Głosy aniołów "czarna brama" Część druga
Koniec trylogii
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Głosy aniołów "czarna brama" Część druga księgi trzeciej ...(ostatnia)
25
Uriel na srebrnym smoku szybował pomiędzy wrogimi odziałami Taranów, ośmiornic i sorwów paląc ich ciała kulami błyskawic. Lecąc tak, natrafił w końcu na wielką przeszkodę w postaci ogromnego czerwonego smoka. Piekielna bestia podpłynęła gładko ku aniołowi. Na tle czerwono czarnej kopuły, jej ciało prężyło się i wyginało. Bestia cisnęła ognista kulę, którą Uriel ominą zlatując ostro w dół, miażdżąc przy tym kilka gigantycznych piekielnych hien. Srebrny smok podniósł się i wleciał wprost pod skórzaste skrzydła czerwonej bestii. Wgryzł się w jej szyję i wyrwał kawał mięsa. Wrzask rozległ się po otchłani jak echo w ciemnym lesie. Ogromne ciało spadło z czarnych niebios. Siła upadku spowodowała powstanie ogromnego krateru, który pomału wypełniał się czarną smoczą krwią. Kiedy Uriel patrzył na spadającego potwora, inna bestia zaatakowała z tyłu. Ryk zaskoczonego srebrnego przyjaciela anioła był ogromny. Kiedy archanioł odwrócił się, zbladł. Na wprost niego znajdowała się paszcza monstrualnej bestii. Byli to królowie podziemia. Olbrzymie diabły o kilkunastometrowej wysokości. Posiadały bardzo miękka skórę, którą łatwo było przebić. Ich ogromne ciała zaopatrzone w dwie pary szponiastych dłoni. Potężne oczy wchodziły w głąb czaszki to też pole widzenia potwora było ograniczone. Ogromny haczykowato zakończony ogon siał spustoszenie na polach walki, niszczą dosłownie wszystko co stało mu na drodze. Jego wydłużona wilcza szczęka zaciskała się na ogonie srebrnego smoka a potężne łapy wbiły się w srebrne podbrzusze. Uriel wzleciał w powietrze chcąc rzucić salwę błyskawic w stronę oprawcy. Jego rozwiane złote włosy lśniły jak witraże w starych kościołach. Król zrobił gwałtowny unik. Schylił raptownie duży wilczy łeb do dołu wyrzucając srebrnego smoka. W chwile potem głowa wyskoczyła do góry a pojedynczy róg znajdujący się po środku skorupowatego czoła …przeciął powietrze. Łańcuch błyskawic uderzył w głowę potwora. Czaszka pękła na pół. Wielkie ciało upadło obok roztrzaskanego srebrnego smoka. Uriel został na górze zadając śmiertelne ciosy zwinnym ciemno zielonym pająkom. Nowe fale stworów wciąż napływały zza wzgórz. Tytani miażdżyli anielskie wojska, Drony zamieniały ciała w kwaśne szkielety a ośmiornice masowo rozszarpywały ciała. Ze wschodu nadlatywała fala czerwonych smoków oraz króli podziemi. Czarni mnisi zsyłając potężne fale ognia, palili oddziały aniołów. Kruki magów Anaela zostały wypuszczone. Czarna chmura uleciał w powietrze niczym czarna śmierć, zagłada świata. Zastępy ptaków nocy cięły przestworza, powalając monstrualne bestie. Jednak i one nie mogły oprzeć się nowo przybyłym, Smokom otchłani. Były to jedne z pierwszych stworzeń zamkniętych w czeluściach wymiarów Ziemi i z wiekiem rosły w siłę jak rosnący w lesie dąb, by po setkach lat powrócić. Potężne bestie chciały wyjść za Czarną bramę. Zbyt długo tkwiły na tej spalonej śmiercią ziemi. Ogromne ciemne cienie szybowały nad polami walk. Grzmiąc niczym złowieszcze chmury burzowe. Małe stado smoków otchłani nadlatywało z zachodu od strony oceanu. Rozbiło w pył wojska Michaela i teraz kierowały się w stronę bramy. Trzy rogate głowy lustrowały okolicę szukając ofiar. Pod smokami powoli kroczyły zastępy umarłych. Tysiące szkieletów, i ghuli z których odpadały kawałki zgniłego mięsa. Anael widząc nadchodzące zagrożenie wysłał w stronę padających kruków odziały magów. Wkrótce ziemia zawrzała od potężnych błyskawic, ognistych barier i huraganów. Grupki magów ustawili się co kilkanaście metrów i rozpoczęło ostrzał skrzydlatych najemców. Część z wojowników zsyłała falę ognia na zbliżającą się armię umarłych.
26
Sala do której wszedł Haziel była ogromna i ciepła. Na wysokich ścianach widniały kolorowe freski i mozaiki. Pod nimi zaś, dookoła pomieszczenia płynęła ognista rzeka. Sklepienie zajmowała potężna kopuła zrobione z tysięcy małych luster, w których delikatnie odbijały się ogniste języki. Na wschodniej ścianie, na małym wzniesieniu stało kamienne serce Naamah a obok niego siedział podstarzały karzeł. - A więc jesteś- rzekł sucho- pamiętałeś moje imię… cieszy mnie to - Ja również się cieszę – odrzekł anioł. - Teraz musisz ze mną walczyć. - Niestety musze- powiedział anioł i zrobiło mu się jakoś dziwnie na myśl o walce z czymś co ledwo wystaje nad ziemię. - W takim razie zaczynamy. Ogień z pod ścian podniósł się aż pod potężna kopułę. Ogromne ciepło zalało salę. Płomienie wpełzły na szklany sufit i jak jeden mąż, ognisty, gruby, snop spadł wprost na siedzącego starca. Krzyk zwycięstwa rozniósł się po sali jak śmiech szaleńca. Skóra karła zaczęła się rozszerzać a szaty rwać na dziesiątki części. Z pod owłosionego ciała wyłaniała się wciąż rosnąca rogowata skóra. Twarz wydłużała się, z jej wnętrza powoli wynurzały się zakrzywione kolce. Na czole rosły potężne oliwkowe rogi powyginane w różne strony jak nadmorskie drzewa, targane nieustannymi wiatrami. Ciało rosło i wiło się w płomieniach. Podobna do krokodylej szczęka, rozwarła szeroko zrogowaciały, bez zębny dziób. Tors rósł i pokrywał się zielonawymi niesłychanie wytrzymałymi łuskami. Plecy pokryte były delikatnymi płytkami kostnymi, ciągnącymi się wzdłuż, aż do krótkiego, zakończonego czymś na kształt tasaka, ogona. Bestia stanęła na tylnich nogach a przednie uniosła do góry demonstrując swą siłę. Płomienie opadły tak nagle jak się pojawiły. Ciepło uleciało jak w najzimniejszą noc. Przerażony Haziel stał bez ruchu, czekając na pierwszy krok zielonego potwora. Strażnik ruszył galopem w kierunku anioła. Jego uzbrojone w tępe, lecz grube pazury łapy wydawały dziwne zgrzytanie w zetknięciu z betonową podłogą. Delikatny śluz pokrywający ciało skapywał na podłogę, tworząc obrzydliwe ciemno zielone plamy. Przypominający potężnego aligatora starzec, otworzył dziób i skoczył na anioła. Haziel rozwiną czarne skrzydła i z lekkością wzbił się w powietrze. Tutaj czekała nie niego kolejna niespodzianka. Przelatujący pod aniołem stwór wyrzucił do góry tasakowaty ogon chcąc przeciąć anioła w pół. Haziel wyjął miecz i trudem zablokował uderzenie. Trzymał ognisty miecz blisko twarzy. Na jego ostrze napierał nieprawdopodobna wręcz siła gadziego ogona. Nagle anioła pokryła czarna mgiełka. Tasak przeleciał przez nią rozwiewając małą ciemną zasłonę. Po chwili w tym samym miejscu znów pojawił się anioł. Zadowolony z udanej teleportacji uśmiechnął się czerwonymi oczami Wściekły strażnik odwrócił się i z otwartym dziobem ruszył ponownie do ataku. Tym razem jednak z jego pyska wystrzeliły dziesiątki czarnych haków gotowych rozerwać delikatne ciało. Z pod kostnych płytek na plecach wynurzyły się rzędy macek. Anioł ominął cześć hakowatych pocisków delikatnym uskokiem w