległa się przy stoliku. - Ale gnój – myśl przelatuje przez głowę i przeskakuje z jednego neuronu na drugi uruchamia rękę, ta zaciska palce na kuflu ,pełnym piany na dwa palce, podnosi go do ust. Figlarz dopija piwo. Myśl skacze go neuronach, a on bierze zamach i rzuca kufel pięknym lobem. Knajpa jest pełna ludzi, szczęku kufli, lejącego się piwa i śmiechu. Ładne barmanki kręcą dupami w nadziei na napiwek. Kolejka przy barze. Zapach potu i papierosów wykręca nos na drugą stronę. Siedzi trochę z boku, a parę stolików dalej grupka żelików krawacików. Zaginione ogniwo między homo chujusem, a homo chujusem chujusem. Między nimi pan kawalarz. Paraboliczny wykres. Jego stolik oznaczony symbolem X1, stolik krawaciarzy to X2. Kufel znajduje się w punkcie szczytowym paraboli W. Czwarty wymiar przestrzeni to czas.
Kufel leci pięknym parabolicznym lobem. Coraz wolniejszy lot wznoszący po chwilowym zatrzymaniu przechodzi w lot opadający o stałym przyśpieszeniu g, czyli dziewięć koma osiemdziesiąt jeden metra na sekundę do kwadratu. Po przebyciu dwóch metrów kufel trafia w punkt X2, jest nim głowa jednego z żelików. A głowa ludzka jest krucha jak jajko. Rzut za sto punktów. Kantem w nos. Krew i wrzask. Palec barmanki na przycisku wzywającym Justusa. Krawaty wstają i ruszają w stronę Figlarz. Tyłek miękko siedzi na krześle, na którym siedzi i on. *** Tyłek Figlarza na innym krześle. Wciśnięty w plastikowe i zimnie siedzenie tramwaju. Gapił się tępo na świat za oknem. Ludzie wsiadają i wysiadają. Samochody. Mijane budynki. Wszystko jakieś nie do końca realne. Zerknął na swoje odbicie w szybie. Blada twarz, głęboko osadzone oczy, wyraźnie zaznaczone cieniami pod malującymi się poniżej. Groźne spojrzenie dzikiego zwierzęcia. Do wagonu wsiadają dwa sterydy. - Dzień dobry. Proszę przygotować bilety do kontroli. Pasażerowie klepią się nerwowo po kieszeniach i wyciągają jednorazowe albo miesięczne. Jeden z kanarów podchodzi do Figlarza. - Bilet poproszę. - Nie mam – nie chciało mu się nawet podnosić głowy. - W takim razie dowód tożsamości. - Spaliłem. – powiedział zgodnie z prawdą, nie siląc się nawet na kłamstwo. - Cwaniaczek z ciebie co? – jakiż on pewny siebie. Przekonany o sile swoich przepakowanych chemią mięśni. – Ustalimy zaraz twoje dane. Pójdziesz z nami. Pasażer na gapę spojrzał mu w oczy. Prosto w sam środek źrenic, tych małych kaprawych oczek. Stojący naprzeciwko Figlarz mężczyzna, chcąc nie chcąc, uczynił to samo i westchnął ze strachu. Figlarz nie dziwi się temu, gdyż dobrze wiedział na co tamten patrzy. Sam był zmuszony spoglądać w nie, w te oczy przecudne, codziennie w lustrze. Niebieskie niebieskością nieba. Kiedyś wesołe lub smutne, czasem groźne, lecz raczej groźbą chochlika. Teraz przyjazne niczym podwieczorek w piekle i ciepłe jak dwie kostki lodu. Oczy szaleńca. Figlarz odezwał się wreszcie, w głosie miał jakąś dziwną miękkość. - Nie, nie pójdę. – kanar aż się cofną o krok. - Wszystko w porządku? – zawołał z drugiego końca wagonu jego kolega. - Tak, ok. – odparł pierwszy odrywając uciekając spojrzeniem. – Czub jakiś. Nie warto sobie zawracać głowy. Tramwaj się zatrzymał. Wysiedli obaj. Figlarz wysiadł dwa przystanki dalej. *** Koszmar Tartaru odbity w jego oczach. Krew ojca na rękach. Krew której zmyć nie można. Spogląda w lustro. Przeklęte błękitne oczy obserwują z drugiej strony. Przypominają mu, że kiedyś był człowiekiem. A teraz? Kim jestem teraz? Popękane lustro wykrzywia rzeczywistość, szydzi z niej ukazując dziesiątki tych znienawidzonych oczu. Figlarz spogląda w dół. Krew na dłoniach. Odłamki szkła powbijane w palce. Odkręca kran i opłukuje rany. Piecze jak diabli. *** - Co ci się stało w ręce? - Zaciąłem się przy goleniu. - He, he, he. Wery kurwa śmieszne – żachnął się Asmodeusz. - Tak to bywa. Rekonwalescent w końcu jestem. Rączki nie te. - Sraty pierdaty. Siedzieli w kuchni pijąc jaśmin dla podreperowania wątłego zdrowia i ćmiąc rakotwory dla zrównoważenia wpływów jaśminu. - A gdzie się podziały lustra? Ty się przecież obyć bez nich nie możesz ślicznotko. Ja to, co innego. Paskudna gęba. Ot co. - Wyniosłem do piwnicy. – odparł niechętnie po trzecim pytającym „hę?” – Drażniły mnie. - Sądząc po twoich rękach to chyba na śmietnik w kawałeczkach drobniutkich, a nie do piwnicy. - No, może się stłukło jedno czy swa po drodze. Jak mówiłem – chłopak zaśmiał się chrapliwie spoglądając na ręce w bandażach.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil grilu
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…