Grota szeptów
Rozmowa w krainie szeptów
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
GROTA SZEPTÓW Przypadkiem otrzymałem tę pracę, właściwie to było tylko zajęcie. Egzaminy maturalne napisałem bardzo dobrze, takie przynajmniej miałem przeświadczenie. Pozostało półtora miesiąca do ogłoszenia rezultatów. Matematyka na Uniwersytecie, o której tak marzyłem była na wyciągnięcie ręki. Nie chciałem w napięciu oczekiwać na wyniki, postanowiłem wolne dni wykorzystać. W tym czasie zadzwonił starszy kolega, właściciel niewielkiej firmy budowlanej. Został podwykonawcą dużego przedsiębiorstwa realizującego modernizację klasztoru i parku przyklasztornego. Poprosił mnie o pomoc przy wykonaniu inwentaryzacji. - Pilna i ważna praca, trochę tajemnicza. W tym celu przyjechał starszy pan, aż ze Skandynawii. Przeor klasztoru prosił mnie bym zachował dyskrecję. Ten pan mówi wyłącznie po angielsku a ty przecież znasz ten język perfekcyjnie. Po zakończeniu przez was pracy ja wchodzę ze swoimi ludźmi. Zaczynasz na początku przyszłego tygodnia. W poniedziałek zapakowałem taśmy miernicze, kątownice, przyrządy, jakie pomyślałem będą pomocne przy czynnościach inwentaryzacyjnych. Dagmara, moja dziewczyna, była ze mną. - Pomogę tobie, szybciej skończymy, wyjedziemy gdzieś razem. Na przystanku tramwajowym kobiecy głos zawołał. - Andrzej!? Obróciłem się zaskoczony. - Matylda? - Nareszcie cię spotkałam- objęła mnie, ucałowała -tyle czasu się nie widzieliśmy -mogłeś zadzwonić, masz przecież mój numer telefonu - w jej głosie usłyszałem zarzut. - Tak, tak, mam – odpowiedziałem zakłopotany. Nie zauważyłem jak Dagmara wsiadła sama do odjeżdżającego tramwaju. Zobaczyłem tylko jej gniewne spojrzenie w tylnej szybie. - Kto to był? - zapytała Matylda. - Moja dziewczyna – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - A ja? – była zagniewana. - To było kiedyś. - Nie kochasz mnie? - Przecież nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy. - Jesteś bezwzględny – odwróciła się ode mnie. Niespodziewanie straciłem dwie ładne dziewczyny. Nadjechał następny tramwaj. Miejscem spotkania w przyklasztornym parku była grota szeptów, którą miałem zinwentaryzować. Stał już przy niej starszy pan, spoglądał na zegarek. Ubrany w elegancki garnitur, śnieżnobiałą koszulę, modny krawat i letni kapelusz. Zdziwiłem się, że w tym stroju chce pracować. - Przepraszam, miałem kłopoty, ale już możemy zaczynać – wyciągałem z mojej torby przyrządy miernicze. Nie wiem czy zrozumiał, zapomniałem o uwadze kolegi i mówiłem po polsku. - Charles – odpowiedział starszy pan podając mi rękę. Patrzył mi prosto w twarz. - Andrzej - z kolei ja się przedstawiłem. - Hello Andrew. Dalej już rozmawialiśmy po angielsku. - Studiujesz? -zapytał. - Na razie czekam na wyniki egzaminów. - W jakim celu przywiozłeś te taśmy? - Mamy przecież wykonać inwentaryzację. Charles uśmiechnął się. - Inwentaryzację tak, lecz czegoś innego. - Czego? - zapytałem lekko zdezorientowany. - Szeptów. - Szeptów? Jakich szeptów? – nadal nie rozumiałem. - Tych co są ukryte w dwóch grotach. Będziemy je odtwarzać. Nigdy tu nie bywałeś? - Jak byłem dzieckiem, przychodziłem tu z mamą. Stawaliśmy po przeciwnych stronach. - Szeptaliście? - Tak. Inni też. Ludzie przychodzili i szeptali. - Właśnie w tym celu się spotkaliśmy. W krótkich słowach objaśnił mi cel naszej pracy. Charles był jednym z nielicznych na świecie szeptologów, ludzi, którzy wyławiali dźwięki niesłyszalne dla innych. Słyszeli odgłosy nadawane na częstotliwościach, które dla normalnego człowieka były niesłyszalne. Tak jak na przykład porozumiewające się za pomocą fal akustycznych delfiny czy nietoperze. W celu zachowania szeptów pochodzących z zabytkowych grot, na polecenie miejscowego konserwatora zabytków, przeor klasztoru zlecił Charlesowi wykonanie ich inwentaryzacji. Groty miały być zmodernizowane, konstrukcje ceglane rozebrane, wymurowane nowe, stare tynki zastąpione nowymi. Ślad po starych budowlach zaginie lecz dźwięki szeptane przez dziesięciolecia czy nawet setki lat zostaną spisane. To było zadaniem szeptologa. - Ale co ja mam robić? Nie znam się na szeptach, nie mam dobrego słuchu. Charles wyjął ze swojej teczki gruby brulion i niewielki młoteczek, którego nasada zakończona była aksamitną poduszeczką. - Będziesz obstukiwał ściany a ja będę zapisywał. Wprowadził mnie do groty, ściana jej pokryta była eliptycznymi, wyrysowanymi przez Charles’a kredą liniami. - Będziesz uderzał w te miejsca, powoli, nie śpiesz się. Stopniowo wzdłuż pierwszej elipsy, później przejdziesz do następnej, aż do ostatniej, tej na dole. Po kilku dniach zamienimy się miejscami, przejdziesz do groty, w której ja będę zapisywać odtwarzane szepty. Powtórzymy to samo. Pokazał mi jak mam uderzać młoteczkiem w ścianę. Nic nie usłyszałem. Spojrzałem na niego pytająco. - Nie martw się, to jest zadanie dla mnie – lekko się uśmiechnął. Zabraliśmy się do pracy. Obstukiwałem ścianę delikatnie młoteczkiem, od czasu do czasu zerkałem na przeciwległą grotę. Charles stał w niej lekko pochylony, w ręku trzymał brulion i w nim zapisywał usłyszane szepty. Po kilku godzinach pracy byłem naprawdę zmęczony. Może nie pracą lecz pozycją jaką przyjmowałem. Byłem wyprostowany, lecz wyciągnięta ręka już drętwiała od ciągłych uderzeń młoteczkiem. - Może zrobimy przerwę – szepnąłem do ściany mając nadzieję, że mój głos dojdzie do Charlesa. - Ok, przerwa – ściana odpowiedziała. Usiedliśmy na ławeczce. - Zmęczyłeś się? - Nie jestem przyzwyczajony do takich czynności. Ale poradzę sobie - nie chciałem by wyczuł, że mam już dość pracy - Jak pan odczytuje szepty? To w ogóle jest możliwe? - Teoria parzystych dźwięków harmonicznych. Badania nad nią prowadził niegdyś pewien francuski uczony. Umarł nie kończąc swojej pracy. Ja się teraz nią zajmuję i to z dobrymi wynikami. Odczytywanie szeptów jest jednym z czynników. Po odczytaniu należy je rozszyfrować, usystematyzować i zaszeregować, według czasu pochodzenia, rodzaju dźwięku, emocji w nim zawartych. Żmudna praca lecz przynosi satysfakcję. Po krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy pracę, każdy na swoim stanowisku. Ja obstukiwałem ścianę, Charles notował w swoim brulionie. Następnego dnia to samo, powoli po kolei uderzałem młoteczkiem zakończonym aksamitną nasadą w miejsca zakreślone kredą na eliptycznych kręgach. Praca była żmudna, wymagała cierpliwości i uwagi. Również fizycznej wytrzymałości. Trudno było cały czas na stojąco przyglądać się miejscom na eliptycznych kręgach i w miarę równo uderzać w nie młoteczkiem. Po kilku dniach zmieniliśmy groty, powtarzaliśmy mechanicznie te same czynności. Trwało już jakiś czas i stało się dla mnie już nudne. Zauważyłem jednak, że od pewnego czasu Charles jest zdenerwowany. Wchodził do groty spięty, sprawiał wrażenie jakby czegoś oczekiwał. - Coś nie tak? – zagadnąłem. Nie usłyszałem odpowiedzi. Powtórzyłem. Stał co prawda tyłem do mnie, lecz zapytałem głośno. Trąciłem go ręką w ramię, wówczas odwrócił się. - Nie zgadza się, trudności? Coś się stało - zapytałem. - Nic się nie stało – odpowiedział siląc się na spokój. Teraz dopiero uprzytomniłem sobie, że podczas naszej rozmowy on cały czas wpatruje się w moje usta. Nie patrzy w oczy, jak to robią ludzie rozmawiający między sobą, lecz patrzy wyłącznie na usta. Dwa dni spędziliśmy jeszcze w grotach szeptów. I właśnie tego drugiego dnia, kiedy spokojnie obstukiwałem kolejne elipsy, myśląc o jak najszybszym zakończeniu pracy, usłyszałem dochodzące ze ściany dziwne odgłosy. Jakby ktoś płakał. Płacz stawał się coraz bardziej wyraźny, przeradzał się rozpaczliwy szloch. Przestraszony spojrzałem do tyłu, w sąsiedniej grocie Charles stał przytulony od ściany. Podbiegłem do niego. - Panie Charles! Dlaczego pan płacze? Panie Charles! -byłem zaniepokojony. Nie odpowiadał, jakby znów nie słyszał. Lekko go dotknąłem. Odwrócił się, podniósł głowę, twarz miał mokrą od łez. Oczy niespokojne, jakby mnie nie zauważał. - Dlaczego pan płacze? -powtórzyłem pytanie. - Wracaj do domu. Praca zakończona - po dłuższej chwili milczenia odpowiedział. - A pan? - Ja tu jeszcze zostanę. Wracaj. Dziękuję. -odpowiedział tym razem stanowczo. Nie wiedziałem co mam zrobić, jak mu pomóc. Lecz nie chciałem się też narzucać. - Zobaczymy się jeszcze? - Nie wiem – wzruszył ramionami – może kiedyś. Zostawiłem Charles’a w grocie. Jeszcze na końcu alejki odwróciłem się i zobaczyłem jego przytuloną do ściany, nieruchomą postać. Pomachałem ręką nie będąc pewien czy odpowie. Nie zauważył, nie odpowiedział. Przez następne dni zajęty bieżącymi sprawami zapomniałem o inwentaryzacji i o starszym, wrażliwym panu. Otrzymałem wyniki z egzaminów, były bardzo dobre. Złożyłem dokumenty na Uniwersytet i zostałem przyjęty. Z Dagmarą wyjaśniliśmy sobie nieporozumienie, planowaliśmy wspólny wyjazd na wakacje w góry. W tym czasie zadzwonił do mnie kolega. - Przeor prosił byś przyjechał do klasztoru. Pilna sprawa, Charles chce koniecznie się z tobą widzieć. - Stary, nie mam szans, wyjeżdżamy z Dagmarą. Przekaż, że po moim powrocie. Dopiero dwa miesiące później przybyłem do klasztoru. Starej groty szeptów już nie było. Po obu stronach alejki stały dwa wypukłe, betonowe prefabrykaty, w których bawiły się dzieci. Przywitał mnie przeor. Był zawiedziony. - Charles tak bardzo chciał się z panem spotkać. Nie zdążył. - Gdzie jest pan Charles? - Umarł. Niedługo po waszej wspólnej pracy. Bardzo przeżył swoje odkrycie. - Jakie odkrycie? - Myślałem, że od pana się tego dowiem. Razem byliście w grocie szeptów. Wrócił pamiętnego wieczoru do klasztoru taki roztrzęsiony, podniecony, cały dygotał. Miał gorączkę, mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa. Położyłem go do łóżka, dałem leki na uspokojenie. Rano jakby lepiej się czuł, prosił mnie o kontakt z panem. Przekazałem prośbę pańskiemu przyjacielowi. - Nie wiedziałem, że to takie pilne - odpowiedziałem zasmucony. - Przez kilka dni odwiedzał grotę szeptów. Pewnego wieczoru, gdy nie wracał, poszedłem zobaczyć co się zdarzyło. Siedział nieruchomo na stołeczku przytulony do ściany, jakby chciał się w nią wtopić, usilnie wsłuchać i wydobyć z niej dźwięki, których pragnął, które sprawiały mu ogromną przyjemność i niesamowite wrażenie. Nie przeżył. Jest pochowany na przyklasztornym cmentarzu. - Kim był Charles?…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gomez
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…