Gracz
Cos dla miłośników fantasy i gier rpg (tych niekomputerowych). Właściwie tylko oni zrozumieją dokładny sens tej pracy, ale polecam ją wszystkim.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Biegł. Asfalt mknął pod jego stopami coraz szybciej. Krótkie, szare pasy, które z pewnością były kiedyś białe, powoli przemieniały się w jeden, długi, niekończący się pas. Łzy napływały mu do oczu. Mimo, iż biegł tak już od dłuższego czasu nie czuł zmęczenia, strach dodawał mu sił. – Szybciej Brigod, są tuż za nami!- krzyknął Traul, będący metr za nim. Brigod usłuchał i przyśpieszył. Puste ulice miasta pogrążone były w lekkiej mgle. Z kratek ściekowych unosiły się opary. Tylko nieliczne latarnie oświetlały drogę, lecz mokry asfalt świecił się jak gwiazdy na niebie, poprawiając widoczność, a przynajmniej tak wydawało się Brigodowi. – Tutaj!- wrzasnął Traul skręcając w zaułek. Brigod zatrzymał się, popatrzył w stronę skąd przybiegli i natychmiast pobiegł za Traulem. Ogarnęła go ciemność, wysokie ściany budynków nie dopuszczały do zaułka żadnego światła. Brigod nie widział nawet czubka własnego nosa, mimo to biegł nie zważając na ciągłe potykanie się o zalegające zaułek śmieci. Nagle Brigod potknął się o coś większego i runął na ziemię, sądząc po odgłosie był to przewrócony kosz na śmieci. Wstał. – Traul?!- krzyknął, lecz nie usłyszał odpowiedzi- Traul, Tra...- nagle przerwał, bo zdał sobie sprawę, że widzi przed sobą własny cień. Powoli odwrócił głowę. – O kurwa- powiedział, lecz słowa te były tylko szeptem, gdyż ściśnięte strachem gardło nie pozwalało wydać z siebie mocniejszego dźwięku. Przed nim stała ogromna postać, z pochodnią w ręku i płaszczu z kapturem naciągniętym głęboko na głowę, tak by nie pozwalał na zobaczenie twarzy noszącego. Ciarki przebiegły mu po plecach, włosy na karku zjeżyły się. Mimo, iż pochodnia płonęła żywym ogniem, czuł jak ogarnia go potworne zimno.
Biegł. Ściany budynków sunęły jak klatki filmu. Czuł, że powoli opuszczają go siły. Brigod biegł przed nim. – Szybciej Brigod, są tuż za nami!- krzyknął Traul i przyśpieszył. Puste ulice miasta pogrążone były w lekkiej mgle. Z kratek ściekowych unosiły się opary. Tylko nieliczne latarnie oświetlały drogę. Traul kątem oka dostrzegł zaułek. – Tutaj!- wrzasnął i skręcił. W zaułku panowały grobowe ciemności. Mimo śmieci zalegających zaułek biegł przed siebie. Nagle potknął się o kosz na śmieci i runął na ziemię, odruchowo odturlał się na bok i oparł plecami o najbliższy śmietnik. Kilka minut zajęło mu zanim złapał oddech. „Już po mnie”, pomyślał. Jakiś trzask przerwał mu myślenie. – Traul?!- usłyszał krzyk Brigoda- Traul, Tra... .Ujrzał światło pochodni, zobaczył go, był ogromny, straszny, niósł w ręku pochodnię, a na sobie miał płaszcz z głęboko nasuniętym na głowę kapturem. „O kurwa”, pomyślał. Zobaczył w świetle pochodni jak Brigod powoli obraca się w stronę tajemniczej postaci, jak staje z otwartymi ustami przed nią. Po plecach przebiegły mu ciarki. Postać był prawie dwa razy większa od Brigoda. Strach sparaliżował jego ciało.
Sunął. Widział ich. Unosząc się kilkanaście centymetrów nad ziemią, ze szlachecką dostojnością ścigał dwóch zbiegów. Przyświecał sobie pochodnią. Dwie identyczne postacie sunęły obok niego. Zobaczył, że uciekający skręcają w zaułek. Wolnym, lecz stanowczym ruchem ręki nakazał swym kompanom aby się rozdzielili. Sam skręcił za ofiarami. Przyśpieszył. Usłyszał trzask. Wyczuł, że ofiary zatrzymały się. Z gracją zszedł na ziemię. Ujrzał podnoszącego się z ziemi jednego z nich, drugi musiał być w pobliżu. Zbliżył się do niego. Ofiara powoli odwróciła się i spojrzała na niego.
