Gwiezdne Wojny - Równowaga Mocy - Rodzina - cz.9
Historia na podstawie kultowego filmu Georga Lucasa. Opiera się na kanonie Gwiezdnych Wojen aż do Powrotu Jedi. Dalsze losy galaktyki zostały opowiedziane na nowo.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Fale uderzały niewzruszone o brzeg stacji. Koth`lar już zaczepiało o horyzont, lecz dawało jeszcze trochę światła. Wkoło panowała dziwna cisza. W pewnym momencie laboratorium rozbłysło światłami i stało się najjaśniejszym miejscem pomiędzy bezkresnym morzem i niewielkim lądem. To automatyczny czujnik natężenia światła uruchomił system oświetleniowy. W takiej scenografii można było powiedzieć, że to miejsce było piękne. Na antenach i wystających majestatycznie masztach migały dodatkowo czerwone lampki. Zapadał powoli zmrok. Jedynie w oddali, na brzegu, bystre oko mogło dojrzeć parę jasnych punktów.
Prom desantowy typu Sentinel wytwarzał wokół siebie wiry wodne, gdy zbliżał się do wschodniego lądowiska stacji na Kothlis. Skrzydła zaczęły się podnosić. Prom z gracją oparł się o podłoże. Cisza i spokój jakie temu towarzyszyły były, co najmniej niepokojące. Trap powoli zaczął się opuszczać. Zza niego można było dostrzec postacie o charakterystycznym wyglądzie reptaili. Clawdite, na czele z Turusem i Praterem zaczęli schodzić ze statku. Zauważyli ślady walki. Widać było miejsca po strzałach z blasterów. Zastanawiała ich pustka w koło. Nie było nikogo. Fale rytmicznie uderzały o podstawę stacji. Turus i Prater stanęli już na lądowisku. Razem z nimi na Kothlis przyleciało jeszcze trzynastu Clawdite. Pozostała powierzchnia ładunkowa Sentinela miała przewieść rośliny i beczki z kolcta. Nie spodziewano się problemów. O tym zapewniali sojusznicy, Bothanie. Tylko teraz nie było widać ani jednego.
- Jakoś dziwnie tu pusto - zaczął Turus. - Nigdy tu nie byłem. Może tak witają gości - podśmiewywał się lekko Prater. - Nie wydaje mi się. Panowie - krzyknął - bądźcie w gotowości.
Grupa przesuwała się powoli w stronę drzwi. Wszystko wyglądało zwyczajnie, aż nazbyt zwyczajnie. Turus stanął przed panelem drzwiowym i wpisał kod. Weszli do środka. Wkoło było widać ślady walki. Blastery leżały na podłodze, ściany poprzecinane były ogromną ilością bruzd i wgłębień z wypalonymi dziurami. W kilku miejscach znajdowały się spore plamy krwi. Ciał jednak nie było widać.
- Niezła jatka tu musiała być. - powiedział Prater. Sięgnął do schowka na boku i wyciągnął mała mapkę stacji. - Do końca i w prawo. Powinniśmy zobaczyć plantacje. Wszyscy ruszyli za Praterem. Już wiedzieli, ze coś tu nie gra. Nigdzie nie było Bothan. Mieli na nich czekać. Misja była jednak jasna. Znaleźć i dostarczyć do bazy kolctę i rośliny. Przeszli jeszcze kawałek i skręcili w prawo. Po prawej stronie ujrzeli przeszkloną plantacje.
- To pułapka! - krzyknął Turus. - Wycofujemy się!
Plantacja nie wyglądała tak jak się tego spodziewali. Wszystkie rośliny ustawione w rzędach były kompletnie spalone. Z każdej doniczki wystawały jedynie małe kikuty łodyg. W środku nie było widać śladów walki. Pomyśleli, że zostały zatrute. Najgorszy widok jednak dotarł do nich po chwili. Przy ścianie, w pozycji siedzącej, położono trzy ciała. Dwa posiadały rany postrzałowe, trzecie miało sporą dziurę w głowie. Byli to Rapid, Crekus i Clay. Nagle usłyszeli dźwięk komunikatora.
- Hallo. Czy ktoś mnie słyszy? - Mów! - Mamy na radarze dwa statki. Właśnie weszły w atmosferę i szybko się zbliżają. Co mamy robić?
Wszyscy spojrzeli na siebie. Kto to może być? Nikt nie wiedział, że tutaj są. Chyba, że... Bothanie. Zdradzili ich.
