Flażolety wymuszone. Preludium
wiwat! wiwat!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Flażolety wymuszone. Preludium
Ja to na muzykowaniu się nie znam. Oczywiście – nieraz podłapało się jaką weselszą nutę czy to przy kiełbasie, czy w knajpie przy piwku, ale profesjonalnie nigdy się tymi sprawami nie parałem. Przeto zdjęło mnie przerażenie, kiedy pan Przyczulski zaproponował mi, abym udał się z nim na Przegląd Gitar 2005. Był to koncert, na którym prezentować się mieli najprzedniejsi gitarzyści w kraju. Trzeba było wyłonić ścisłą czołówkę, aby potem spakować jej tobołki i wysłać w świat, a dokładnie w Europę, iżby wżdy narodowie postronni znali, że Polacy z dziada, pradziada na gitarze grali. Nie byłem pewien tego wyjścia, bo – jak wspominałem – niebardzo na sprawach muzyki się rozumiałem, a towarzystwo mieliśmy tam spotkać naprawdę wyśmienite. Podzieliłem się moimi obawami z panem Przyczulskim, ale powiada on: -Rób pan to, co ja, a będzie dobrze. Więc postanowione – idę. Będę robił to, co on, a będzie dobrze. Tak właśnie będzie. Koncert odbywał się w wielkiej sali Teatrum Farsum. Atmosfera była duszna i nadęta. Miejsca dostaliśmy kapitalne – chyba piąty rząd na dole i prawie w samym środku. A towarzycho – oj, jakie towarzycho! Patrzę, a tu obok pana Przyczulskiego jeden minister, po mojej prawej drugi minister. Przede mną poseł, za mną senator, tu i ówdzie zagraniczne szychy, ludzie telewizji i cała im podobna rzesza, onieśmielająca mnie i samym Sytuowaniem degradująca otoczenie. Na scenę najpierw wyszedł jakiś nieprzychudy jegomość, który wydawał się być spłodzonym w celu piania okolicznościowego. Miód sączący się z jego ust przyprawiłby o mdłości samą Pszczółkę Maję. Przyjrzałem się ministrowi obok mnie. Patrzył na konferansjera jak w obrazek. No, tak, ja po prostu tego nie rozumiem – ja po prostu głupi jestem i na tym albo owym poznać się nie potrafię, pomyślałem. A zaraz potem zrozumiałem: on skupiał całą swoją wolę na grubasie, żeby tylko ściągnąć go czym prędzej ze sceny. Wtedy dotarł do mnie jeszcze jeden fakt: skoro sam minister, żeby nie rzec: Minister, tak się niecierpliwi, to kroi się coś wielkiego. Gadał, gadał, gadał. Gadał, gadał. Gadał. I skończył. I wyszedł na scenę Cudak. Włosy miał postawione i przewiązane fioletową chustą. Koszulę czarną w zielone kropy i podkoszulek krwiście czerwony. Pan Przyczulski nachylił się do mnie: -To jest mistrz. To jest największy z mistrzów. I rzeczywiście – wtedy dopiero uświadomiłem sobie, że otacza mnie wrzawa (wcześniej zbyt zaabsorbował mnie strój Cudaka). Popatrzyłem na ministra – ze sceny nie dobiegały jeszcze żadne dźwięki, a on już kiwał głową z zadowoleniem. Cudak rozpoczął swój popis. Dźwięki sypały się z gitary jak iskry podczas spawania, a maestro wykrzywiał mordę w najdziwaczniejsze grymasy i to spuszczał, to nabierał w siebie potężne chełsty powietrza. Puf, puf! Niczym parowóz. Jak już mówiłem, nie znam się na rzeczy, ale to rzeczywiście robiło wrażenie. Pan Przyczulski co chwila nachylał się do mnie i robił uwagi, z których jednak niewiele rozumiałem: „Ależ znakomicie po skali harmonicznej! Ależ tapping – tak grał tylko Van Halen! Ach, jak on cudownie ogrywa e – molla. Oj, oj, parę zagrywek wziętych z Hendrixa, ale urozmaiconych – wybornie! Uła, jaki rajd triolowy! Ależ znakomicie brzmią te jego flażolety wymuszone...” Gdy utwór dobiegał końca, a sekcja rytmiczna przyprawiła nas wszystkich o ciarki szaleńczym i energetycznym tremollo (tak powiedział
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…