Wróć do katalogu

Fortuna

Wygrałeś kiedyś w Totka? Pan X wygrał... Krótki portret szczęśliwca...

Artur Dubis, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedział w fotelu, jak zawsze o tej porze. Jego sylwetka skąpana w bladym, migającym świetle telewizora wyglądała, powiedzmy to szczerze, komicznie. Biały, poplamiony podkoszulek falował wraz z ogromnym brzuchem pana X, który kilka lat wcześniej przekroczył czterdziestkę - był łysiejącym kawalerem mieszkającym w niewielkim mieszkaniu, na ogromnym, brudnym osiedlu wybudowanym za czasów dekady Gierka. Kiedyś, być może, pan X był całkiem niezła partią. Dwadzieścia lat wcześniej na jego głowie falowała bujna fryzura, z oczu emanował błysk jakże charakterystyczny dla młodych, jeszcze pełnych nadziei, nie znających trudów życia, ludzi. Pan X., wtedy będący po prostu Iksem, miał nawet jakie-takie poczucie humoru, ale... Nieświeży, trupi oddech będący efektem psujących się zębów, żałoba noszona pod paznokciami i nigdy nie wyprasowane ubranie skutecznie zniechęcały przedstawicielki płci pięknej. Pan X wielokrotnie zastanawiał się, dlaczego wszyscy jego znajomi mają kogoś bliskiego, kogoś z kim mogli dzielić swoje codzienne troski, a on sam jak palec musiał męczyć się na tym świecie. Gdyby ktoś odważył się przedstawić mu powód tego stanu rzeczy, powiedzieć mu delikatnie i jego niechlujstwie, z pewnością byłoby inaczej. Z pewnością też ja nie mógłbym teraz o nim pisać - chociaż naprawdę, cieszyłbym się wielce gdyby pan X odnalazł swoje szczęście u boku jakiejś wspaniałej kobiety. Ale jak to w życiu bywa - albo ludzie mieli głęboko w poważaniu pana X albo nie chcieli go po prostu urazić. Czasami tak trudno jest powiedzieć prawdę, mimo iż przecież wiadomą rzeczą jest, że zatajenie jej może wywołać tragiczne w skutkach następstwa. Czas mijał, lata płynęły, Iks zaczynał stawać się panem X, brzuch rosnął by po jakimś czasie wyglądać jak osobny organizm żyjący własnym zyciem, bujne włosy stawały się coraz rzadsze i rzadsze aby w końcu wypaść zupełnie, zniszczone zęby zginęły z ręki dentysty, pan X pracował jako drożnik i gorzkniał z każdym dniem by po jakimś czasie stać się po prostu dziwakiem i odludkiem. Stronił od ludzi - zazdrościł im szczęścia, łask Fortuny, samochodów, domów, żon... dzieci. Chłodno kalkulując i licząc, doszedł do wniosku, że przeżył już jakieś 2/3 swojego życia... Nawet jeśli - czego się obawiał - żyć miałby dłużej, nie zmieniłoby to faktu, że przecież swoje najlepsze lata miał już za sobą. "Tylko umierać" - myślał czasem po kilku głębszych. Od wielu, wielu lat jego życie wyglądało tak samo - o poranku wstawał do pracy (częstokroć z ogromnym bólem głowy - wiadomo z jakiego powodu), która jakby nie patrzeć bardzo mu odpowiadała (12 godzin w samotności), wracał do domu, po wykonaniu niezbędnych czynności (toaleta, posiłek) zasiadał z butelką wódki lub sześciopakiem piwa przed telewizorem... Wiadomości, sport, pogoda, jakiś film... Urozmaiceniem tej monotoni była środa i sobota, kiedy to pan X oglądał i śledził... losowanie Totolotka. Tak było i podczas owej pochmurnej, letniej nocy, gdy całe osiedle pełne kilkunastopiętrowych bloków tonęło w nieprzeniknionych ciemnościach przeklinając sunące po niebie powoli, niczym cieżki, długi towarowy pociąg, kumulusy. Pan X siedział jak zwykle w swoim wytartym, startym fotelu, gapiąc się tępym wzrokiem w ekran telewizora. To była środa... Akurat puszczano jakiś film z rodzaju "zabili go i uciekł", napomponowany bohater strzelał i strzelał, sam unikając kul lecących to strony prawej strony, to lewej, z przodu, z tyłu i od skosów. Oczywiście w imię sprawiedliwości zabił z zimną krwią i zimnym sumieniem kilkudziesięciu rzezimieszków - prawdziwa słodka zemsta! Przyznać trzeba, że telewizja propaguje ciekawe wartości... Pan X ziewnął szeroko otwierając swoją bezzębną jamę gębową, wziął głęboki łyk piwa. Po chwili odłożył puszkę jak oparzony, jego źrenice rozszerzyły się, krew zaczęła płynąć szybciej... Przerwano film, rozpoczęto losowanie. Pan X trzymał już w jednej ręce notesik, a w drugiej długopis. 