bok. Jednak jeden z nich boleśnie przebił jego ramię. Krople krwi ulatywały w zwolnionym tempie do góry i opadały na podłogę. Bolesne haki były prawie nie do usunięcia. Czarny anioł szybkim cięciem miecza rozerwał trzymający go łańcuch po czym poszybował pod kopułę. W reku nadal tkwiły małe bolesne zakrzywione ostrza. Ból był bardzo męczący i nie pozwalał się skupić. Nagle w stronę anioł wystrzelił macki. Szybkimi sprawnymi unikami ominął je. Wylądował na podłodze w znacznej odległości od potwora. Jego postawa budziła szacunek i grozę. Na przykucniętych nogach z jedna ręką wyciągniętą bardziej do przodu czekał… Jego rozłożone skrzydła przywodziły na myśl najstraszniejsze legendy o porywaczach dusz. Płonące oczy wwiercały się w potwora. Nagle jak błyskawica anioł wstał. Skrzydła rozbłysły jak czarne berło śmierci. Ręka anioła wystrzelił do góry. W tym samym czasie ciało potwora podniosło się i z impetem pchnięte ku górze rozbiło się o szklana kopułę. Czarna krew zalał salę. Strażnik spadł. Haziel wiedział, że nie może dać czasu rywalowi do odzyskania sił. Rozpędził się. Biegł wzdłuż ścian sali by osiągnąć jak największą prędkość. Nagle wzbił się w powietrze, a podmuch jego skrzydeł rozniecił chciwe płomienie ognistej rzek. Haziel wzniósł się pod kopułę by z morderczą prędkością zlecieć w dół. W czasie lotu wyją płonący miecz i z wyprostowaną ręką mknął ku Strażnikowi. Siła uderzenia był ogromna. Pył wypełnił salę. Huk w niektórych miejscach poodrywał fragmenty muru. Podłoga zapadał się o kilka metrów. Popękane ściany wpatrywały się martwe ciało strażnika. Nagle jego postać zaczęła się zmieniać i powracać do dawnych kształtów. Po chwili strażnik stał przed nim cały i zdrowy. - Pokonałeś mnie- rzekł.- Zniszczyłeś moja świątynie – dodał rozglądając się po pomieszczenie- zaiste jesteś wielki. - To dla mnie zaszczyt- mówił anioł - Tak wiem… ale to jeszcze nie koniec… tu masz serce Naamah. Czas płynie o wiele wolnie niż tam. Straciłeś go dużo a stracisz jeszcze więcej. Przegrałem- powiedział starzec, poczym wszedł do ognistej rzeki. Jego ciało otoczyły potępione języki czerwonego ognia. Bez bólu bez krzyku. Haziel z sercem w ręku czekał na otwarcie wrót.
27
Minęło już dwadzieścia sześć miesięcy od odlotu Haziela na Biegun Północny. Od około dwóch miesięcy Ziemia jest spokojna. Trzęsienia ustały a woda zaczęła cofać się z zalanych miast. Jednak nikt nie zapomniał o ofiarach tej katastrofy. Ludność Japonii i Ameryki północnej na zawsze spoczęła pod wodą. Rosja z nadzieją na odrodzenie szukała w swoich zgliszczach milionów ofiar pożarów. Teren ten przypominał piekło. Na spalonej ziemi widniały resztki czegoś co kiedyś było Syberią. Gruzy kultury rozproszone po świecie i zniszczone jak zapałki. Nikt nie wie, co się stało z Chińskim murem, ile paliła się wieża Eiffla. Czy może, na jaką głębokość zapadał się zamek królowej Wielkiej Brytanii. Wszyscy natomiast byli wdzięczni, że nastał koniec największego koszmaru. Ziemia już nigdy nie będzie taka jak kiedyś, nawet jeśli z czasem odsłoni zatopione przez siebie lądy.
28
Głowy smoka otchłani otoczyły Aniela siedzącego na czarnej bestii. Przyparty do muru był jedyna osobą oddzielającą potwora od drogi na zewnątrz. Potężne złowrogie paszcze łypały groźnie na anioła. Dookoła jak z pod ziemi wyrosły inne bestie otchłani. Pięć smoków gotowych by pożreć Anaela i utorować sobie drogę na wolność, stała naprzeciw niego. Potężne głowy wiły się i oplatały nawzajem. Nagle anioł rzucił w ich stronę potężną burzę, która rozpętała się nad smokami. Brama miała około dwustu metrów szerokości. Ogrodzone była polem magnetycznym, przez kilaka oddziałów magów, które patrolowały okolice wejścia. Była to zapora dość silna ale nie niemożliwa do pokonania. Smoki i większe bestie z łatwością poradziły by sobie z otwarciem bramy. Inne stwory musiałyby dokonać zmasowanych ataków. Dlatego tak ważne było trzymanie armii nieprzyjaciela z dala od bramy. Oszołomione wściekłe smoki szamotały się wśród piorunów. Z północy zjawił się Ariel jego Potężny lew dopadł gardeł bestii i szarpał skamieniałe tkanki. Dwa smoki pozostały wolne, wyczuły smak wolności. Sześć głów wpatrzonych w archanioła chciwie chłeptało powietrze wolności. - Zdejmijcie pole- wrzeszczał Anael Zdumieni aniołowie wykonali rozkaz. Anioł zniknął za bramą a za nim podążyły dwa smoki otchłani. Po chwili pole zostało przywrócone ponownie. Ariel rozprawił się z pozostałymi używając czarnego miecza i olbrzymiej paszczy swojego lwa-bestii. Zauważył nagle, że około trzysta metrów dalej armia Taranów mknęła do bramy. Wyciągnął miecz i zawył. Setki potężnych wilków wyskoczyło zza pobliskich wzgórz i rzuciło się na bizonie bestie wyrywając im kawałki mięsa z olbrzymich włochatych ciał. Po między Taranami krążyły człekokształtne obślizgłe potwory o ciałach pokrytych wijącymi się pyskami, ogromne modliszki o wielkich szczękach i chwytnych ogonach, wielkie bizony o łuskowatej skórze, armie cyklopów i skalnych potworów, upiory o rogatych głowach przypominających nietoperze, gigantyczne larwy i Czarni jeźdźcy, czyli ogromne ciemne jaszczurki poruszające się na setkach ostrzy. Posiadające niezwykle rozciągliwa i lepką szczękę wypełnioną płonącymi językami. Grzbiety ich były swoistą armią. Z każdego tułowia wyrastały potężne szczypce podobne do ogromnych krabów, co w połączeni z setką nóg zaopatrzonych w ostre jak brzytwa ostrza czyniło z nich bardzo niebezpiecznych przeciwników. Piekło nie znało ograniczeń w wymyślaniu ohydnych i przerażających istot,które w mrocznym ciemnym klimacie upałów i morderczych cieni czuły się znakomicie. Anael mknął pionowo w górę, ścigany przez potwornie uzębione głowy smoków. Unikając płomieni mknął szybko pomiędzy lodowatymi ścianami podziemi Bieguna Północnego. Daleko w górze widział już jasną długą linię. To wylot na powierzchnie. Potwory z piekła były coraz bliżej, kłapały zębami, próbując sięgnąć czarnego ogona smoka Anaela. Żółte światło lśniło coraz jaśniej. Zimne powietrze ściskało żelaznymi ramionami i nie pozwalało odetchnąć. Lodowe skały przesuwały się jak szalone. Smoki z chirurgiczną wręcz precyzją omijały wystające z lodowców fragmenty zmarzlin i mknęły ku wolności. W głowie Anaela narodził się pomysłowy plan pozbycia się intruzów. Szansa był niewielka ale jednak. Rozpędził się do ogromnych prędkości i zwiększył dystans dzielący jego, od wygłodniałych kamiennych paszczy. Nagle z prędkością kuli z karabinu maszynowego, wystrzelił nad powierzchnię jak gorąca woda w gejzerze. Świat na Biegunem był zupełnie inny niż go zapamiętał. Ciemne niebo rozgrzane palącym stłumionym blaskiem słońca. Czarne burzowe chmury mknęły rozdając pioruny jak śmierć niespokojnym ofiarom zła. Szybko wyhamował i skierował smoka głową w dół. Z pieczary wydobywał się cmentarny głos nadlatujących potworów. Jeszcze chwila. Strach był pięknym potęgującym uczuciem - Teraz- krzyknął Anael stalowym głosem. Z jego rak wyrosły czarne lśniące włócznie. Puścił je z olbrzymią siłą w kierunku pieczary. Czarny smok odchylił głowę w tył i zlatując w przepaść zioną olbrzymią masą ognia w stronę przeciwników. Mknące czarne włócznie przybiły smocze łby do lodowych ścian a ogień spalił ruszające się spazmach wnętrzności. Anael zagłębił się ponownie w mroku lodowej świątyni.
29
Kilka miesięcy temu kiedy jeszcze obecna była dzikość i strach Ziemi, jej niepohamowana siła. Tom i Teresa mieszkali w małym hoteliku. Zwykle luksusowy ośrodek, teraz był tylko schronieniem dla dziesiątek uciekających. Nie mieli pieniędzy ale Tom dostał miejsce w zamian za pomoc lekarską synowi szefa hotelu. Ta piękna miejscowość to Furstenfeld. Położone niedaleko granicy z Węgrami i Słowenią zachwycało urokiem. Leżało u stóp Pasma Steiermark centralnych gór Austrii. Ośrodek znajdował się na jednym z łagodnych i delikatnych zboczy. Motel miał to szczęście, że nie został zniszczony przez potężny grad. Tom I Teresa leżąc w malutkim jednoosobowym pokoiku snuli plany i marzyli o spokoju. Ze smutkiem wspominali ich pomocnika anioła. Ta wiara pomogła im przetrwać najgorsze. Ręce kobiety doszły do porządku a na ciele Toma nie było już gipsów ani bandaży. Smutni, zmęczeni i przerażeni nowym dniem nie poddawali się i starali się tę myśl rozniecać w innych osobach. Było im łatwiej… oni wiedzieli. Dlatego postanowili, że nie mogą zostawić nieświadomych na pastwę losu. Z relacji innych osób i bardzo słabo działającego radia dowiadywali się kolejnych informacji… Ameryka Południowa za wyjątkiem fragmentu na południu jest cała. Gwałtowne burze nadszarpnęły miastami Brazylii i Argentyny. Wody morza Karaibskiego i Sargassowego zalały Kubę a jej mieszkańców wepchnęły w objęcia Dagona… Panama nigdy już nie ujrzy światła dnia… Potężne burze zaatakowały od strony Gibraltaru i ciągną wzdłuż Górnej Gwinei. Spodziewane burze piaskowe osiągną największą siłę od setek lat… Potężne trzęsienie przeszło od Pretorii na południu Afryki kończąc na Pustyni Nubijskiej na północy kontynentu… Z przerażeniem słuchali kolejnych wiadomości o kataklizmach i sytuacji na świcie… Rozpad Antarktydy.. Zalana Holandia...,Północna Polska, część Niemiec i Francji. W Hiszpanii płoną ostatnie zapasy żywności… Potężne burze zmiotły Ankare z powierzchni ziemi, Turcja również straciła zapasy… W Rosji pożary panoszyły się do St. Petersburga po Vjatke… W Chinach, Azerbejdżanie i Armenii znowu nasilają się akty kanibalizmu… Baku zalewa kilkunasto metrowa fala wody, Australia pod panowaniem gradu…Prasa i radio nadawały audycje o pokojowych jak i bestialskich zachowaniach społecznych. Kanibalizm, kamieniowanie, publiczne egzekucje, w obliczu porażającego głodu przeciwstawiały się pomocy humanitarnej, ratowaniu dzieci i zwierząt. Oraz poszanowania życia. Tom leżał na łóżku, wpatrzony w sufit zaczął mówić. - Wiesz co jest najgorsze- zaczął - Tak? Spytała Teresa - Najbardziej boli mnie fakt, że magazyny z żarciem albo zostają zniszczone albo są ukryte i dostępne tylko wybranym, albo ludzie rozkradają je i wynoszą zawartość. - Tak mnie też to denerwuje. Zwłaszcza wczoraj, jak mówili że w Madrycie spłonęły cztery potężne magazyny z żywnością. - Czasem się zastanawiam czy rzeczywiście jest tak źle - Z czym- Zdziwiła się Teresa lekko marszcząc delikatne brwi. -Z tym całym głodem. W końcu my daliśmy radę - Kochanie, mieliśmy szczęście…to wszystko. Nie pamiętasz zdjęć w gazetach. Płonące pola, zniszczona kukurydza, ziemniaki, plantacje innych warzyw zapadły się po ziemię. Zniszczone fermy i pastwiska. - Tak pamiętam ale trudno mi uwierzyć, że to dotknęło cały świat. Co tam się dzieje po tą ziemią. Ciekawe gdzie jest teraz Haziel - Na pewno nic mu nie jest – Pocieszała się Teresa. Wstała z małego krzesełka i podeszła do okna. – Cudowny widok. Zawsze chciałam zwiedzić Austrie. Cudowny kraj. Te góry, zieleń…szkoda tylko, że niebo jest…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil goth
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…