Wróć do katalogu

Francuska przygoda cz.3- Włamanie

Włamanie do szkoły, Piotek próbuje odzyskać Anię, nauczyciel- dręczyciel oraz tajemnica za tajemnicą...

Pieróg ziom, opublikowano , 44 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

CZĘŚĆ 3: WŁAMANIE

Chciało mu się spać, już dawno nie czuł się tak bardzo zmęczony na dyżurze. Muszę się zdrzemnąć, dosłownie przez chwilę. Tylko na kilka minut, przeczekać kryzys, a potem wszystko będzie dobrze. Pan Wiesiek, gospodarz w miejscowej szkole powoli zamykał oczy. Po kilku minutach przed głównymi drzwiami do szkoły pojawiło się dwóch chłopaków w kapturach. Jeden z nich schylił się i po cichu otworzył drzwi kluczem. Delikatnie weszli po schodach na górę. Spojrzeli jedynie na gospodarza, który już smacznie spał, po czym otworzyli kolejne drzwi i weszli na szkolny korytarz. Bardzo szybkim krokiem zmierzali do schodów. Chwilę później znaleźli się na trzecim piętrze. Nie rozmawiali ze sobą, nie zapalali światła, była kompletna cisza. W końcu skierowali się do sali nr 310. Weszli otwierając drzwi kluczem. W sali informatycznej panowała cisza i egipskie ciemności. Jeden dokładnie zamknął drzwi przekręcając zamek na dwa razy, a następnie obaj skierowali się do komputera stojącego na nauczycielskim biurku. Jeden z nich nacisnął przycisk „Power”. Komputer odpalił, a oni z niecierpliwością czekali na całkowite włączenie urządzenia. Ten wyższy usiadł na krześle, drugi zapalił latarkę. Po około pół minuty komputer włączył się. Siedzący chłopak od razu wiedział, gdzie znajdzie folder, którego szukał. Drugi zadowolony powiedział po cichu: -Matematyka.

XXX

Dotarłam w końcu do parku. Ujrzałam siedzącą na ławce Magdę. Czy coś się stało?? Zastanawiałam się od kiedy tylko wyszłam z domu. Siedziałam spokojnie w domu i cierpiałam odrabiając matematykę, zegar wskazywał prawie dwudziestą drugą, kiedy moja najbliższa przyjaciółka zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyszła do parku. Przecież Magda nigdy nie miała żadnych większych problemów.

-Magda, jestem, co się stało??- podbiegłam do koleżanki i usiadłam obok niej na ławce. -Moi rodzice...- powiedziała ocierając łzy i wyciskając kolejne. -Co z twoimi rodzicami, coś się stało?? -Nie... to znaczy tak. Oni znowu się pokłócili. To moja wina. -Oj, przestań płakać, powiedz spokojnie i powoli, o co chodzi. Wszystko po kolei. -Siedziałam w pokoju przy komputerze, kiedy znowu usłyszałam te ich krzyki... Znowu się kłócili o mnie, ojciec wrzeszczał, że matka na za dużo rzeczy mi pozwala, ona twierdziła, że za to on w ogóle się mną nie zajmuje... Nie mogłam już wytrzymać, więc wybiegłam z domu i dotarłam tutaj. Chciałam z tobą pogadać, więc do Ciebie zadzwoniłam. -Spokojnie, Madziu, już dobrze. Nie płacz, wszystko będzie dobrze. -Nie będzie dobrze!!! Tak jest cały czas, nie rozumiesz, jedna kłótnia ustaje, a zaczyna się kolejna. -Musisz z nimi porozmawiać. Poprosić ich, żeby zachowywali się normalnie, nie krzyczeli, nie kłócili się. -To nic nie da. Jestem tego pewna. -A próbowałaś już porozmawiać?? -Nie... -Więc spróbuj, gwarantuję, że po rozmowie wszystko się zmieni, oczywiście na lepsze. A teraz chodź, jest już zimno- to nie lato. Odprowadzę cię do domu. -Dziękuję, cieszę się, że jesteś.

XXX

Piotrek siedział w swoim pokoju i grał na komputerze w Icy Tower. Próbował się rozładować. Dlaczego Ania nie może mu wybaczyć, a przede wszystkim skąd dowiedziała się, że zjawił się na wymianie? Muszę z tym skończyć, raz na zawsze. Ania jest dla mnie ważniejsza. Dużo ważniejsza. Już dwa razy nadużyłem jej zaufania. Boję się, że już nigdy nie dostanę kolejnej szansy. Ale... ja ją kocham. Teraz już to wiem. Zrobię wszystko, żeby mi wybaczyła i, aby już nigdy się na mnie nie zawiodła. Nagle zadzwoniła jego komórka, Piotrek przegrał grę.

-Halo- odezwał się chłopak. -Siema, tu Przemek. Musisz być jutro ze mną o 17 przy fabryce.- powiedział z lekką grozą w głosie kolega Piotrka. -Nie, Przemo, to nie wchodzi w grę. Tym razem jestem pewien, że już z tym skończyłem. -Przykro mi stary, ale przed chwilą do mnie dzwonili. -Kto do ciebie dzwonił? -No, oni, dilerzy. Powiedzieli, że mamy stawić się we dwóch jutro punkt 17 przy fabryce po działki i sprzedawać je jak wcześniej, pomimo zamknięcia tamtych kolesi. -Ale nie rozumiesz? Ja wychodzę z tego interesu. Koniec z dragami i ich rozprowadzaniem! -Piotrek, ja też chciałem się z tym skończyć, ale to niemożliwe. Jeśli zaczniesz z nimi współpracę, to już nie skończysz. Od tej roboty nie ma ucieczki. Kilka miesięcy temu, kiedy chciałem się wycofać, dostałem taki wpierdol, że do dzisiaj nie mogę o tym zapomnieć. Straszyli też moją dziewczynę. -Przemo, posłuchaj, nic mnie to nie obchodzi. Ja z tym kończę i możesz to przekazać jutro swoim kolesiom na ustawce. -Jak chcesz, nara. -Nara.

XXX

Wróciłam już do domu. Spojrzałam na swoją komórkę. Zobaczyłam kilka nieodebranych połączeń od Piotrka i jednego sms-a z prośbą, żebym odebrała telefon. Nie miałam zamiaru rozmawiać z Piotrkiem. Zawiodłam się na nim po raz kolejny. Kiedy myślałam, że musi się nam udać, znowu spotkał mnie bolesny zawód. Nie chciałam cierpieć po raz kolejny. Dałam sobie spokój. Owszem podobał mi się Piotrek, czułam coś do niego, ale na pewno nie będę go uwodziła, a przede wszystkim wszystkiego mu wybaczała. Komórka znowu zadzwoniła. Dałam jednak za wygraną i odebrałam. Niech powie co chce, żeby już więcej nie dzwonił.

-Halo.- powiedziałam zimnym głosem. Doskonale wiedziałam, co za chwilę usłyszę od mojego rozmówcy. -To ja, Piotrek. -Wiem. -Przepraszam, Aniu jeszcze raz. Proszę spotkaj się ze mną, wszystko Ci wytłumaczę. -Nie widzę takiej potrzeby. Straciłam do ciebie zaufanie raz na zawsze.- mówiłam szczerze. -Aniu, proszę cię. Nie mogę sobie z tym poradzić. Ja musiałem wtedy tam pójść, ale to już się nigdy więcej nie powtórzy. Obiecuję. -Piotrek, nie! Daj mi spokój.- rozłączyłam się.

XXX

Ja i Magda weszłyśmy do szkoły. Chciałyśmy skierować się do szatni, kiedy zobaczyłyśmy straszny tłok, oraz kilku policjantów.

-Co się stało??- zapytałyśmy. -O, cześć.- ujrzeli nas Aleks i Tomek. -Chłopcy, co tu się stało?- byłam strasznie ciekawa. -Nie wiecie? Dziś w nocy włamali się do sali informatycznej. -O, kurczę- Magda nie kryła zaskoczenia, ja od razu zaciekawiłam się sprawą. -Podejdźmy tam, może dowiemy się czegoś więcej.- zaproponowałam. Od razu zainteresowałam się tą sprawą. -Za chwilę dzwonek, a poza tym policjanci nic nie mówią oraz nikogo nigdzie nie przepuszczają. Sala informatyczna jest zamknięta, więc informatyki pewnie też nie będzie. -Trudno, idziemy na lekcje.- stwierdziła Magda, po czym skręciła do szatni. Ja jednak stałam jak wryta. Dopiero chwilę później skierowałam się w stronę koleżanki. -Zobaczymy się później, na razie- zwróciłam się do chłopaków.-Magda, jeśli się szybko przebierzemy, to możemy jeszcze przez chwilę przyjrzeć się temu wszystkiemu bliżej, po pierwszej lekcji policji może już tu nie być, a sala informatyczna będzie po prostu zamknięta.- przekonywałam przyjaciółkę. -Anka, pierwsza jest matma. Nie możemy się spóźnić, pójdziemy do odpowiedzi. -Dobra, to idź, ja najwyżej dobiegnę.- moja ciekawość zwyciężyła.

Bardzo szybko przebrałam się w szatni, rzuciłam „Do zobaczenia” koleżance, po czym pobiegłam na trzecie piętro. Przed salą informatyczną stało dwóch policjantów, obok zgromadziła się grupka ciekawych uczniów. Podeszłam bliżej.

-I tak nie wejdziesz do środka- skomentowała Paulina, jedna z koleżanek z mojej klasy. -To wiem, ale może się czegoś dowiem.

Skierowałam się tuż do sali.

-Proszę nie wchodzić- odezwał się jeden z policjantów. -Kiedy sala informatyczna będzie otwarta?- od razu zapytałam. -Nic nie wiadomo. -A znaleziono już jakieś ślady?- nie przestawałam. Chciałam wiedzieć wszystko. -Nie. Nic nie wiadomo.

XXX

Cała klasa przepisywała zadanie z tablicy. Ja i Magda siedziałyśmy w ostatniej ławce. Obie nie należałyśmy do matematycznych potęg, a ponieważ nasz nowy nauczyciel, a zarazem nowy wychowawca- pan Kowalski nie należał do tzw. nauczycieli z powołania wybierałyśmy mniejsze zło, czyli siedzenie w ostatniej ławce i chwilowe rozmowy.

-Nic się nie dowiedziałam- powiedziałam po cichu zauważając skierowany na mnie wzrok mojej koleżanki. -Mówiłam ci, daruj sobie, policja już pewnie wpadła na jakiś trop. -Ale mnie to denerwuje, kto się włamał i w jakim celu?- taka już byłam. Kiedy jakaś sprawa mnie zainteresowała, potrafiłam zapomnieć o wszystkim innym byle tylko ją rozwiązać. -Kiempińska, o czym znowu tak nawijasz? Zapewne o funkcji wymiernej. -Nie, panie profesorze- wstałam.- Przepraszam. -Rozumiem, że rozwiązałaś już zadanie. -Nie, przepisuję je właśnie. -W moich czasach przepisywało się w ciszy, ale ja jestem stary, teraz trzeba przy tym trajkotać. -Nie, nie trzeba. Już będę cicho.- zapewniłam nauczyciela. Nie lubiłam go. Zawsze się mnie czepiał. Nic mu praktycznie nie zrobiłam, a on tak mnie traktował. Dziwny typek. -Świetnie, Kiempińska, radzę ci uważać.- podsumował nauczyciel.

XXX

Ja i Magda wracałyśmy ze szkoły.

-Kurczę, ta matma mnie dobija.- skomentowała zmęczona Magda. -Oj, Magda, mamy ważniejsze sprawy na głowie niż jakaś matma. Mam już pewien pomysł.- mówiłam jak natchniona. Żadne inne sprawy mnie wtedy nie interesowały. -Jaki pomysł? -Musimy pójść później do szkoły i obejrzeć salę i całe te włamanie!- już wymyśliłam plan. -Anka, no i jak się tam dostaniemy? Nie wlecimy przez komin, ani przez okno. A poza tym gdyby ktoś nas zauważył... -Dostaniemy się tam normalnie przez drzwi.- powiedziałam mając już w głowie scenariusz dzisiejszego wieczoru. -A niby jak chcesz iść niezauważona obok pana Wieśka? Nie mamy peleryny niewidki. -A kto powiedział, że musimy się ukrywać?- uśmiechnęłam się do koleżanki.- Poprosimy pana Wieśka, żeby nas wpuścił. Przecież to on ma wszystkie klucze i tylko on pilnuje szkoły wieczorami i w nocy.- dokończyłam ze stoickim spokojem. -No, dobra, załóżmy, że nawet pan Wiesiek wpuści nas do sali informatycznej, i co dalej? -No rozejrzymy się i zobaczymy wszystkie ślady. -Myślisz, że policja już tego nie zrobiła? -A co szkodzi dodatkowa para oczu? A poza tym ta zagadka już mnie wzięła. To co pójdziesz ze mną? -A jak ktoś nas zauważy? -A kto ma nas zauważyć? -No na przykład jakiś nauczyciel. Wtedy będzie przerąbane. -Nikt nas nie zauważy, zobaczysz. -No to zostaje tylko, jak przekonamy pana Wieśka, żeby nas wpuścił? -To już zostaw mnie, to co o 19? -Może być, w takim razie do zobaczenia. -Pa.

Skręciłam w alejkę. Nagle podbiegł do mnie Piotrek. Tylko jego mi brakowało. Wykorzystał okazję, że znowu będę musiała go wysłuchać.

-Ania, cześć.- odezwał się Piotrek.- To dla ciebie.- wręczył mi bukiet kwiatów. -Cześć, dzięki, ale nie mogę tego przyjąć. -Dlaczego? Przepraszam jeszcze raz za wszystko. -Piotrek, przestań, śledzisz mnie?- oburzyłam się. -Wcale cię nie śledzę, po prostu chciałem z tobą porozmawiać. -Ale o czym? Już ci powiedziałam żebyś dał mi święty spokój!- krzyknęłam. -Ale ja nie mogę przestać o tobie myśleć. Proszę daj mi tą jedną, ostatnią szansę.- prosił mnie Piotrek. -Co to da, znam cię już od jakiegoś czasu i wiem jaki jesteś. Nie można tobie zaufać. -Aniu, zrobię dla ciebie wszystko, przyrzekam. -Przestań, Piotrek nie zmuszam cię do żadnych poświęceń. -Wiem, ale ja zmuszam samego siebie. -Czego ode mnie oczekujesz, bo już się pogubiłam w tym wszystkim? -Żebyś się ze mną spotkała, jeden raz, a udowodnię ci, że mimo wszystko jestem wart twojego zaufania. -Dobrze.- przystałam na jego propozycję.- Spotkajmy się, w sobotę. -W sobotę? -Tak, ale do tego czasu, proszę nie dręcz mnie, mam wiele spraw na głowie. -Dziękuje, ale weź jeszcze te kwiaty. -Dobrze, na razie.

Przyjęłam podarunek i szybkim krokiem skierowałam się w stronę domu.

XXX

Szczęśliwy Piotrek wracał do domu. Już miał w myślach sobotnią randkę. Tym razem mi się uda. Teraz nie mogę nic popsuć, wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Jego euforię przerwał niecodzienny widok. Przed klatką schodową stało dwóch gości, jeden z nich przetrzymywał Przemka, kolegę Piotrka. Chłopak podbiegł do nich.

-Puśćcie go.- krzyknął Piotrek. -Co za maniery.- odezwał się jeden puszczając Przemka.- Nie dość że się nie przywitałeś, to jeszcze się spóźniłeś. -Czego chcecie? -Nie stawiłeś się na spotkanie- jeden gość zaczął podchodzić do Piotrka, z kieszeni wyjął małą torebeczkę i włożył ją Piotrkowi do kieszeni jego kurtki.-Masz, wiesz co z tym zrobić. Kasa i następna działka do sprzedania za kilka dni. Skontaktujemy się z tobą. I na drugi raz nie będziemy cię szukać, masz przyjść. Zrozumiano? -obaj zaczęli odchodzić. -Nie, ja już wychodzę z tego interesu! -Chyba się przesłyszałem.- mężczyźni stanęli i odwrócili się.- Koleś, nie wkurzaj mnie. -Jesteście aż tak tępi? Nie chcę już pracować. -Fochy to ty możesz strzelać, ale nie nam. Masz dwa wyjścia- albo ładnie sprzedasz działki i zapomnimy o wszystkim, albo będziesz miał z nami do czynienia. Żegnaj!