17, 36, 7, 29, 8, 4 Zanotowane. Pan X zapisał te cyfry raz jeszcze, tym razem od najmniejszej do największej. "Jak zwykle znowu nic" pomyślał, odłożywszy na stojacy obok malutki stolik długopis i biorąc z niego piwo. Głęboki łyk, koniec... Jeszcze dwa zostały, nie ma potrzeby do zamartwiania się. Puszka dołączyła do swoich trzech przyjaciółek stojących obok fotela, na podłodze. Pan X wsadził rękę do kieszeni, wyczuł palcami kartkę papieru - nie była to taka zwykła kartka, był to kupon z cyframi. Nim pan X go wyjął, podrapał się wpierw przez materiał w osobiste miejsce. Trzeba wiedzieć, że sprawdzanie numerów było swego rodzaju rytuałem, świętem, czymś co nalezało wykonać w skupieniu, z pewnego rodzaju namaszczeniem. Nic nie mogło odwracać uwagi czy też przeszkadzać w czasie wykonywania tej czynności, toteż pan X na chwilę wyłączył telewizor. Gdy swędzenie ustało, wyjął z pietyzmem, powoli i majestatycznie, kupon. Liczby wybrał za niego komputer w kolekturze - tak zwany system "chybił-trafił". Pierwszy rząd cyferek - ani jedna nie pasowała do wylosowanych liczb... Drugi - tylko jedna... Trzeci - dwie! "Ech, a mogła być trójka..." Za trójkę dostaje się jakieś małe pieniądze - wystarczą na zakup kolejnego kuponu... Rząd czwarty - dwie... Pan X spojrzał smutno w sufit - robił tak od lat. Patrzył i przeklinał los, Boga, bogów, cokolwiek, kogokolwiek kto ma władzę nad tym nędznym światem i przede wszystkim możność wywierania wpływu na wydarzenia mające miejsce na tym "łez padole". Został ostatni rządek... 4, 7, 8, 17, 29, 36... "Nie!" - przebiegło przez głowę panu X. Mimowolnie poczuł gorąc na całym ciele, spojrzał raz jeszcze w notatnik. Po chwili na kupon... 4, 7, 8, 17, 29, 36 Pan X poczuł, że robi mu się słabo. Odłożył notes oraz kupon, wziął puszkę, otwarł ją szybko i wziął potężny łyk piwa. Chłodny trunek orzeźwił go trochę i przwyrócił zdolność myślenia. Jeszcze raz sięgnął po kupon i spojrzał na zapisane liczby. Porównał je. Zgadza się. Głeboki oddech. Bezzębne usta wykrzywiły się szerokim uśmiechu. Jak dawno się nie uśmiechał! Nie wspominając przepełniającej go radości, szczęściu, podnieceniu! Doszedł do tego głośny śmiech, śmiech niepohamowany, spazmatyczny, ktoś rzec mógłby - śmiech wariata! Czyż można się dziwić? Przecież Pan X wygrał zapewne kilka ładnych milionów! Nie warto wspominać innych reakcji, które wywołało u pana X losowanie - opis całowania telewizora nie jest wart czasu czytelnika, podobnie jak dzikie wrzaski i podskoki. Zapewne duża większość czytających zachowywała by się w ten sam, lub podobny sposób, to przecież naturalne. Oczywiście po jakimś czasie nadejść musiała chwila refleksji - pan X zmęczywszy się "celebrowaniem" wygranej, zasiadł w fotelu i zaczął myśleć. Niestety, było jeszcze za wcześnie na racjonalne rozważania - w głowie panował mętlik i chaos, zupełnie jakby ktoś rozrzucił piórka przed wentylatorem. Myśli kręciły się, latały chaotycznie, uderzając jedna o drugą, potrzeba było jeszcze kilku chwil aby myśli, jak fruwające piórka, opadły, uspokoiły się. Wtedy można będzie je zbierać, pojedynczo, podejmować polemiki z samym sobą, z własnym sumieniem i charakterem... Taki moment nastąpił po kilku mintuach - pan X zaczął myśleć... Oczywiście o czym pomyślałby wpierw zwykły, statystyczny, nie wyróżniający się intelektem człowiek? Ależ tak, o celach na które przeznaczy się wygraną. Myślom towarzyszy wtedy obraz, wyświetlany przed oczami przez rozbudzoną wyobraźnię. Pan X ujrzał złoty piasek, spienione fale, bezchmurne niebo... Obraz zaczął się przesuwać, zupełnie jakby ktoś odwracał się za siebie - horyzont zniknął za plecami, przed oczami natomiast pojawił się pan X leżący na hamaku rozpiętym między dwoma palmami. Wisiał tak może metr nad ziemią, oczywiście nie był sam. Z prawej strony stała naga kobieta z wachlarzem, murzynka. Chłodziła z uśmiechem na ustach pana X, machając wachlarzem powoli i dostojnie. Przed panem X, klęczała biała kobieta, blondynka, również naga, masując mu stopy. Obok klęczała piękna, naga brunetka, karmiąca pana X winogronami. Po chwili wszystkie trzy rozeszły się, przyszła natomiast kobieta o typowo słowiańskiej urodzie - okrągła twarz, brązowe włosy, lekko okrągłe kształty. Trzeba powiedzieć szczerze, że pan X nie miał wielkich wymagań jeśli chodzi o kobiecą urodę. Liczyły się tylko piersi i uśmiech - reszta była mało ważna, reszta była tylko dodatkiem. Oczywiście nie będę mówił, w jakim celu przyszła do pana X ta kobieta. On w każdym bądź razie widział to bardzo dokładnie, nawet zaczynał wszystko czuć - jego wyobraźnia w owym momencie wzbiła się na wyżyny, których nigdy wcześniej chyba nie osiągnęła. "Wszystko można nadrobić, wszystko można szybko nadrobić. Całe życie przeżyć na nowo!" - myślał. Po chwili ujrzał wieżę Eiffla, piramidy egipskie i milczącego Sfinksa, chiński mur, Plac Czerwony, wodospad Niagara, amazońską puszczę, Big Bena, Koloseum, świątynię Ateny…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych