Wróć do katalogu

Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.5

Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo.

husarek, opublikowano , 24 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Planeta Alzoc III znajdowała się prawie dokładnie pomiędzy terytoriami zajmowanymi przez Rodzinę Solo i Związek Wolnych Lotników. Idealnie nadawała się na miejsce spotkania. Jej surowy, arktyczny klimat nie zachęcał do odwiedzin. To miało bardzo istotny wpływ na jej wybór. Dodatkowo zamieszkująca tam rasa Talzów sympatyzowała z Rodziną, która miała do niej całkowite zaufanie. W takich warunkach można było rozmawiać o interesach bez obaw o ingerencję kogoś nieproszonego.

Pogoda była okropna, czyli taka jak zawsze. Minus pięćdziesiąt stopni to było normalne na tej planecie. Talzowie byli do tego przyzwyczajeni. Ich gruba skóra i futro pokrywające całe ciało pozwalały przetrwać takie warunki. Dodatkowo wiał silny, porywisty wiatr. Sceneria idealna dla tajnych spotkań na najwyższym szczeblu.

W jednej z jaskiń usytuowanej wśród szczytów biegunowych znajdowała się tajna baza Talzów. Była ona wykorzystywana przez Rodzinę Solo do załatwiania swoich spraw bez świadków. Talzowie byli wynagradzani za swoją dyskrecję pokaźnymi zastrzykami kolckty. Dzięki niej mogli prowadzić swoje małe podboje na sąsiadujących planetkach. Więź łącząca obie frakcję była jednak dość silna i w razie potrzeby wspomogli by siebie bezinteresownie. To było pewne. Przy jaskini znajdowało się lądowisko. Dla osób, które tego nie wiedziały było ono kolejną zaspą czy pagórkiem. Zresztą w tej pogodzie było trudno wypatrzeć cokolwiek.

Retax zapalił kolejnego papierosa. Siedzieli w zamkniętym pomieszczeniu wewnątrz jaskini ale i tak było strasznie zimno. Przynajmniej dla ludzi i pół ludzi. Kumd chodził w kółko po sali.

- Siadaj! Denerwuje się jak tak chodzisz w kółko.

Kumd usiadł na fotelu. Po środku pokoju stał okrągły stolik z krzesłami. W rogu znajdowały się fotele, a pod ścianą mały barek. W pomieszczeniu nie było Talzów, ale w samej bazie znajdowało się ich sporo. W końcu to ich baza. Nie interesowali się za bardzo co się tutaj dzieje, gdyż to nie były ich sprawy. Dzięki takiemu podejściu współpraca z nimi układała się tak dobrze.

- Powinni już ty być. Mam nadzieję, że nas nie wystawili. - Spokojnie. Na pewno za chwilę się zjawią.

Retax mówił te słowa z największą pewnością na jaką było go stać w tym momencie. Nie chciał dać poznać po sobie, że jemu też przez głowę przebiegła ta myśl. Teoretycznie byli sprzymierzeńcami, ale biznes to biznes. Od dłuższego czasu nie kontaktowali się ze sobą. Nie współpracowali. Na przestrzeni lat nazbierało się trochę grzeszków z jednej jak i z drugiej strony. Ben jednak zawsze darzyli ich szacunkiem i nie wierzył, że nie przystali na jego prośbę.

- Mam nadzieję, że wszystko przebiegnie spokojnie i bez problemów. - Mamy im sporo do zaoferowania. Nie przychodzimy z pustymi rękami. - Oby ich to przekonało.

Trochę dziwiło go swoje zachowanie. Nie powinien tak robić, przecież jest profesjonalistą. Przegarnął lekko włosy i rozsiadł się wygodniej na fotelu. Czekanie nigdy mu nie wychodziło. Wolał działać. Miecz świetlny trochę mu przeszkadzał, więc postanowił go odpiąć. Położył go na stoliku przy fotelu i odchylił głowę do tyłu.

Naszły go ponownie myśli, z którymi zmagał się już od jakiegoś czasu. Miał już trzydzieści sześć lat. Może to już czas, aby pomyśleć o rodzinie. Coraz bardziej dochodziło do niego, że nie jest osobą, która jest w stanie całkowicie poświęcić się interesom. Oczywiście Rodzina była dla niego ważna, ale chciał także mieć prywatną rodzinę. Żonę. Dzieci. Może jakiś dom. Nie chciał odchodzić. Mógł mieszkać na Tatooine. Wyobrażał sobie, że organizacja będzie jego pracą. Będzie wykonywał dla niej różne zadania czy misje, ale będzie miał do kogo wrócić. Byłby ktoś, kto będzie na niego czekał. Ktoś z kim będzie się mógł zestarzeć. Nie widział siebie w takiej roli przez całe życie. Chciał czegoś więcej. Nie miał natenczas nawet pomysłu na żonę, ale coraz bardziej dochodził do wniosku, że tego chce. Przed tym czekała go jednak jeszcze rozmowa z Benem. Prowadził ją już setki razy. Na razie przed lustrem, ale w końcu przyjdzie ten dzień.

