Golem
Krótko i z paradoksami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pierwszego golema ulepiłem mając lat czternaście... A może piętnaście. Krótko po urodzinach, w słoneczne popołudnie gdy na głównym placu ścinali księcia koronnego, a wrzawa dochodziła aż pod moje okna. Pamiętam jak dziś. Jak to bywa przy pierwszych razach, wszystko wydawało się w porządku - golem chodził i wykonywał proste polecenia, tak jak powinien. Zaczynałem już być z siebie dumny, kiedy schodząc po schodach nogi złamały mu się w kolanach, a tułów poleciał dwadzieścia stopni w dół i roztrzaskał o podłogę. W takich wypadkach warto mieć zapasowego golema, który mógłby posprzątać. I w ten sposób zapewniłem sobie zajęcie na resztę dnia, sprzątanie pierwszego błędu. W końcu dokopałem się do pergaminu włożonego mu wcześniej w usta (nauka jeszcze nie odkryła jak napędzać golemy bez zaklęcia, ale powoli dążymy do tego) i spaliłem go w piecu, uznając go za wadliwy.
Minęło trochę czasu, nabrałem lat, a z wiekiem doświadczenia i wiedzy. Przydatne było zwłaszcza kilka zdobytych na boku atlasów anatomii. Nauczyłem się lepić ścięgna i inne detale celem zaoszczędzenia sobie tego typu wypadków. Z każdym nowym golemem szło mi coraz lepiej, kolejne modele coraz mniej przypominały toporną masę gliny, coraz bardziej zaś imitacje ludzi, którymi z założenia miały być. Znajomy profesor powiedział mi, że takie modelowanie owocuje niezdrowym zbliżeniem sfery {i}profanum{/i} do sfery {i}sacrum{/i} i prowadzi w prostej mierze do herezji... Idiotyzm! Po co więc lepimy je na nasze podobieństwo?
Golemy były jak najbardziej przydatne. Człowiek nauki, taki jak ja, też potrzebuje narzędzi do pracy niczym cieśla. Różnica polega na rodzaju tych narzędzi i w moim wypadku z reguły były to zakurzone, obszerne księgi, ściągane z czterech stron świata. Czasem potrzebne mi były szklane aparaty, alembiki i tym podobne, ale ich przenoszeniem z miejsca na miejsce zajmowałem się już sam - golemom, choć są z reguły niezawodne jeśli chodzi o siłę mięśni, brakuje delikatności w zajmowaniu się szkłem. Nie wspominając ile te aparaty kosztują, nawet mnie nie stać na to żeby się tłukły... Znowu się rozkojarzyłem, wybaczcie mi, już przechodzę do rzeczy.
Z czasem glina przestała być równie dostępna co kiedyś. Być może z powodu wojny, ale z kim wtedy walczyliśmy...? Umykają mi takie szczegóły. W każdym bądź razie, byłem zmuszony zrobić sobie kilkuletnią przerwę w lepieniu sług, poprzednie zaś modele się wyczerpały i trzeba je było rozebrać. Bo jak wiadomo, golemy mają ograniczony okres działania - jak bardzo ograniczony zależy od jakości gliny, pergaminu i przede wszystkim zaklęcia. Nie brakowało mi zainteresowań, toteż szybko znalazłem nowe zajęcie, ale z czasem zatęskniłem za dawną pasją. Pociągnąłem za kilka sznurków, porozmawiałem z kilkoma dawnymi znajomymi i zdobyłem odpowiednie składniki. Samo zaklęcie pokryło połowę wszystkich kosztów; nie dlatego, że z reguły to one są najdroższe, ale ponieważ potrzebne mi był silniejszy rodzaj uroku niż zazwyczaj. Cały ranek lepiłem golema, z zachowaniem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hircyn
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…