- Widzimy ich! To Thunderclap i Agressor. Maja oznaczenia Wolnych Lotników.
Usłyszeli serie strzałów, a następnie potężny wybuch.
- Sentinel! - krzyczał Turus - słyszysz mnie?! - cisza... - Mamy niespodziewanych gości. Przygotujcie się.
Cześć grupy weszła na teren plantacji. W oddali słychać było otwierające się drzwi na lądowisko. Po chwili rozpoznali pojedyncze kroki. Napastnicy szli ostrożnie. Gdy pierwszy z nich pojawił się na widoku, zza zakrętu padły strzały. Jeden z żołnierzy Rodziny Solo leżał na ziemi.
W tym momencie rozpętało się piekło. Clawdite ostrzeliwali przejście ze wszystkiego co mieli. Ściany były coraz bardziej poszatkowane. Zza rogu jednak nikt nie wychodził. Po chwili potoczyły się w ich stronę małe kule.
- Granat! Do tylu!
Nastąpił wybuch, którego moc spotęgowała jeszcze zamknięta przestrzeń. Wszystkie szyby oddzielające plantacje wyleciały z posad. Korytarz zadymił się i ciężko było dojrzeć koniec swojego nosa. Strzały ucichły. Grupa znajdująca się poza plantacją ujrzała nagle przed sobą strumień światła, który świsnął między nimi. Dwóch Clawdite padło. Reszta ponownie zaczęła strzelać. Robiła to całkowicie na ślepo, gdyż nie widzieli celu. Od strony Rodziny także padały strzały. Dym lekko się przerzedził. Clawdite wycofali się w stronę plantacji. Sześciu z nich jednak nie dało rady tego uczynić.
- Poddajcie się! - zawołał Kumd - nie macie szans. - Nie macie jak się wydostać! Zniszczyliśmy Wasz transport! - Możemy się wydostać po waszych ciałach! - krzyknął Turus.
Od strony plantacji wyleciały dwa granaty i odbiły się od ściany. Budynkiem ponownie wstrząsnął wybuch.
- Spróbujmy nie wybić wszystkich. Może coś od nich wyciągniemy.
Dziewięciu pozostałych przy życiu Clawdite`tów siedziało schowanych między regałami z sadzonkami. Ułożone były poprzecznie do wejścia i wielkiego przeszklonego frontu, który jednak teraz leżał na podłodze. Nad nimi rozciągała się sieć nawadniającą. W rogu znajdowała się maszyneria do obsługi plantacji, która dostarczała komponenty do laboratorium znajdującego się na dole. Turus i Prater wiedzieli, że z minuty na minutę sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna. Przeciwników było znacznie więcej i byli lepiej wyposażeni. Oni przylecieli tu po sadzonki, a nie na misje wojskową. Poza tym wszyscy zdawali sobie sprawę, że wybuch, który słyszeli to był najprawdopodobniej ich statek. Nie było ucieczki. Honor jednak nie pozwalał im się poddać.
- Panowie - zaczął Prater - transformacja.
Pozostali kiwnęli głowami. Wszyscy zaczęli przekształcać się w ludzkie postacie najlepiej obrazujące przeciwników. Po chwili na plantacji znajdowali się tacy sami ludzie, jak Ci stojący poza nią.
Przez drzwi wpadło do środka trzech żołnierzy, którzy szybko schowali się za regałami. Poleciały w ich strony pojedyncze strzały, ale nie sięgnęły celu. Jedyną szansą Zmiennych było zrobienie zamieszania i zajęcie miejsca kogoś z Rodziny Solo. Czekali. Jeszcze chwila. Gdy kolejnych dwóch wskoczyło do sali, w kierunku drzwi poleciały granaty. Okolice wejścia na plantacje spowił dym. Przez chwile zapanowała całkowitą cisza. Trwało to tylko ułamek sekundy. Czas spowolnił. Retax i Kumd spojrzeli na siebie. Trzeba to skończyć. Retax wyciągnął swoje dwa blastery, a Kumd miecz świetlny. Za jego przykładem poszło jeszcze czterech innych członków Rodziny Solo posługujących się tą bronią. Od strony ław padły strzały. Żołnierze przy wejściu także odpowiedzieli ogniem. Kumd wyczuł, ze napastnicy się zbliżają. W ostatniej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil husarek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…