- Halo?! Jesteście tam? - w komunikatorze rozbrzmiał głos z dziwnym akcentem. - Tak! - Wyrwał się Kumd - Jesteśmy! - Goście przybyli. - Kontynuował głos. Zaprowadzimy ich do Was. Będziemy za piętnaście minut. - Nareszcie! - podniósł się z miejsca Retax i podszedł do barku.

*****

Na korytarzu było już słychać kroki. Retax dogasił papierosa i przeszedł na środek sali. Kumd wstał z fotela. W momencie kiedy otwierały się drzwi schował właśnie miecz świetlny do kabury i przykrył całość szatą.

- Długo każecie na siebie czekać - Zaczął Kumd - Nie stać Was na lepsze przywitanie - Roześmiał się Lumak. - Przecież dotarliśmy. Alzoc nie jest najlepszym miejscem do manewrowania. Poza tym ciężko Was tutaj znaleźć. - Najlepsi z najlepszych Lotników mieli problemy ze złą pogodą? Biedactwa - zaczepił ich Retax. Były to jednak przyjacielskie zaczepki. Znali się już dość długo, chociaż od ostatniego spotkania trochę minęło to jednak przeżyli ze sobą nieco przygód.

Lumak i Lepus weszli do sali. Z ich ubrań cienkimi strumieniami kapała woda z roztapiającego się śniegu. Zdjęli wierzchnie okrycie i położyli je na jeden z foteli w rogu. Wszyscy Talzowie opuścili już sale. Obaj bracia wyglądali identycznie. Podobnie się tez ubierali. Byli bliźniakami, ale takie podobieństwo spotyka się bardzo rzadko. Za młodu często ich mylono. Sami bracia wykorzystywali ten fakt w niektórych sytuacjach. Szczególnie w akademii.

Gdy odziedziczyli Związek Wolnych Lotników po ojcu Lapidusie starali się w jakiś sposób wyróżnić. Lumak zaczął nosić dłuższe włosy, które często wiązał w kucyk. Lepus z kolej miał krótsze włosy, ale za to dość bujną brodę. Trzymali swoje organizacje mocnymi rękami.

Byli znakomitymi pilotami. Ominęła ich bitwa nad Quatar-karem, gdyż nie było ich wtedy jeszcze na świecie. Ich ojciec brał w niej udział. Stracił wtedy wielu swoich pilotów, wielu przyjaciół. Obaj bracia od zawsze chcieli pójść w jego ślady. Rozpoczęli nauki u najlepszego nauczyciela jakiego mogli mieć - swojego ojca. Był surowy i wymagający, ale jednocześnie dbał o nich i kochał. Zawsze o tym wiedzieli. Nawet jeśli się z nim pokłócili, co nie było rzadkością. Zawsze jednak mogli na niego liczyć. Kiedy odszedł bardzo to przeżyli. Rozwinęli jednak organizacje w największy kartel przemytniczy. Współpracowali ze sobą bardzo blisko, ale mieli tez własne interesy.Zauważyli jednak, że w ostatnim czasie dzieją się niepokojące rzeczy. Cisza przed burza - tak można by to określić. Mniej zleceń, większe kontrole, szczelniejsze blokady. Ewidentnie cos się szykowało. Ewidentnie niektórzy gracze w galaktyce chcieli ukryć swoje działania. Z tych powodów zdecydowali się na to spotkanie. Z jednej strony mieli nadzieje, ze dowiedzą się czegoś więcej. Z drugie strony darzyli Bena sporym szacunkiem. W dawnych czasach był bardzo bliskim współpracownikiem ich ojca. Ojciec Bena z kolej, Han Solo, walczył z Lapidusem ramie w ramie w wielu bitwach.

