Głuchy wrzask
Każdy ma moment autorefleksji. X stara się odnaleźc w labiryncie lęków i marzeń swojego samotnego życia. Czy może odnaleźc spokój? /moja pierwsza próba po długiej przerwie, bez warsztatu - bede wdzieczny za ew. wskazowki; tekst bez polskich znaków/
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
piata rano
odsrodkowy bol nabiera mocy, pali i domaga sie wyjscia
kto się kiedykolwiek poczul spelniony w relacjach z drugim czlowiekiem?
kto potrafil schowac demona, ktory ryczy i wyje bezglosnie, kiedy raz kolejny zakladasz maske bezbarwnego zainteresowania lub udawanych konwersacji?
jak głeboko można byc samemu?
X nie mógl usnac, ale nie potrafil tez myslec. calkowicie oddawal sie wlasnie uczuciu, ktore go spalalo juz od dluzszego czasu. jesli pokaze im kim jestem i co mysle, strace tych, na ktorych mi zalezy i pozyskam uznanie wsrod ludzi, ktorych nie chce znac. wtlocza mnie w ramy swoich swiatow i bede w pewnym sensie bezwolny. a przeciez po to zyjemy, zeby wykraczac siebie i swoje nawyki, zeby moc stawac sie lepszymi niz jestesmy. wyrozumialosc, cierpliwosc, cieplo - jak moc dawac komus, kto nie bedzie chcial brac ze wzgledu na twoje opakowanie? jak je, bez wzgledu na opakowanie, otrzymac od kogos takiego?
problemy klebily sie z kazdym kolejnym dniem i stawaly sie nie do zniesienia ani zaakceptowania. ten bunt wzbieral powoli, lecz nieuchronnie - X nie wiedzial, kiedy nastąpi kulminacja, eksplozja i bał się tego momentu.
co mnie sprowokuje? co mnie ostatecznie wytraci z rownowagi? co wtedy zrobie? czy przegram ostatecznie?
te rozwazania automatycznie przywolaly tlumiony strach przed nieuchronnoscia. nie moge tak zyc, bo to zycie to droga jednokierunkowa, wybrukowana przez wszystko to, z czym walczę. X spotykal na swej drodze ludzi szczesliwych i nie rozumial ich - jak oni to robia? jak pokonali demona lub przynajmniej udomowili go na tyle, że nie sabotuje ich swiadomosci? szczegolnie w tym momencie przychodzila na mysl Ona. X nie mial nic procz mieszanki domyslow i przeswiadczen na temat Jej szczescia.
probowal szczescia z dziewczynami juz wczesniej, lecz zawsze konczylo sie to niepowodzeniem, czego sam nie rozumial. nie narzekal na urode wlasna (szczegolnie widzac powodzenie innych samcow), nie popelnial wobec dziewczyn klasycznie glupich bledow (zgrywanie chojraka itp.). zdawal sobie jednak sprawe gdzie na tej mapie moze lezec przyczyna jego porazki - sztucznosc, nadgorliwosc i przede wszystkim zabieranie drugiej stronie przestrzeni, co raczej odstraszalo. mimo tej wiedzy, nie znalazl jednak zlotego srodka na udany podryw i jego samotnosc ciagnela sie juz nieznosnie zbyt dlugo.
problem ma przyczyny, skutki i za kazdym razem wyciagane wnioski - niestety, najlepsza nauka to nauka na bledach. Nic nie jest tak skuteczne - ale i tak bolesne. X potrafil wiec juz oswoic swoj lek przed odrzuceniem (jako podrywacz, kolega, mezczyzna) na tyle zeby moc swobodnie rozmawiac z dziewczyna. i wtedy pojawila sie Ona: usmiechnieta, promieniejaca optymizmem dziewczyna, z otwartym sercem i umyslem - i przy tym ladna, o niezwyklej urodzie. nie zakochal sie, co dawniej byloby jego naturalna reakcja, lecz powoli rozwijal znajomosc. kiedy zorientowal sie ze na plaszczyznie damsko-meskiej niewiele osiagnie, postanowil zglebic tajemnice jej szczescia. emocji w tym dodawal fakt, ze jej przeszlosc byla uslana cierpieniem braku prawdziwej rodziny.
Jak to sie stalo ze sie nie poddala?
im bardziej rozmawial z nia pod tym katem, rozumial, ze jej zycie bylo dazeniem do ludzi, ucieczka do ludzi. to wsrod nich odnalazla swoja obecna milosc - i dazenie to bylo tym mocniejsze im bardziej samotna byla w mlodosci. X tymczasem nie narzekal na samotnosc w mlodosci, byc moze to sprawilo, ze bardziej zaczal samotnosc doceniac - bardziej niz towarzystwo innych. a moze wynikalo to z glupiej checi bycia lepszym niz inni? trudno dociec poczatku tego rozumowania, a juz tym bardziej bledu w nim tkwiacego.
a moze po prostu ten rodzaj szczescia nie mogl byc mu dany?
faktem jest, że samotniczy tryb zycia zmienil go tak bardzo, ze tylko chwilami potrafil poczuc sie jak wtedy, gdy odejscie od ludzi bylo jedynie rownorzednym wyborem, a nie sposobem zycia, przynoszacym bol i utrudniajacym komunikacje z otoczeniem.
calkiem niedawno X uznal, ze sposobem na pokonanie sytuacji jest rzucenie wszystkiego na jedna
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Delay
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…