– Kurwa- powiedział Brigod.
– Kurwa- powiedział Traul.
– Gdzie!?- odparła metalicznym głosem tajemnicza postać i rozejrzała się nerwowo.{/i}
Wybuchnęli śmiechem. Pokuj pogrążony w półmroku, w którym jeszcze przed chwilą panowała cisza przerywana jedynie monotonnych głosem Roba, teraz wypełniał głośny śmiech. Siedzieli przy okrągłym stole, na którym rozłożone były jakieś papiery, gruba, zniszczona już książka oraz cztero, sześcio, ośmio, dwunasto, dwudziesto i stu ścienne kości. Rob siedział na wysokim krześle i z odrzuconą na oparcie głową śmiał się najgłośniej ze wszystkich. Dwaj jego towarzysze siedzieli naprzeciw niego na starej, skrzypiącej kanapie. Starszy z nich, Ted, zwiną się w kłębek i trzymając się obiema rękoma za brzuch próbował złapać oddech, lecz śmiech nie pozwalał mu na to. Bart, młodszy z nich, lekko pochylił się i schował czerwoną od śmiechu twarz w ręce. Trochę czasu minęło zanim zdołali się uspokoić. Rob otarł łzy i rzekł: - Dobra panowie, koniec żartów, gramy dalej. To ma być poważna gra. Ted co robisz? Ten gość za chwile rozwali ci kompana. - Czy znajdzie się coś w pobliżu co mogłoby posłużyć mi za broń? - To jest śmietnik. Z pewnością znajdzie się jakaś rura, butelka albo kij. - W takim razie szukam czegoś takiego i będę próbował powalić tego kapturnika. - Dobra. - A ja?- zapytał Bart. - Co ty?- odparł Rob. - No, co ze mną? - Ile masz SW? - Co? - Ile masz Siły Woli? - Aaa, czekaj- Bart spojrzał na kartkę leżącą przed nim- Mam trzydzieści pięć. - Zobaczmy- powiedział jakby do siebie Rob i rzucił szybko kośćmi- Uuuu. Strach to okropna cecha, potrafi zwalić z nóg, sparaliżować, nawet zabić.
{i}Brigot czuł jak opuszczają go siły, jak nogi uginają się pod nim. Nie wiedział kiedy znalazł się na kolanach, ale wiedział że teraz tajemnicza postać wyglądała na jeszcze większą niż w rzeczywistości. Pocił się i wiedział że nie jest to spowodowane szaleńczym biegiem.
Traul rozejrzał się nerwowo. Zobaczył, krótką, metalową rurę. „To będzie idealne”, pomyślał. Ostrożnie, tak by nie wydać żadnego dźwięku, podniósł ją. Powoli, ciągle wsparty plecami o śmietnik, podniósł się na równe nogi. Teraz albo nigdy, pomyślał. Odczekał jeszcze chwilę i skoczył w kierunku zakapturzonej postaci.
Widział, jak ten mały, marny człowieczek pada przed nim na kolana. W świetle pochodni widział dokładnie strach malujący się na jego twarzy, otwarte usta, wytrzeszczone oczy. Nagle kątem oka dostrzegł jakiś ruch.
Brigot czuł się jak w transie. Mimo to dostrzegł wybiegającego nagle zza śmietnika Traula.
Traul z krzykiem i furią wpadł na zakapturzoną postać. Z impetem uderzył ją prosto w twarz. Ta padła na ziemię, nakrywając swoim ciałem pochodnię. Prawie natychmiast jej płaszcz zajął się ogniem, a powietrze wypełnił smród spalonego mięsa.
Zobaczył błysk, potem poczuł niewyobrażalny ból. Stracił równowagę i runął na ziemię. Poczuł, że robi się gorąco, a potem potwornie zimno. Zobaczył chmury, światło, ogromną złotą bramę. „Za jakie grzechy”, pomyślał, „za jakie grzechy trafiłem do nieba?”
Brigot patrzył z niedowierzaniem na swego kompana. – Myślałem, że mnie zostawiłeś. – No co ty?- odparł Traul- wisisz mi jeszcze dwadzieścia srebrników, kto by mi je oddał jakbyś zginął? Brigot uśmiechnął się i podniósł do góry rękę. Jego towarzysz odpowiedział uśmiechem i
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Neiklot
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…