- No więc Panowie. Co nas tutaj sprowadza? - Od razu do interesów. Spokojnie. Może się czegoś napijecie? - Retax kręcił się już koło barku. - Nie mamy za dużo czasu. Oficjalnie jesteśmy w drodze do jednej z baz, aby przeprowadzić inspekcję. Oczywiście każdy ma inspekcję w swojej bazie - Lumak popatrzył porozumiewawczo na Lepusa. - Ale ja chętnie napiję się Correliańskiej Whisky. Ale nie dużo. Można powiedzieć, że jestem na służbie. - Lepus rozsiadł się wygodnie na jednym z foteli. - Oczywiście - Retax znalazł odpowiednią butelkę. - Mamy tutaj coś takiego. Nalał powoli trunek do szklanki i podał Lepusowi. Ten wypił go jednym łykiem i odstawił szklankę na stół. - Co możemy Wam zaoferować? - Zaczął Lepus. Lumak oparł się o ścianę koło niego. Razem wyglądali jak dwie wersje tej samej osoby. - Możecie nam zaoferować Wasze statki. - To możemy dla Was zrobić bez tajnych spotkań w jaskiniach na zamrożonej planecie. Tak na marginesie strasznie tu zimno. Proszę zatem wysłać zapytanie o usługę przewozu osób lub rzeczy, a na pewno przygotujemy dla Was atrakcyjną ofertę. - Nie bądź taki uszczypliwy, Lumak. Przecież znamy się nie od dziś. - No właśnie. Dlatego powiedźcie o co chodzi od razu, a nie bawicie się w podchody. Wiemy, że skoro ściągnęliście nas tutaj to nie chodzi o zwykły przemyt. - Nie chodzi o przemyt. - Kumd wstał z miejsca. Założył ręce za siebie. Szata lekko mu się podwinęła i dało się zauważyć wystającą spod niej końcówkę miecza świetlnego. Widok ten nie umknął obu braciom. - Chodzi o użycie Waszych statków w celach militarnych. - Wojna?! - Powiedzieli to jednocześnie - Nie. Nie wojna. - Retax też przybrał już bardziej poważną postawę. - Zabezpieczenie. - A coś bliżej? - Dwa tygodnie temu odkryliśmy, że w jednym z naszych laboratoriów doszło do inwigilacji. Ktoś majstrował przy produkcji kolcty. - Panowie. - Lepus wstał. Podszedł spokojnie do barku ze swoją szklanką i uzupełnił ją ponownie whisky. - Panowie. Jeśli mamy współpracować to chcielibyśmy usłyszeć prawdę. Bez niedomówień. Bez niejasności.

Retax spojrzał na Kumd i kiwnął głową. I tak wiedzieli, że nie będzie się dało niczego ukryć. Poza tym oni sami myśleli, że tak będzie lepiej.

- Mamy podejrzenie... - zawahał się. Wiemy na pewno, że do naszych laboratoriów na planecie Kothlis przeniknęli agenci Clawdite. - A co z Waszym sławnym hormonem? - Został odcięty w obiegu zewnętrznym w kompleksie. To wiemy na pewno. Dodatkowo mamy bardzo mocne przesłanki aby twierdzić że miejscowa rasa, Bothanie, są z nimi sprzymierzeni. Bez ich pomocy nie ma możliwości na takie działanie. - Teraz zaczynacie mówić konkretniej. - Wykryliśmy dziwne powiązania między awariami w laboratorium i zwiększonymi odpadami. Sądzimy, że część produkcji jest wywożona z planety bez naszej wiedzy. Na razie nie są to duże ilości, ale proceder jest systematyczny. Nie jesteśmy w stanie określić jak długo on trwa. Na pewno kilka miesięcy. Zgromadzili już spore zapasy. Nigdy nie otrzymaliby zgody na takie duże zakupy. - Pytanie brzmi. Po co im taki zapas kolcty? - Lumak usiadł przy stoliku i odchylił się na krześle do tyłu. Bujał się tak przez chwilę po czym rzekł - Atak? Tylko gdzie? - Sami Clawdite nie są zdolni do czegoś takiego. Nie mają środków. Istnieje jednak frakcja, z którą mogliby się porozumieć. - Huttowie - Lepus powiedział to spokojnie. Pociągnął solidny łyk whisky. Retax zapalił papierosa. Atmosfera stawał się coraz poważniejsza. Nie było miejsca na żarty. - Tak myślimy - powiedział Retax. - raczej nie porwą się na Republikę lub Mandalorian. Natomiast z naszą Rodziną mają stare i nowe zatargi. Poza tym już na pogrzebie Agnes coś wisiało w powietrzu. - Też to zauważyliśmy.

Nastała chwila ciszy. Wszyscy ważyli swoje słowa. W powietrzu unosił się dym z papierosa Retaxa, który krążył między zebranymi jakby nigdy nic. Lepus i Lumak zaczęli dostrzegać, że cała sprawa dotyczy także ich. Analizowali w głowie różne scenariusze, ale wszystkie sprowadzały się do jednego.

- No to mamy problem - odezwał się w końcu Lumak. - Dobrze powiedziane - Retax próbował trochę rozładować atmosferę. - Mamy jakieś plany działania? - Zatrujemy plantację na Kothlis - Kumd powiedział to bez żadnych emocji, jednak nie wywołał takiego poruszenia jak Ben parę dni temu na Tatooinie. - To zawsze jakiś plan - rzucił Lumak. - Jak chcecie to zrobić i co my mamy mieć z tym wspólnego? - Samą akcję przeprowadzimy osobiście. - zaczął Retax. - Nie musicie się o to martwić. Znam tą stację od podszewki. Potem... potem może być różnie. To jaka będzie komunikacja na zewnątrz nie jest jeszcze do końca ustalone. Nie wiemy jak zareagują Clawdite. Może się nic nie stać i będą udawać, że nie mają pojęcia o co chodzi. Ale jeśli zareagują zbyt nerwowo, albo Huttowie się do tego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych