Wróć do katalogu

Hipermarket

Wycieczka po chleb w wielkim hipermarkecie to bitwa, którą nie wszyscy są w stanie wygrać.

Ender, opublikowano , 5 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Walka o pożywienie

Kolor ścian przypominał zdechłego szczura, uderzonego łopatą w środek głowy. Tak pomyślałem, spoglądając na elewacje wielkiego hipermarketu. Jeżeli ludzie mogą nazywać kolor - „orszak faraona”- to ja też mogę nazwać kolor tej ohydnej ściany - „zdechły szczur uderzony łopatą”. A co nie mogę? Przecież mamy demokrację. Myślenia jeszcze nam nie podsłuchują. Albo lepiej „prawie morski” i domyśl się człowieku co to za kolor. Daltoniści przynajmniej mogą powiedzieć, że nie widzą, a ty biedaku kombinuj, przecież po to masz głowę. No i koniec - zalał mnie potok myślowy przez jakieś pieprzone farby. A miałem tylko kupić chleb. Cóż - przebrnę przez półki w tym dziwnym sklepie, gdzie możesz znaleźć wszystko i nic. Jakiś skurwysyn - bardzo dowcipny zresztą - wymyślił, że chleb w takich sklepach znajduje się na szarym końcu w najdalszym zakątku. Tak jakby był całkowicie niepotrzebny. Chwyt marketingowy z podtekstem psychologicznym na mnie nie działa. Nie kupie Quadu ani musztardy za jedyne 80 gr. Nie i koniec! Jednak muszę przebrnąć doby kilometr, by móc zrobić sobie jutro kanapki do pracy. Przypomina mi to trochę polowanie w czasach zamierzchłych. Gdy potrzebowaliśmy tylko sprawnego oka i zatrutych strzał, a nie najnowocześniejszego Magnum 1500 z celownikiem laserowym i detektorem ruchu. No nie!!!! Czy ja zawsze trafiam na takie osoby? Jakaś starsza pani wyjada czekoladki z pudełka, tylko po jednej, ale produkt jest już niepełno wartościowy. Więc do wyrzucenia, ale to nic! Bo pani nie zapłaciła podatku VAT! Od tej czekoladki! Więc okradła nas wszystkich. To właśnie przez tego mohera, który pójdzie do kościoła i zostanie rozgrzeszony, a pokutę wyklepie w dwadzieścia minut mamy właśnie taka, a nie inną Polskę. A przecież pielęgniarki strajkują i popierają je nasi dzielni górnicy z zaczadzonego śląska, którzy pracują jak kreciki pod ziemią, dzielnie przeciwstawiając się brakowi słońca. Chciałbym podejść i uderzyć ją prowokacyjnie w ręce. Myślę jak w zwolnionym tempie wypadają jej czekoladki z tych brudnych splamionych naszym nieszczęściem rąk. Już prawie miałem to zrobić, lecz nadeszło otrzeźwienie. Na pewno oskarżyłaby mnie o molestowanie seksualne. Mówiono by o mnie w jedynym prawdziwym radiu polaków, a może nawet dostałbym się do telewizji. Pani moher, płakałaby w talk show, opowiadając jacy to straszni ludzie chodzą po tym bezbożnym świecie. Nie! Do tego nie mogę się przyczynić. Więc opuszczam głowę, łzy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych