Wróć do katalogu

Glina

Zainspirowane jak ktoś słusznie zauważył książkami Harlana Coben'a. Chciałem stworzyć swojego bohatera jak on ma Myrona Bolitar'a jednak nie tędy moja droga i szybko z niej zawróciłem.

rockinrio, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Autobus podjechał na przystanek. Ludzie wysiedli i rozeszli się. Jacek czekał. Po chwili opuścił pojazd. Zapalił papierosa. Rozejrzał się, gdy z jego ust uszedł w niebo kłębek białego dymu. Było już ciemno. Kałuże na chodniku i drodze świadczyły, że nie dawno przeszła tędy ulewa. Staruszka znikła za autobusem. Jacek nie spiesząc się ruszył za nią. Skończył się „dotleniać” i sięgnął pod płaszcz. Jest bardzo wiarygodny, pomyślał nie spuszczając oka ze staruszki, na dodatek mam szanse na poprawę wizerunku dzięki niemu. Przyspieszył. Zbliżył się do staruszki i przystawił jej pistolet pod żebra. - Łukaszu, masz prawo zachować milczenie i inne takie. Nie próbuj się wyrwać, bo to i tak nie ma sensu. Zauważył, że jego koledzy właśnie nadjeżdżają. Staruszka, nazwana Łukaszem, odezwała się, starym, zachrypniętym i przestraszonym głosem: - Co też pan robi? Co to ma znaczyć? Pomocy… - Jacek zatkał jej, jemu usta i zdarł z głowy perukę. Co za amator i pomyśleć, że męczyli się z tobą trzy tygodnie. Łukasz odrzucił torby i próbował uwolnić się z niedźwiedziego uścisku silnego mężczyzny. Jednak jak wcześniej ostrzegł go policjant to nie miało sensu. Dostał z łokcia prosto w twarz i upadł. Podjechał granatowy Peguot z kogutem na dachu a z niego wysiadło dwóch potężnych mężczyzn. - Zabierzcie go i pozwólcie, że wrócę do domu. Mieszkam niedaleko. Tamci nic nie mówiąc zapakowali „babcię” do auta i odjechali. Jacek wolnym krokiem ruszył do domu.

- Kochanie jestem w domu! – mówiąc te słowa uśmiechnął się do siebie – jaki ja jestem amerykański. Ściągnął buty i płaszcz, rozpiął dwa guziki od koszuli i poszedł w stronę kuchni. - Właśnie miałam Ci szykować kolację – powitała go urocza brunetka Ania – jego żona. - Zostaw sam sobie zrobię – podszedł do niej, dał buziaka i wziął nóż z ręki – Michał śpi? - Tak zasnął przed godziną. Też jestem już zmęczona. Miałam się kłaść. - Idź zatem. Dobranoc. Ja muszę jeszcze popracować. - Tylko nie za długo, bo jutro znów nie będę mogła Cię dobudzić. Nic już jej nie odpowiedział tylko zajął się smarowaniem kromki chleba. Ona znikła w drzwiach sypialni.

- Co ty mówisz? - Serio, FBI ma do nas prośbę. Do nas! Rozumiesz? Nie do policji czy jakichkolwiek służb tylko bezpośrednio do nas! Jakub, partner Jacka i jego najlepszy przyjaciel nie mógł uwierzyć. - Czego dokładnie chcą? - Wszedłem wczoraj w nocy na ich stronę, oczywiście dali mi specjalne hasło i chodzi o nic innego jak bardzo złego zbira – uśmiechnął się szyderczo – który uciekł im i skrywa się gdzieś na Ukrainie. Ukraińska policja odmówiła współpracy i poprosili nas. - Dlaczego akurat nas – zapytał dość słusznie Jakub - Nie mam pojęcia, ale obiecują dużą nagrodę – zamyślił się – a poza tym czy to nie ekscytujące? Nie masz dość już łapania tych poprzebieranych transwestytów albo dzieciaków malujących po ścianach? To będzie wspaniała przygoda. Czy nie marzyliśmy o tym, od kiedy wstąpiliśmy do policji? - Taa… Masz rację. No to co? Kiedy wyjeżdżamy? - Gadałem już z Przemyskim i dał nam tydzień urlopu od jutra. - No to pakujemy się i jedziemy. - Dokładnie, przyjadę po ciebie za trzy godziny. Wysoki, równo przystrzyżony mężczyzna wyszedł a Jacek przez okno obserwował jak wchodzi do swojego Eskorta i odjeżdża do domu. - Wyjeżdżasz? – zapytała Anna wyprowadzając go z letargu. - Tak. Słyszałaś? - Trochę… - w tym momencie Jacek poderwał się z miejsca - Ile razy mówiłem Ci, że nie wolno Ci podsłuchiwać! To są ściśle tajne sprawy! Po co ci to! Anna patrzyła z przerażeniem na swego męża, po chwili ze łzami w oczach wybiegła a on pobieżnie zapakował swoją walizkę i wyszedł.

- She get! She get! High!! – krzyczeli w niebogłosy, wtórując płycie Jacek i Jakub jadąc czarną Hondą Civic. - Pamiętasz te dobre czasy w akademiku? Obydwaj śpiewaliśmy to Ance. Jednak w końcu wybrała ciebie. – pogrążył się we wspomnieniach Jakub. - Nie dziwię się – zarechotał kierowca. Po chwili dołączył do niego Jakub. Nastała długa chwila ciszy. Płyta się skończyła. Patrzyli tylko jak światełka migają ze wszystkich stron kiedy obok nich przejeżdżali. - Zdrzemnę się chwilę, obudź mnie jak się zmęczysz to poprowadzę. Jacek nic nie odpowiedział tylko prowadził, trochę bezmyślnie patrząc na asfalt oświetlany przed nim światłami jego samochodu.

Lwów. Stare miasto niegdyś potężne, o które walczyły mocarstwa. Dziś – obraz nędzy i rozpaczy z paroma zabytkami. Czarna Honda to rzadkość i nie wątpliwie kąsek dla ambitnych biedaków, którzy chcą zarobić. Jacek wysiadł i wszedł do jakiejś kawiarni o niezrozumiałej dla niego nazwie. Za nim szedł, rozglądając się na boki Jakub. - Dwa hamburgery - Nie mamy hamburgerów – odpowiedziała stara, oschła barmanka równie oschłym jak ona głosem - To dwa hotdogi - Też nie ma - To, co tu macie do cholery! – zdenerwował się Jacek wygłodzony prze podróż - Spokojnie – starał się ochłodzić przyjaciela Jakub widząc, że bywalcy tego lokalu nie lubią jak zakłóca się ich spokój. - Ja chce coś zjeść! - Mamy kawę, herbatę, colę ale tego nie polecam i kanapki z serem – kontynuowała swoją suchą orację barmanka, której najwidoczniej było obojętne czy ktoś krzyczy czy ładnie prosi. - Herbatę i dwie kanapki zatem – rzucił na stół dychę i poszedł do stolika przy którym czekał już Jakub.

- Gdzie jest Misina!?! – wrzeszczał na pół komisariatu Przemyski - Telefon nie odbiera i nikt nie widział go od piątku – ktoś odważył się oznajmić kapitanowi. - Kurwa co on sobie myśli!? Że jest niezastąpiony? Gówno prawda! Powiedzcie mu, że go zwalniam. - Szefie wiesz, że on zawsze był dziwny

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych