Hellilin
Historia wampirzycy, która ma dusze czlowieka...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
HELLILIN
Była godzina jedenasta w nocy. Mgła okrywała ulice Krakowa, wyglądała jak mleko rozlane w powietrzu na przekór ludziom. Mało kto lubi mgłę. Teraz także na ulicach było pusto i cicho jak makiem zasiał. Ludzie spali, zmęczeni grudniowymi mrozami. Tylko w nielicznych mieszkaniach intelektualistów piszących różnorodne prace paliło się światło. I oni jednak byli już w półśnie. Patryk biegł przez miasto jak szalony. Był coraz bardziej wycieńczony. Za nim podążała grupa „osiedlowców”. Zadarł z nimi niechcący: nie dał im odpisać zadania, co było jego odwieczną zasadą. To wystarczyło. Teraz ścigali go mrocznymi ulicami Krakowa. Wtem chłopiec zobaczył przed sobą mur. Nie mógł już zawrócić. Oni już stali w wejściu z kijami bejsbolowymi i złośliwymi uśmieszkami na twarzach. Chłopiec odruchowo zaczął szeptać modlitwę „Pod Twoją Obronę”. Jakiś ciemny kształt przeleciał nad ich głowami. Nie zdekoncentrowało ich to. Był to tylko zwykły, mały nietoperz. Dla Patryka ten nietoperz znaczył o wiele więcej. On jedyny zobaczył, że stworzenie nie poleciało dalej. Zaczęło pikować w dół. I rosło. Chłopak zamarł w przerażeniu. Mógł już tylko czekać. Albo zabiją go chuligani, albo stworzenie, które się zjawiło… Niezbyt wysoki, ale wyraźny cień przesłonił wejście do uliczki i powiedział spokojnie: - Zostawcie go. Był to niezaprzeczalnie głos kobiecy. - Niby dlaczego? Zrobisz nam coś? Uciekaj, mała, bo jeszcze tobie się cos stanie. - Jeśli się nie boicie, to zaproście mnie. - Że co? Jeden z nastolatków mrugnął porozumiewawczo do przywódcy grupy. - Zaproś ją… Będzie zabawa… - No, dobra, niech ci świeci… Zapraszamy, madame! Powiedział to ironicznie, ale dziewczynie to wystarczyło. Weszła powoli do uliczki. Patryk miał jeszcze nadzieję, że nie ma ona nic wspólnego z nietoperzem widzianym przed chwilą. Przestał się łudzić, gdy się uśmiechnęła. Blada twarz, ciemne włosy i wystające kły nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości: oto stała przed nimi wampirzyca… Pięć minut później na ziemi leżały już tylko pozbawione krwi ciała chuliganów. Patryk stał przerażony tuż przy ścianie. W przeraźliwej ciszy słychać było wyraźnie bicie jego serca. Czekał na skok wampirzycy w jego stronę. Ten jednak nie następował. - Jeśli chcesz mnie zabić, to zrób to od razu. - Nie mam zamiaru cię zabijać. To nie ma sensu. - Jak potwór może mówić, że zabijanie nie ma sensu? - Wampiry nie zaliczają się do potworów. Mają swoje życie, miłości, rodziny i imiona tak jak wy. - Imiona? Wy?! - Jestem Hellilin. - Dlaczego mnie nie zabijasz? - Nic złego nie zrobiłeś. Boisz się mnie, prawda? - Przed chwilą widziałem, jak zagryzłaś siedmiu ludzi. - Uciekaj. Nie masz się czego bać, a o naszym spotkaniu zapomnij. Patrykowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Po kilku sekundach został już po nim tylko oddalający się cień. Po dwóch następnych gęsta mgła zajęła jego miejsce. Hellilin dalej stała. Nie ruszyła się nawet o krok, cały czas wczuwała się w atmosferę miasta, którego nocne życie przestało istnieć za sprawą mgły. Na białej substancji żadnego wrażenia nie wywierały ciała siedmiu nastolatków. Wisiała dalej, na tej samej wysokości. Gdyby osiedlowy cudak wybrał się teraz na spacer wieczorową porą, nie zauważyłby tej atmosfery, która ogarniała wampirzycę. Nawet na nią nie zwróciłby żadnej uwagi, o ile w ogóle dojrzałby ja w tym mleku. Jedyne, co mogłoby go zastanowić, to siedem ciemnych kształtów leżących na chodniku w zaułku i chłopiec biegnący, jakby go sam diabeł gonił. Jednak nawet ów dziwak lubiący wieczorne spacery nie wyszedł teraz. Chuligani musieli czekać do rana…
*
Hellilin zamyśliła się. Sama nie wiedziała, dlaczego wypuściła chłopaka. Inne wampiry na jej miejscu napiłyby się także jego krwi. A ona, co? Oszczędziła go! Znowu ma wybór: wrócić do Królestwa Wampirów Północy, albo przenieść się po raz kolejny gdzie indziej… Wtem drogę przesłonił jej wysoki, ciemny kształt… - Ulv! - Witaj, Hellilin. Ładnie to tak uciekać? Przeszedłem miliony kilometrów zanim cię znalazłem. To nie było miłe. - Ja zmieniałam miejsce aż siedemnaście razy tylko po to, by się na ciebie nie natknąć. To też nie było miłe. - Przestaniesz wreszcie się ze mną przekomarzać? - Nie przestanę. I nie wrócę do pałacu. - Jak będzie trzeba, to zawlekę cię tam siłą, rozumiesz? - Co, czyżby tak się tam tym przejęli? - Oni? Skąd! To mi to zostawili, w końcu ja cię pilnuję, nie oni. - Wrócę pod jednym warunkiem. - Nie widzę powodu, dla którego mogłabyś je stawiać. Gadaj, cóż to znowu za warunek? - Będę mogła wychodzić z pałacu i grać na skrzypcach. - Mówię nie. - W takim razie ja się stąd nie ruszę! - Jak dla mnie, to my możemy tu stać nawet sto lat. - Kurcze, zapomniałam, że jesteśmy nieśmiertelni… I ja mam się z tobą użerać przez całą wieczność?! - Mógłbym powiedzieć to samo. - Po co ty właściwie robisz za mojego opiekuna, skoro mamy ten sam rocznik i nieskończoność przed sobą? - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile ja z tego mam! - No, ile? - Choćby to, że mieszkam w pałacu. Jak myślisz, gdzie lepiej spędzić wieczność? - I cały czas będziesz się uganiał za wampirzą księżniczką? - A będę miał co innego do roboty na tym ziemskim padole? - Coś by się tam znalazło… - A teraz teleportujemy się do pałacu. - Chyba żartujesz! Ja tu zostaję. - Nie, nie zostajesz. Popatrzył jej teraz głęboko w oczy. W tym momencie Hellilin zaczęła ogarniać wielka senność. Chciała odwrócić wzrok, lecz nie mogła. Po chwili jej powieki zaczęły powoli opadać, a wampirzyca osunęła się na ziemię… W następnej sekundzie nie wiedziała już, co się wokół niej dzieje. Straciła przytomność.
*
- Hellilin! Obudź się! Rozkazujący głos Ulva nie był tym, co wampirzyca chciałaby usłyszeć na dobry początek nocy. - Słyszysz, księżniczko? Noc już się zaczęła! Król cię woła. Hellilin niechętnie otworzyła oczy. Przy jej łóżku siedział Ulv. - Litości… To naprawdę niezbyt miła rzecz widzieć twoja ohydna gębę zaraz po przebudzeniu. - Jesteś mistrzynią w prawieniu komplementów! - To raczej ty powinieneś, jako osobnik płci męskiej, znać tę sztukę. - Wstajesz? - Niby po co? - A, choćby po to, żeby pójść do króla, który woła cię od pół godziny. Wampirzyca zerwała się jak oparzona. Wbiegła do garderoby, po kilku sekundach wyszła w pięknej, czerwonej sukni. - Dobra, idę. - Idziemy, chciałaś powiedzieć. - Ciebie też wołał? - Nie. Ja mam tylko pilnować, żebyś znowu nie zwiała. Hellilin weszła teraz do Sali Tronowej, gdzie zwykł nocami przebywać król wampirów (niektórzy złośliwi twierdzili, że robił to po to, by nikt nie zabrał mu tronu). - Witaj, Hellilin. Widzę, że Ulv wreszcie cię do nas sprowadził. - Podobno mnie wołałeś, prawda? - Tak. Czy wiesz, jaki dziś dzień? - Jaki? - Piętnasty grudnia. Twoje szesnaste urodziny. - Cóż stąd? - Od dzisiaj możesz już wyjść za mąż. - Więc? - Nie mam najmniejszego zamiaru użerać się z tobą. - Czy to znaczy, że chcesz mnie wydać? - Nie powinno być z tym żadnych problemów. Daję ci olbrzymi posag. - Ktoś już się po mnie zgłosił? - Nie ironizuj mi tu. Zgłosił, czemu nie. Najpierw król wilkołaków. Zrezygnował, gdy dowiedział się o twojej sympatii do srebra. - I dobrze. Nigdy bym nie wyszła za władcę wilkołaków. - Później przyszła kolej na mieszkańców naszego dworu. Każdy po chwili zrezygnował. - Więc jednak będę panną… - Nawet o tym nie myśl. Ostatni kandydat, który tak naprawdę dopraszał się o twoją rękę od dawien dawna, został przeze mnie uznany za odpowiedniego. - A któż jest tym wariatem? - Znasz go bardzo dobrze. On zresztą ciebie także. - To już naprawdę nie wiem. - Zdradzić ci jego imię? - Pewnie! Chcę chyba wiedzieć, komu będę uprzykrzać całą wieczność! Jak ma na imię? - Ulv. Hellilin wgięło w ziemię. - Nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil monaliza92
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…