Obaj odeszli, a Piotrek i Przemek stali nieruchomo. Ich serca biły bardzo szybko. Po chwili Piotrek wyjął torebkę z dragami i wręczył ją Przemkowi.

-Masz. Oddaj im to jak będziesz szedł. Ja z tym skończyłem.- powiedział Piotrek ze stoickim spokojem w głosie. -Piter, uspokój się. -Jestem spokojny, nara. -Ale poczekaj, chyba nie chcesz mnie tak z tym zostawić? -Nie musisz tego sprzedawać, wystarczy, że im to oddasz.

Piotrek podszedł do klatki i poszedł do domu.

XXX

Tymczasem ja i Magda weszłyśmy do szkoły. Od razu skierowałyśmy się do pana Wieśka.

-Dobry wieczór.- przywitałyśmy się. -O, witam was dziewczynki. Ale dzisiaj chyba nie macie zajęć z polskiego?- upewniał się zdziwiony pan Wiesiek. -Zgadza się, my w innej sprawie. -Mianowicie... -Mianowicie chciałyśmy, żeby wpuścił pan nas na chwilę do sali informatycznej. Musimy zobaczyć parę rzeczy- powiedziałam od razu. Nie chciałam owijać w bawełnę. Wiedziałam też, że jeśli dobrze go przekonamy, to nas wpuści. -To jest wykluczone. Nie mogę tam nikogo wpuszczać. -Ale nikt się o niczym nie dowie, to zajmie około dziesięciu minut. -Ale w jakim celu chcecie się tam dostać?- zapytał w końcu zdziwiony gospodarz. -Chcemy poszukać jakichś śladów. Wiemy, że policja już się tam rozglądała, ale nic się nie stanie jeżeli my również rzucimy na to okiem. -No, nie wiem, gdyby ktoś was zobaczył... -Tak, ale panie Wieśku, to będzie tylko chwila, przecież nikogo nie ma w szkole. -Dobrze, ale będziecie winne mi przysługę. -Jaką? -Tego jeszcze nie wiem, może będę kiedyś czegoś potrzebował. -Dobrze, zgoda, ale najpierw musi nam pan odpowiedzieć na parę pytań. -Dobrze, wejdźcie.- gospodarz wpuścił je do swojego pomieszczenia. -Którędy dostali się włamywacze?- od razu zaczęłam. -Nie wiem, tu są jedyne drzwi, są otwarte tak tylko do 20, 21 nie dłużej. -Nie zapomniał pan ich zamknąć? -Na pewno nie, a nawet jeśli, to zobaczyłbym ich gdyby przeszli obok mnie tutaj- wskazał palcem na korytarz, w którym przed chwilą stałyśmy razem z Magdą.- Choć jest jeszcze coś... -Tak? O co chodzi? -Coś, czego nie mówiłem policji. -Proszę mówić. -Wczoraj po prostu zasnąłem, zdarzyło mi się to pierwszy raz naprawdę, bałem się, że kiedy powiem o tym policji, wyleją mnie ze szkoły, pracuję tutaj już od tylu lat... -No, czyli włamywacze musieli mieć wyjątkowe szczęście, coś mi tu śmierdzi... -Może moja herbata malinowa... -Nie mówię o tym, dlaczego zasnął pan po raz pierwszy i akurat wtedy włamywacze włamali się do szkoły? -Naprawdę, nie wiem, nigdy wcześniej się to nie stało, zawsze oglądam telewizję- wskazał palcem na swój mały telewizorek- albo czytam książkę. -Na drzwiach nie widać żadnych śladów włamania, wygląda na to, że mieli klucz. -Klucze mam tylko ja tutaj i pan dyrektor. -Dziwne, a o co pytała policja? -Ci dwaj policjanci zadali mi dosłownie parę pytań- czy przed tą nocą zdarzyło się coś nietypowego i czy mam jakiś pomysł, kto mógł się włamać. -Dziwne, no właśnie, a zdarzyło się coś nietypowego? -Nie, dzień minął tak jak zwykle. -Dobrze, to co możemy się dostać do sali informatycznej na chwilę? -Ale dziewczyny nikomu ani mru-mru. -Dobrze, będziemy milczały jak grób.

Już chwilę potem stałyśmy przed salą informatyczną, a pan Wiesiek otwierał nam drzwi. Ja byłam bardzo podniecona, natomiast Magdzie cały czas wydawało się, że ktoś nas zobaczy. Po otwarciu drzwi wszyscy weszliśmy do środka, gospodarz zamknął drzwi na zamek.

-Szukajmy prędko.- powiedziała Magda. -Spokojnie spójrz na wszystkie komputery, ja natomiast dostanę się do komputera głównego- skierowałam się do urządzenia, które stało na biurku nauczycielskim.

Już po chwili po dokładnym przyjrzeniu się komputerowi znalazłam rudy włos, który przykleił się do klawiatury.

-Chyba coś mi się wydaje, że policja niedokładnie szukała. Z tego co wiem to pan Opiński- wymieniłam nazwisko nauczyciela informatyki.- ma siwe włosy. Żaden nauczyciel także nie ma rudych włosów. Nie podoba mi się to- mówiłam wkładając włos do małej folijki. – Szukajmy dalej, może coś jeszcze znajdziemy.

Nagle wszyscy usłyszeliśmy otwieranie kluczem drzwi.

-Szybko, pod biurko- powiedziałam po cichu, obie zanurkowałyśmy pod nauczycielskie biurko.

Pan Wiesiek w ostatniej chwili przed otworzeniem drzwi zdążył złapać się za szczotkę i zaczął udawać, że zamiata podłogę.

-Panie Wieśku, co pan tu robi?- zapytał oburzony dyrektor, który właśnie wszedł do sali. -Zamiatam. Pan Opiński prosił mnie żebym to zrobił. -A kto teraz pilnuje wejścia do szkoły? -Spokojnie, to tylko dziesięć minut, zamknąłem szkołę.- tłumaczył pan Wiesiek. -Proszę wracać na portiernię, wczoraj też pan tu przyszedł, jak włamali się do sali?- dręczył dyrektor. -Nie, wczoraj przesiedziałem całą noc na portierni. -Przynajmniej to dobre, niech pan już idzie, od zamiatania są sprzątaczki. -A pan?- powiedział wychodząc. -Ja też wychodzę, przyszedłem tylko po dyskietkę, którą zostawiłem- skierował się do głównego komputera.

Mnie i Magdzie serca podskoczyły do gardła. Dyrektor sięgnął do komputera i wyciągnął dyskietkę. Jego noga stała tuż przy ręce Magdy.

-I już, wychodzimy, panie Wieśku.- powiedział kierując się z powrotem do drzwi.

Obaj wyszli, zamknęli drzwi na klucz i oddalili się. Ja i Magda wyszłyśmy spod biurka.

-No, fajnie, i jesteśmy zamknięte.- skomentowała Magda. -Spokojnie, pan Wiesiek zaraz wróci.- odpowiedziałam z dużo większym spokojem. -Skąd wiesz? -No, przecież tak nas nie zostawi. Szukaj dalej.

Chwilę później drzwi znowu się otworzyły, ja i Magda znowu wskoczyłyśmy pod nauczycielskie biurko.

-Ryba do akwarium, tu wieloryb– odezwał się pan Wiesiek.

Ja i Magda wyszłyśmy spod biurka.

-Szybko, wychodzimy stąd.- powiedziała Magda. -Dobry szyfr, panie Wieśku.- skomentowałam. -Czyta się to i owo. Niestety, pan dyrektor jest jeszcze w szkole, w swoim gabinecie, więc musimy wyjść po kryjomu.

Na szczęście już teraz wszystko się udało. Spokojnie zeszłyśmy na dół, podziękowałyśmy za pomoc panu Wieśkowi i opuściłyśmy czym prędzej szkołę.

-Już prawie dwudziesta trzecia. –powiedziała Magda, gdy dotarłyśmy już do połowy drogi. -Jesteśmy spóźnione. Ale to nic, ważne że mamy jakiś ślad. -Chodzi ci o ten włos? -Tak, dam go mamie, ma przecież dostęp do laboratorium. -I co powiesz, że to włos włamywacza? -No coś ty, powiem że to na doświadczenie z biologii. To jest małe piwo, zastanawiam się co z policją. -Nie rozumiem. -Coś jest nie tak. Zadali tylko parę pytań panu Wieśkowi, niedokładnie przeszukali miejsce włamania. Hm... mam już pewien pomysł. Wiedziałam, że ta sprawa mnie zainteresuje. Teraz wprost nie mogłam się od niej oderwać.

XXX

Wróciłam do domu. Raczej rzadko wychodziłam o tej porze, a kiedy już się to zdarzało, moja rodzicielka nigdy nie miała do mnie o to pretensji. Miałam wspaniałą matkę i byłam szczęśliwa z tego powodu.

-Mamo- zwróciłam się w kuchni do niej wyjmując małą folijkę.- Sprawdzisz mi to w pracy? -A co to jest? -To a propo tego doświadczenia z biologii. To jest włos kolegi. I weź wyniki, wtedy dostaniemy lepszą ocenę. -Dobrze, ale przecież po tym włosie można jedynie ustalić DNA, a nie pełne nazwisko osoby. -Spokojnie, mamo, o to właśnie mi chodzi. -Dobrze, ale idź już spać. Już późno. -Ok., dzięki.

Skierowałam się do pokoju. Przed pójściem spać wykonałam jeszcze jeden telefon.

-Halo. Wujek Marek?- odezwałam się. -O, cześć Aniu. -Jak tam żyjesz? -A, wszystko w porządku. A jak w szkole? -Dobrze, nie narzekam. Słuchaj, wujku mam sprawę. Cały czas dorabia u ciebie ten policjant z wydziału śledczego? -Tak, a coś się stało? -Chodzi mi o raport policyjny z pewnej sprawy. Mógłbyś mi go skserować? Byłabym bardzo wdzięczna. -Dobrze, to żaden problem. A co znowu wywęszyłaś jakąś sprawę? -Coś w tym stylu. -Dobrze, więc o jaką sprawę chodzi?

Pokrótce wyjaśniłam wujkowi.

-Dobrze, być może uda mi się na jutro. Do zobaczenia. Dobranoc. -Dobranoc.

XXX

Matematyka stanowiła największe cierpienie dla mnie i mojej klasy.

-Wyjmujemy karteczki. –ogłosił nauczyciel na samym początku lekcji.

Wśród klasy dawało się usłyszeć odgłosy jęczenia i niezadowolenia.

-Proszę, notujemy pytania.

Chwilę później klasa zaczęła pisać. Ja i Magda popatrzyłyśmy na siebie i mimowolnie uśmiechnęłyśmy się zauważając zupełnie puste kartki.

-Nic nie umiem- powiedziałam po cichu do Magdy. -Ja też nic.- Magda nie kryła zadowolenia z tego powodu.

Obie rozejrzałyśmy się po klasie. Nauczyciel patrzył przez okno, niektórzy ściągali, inni siedzieli cicho, jedynie Paulina- klasowa kujonka, która siedziała tuż przede mną i Magdą zawzięcie pisała kartkówkę.

-Weź kartkę trochę w bok.- powiedziałam szeptem.

Dziewczyna przesunęła się, po czym kartka z rozwiązaniem była dla mnie widoczna. To była jedyna szansa. Może się uda, przecież ja kompletnie nic nie potrafiłam z matematyki. Szczególnie, kiedy wczoraj zamiast się uczyć, prowadziłam „śledztwo”. Zaczęłam ostrożnie przepisywać pracę, oczywiście co chwila zerkając na nauczyciela. Po dziesięciu minutach Kowalski zebrał kartkówki.

-No, udało nam się trochę zerżnąć.- skomentowała po cichu Magda.

W klasie była cisza,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych