Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.2
Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Coruscant – 70 lat wcześniej, 3 miesiące po śmierci Luke`a Skywalkera.
Na Coruscant nastąpiły bardzo nerwowe dni. Wszystko działo się niewyobrażalnie szybko. Po porażce nad Quatar-kar wojska Nowej Republiki wycofały się do bezpiecznych sektorów i trwało ich przegrupowanie. Wszyscy żyli w niepewności. Przez układy jak strzała przedzierała się informacja o obecnej sytuacji. Nie była ona jeszcze tragiczna ani nawet bardzo poważna. Republika dalej uznawała to co się stało jako wypadek przy pracy.
W jednym z apartamentów w głównej dzielnicy otworzyły się przesuwne drzwi, przez które z impetem wparował mężczyzna, a za nim podążały dwa roboty – R2D2 i próbujący za nimi nadążyć C3PO. R2D2 wydawał serię dziwnych dźwięków.
- Wiem, że pan jest zdenerwowany, ale może jednak znajdzie pan czas dla senatora Ortario. - C3PO. – spojrzał na niego Han. – Nie znajdę. Odwołaj to. - Tak panie Solo.
Han zostawił roboty nieco z tyłu i wszedł dalej w głąb korytarza.
- Kochanie! Już jestem!
Zza ściany wyłoniła się Leia z niemowlęciem na rękach. Dziecko płakało okrutnie. Lei`a próbowała go uspokoić, ale nic nie dawało rady. Han popatrzył na nią w taki sposób w jaki tylko on potrafił.
- Ben, mój mały szkrabie. – Han wziął chłopca na ręce, a ten od razu przestał płakać. Zaczął go podrzucać do góry, co bardzo mu się spodobało. Płacz przemienił się w śmiech. - Popatrzcie państwo. Idealny tatuś – Lei uśmiechnęła się do męża i pocałowała go czule. – Jak poszło. Wszystko w porządku?
Han przestał podrzucać chłopca i tylko kiwnął głową. Leia od razu wiedziała, że nie oznacza to nic dobrego.
- Matri! Podjedź tu, proszę. - Do holu wjechał najnowszy typ robota opiekuńczego. - Proszę weź Bena i Agnes i połóż je spać. - Pani Solo, najlepszy czas na sen dla dzieci w tym wieku nastąpi za jedną godzinę i trzydzieści cztery minuty. Czy jest Pani pewna? - Tak jestem pewne. Weź je Matri. - Dobrze.
Han przekazał chłopca robotowi, który odjechał z nim w stronę sypialni. Leia zbliżyła się do męża.
- Co się stało? - Przegłosowali nas w Radzie. Nie spodobał im się nasz pomysł oparcia obrony na linii Perlemańskiego Szlaku Handlowego. Uważają, że Mandalore i Karriban nie są na tyle ważne. - I co teraz? - Oficjalnie Rada Wojenna będzie wnioskować do Senatu o przygotowanie kontruderzenia w rejonie planety Toydaria. Według naszych informacji jednostki imperialne będą przemieszczać się przez te sektory. Uważają, że jeśli zbierzemy całą flotę to damy radę ich powstrzymać zanim urosną w siłę. - Brzmi rozsądnie. - Nie w tej sytuacji, w której teraz jesteśmy. Dalej nie wiemy jak to się stało, że nie widzieliśmy ich na radarach. - Może da się to jeszcze zmienić. – Leia popatrzyła się głęboko w oczy męża. – Ufam Ci Han z całego serca. - Wiem słońce, ale to niczego nie zmieni. Rada przesłała już notę. Głosowanie pewnie dziś i jego wynik jest raczej przesądzony.
Leia dobrze wiedziała z czym się to będzie wiązało. Odwróciła się od męża i spoglądając przed siebie w ogrom Coruscantu rzuciła jakby do nikogo.
- Kiedy wylot? - Zgrupowanie za trzy dni nad Kashyyykiem. Część floty już tam zmierza. Polecimy z Lando i Chewiem Sokołem.
Han podszedł do Lei, objął ją czule i przytulił do siebie. Odwrócił ją i pocałował.
- Nie martw się piękna moja. Przecież wiesz, że to najszybsza kupa złomu w tej części galaktyki.
Lei wtuliła się w niego jeszcze mocniej, chcąc całkowicie się w nim schować.
*****
Toydaria, dwa tygodnie później
- Co z nim Chewie? – Han próbował wydostać się z pasów bezpieczeństwa. - Urghhhhh aghhhh. – Chewbacca zawył. Było w tym sporo niepokoju, ale i smutku. Solo poczuł to aż nazbyt mocno. - Sprawdź jeszcze raz. Mamy trochę kolcty. Pomoże mu. – Han w końcu uwolnił się i zbliżył do bezwładnie leżącego Landa.
Sokół Milenium powoli tonął w jednym z licznych bagien na powierzchni Toydarii. Dżungla rozciągała się w koło i wydawała różnorakie dźwięki. Planeta była zamieszkała przez Huttów i Toydorian. Oni jednak nie zapuszczali się tak daleko w dzicz. Klimat planety nie był przyjemny. Panował okrutny gorąc i wielka wilgotność. Bagna były dobrze ukryte przez wielkie liście i bujne krzewy. Wszystko mieniło się we wszystkich kolorach tęczy. Szczęśliwie w miejscu rozbicia Sokoła znajdowało się nieco twardej ziemi. Tam Chewie przeniósł Landa, obok którego przyklęknął Han.
- Lando!, Lando! – Han potrząsał Calrissianem – Nie rób mi tego chłopie. Przeżyliśmy nie takie akcje razem. – Przez oczy przeciskały mu się łzy. – Chewie daj kolcte. Lando poczekaj, zaraz Ci pomożemy. – Han wpadał w coraz większą panikę – Chewie! Gdzie kolcta. Dawaj ją.
Nic się nie działo. Han obrócił się do tyłu i zobaczył Chewbacce stojącego nad nim i patrzącego się znacząco. Jego oczy mówiły to o czym on sam nie chciał nawet myśleć.
- Chewie! Daj kolctę. Jeszcze go z tego wyciągniemy. - Urhhhhhh - Dawaj to futrzaku! - Ughtyyyy – Chewbacca odwrócił się od przyjaciela i odszedł.
Han rzucił się na Wookiego, ale nie miał z nim szans. Ten przytrzymał go i przycisnął do siebie. Han zaczął ustępować, aż w końcu stał się całkowicie bezradny i osunął się na ziemię. Łzy płynęły mu przez ręce.
- Ughtyy – Chewie próbował go pocieszyć i uspokoić. - Wiem. – Han wstał i otarł twarz. – Nie mam pojęcia czy ktoś nas widział, ale pewnie tak. Możemy się kogoś za niedługo spodziewać. – Han popatrzył na wpół zatopionego w bagnie Sokoła. – Spróbuj nadać sygnał. Może coś tam jeszcze działa.
Chewie zaczął powoli przedzierać się do statku. Nagle w koło zrobiło się wyjątkowo cicho. Jakby wszystkim zwierzętom odebrać w jednym momencie głos. Han oglądnął się za siebie.
- Chewie! – krzyknął szeptem Han – Do statku.
Szybko dostali się do Sokoła i ukryli w jego wnętrzu. W oddali poruszyły się liście i można było zobaczyć zarys sylwetek. Były one okute w zbroje od stóp do głów. Charakterystyczny widok dla Mandalorian. Przedzierali się przez dżunglę bardzo ostrożnie. Han powoli przecisnął się w stronę kokpitu. Sprawdził systemy i okazało się, że działko ciągle funkcjonuje. Tymczasem Mandalorianie zatrzymali się przy ciele Landa.
- Dobra Chewie. Nie damy się łatwo.
Han stuknął w kokpit i działko ożyło. Mandalorianie usłyszawszy dziwne dźwięki w Sokole zdążyli odskoczyć, ale Han był równie szybki. Cztery strzały położyły żołnierzy imperialnych koło Landa. Solo wyskoczył z Sokoła i podbiegł do ciał. Strzały były bezbłędne. Nagle coś w krzak się poruszyło i dał się słyszeć głoś oddalającego się ścigacza.
- Musimy się pośpieszyć jeśli chcemy to przeżyć. Wygląda na to, że antena działa. Nadaj sygnał ratunkowy. Ja przeniosę Landa.
Dżungla ożyła ponownie. Zewsząd dobiegały odgłosy dzikich zwierząt. Han przeniósł Landa. Wspólnie z Chewiem zdecydowali zmienić miejsce. Zablokowali sygnał z Sokoła i zaczęli przemieszczać się na wschód od statku. Nie potrafili określić, w którym miejscu planety się znajdują. Po niedługiej chwili usłyszeli głos silników i nie były do ścigacze. Coś zawisło nad nimi. Z nieba spadły liny po których zsunęli się dwaj rycerze Jedi i dwóch sprzymierzonych Mandalorian.
- Batien, Jay – Li – Już myślałem, że nie przybędziecie. - Nie mogliśmy Was zostawić. Ale teraz szybko. Dwieście metrów stąd, na wschód, jest polana. Tam będzie czekał transport.
Wszyscy zaczęli przedzierać się w wyznaczonym kierunku. Chewbacca trzymał na rękach Landa. Nikt jednak nic nie powiedział. Wiedzieli, że to niczego już nie może zmienić, a chodzi teraz o życie pozostałych. Mieli cel i starali się go wypełnić.
Po chwili ukazała im się polana gdzie stał już okręt transportowy. W koło rozłożonych było jeszcze kilku żołnierzy Nowej Republiki. Cała siódemka wpadła na polanę i szybkim krokiem zmierzała do statku. Wszyscy wiedzieli co robić. Wtem, w jednej chwili sytuacja zmieniła się całkowicie i w koło rozgorzało piekło. Od strony dżungli rozpoczęła się nawałnica ognia laserowego. Republikanie nie próbowali się przesadnie bronić. Najważniejsze było, aby się stąd wydostać. Batien i Jay-Li odbijali strzały jak potrafili wykonując przy tym skomplikowane ewolucje. Chewbacca został nieco z tyłu próbując donieść Landa do statku. Część Mandalorian republikańskich siedziało już w środku.
- Szybciej! Nie utrzymamy się długo! – głos próbował przedrzeć się w nawałnicy trzasków i wybuchów.
Ogień nie ustawał, a nawet wydawało się, że nabrał na sile. Część lasu zajęła się ogniem. Kłęby dymu wznosiły się do góry. Wojska imperialne były coraz bliżej. Jedi odbijali strzały, ale Wookie był jeszcze dość daleko. Nagle upadł.
- Chewie! - Han krzyknął i zaczął biec w kierunku Wookiego. Strzały jednak nasiliły się i nie był w stanie cofnąć się do przyjaciela. - Han! Wskakuj do statku! – Batien krzyczał cały czas odbijając blastery. - Jeszcze Chewie! Nie zostawię ich obu na tej przeklętej planecie. - Nie damy rady! Są coraz bliżej! - Nie zostawię ich! – Han nie zwracał na niego uwagi.
Chewbacca poruszył się lekko i uniósł razem z Landem. Jay-Li rzucił się w ich kierunku. Starał się odbijać strzał jak
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil husarek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…