Henry chce zrobić porządek.
Małe opowiadanie a la Leon Zawodowiec - kto oglądał film, ten wie, czego może spodziewać się.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Odebrałem ten cholerny telefon. Odebrałem go, bo mam taki obowiązek. Jeżdżę firmowym dostawczakiem. Firma, powiedzmy, że "klasyczny krzak". Mówię to wprost, abyście wiedzieli o co chodzi: wykonuję zlecenia. Szczególnego rodzaju: sprzątanie g***. Całodobowo. A szef ma na mnie oko. Ma na mnie oko od zeszłego miesiąca, kiedy nie odebrałem ważnego telefonu. To znaczy odebrałem, ale myślałem że to jakiś głupi żart i rozłączyłem się. I to był błąd, bo ponoć był to ważny klient i szef stracił sporo kasy. No, ale tak to jest, jak się gada jakimiś hasłami. Więc nic dziwnego, że i tym razem nie kłapnąłem słuchawką. Choć to trudno w dzisiejszych czasach zrobić, bo nacisnąłem maleńką ikonę na ekranie smartfonie, ale poczułem się, jakbym kłapnął. Tymczasem dziecinny głosik po drugiej stronie słuchawki brzmiał zaskakująco pewnie: - To Pan? - podał hasło. Proste było. Przecież na dzieńdobry nikt tak nie zaczyna rozmów, trzeba przedstawić się, powiedzieć coś grzecznego, a nie wywalać z konkretem. Grzeczności zawsze mnie męczyły, jakby nie można było od razu przejść do rzeczy. I właśnie o to w haśle chodziło. - Tak, to ja. - odpowiedziałem. - A Ty to kto? - Henry. - No, fajno, Henry. - mlasnąłem językiem dla zyskania czasu. - Skąd mnie znalazłeś? - Wyguglałem. - No tak, przecież to oczywiste! - Ja naprawdę. - głosik jednak brzęknął stalą. Zaciekawiło mnie to. Cóż to ten szef wymyślił. - W takim razie słucham - zabrzmiałem kpiarsko. - Pani w szkole wstawiła dwóję z matmy i chcesz, żebym ją sprzątnął? A może chodzi o sprzątanie zabawek w pokoju? Mały się zawahał za takie lekceważenie. Tak mi się wtedy wydawało. Wydawało mi się też, że wszedłem w żart. Tak mi się wtedy i to też wydawało. - Sprzątam sobie sam. - Odpyszczył. - Ścielić łóżko i powkładać brudne ubrania do pralki już umiem. - Trochę grzeczniej może. Gdzieś Ty się manier uczył? - przywołałem go do porządku, należało się. Umilkł. Zastanawiałem się, czy to syn szefa i kiedy szef przejmie słuchawkę. W sumie to go nigdy nie widziałem. Syna, oczywiście, szefa to zdarzyło się raz na jakiś czas. Na przykład przed tygodniem widziałem go, jak jechał swoim volvikiem w tym samym kierunku przez miasto. Staliśmy razem na światłach. Widział mnie, ja widziałem jego, ale nie skinęliśmy głowami. On jechał z jakąś kobitą. Nie wiem, może żona. Ładna. Zorientowałem się, że tkwię w tej rozmowie jak telemarketer na słuchawie. - No, to czego chcesz? - burknąłem. Przestawało mnie to bawić. - Chodzi o mamusię. - Co? - Wziął mnie z zaskoczenia. - A co takiego Ci zrobiła? - Ma innego tatusia... - zaczął wyjaśniać. Ale wyszło na zaciemnianie. Wyglądało to mniej więcej tak: - Dziadka? - spytałem. - Nie, tatusia. - upierał się. - Dla mnie... innego tatusia. - No, i co? Nie podoba Ci się nowy tatuś? - Stary nie był taki zły. - dzieciak odparł rezolutnie. - Podobny do mnie. - A ten nowy tatuś brzydki jest? - Nie, no, prezenty mi daje. - powiedział, a potem od razu dodał: - jak mama patrzy. - To, co z nim nie tak? Nie lubisz go? Odpowiedział dziwnie. - Nie. - powiedział szybko. Za szybko. - N-nie. - powtórzył z zająknięciem. Odchrząknął. - Nieee. - kłamstewko i tak ślizgnęło się na długim 'e'. - Jasne. - Co mnie obchodziło to dziecko. - To spróbuj Ty jego polubić. Znowu cisza, ale nie odłożył słuchawki. Hehe, nie kłapnął mi. Chociaż chciałem. - Jeszcze coś, mały? - Ten nowy tatuś, on.. - Noo, co 'on'? Niecierpliwiłem się. Wtedy nie miałem dużo do roboty, pokręcić się na mieście, poczekać na telefon od szefa, po prostu nie wiedziałem, dokąd mnie zaprowadzi ta rozmowa, nie lubię takich sytuacji. - On.. on...on... - No, wyduś to z siebie... Nie mam czasu, ile w telefonie zaufania. Wziął głęboki wdech. - Przychodzi do mnie - zaczął powoli. - I bawimy się w lekarza. - I co z tego? - wykazałem się naiwnością niemowlaka. Też bawiłem się w lekarza, ale z dziewczynką w przedszkolu. Takie śmieszne, żółte stetoskopy z plastiku mieliśmy. Krysia miała na imię – ta koleżanka, nie stetoskop. Krysia była fajna, bez oporów pokazywała różne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil purpleblackblueberry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…