Gra pozorów - cz. I - Zniknięcie
Napisane pod wpływem impulsu trzyczęściowe opowiadanie - pewien mężczyzna budzi się rano, po czym stwierdza, że świat wygląda inaczej niż go zapamiętał...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Była godzina 18. kiedy wróciłem do domu, o wiele wcześniej niż zwykle, ale dziś nie był też zwykły dzień. Powoli zdjąłem buty, kurtkę i wszedłem do pokoju. – Dobry wieczór kochanie! – rzuciłem w stronę kuchni, skąd dobiegł do mnie lekko stłumiony dźwiękami przygotowywanej kolacji głos mojej żony. Poszedłem do mojego pokoju i przebrałem się w wygodniejsze ubranie do chodzenia w domu. Po chwili wyszedłem a do mych nozdrzy dotarł cudowny zapach jakiejś potrawy przyrządzanej przez moją żonę, skierowałem się więc do kuchni. - Co dziś na kolację moja piękna? – spytałem otaczając jej biodra rękoma. - To niespodzianka, ale zapewniam, że będziesz zachwycony… - odpowiedziała uśmiechając się tajemniczo.
Postanowiłem udać się przed posiłkiem do toalety, gdy mijałem przedpokój usłyszałem ciche szuranie, przystanąłem i zajrzałem do środka. Pusto. Gdy już miałem iść dalej, szuranie powróciło, ciche, lecz nieustępliwe. Zrobiłem ostrożnie krok do przodu i sięgnąłem ręką do włącznika światła. Nagle coś szarpnęło mnie z wielką mocą za koszulę, usłyszałem odgłos drącego się materiału, schyliłem głowę i ujrzałem przeraźliwie białą dłoń kurczowo ściskającą materiał, po chwili zobaczyłem też twarz, bladą, z wyszczerzonymi zębami, ostrymi jak brzytwy, z pustymi oczyma i długimi, czarnymi włosami opadającymi niemal do ziemi. Zbliżała się do mnie. Otworzyła szerzej usta, przysuwając swoją głowę do mojej. Coraz bliżej i bliżej, i bliżej…
…aż obudziłem się z krzykiem, spocony i przerażony. Serce łomotało w mojej piersi jakby miało za chwilę wyskoczyć i zacząć żyć własnym życiem. Odetchnąłem kilka razy głęboko i poczułem, że wciąż zaciskam palce na krawędzi kołdry. Powoli rozprostowałem je, chwilę bolały, po czym znów wróciły do swego normalnego stanu. Odwróciłem się na stronę mojej żony zdziwiony, że jej nie obudziłem, ale zaskoczony ujrzałem jedynie prześcieradło i równo złożoną kołdrę. Dotknąłem łóżko ręką, było zimne – znak, że musiała wyjść z niego już jakiś czas temu. Spojrzałem na zegarek, wskazywał 5.30. Dziwne, nigdy nie wstawała tak wcześnie. Zsunąłem nogi z łóżka i założyłem kapcie, przeciągnąłem się, ziewnąłem, a następnie wyszedłem z sypialni. W głowie nadal kołatała mi się biała twarz ze snu.
Po 30 minutach byłem już po sprawdzeniu wszystkich pomieszczeń w domu i kilkukrotnym wykrzyczeniu imienia mojej żony. Bez skutku, nie było jej też ani na podwórzu, ani w garażu. Zrezygnowany poszedłem do kuchni i nalałem sobie wodę mineralną. Przechyliłem szklankę, powoli sącząc płyn, gdy nagle pomyślałem o moim telefonie komórkowym – nie było go koło łóżka, gdzie go zawsze kładę, gdy idę spać, więc to moja żona pewnie go zabrała. Pobiegłem do pokoju, zerwałem słuchawkę telefonu i szybko wykręciłem swój numer. Po chwili usłyszałem dzwonek mojej komórki, dochodził zza moich pleców, położyłem słuchawkę obok aparatu i się odwróciłem – nikogo nie było, ani żywej duszy. Mimo wszystko telefon ciągle rozbrzmiewał rozrywając poranną ciszę panującą w pokoju. Poszedłem za dźwiękiem i po chwili trafiłem na małe pudełko w kształcie trumny leżące na podłodze za fotelem. Na jego miniaturowym wieku znajdowała się czaszka wyrzeźbiona z niezwykłą dokładnością, gdy dotknąłem powierzchni okazała się chropowata, trupia głowa wpatrywała się we mnie pustymi oczyma, jej zęby wydawały się ironicznie uśmiechać. Nagle sygnał w słuchawce się urwał, dochodził do mnie jedynie beznamiętny głos brzmiący niezwykle głośno w zapadłej niespodziewanie ciszy. Uniosłem wieko trumny powoli do góry, w środku znajdował się czarny aksamit przykrywający jakiś przedmiot, odsłoniłem go – był to mój telefon. Szybko sprawdziłem książkę telefoniczną i całkiem pokaźną kolekcję wysłanych SMS-ów, nikt nic nie napisał ani nie wysłał. Spojrzałem raz jeszcze na trumnę, po moim karku przeszedł mimowolny dreszcz.
Siedząc otępiały na kanapie spojrzałem na zegar, była 7.00 – dobra godzina aby zacząć dzwonić. Jako, że mieszkaliśmy z żoną w małym, prowincjonalnym miasteczku znaliśmy tu niemal wszystkich, większość osób tutaj była dla nas niemal jak rodzina, pomyślałem więc, że na pewno pomogą mi jej szukać. Najpierw wykręciłem numer najlepszej przyjaciółki mojej żony, nikt jednak nie odbierał, zacząłem dzwonić do wszystkich, których znaliśmy wygrzebując wszystkie numery z mojego telefonu i notesu. Bez skutku. Za każdym razem słyszałem tylko bezlitosny sygnał w słuchawce. Sprawdziłem więc kabel telefonu, ale wydawał się w porządku, nie wiedziałem co począć dalej. Przecież to niemożliwe, aby wszyscy nagle gdzieś wyszli lub przestali odbierać telefony. Zdezorientowany postanowiłem wyjść na podwórze odetchnąć świeżym powietrzem, może wtedy przyjdą mi do głowy nowe pomysły.
Na zewnątrz było niesamowicie gorąco, słońce świeciło z taką siłą, że wydawało się jakby przenikało przez budynki, ludzi i samochody nie dając cieniowi żadnych szans. Spojrzałem na niebo przysłaniając oczy dłońmi – żadnej chmury, tylko oślepiający blask słońca pochłaniający niemal cały horyzont.
Poczułem nagle jak coś dotyka mojej łydki, spojrzałem w dół i ujrzałem małego psa z białą, kręconą sierścią – wyglądał zupełnie jak baranek. Zdawał się patrzeć na mnie swymi smutnymi oczyma jakby chciał mi coś powiedzieć jednak z jego pyska nie dobył się żaden dźwięk. - Przeklęte psy! Wszędzie się pałętają! – usłyszałem nagle głos sąsiada, zmierzał w moim kierunku z łopatą. - Co pan robi? Przecież to tylko… - nie zdążyłem dokończyć, gdy celne uderzenie łopatą odrzuciło psa na skraj chodnika. Wlepiłem swoje zdumione oczy w sąsiada, jego twarz była ciemna jakby nie imało się go słońce. – Czemu pan to zrobił? – spytałem tracąc nagle oddech. - A czemu pan nic nie zrobił? – usłyszałem w odpowiedzi. - Ja… nie mogłem… nie wiem, o co… - właściwie to nie wiedziałem czemu stałem i bezmyślnie się wpatrywałem jak łopata dosięgała celu, nie mogłem się ruszyć, nie przebiegła mi nawet przez głowę myśl, że mógłbym coś zrobić, tak jakby śmierć psa była nieunikniona. - Wszyscy mają zawsze jakieś pretensje do innych i losu, że coś jest źle, ale sami nic nie robią. Boją się lub dbają tylko o własny interes, dlatego ten świat tak się pieprzy. Gdyby nie obleciał Pana tchórz to biedna psina dalej by żyła swoim pieskim życiem. Możesz mieć Pan pretensje tylko do siebie. – Jego słowa wydały mi się niesłychanie dziwne, przecież to on szedł z łopatą, miałem stanąć na drodze i samemu dostać? - Piękny poranek, nieprawda Pan? – z zamyślenia wyrwał mnie ochrypły nagle głos sąsiada.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mrowiec
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…