Fragmentissimus
pocztówki literackie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kap, kap, kap – pierwsze krople słońca zraszają świeżozieloną trawę. Darnie mocno wpiły się pazurami ziemi i trzymają ją mocno. Jak byt. Choć ziemia jest sucha, jałowa, prawie bez znaczenia. A chcecie sprawdzić co się dzieje pod nią?
Oto sedno
Drogi kręte, losu koleje. Ciągle podróżuję wagonem drugiej klasy, siedząc tyłem do kierunku jazdy. Uchylone okno, lekko, tak aby nie wiało i nie było duszno. Załamania słonecznych promieni są aż nadto widoczne, a to na brudnej szybie, a to naprzeciwko, na rozkołysanej od jazdy podróżnej walizce.
Stopa na peronie, peron wcale nie pierwszy, ani nie czysty, kilka narodowości miesza się przy wylocie do schodów. Kółka z wysypujących się walizek zaczynają wibrować szorując o granitową kostkę, a ja jeszcze pod drzwiami wagonu, oswajam się z nową rzeczywistością, nabieram powietrza oraz pewności. Ledwie jednym okiem dostrzegam siedzącego po lewej cuchnącego pijaka, pałaszującego bułkę z kawałkiem żywieckiej, a ten cwaniak już spogląda mi beztrosko w oczy, jakby się mizdrzył do lustra, a ja wiem, że dłużej nie zniosę smrodu. Zakładam okulary i udaję się najpierw w kierunku dworca, a dalej już wychodzę na przestronne, nasłonecznione ulice.
Właściwie dobry pisarz lub choćby poeta już z samej racji powołania nie może czuć się tu swojo. Idę wzdłuż, oraz wszerz gładkich, granatowych fal wakacyjnego tłumu. Raz jest przypływ, a raz odpływ. Stragany są pełne, napoje, owoce i widokówki. Turyści noszą czarne przeciwsłoneczne okulary i poprzez krawężniki chodników, jak po liniach wysokiego napięcia roznosi się przyjemny dla ucha gwar. To regularna praca maszyn przy wytłaczaniu nowych opakowań do tych samych, wciąż powielanych płyt argumentów. Im gorzej, tym więcej argumentów. Argumenty jak Cd- jogurty o nowym smaku, a przecież sprawa jest prosta. Brakuje dobrych przewodników. Tak to widzę, zwłaszcza wtedy gdy gardząc dobrym wzrokiem, podnoszę oczy ku najostrzej bijącym po nich promieniom słońca. A przewodnika, jak nie było, tak nie ma.
Koalicja białej kartki i marzeń. Musi być banalnie, ale tak było od wieków. Oto sprzymierzeńcy.
Blond włosy i wydatny biust. Ktoś urżnął się w trupa i zasnął na stole, ktoś inny przygasił światło i sam przytłumiony poszedł chwiać się w kolejce po kolejny dzban piwa. Przy stole pozostali i zaczepiają się słowami coraz bardziej bezlitośnie. Patrzysz w jej piękno-pijane oczy, patrzysz jak błyszczą, głupio się uśmiechasz, pilnując tylko tego, aby chwiane myśli, nie spadły razem z tobą ze stołka. (Stołek się kolebie. Stołek jest do dupy.) Pijąc pozwalasz na odciągnięcie natężonych strun podświadomości, pijąc dostrajasz je do otoczenia, fałszywie. Alkoholem nie da się stępić zmysłów, a przeciwnie, on je ostrzy jak profesjonalny zabójca, zadając potem bezlitosne ciosy w brzuch, czekając na to, aż to ty pierwszy się wykrwawisz. Picie alkoholu nie wyzwala
Jakoś wydostaję się spod tej ciężkiej zasłony oparów i dymu, otwieram drzwi i dokładnie odbijam naciśniętą klamkę od zewnątrz. Słońce, owa gwiazda, dziecko owe. Gdzieś między turystami biegają prawdziwe, szczerze śmiejące się dzieci, które pozwalają dojrzewać krwi, jak wczesnym winoroślom na rozpiętej przestrzeni, do momentu osiągnięcia pełnej barwy i soczystości. Mali kontynuatorzy. Przyspieszają jej bieg, jednocześnie nie trudząc. Dziecko jako jedyne już posiadło niebo. Dziecko wyzwala
Język jest niezwykłym typkiem. Szukać swoich środków wyrazu, opanować swój język to jak umieć porozumiewać się z Bogiem, dojść do istoty, do wiecznie bijącego źródła. Pokaż mi moją praprzyczynę, zalążek miłości, z którego jestem, artykuł ze wzmianką; jak to się stało? Językowi niezbędna jest gimnastyka, językowi niezbędny jest uwolniony słuch. Przeciętny słuch jest bardzo leniwy, ot przełazi z wolna jak najedzony kot, szukając cienia, żeby zasnąć. Słuch jest samotnością, słuch jest nocą, a noc posłuchaj, to dobra pora do wyłowienia z pamięci słów ukutych w gwarny dzień. Teraz kawiarniany ogórek i stolik milczą, a filiżanka gorącej herbaty – dyszy. Ale za chwilę ostygnie i czyjeś oczy opadną na dno. Rozpocznie się ogólnonarodowa tyrada. Język wyzwala
Dobry pisarz, czy choćby dobry poeta wcale nie wyzwala. Wyobraź sobie gąszcz neuronów, neuroprzekaźników, dendrytów, wypustek, kokon nerwowych splotów, zwinięty jak bożonarodzeniowe lampki. Im szerzej oczy są otwarte, tym mniej coś wydaje się takie jakie jest. Informacja zmysłowa zanim dotrze do ośrodka kojarzeniowego musi otrzeć się o hipokamp, ośrodek odpowiedzialny za pamięć. Dawno już pamięć zamieniłem na wyobraźnię i mam to co mam, hip hip – hura! Podobnie dobry pisarz, czy choćby poeta, zanim dotrzemy do logicznego spoiwa, wydaje się, że coś kręcą. Jak natrętna, mała mucha, na której dźwięk gazeta sama zwija się w ręku. Twórcy owi zmuszają nas do takiego niechcianego ruchu, uruchomienia całego tego splotu, kokonu lampek, który wyrzuciliśmy w ciemny kanał, w zapomnienie, i nie używaliśmy od czasu ostatnich świąt.
Zanoszę się na peryferia, do dzielnicy podejrzanych willi, podejrzanych warsztatów samochodowych z ujadającymi szlifierkami oraz podejrzanych interesów. Rzędem, jak żołnierze, stoją tu jeszcze stare, drewniane słupy elektryczne. Stoją ponure i pewne siebie. Stoją jak ojciec. Nieoficjalnie podłączone do nich kable, świadczą o dobrej improwizacji. Ktoś tu kradnie energię… Mimo tego, że jest niedziela, z warsztatu wygląda czyjaś głowa i z zaciekawieniem wpatruje mi się, chociaż nie patrząc w oczy. Ogon czarnego kota właśnie schował się pod żelazną bramą. Właścicielka motelu jest też właścicielką mocno obitej i zapuchniętej twarzy. Każe mi iść schodami na górę i tam znaleźć odpowiednie drzwi. Sama zostaje na dole z pękiem kluczy, nad otwartym zeszytem, z nazwiskami kolejnych osobliwości. Więc sami rozchodzimy się do własnych – „ności”. Zanim znajdę pokój, przechodzę przez dziwne, niskie korytarze, kolejne schody i schodeczki, raz po raz zniżam się, zginam kark, i w końcu jak pielgrzym peregrynuję na kolanach, zbliżając się do świętego miejsca (gdzie odpuszczą mi grzechy i pozostanę czyściutki jak przysłowiowa łza). W końcu wkładam klucz do zamka, przekręcam, i. Mój pokój. Mój ciasny i bardzo typowy cel, ale po bliższych oględzinach przypomina raczej sen. A najbardziej oniryczne wrażenie sprawia widok z jedynego okienka wielkości lufcika. Wzrok przez całe życie nieruchomo wbity w widok gołej, betonowej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lew
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…