Godvil - Hell'aven - rozdział 7
Historia nabiera drastycznego tempa. Walka Matiego z Chloe doprowadza do sytuacji, której nikt się nie spodziewał. Jak to się zakończy? Kto tak naprawdę stoi za całym tym teatrzykiem?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział siódmy: "Przepaść za mgłą"
Jeden ze złodziejów leżał pod ladą, z przebitą tchawicą. Drugi wykrwawiał się nieopodal kwiatka znajdującego się w rogu sklepu. Miał oderwaną rękę i wbite w kręgosłup trzy noże. Najgorsze było jednak to, że ekspedientka oraz jeden z klientów również nie żyli. - A więc spotykamy się ponownie... Mati. Maciek po tych słowach odwrócił głowę i spojrzał na odjeżdżający samochód. Prawie natychmiast też ruszył w pościg za nim. - A to ciekawe - skwitował zaistniałą sytuację Choe. Następie wyskoczył przez okno tuż pod nadjeżdżający samochód. Na jego szczęście kierowca wyhamował w porę. Chłopak jednak zdawał się nie przejmować tym zbytnio. Ruszył po prostu za Matim najszybciej jak mógł. a trzeba zaznaczyć, że mógł bardzo szybko.
Dogonić samochód? Jeszcze tydzień temu pomyślałby że tylko Superman jest do tego zdolny. Ale dzisiaj? W zaistniałej sytuacji, nic nie stało na przeszkodzie by dokonać tego. Musiał wszakże zwyciężyć. Za wszelką cenę - liczył się wynik. Jego celem stało się usunięcie choć małego kawałka zła z tego świata i aby robić to jak najdłużej musiał wygrać tą rundę. Ale dogonić samochód? Na pewno nie w normalny sposób. Budynek. Ulica. Przejście. Już raz to zrobił, więc czemu miało by się ponownie nie udać. Plan miasta znał dość dobrze. Wiedział, że skoro pojechali tędy to będą musieli zakręcić na Kolejowej. Nie wjadą na Dąbrowskiego, bo tam jest posterunek policji. Pozostawała tylko Lubiąska, a ta zakręcała na całej swojej długości tak, że... Maciek nagle zmienił kierunek. Dodatkowo jakby przyśpieszył. Choć i tak już biegł niezwykle szybko i przyglądający się mu ludzie nie mogli wyjść ze zdziwienia, to on jednak przyśpieszył, a to co zrobił później nie było do opisania w słowach. Wbiegł po masce jednego z samochodów na jego dach, potem przeskoczył na dach furgonetki, odbił się od lampy ulicznej i doleciał aż po dach czteropiętrowej kamieniczki. Większość osób w tym momencie zamknęła oczy, gdyż był za daleko od budynku, by to się skończyło dobrze. Przegapili przez to coś niesamowitego. Złapał się lewą ręką gzymsu i tylko za jej pomocą podciągnął się a raczej "wskoczył" na dach. Teraz przynajmniej potrafił mniej więcej wyczuć granice swoich możliwości. Nie marnując ani chwili ruszył dalej po dachu budynku na drugą stronę.
Tymczasem na światłach stał Choe z lekkim uśmiechem na twarzy, po czym zniknął nie przejmując się tym czy ktoś go zobaczy czy nie. Nie to teraz było najważniejsze. Musiał dogonić zaznaczoną duszę przed rywalem, nie mógł przecież pozwolić sobie na przegraną z kimś takim jak Mati. Z drugiej jednak strony tak niesamowity postęp w tak krótkim czasie dawał nadzieje na godny pojedynek.
Był na miejscu przed czasem, ale gdy tylko spojrzał na ulicę wiedział, że dobrze postąpił. Niezwykle szybko zza kilku drzew wyłonił się pojazd przestępców. Ukryty za wiatą przystanku autobusowego nie był widoczny, ale sam mógł widzieć. Gdy tylko samochód minął z zawrotną prędkością pasy, wyskoczył na ulicę. Zmaterializował miecz, po czym ułożył go na wysokości głowy pasażera. Iskry, zgrzyt, pisk klocków hamulcowych i krzyk ludzi. Gdy Choe pojawił się ulicy było już po wszystkim. A raczej, tak się wydawało. Ludzie uciekli w popłochu. Kilka osób zostało przypatrując się sytuacji z bezpiecznej odległości. Samochód wraz z rozwalonymi słupkami po lewej stronie leżał na boku obok wiaty autobusowej. Kierowca nie żył. Ale pasażer, właściciel czarnej aury powoli wyczołgiwał się ze środka. Nad nim stał Mati z uniesionym mieczem. Niczym kat gotowy do ścięcia skazańca. Nie miał wyjścia musiał działać szybko. Wypowiedział bezgłośnie wszystkie znane mu inkantacje, które mogły się przydać w tym momencie. Samo to, iż musiał użyć takich środków przyprawiało go o dreszcz podniecenia. Następnie zmaterializował w dłoni dwa noże do rzucania i posłał je w kierunku sługusa Tofoe. Utrafił w sam raz z momentem. Mati zablokował oba noże mieczem, a następnie odskoczył w tył spodziewając się kolejnych ataków. Słusznie. Choć na pewno nie w takiej ilości. Setka małych iglic znalazła się w powietrzu tak jakby powstały tam nagle - z niczego. Takiego ataku nie mógł odeprzeć tylko za pomocą miecza. Nawet jakby chciał. Uskoczył, więc w bok zasłaniając ostrzem tylko twarz i serce. Mimo iż uniknął wielu iglic to i tak kilkanaście wbiło się w jego nogę i rękę. To oczywiście sprawiło mu wielki ból. Fioletowowłosy chłopak widząc stan przestępcy postanowił zająć się nim później. Teraz chciał zabawić się ze swoim rywalem. Zmaterializował w dłoni kilka ostrzy, po czym rzucił je w kierunku Matiego. Mimo iż ten był odwrócony bokiem zdołał wykonać unik. To tylko pogłębiło chęć walki u Choe. - To zaczyna mi się coraz bardziej podobać. Krew się gotuje, włos się jeży. Im bardziej cię przyciskam tym większa przyjemność mi to sprawia. Mimo bólu, mimo straszliwego cierpienia wstał. Zacisnął mocniej dłonie na rękojeści miecza i spojrzał na ubranego na czarno wroga. Zimny wyraz twarzy, pozbawiony uczuć chłodny wzrok. Lecz to wszystko runęło w momencie gdy usłyszał ciepły głos. Nie mógł się pomylić, w końcu znał go dobrze. Ten głos poznał by w otchłani piekielnej. Głos jakże wydawać by się mogło zwyczajny. Teraz nabrał aksamitnego brzmienia. Łagodności o jakiej śpiewacy mogli by tylko pomarzyć. Bo tylko naprawdę kochająca matka może delikatnie wymówić imię swojego syna. - Maciek. Takiego rozwoju sytuacji nie spodziewał się niebieskowłosy. Był to ten typowy dla ludzi nieprzewidywalny czynnik. Rodzice Maćka. Jego matka, oraz dobiegający do niej ojciec. Coś czego nigdy w życiu nie potrafiłby uwzględnić w swoich obliczeniach. Co teraz miał zrobić. Choć może bardziej powinien się martwić o to, co zrobi jego rywal - Mati. On tymczasem stał jak sparaliżowany. - Maciek, to naprawdę ty? - Maciek! - krzyknął i ojciec. Tego było już za wiele. Nie potrafił znieść tego, iż ich głosy są tak łagodne. Że przeszywa je taka troska. Spojrzał przed siebie w nadziei zobaczenia rozwiązania u rywala. Złudnej nadziei, ale jednak... Choe nagle uchylił się w swoje prawo materializując w dłoni noże. Maciek widząc to natychmiast zareagował rzucając się z mieczem w tamtą stronę. Chciał bronić rodziców. Zrobił to instynktownie, tak jak każde kochające dziecko by postąpiło. Nie spodziewał się jednak jak bardzo straszliwa była jego decyzja. Gdy ujrzał uśmiech na twarzy przeciwnika zrozumiał, że coś jest nie tak. Dopiero wtedy zrozumiał, co się stało. Człowiek, którego miał pozbawić duszy stał za fioletowowłosym z bronią wycelowaną w jego kierunku... NIE! W kierunku gdzie przed chwilą stał. W kierunku gdzie teraz - trochę dalej - stali jego rodzice. Mimo wszystkich chęci. Mimo tego, iż przezwyciężył straszliwy ból, szarpnął ciało tak by zasłonić ich. Nie dane mu jednak było to. Padło pięć strzałów, ale on przyjął na siebie tylko ostatnią kulę. Kule, która i tak by już nic nie zmieniła.
Plotki w tak niewielkim mieście rozchodziły się z prędkością światła. Nawet usilne próby interwencji Adonisa nic nie pomogły. Zaledwie w kilka godzin już wszyscy słyszeli o krwawym napadzie na sklep, chłopaku z mieczem, który wskoczył na dach budynku, chłopaku z fioletowym szalem, który znika i pojawia się, oraz o tym jak złodziej podczas ucieczki zastrzelił całą rodzinę. Matkę, ojca i syna. Aktualnie trwały wzmożone poszukiwania chłopaka z mieczem i tego w szalu. Postawiono w stan gotowości wszystkie oddziały policji, a na miasto wyjechały nawet patrole wojskowe. W tym wszystkim byłą tylko jedna dobra strona - udało się złapać złodzieja i mordercę rodziny. Był on aktualnie przesłuchiwany, ale to, co mówił było tak niesamowite, że na razie nie ma oficjalnych orzeczeń policji na ten temat. Anna nie musiała być jasnowidzem ani medium by domyśleć się, że…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ergo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…