Wróć do katalogu

Historia Hurana

Oto historia Hurana. Nie słyszałeś/łaś o nim? Wystarczy przewrócić stronę.

hic_est, opublikowano , 27 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Historia, z którą być może się zapoznacie, ginie w mgle pradziejów. Niewiele jest o niej wzmianek w starych księgach. Historycy znają tylko część prawdy, która może nigdy nie zostać całkowicie poznana. Czemu? Pewnie dlatego, że nie sposób jest wydostać jej prawdziwej spod zwałów mitu, historycznej zawieruchy i słabości ludzkiej pamięci. Podobnie jak nie sposób jest poznać prawdziwej historii Troi, odwiedzenia Ameryki przez Wikingów, Atlantydy, pierwszych ludzkich miast, Popiela, Rolanda i wielu innych.

Huran Dziki, bo o nim mowa, był synem Berana Mocnego. Przydomek Berana - Mocy, nadany mu przez potomnych, nie wziął się z nikąd. Mąż ten słynął z wielkiej siły. Powiadano, że potrafił podnieść konia, brał się za bary z niedźwiedziami a oręż, którym władał z trudem podnosiło dwóch mężczyzn, trzeba przy tym nadmienić, że przeciętny mężczyzna, woj, potrafił bez trudu łamać podkowy w dłoniach, być może kruszec nie był najlepszy, niemniej siłę Berana ciężko było przecenić.

Sławna w owych czasach była historia o tym jak Beran, będąc jeszcze młodzieńcem, wziął udział w zawodach rycerskich, organizowanych przez jednego z ówczesnych władyków, Siejbę, który prawdopodobnie słabym będąc na umyśle, postanowił wydać swoją córkę, Gnieszkę Rudą, za mąż, temu, który wygra w turnieju nie tracąc przy tym zdrowia. Ciężkie to były warunki, wielu jednak zgłosiło się by stanąć i próbować szczęścia.

Gnieszka uważana była za kobietę prawdziwie piękną. Błyszczące oczy, białe równe i zdrowe zęby, na owe czasy dar rzadki i wysoko ceniony, foremne piersi, szerokie biodra i ogniste włosy. Lico przy tym miała nad podziw gładkie. Potrafiła w każdym mężczyźnie wzniecić ogień, w którym niejeden się spalał. Nie było bowiem łatwo zdobyć Gnieszki, z jednej strony przez jej niepośledni umysł a co za tym idzie wysokie wymagania, z drugiej przez jej ojca, który wilkiem patrzył na zalotników, i braci, którzy strzegli jej jak najcenniejszego skarbu, choć sami chędożyli prawie bez umiarkowania.

Gnieszka, jak na owe czasy, była niezwykle oczytana, zważywszy dodatkowo, że mało kto był a jeszcze rzadziej była to niewiasta. Miała w swojej komnacie wiele ksiąg, za które grubo płacił Siejba, choć sam czytać nie umiał. Słono płaciło się dopiero później, kiedy za bałwan soli wydobywanej z kopalń można było kupić wieś albo dwie. Sama też pisywała, nie miał jednak kto docenić jej zalet, poza niewątpliwymi zaletami ciała. Samotność jej przeszkadzała jako, że rzadko bywało by mogła z kimś oświeconym rozmawiać. Temperament przy tym mając niemały, gorzko musiały mijać jej dni.

Berana poznała siła czasu przed turniejem a widząc jego uśmiechnięte, inteligentne oczy i resztę nienajgorszą, zapałała do niego wielkim uczuciem. Zdarzyło im się rozmawiać i od razu Gnieszka poznała umysł nieprzeciętny. Dodatkowo wzmocniło to jej postanowienie by zdobyć Berana. Widziała, z resztą, w jego oczach i czynach wielką chęć do bliższego poznania.

Nietrudno się domyśleć, za kim podążał jej wzrok podczas turniejowych zawodów. Trzeba jeszcze kilka słów napisać o powodzie urządzenia turnieju. Siejba córkę chciał wydać już wcześniej, ta jednak raz za razem odrzucała kandydatów. Patrzono na to ze zdziwieniem, nie zdarzało się bowiem w tych czasach by córka sprzeciwiała się woli ojca. Gnieszka znała jednak słabości ojca, który bardzo kochał jedyną córkę. Umiała więc gasić jego gniew. Gdyby Beran był jednym z kandydatów, rzecz byłaby prosta. On będąc jednak ze stron dość dalekich, mimo, że był synem silnego władyki, nie był najlepszym kandydatem. Ojciec tracąc w końcu cierpliwość, postanowił urządzić turniej.

Tej okazji nie mógł przepuścić Beran. Kiedy tylko dowiedział się o turnieju, ubrał najlepszą ze zbroi, poprosił rodzicieli o pozwolenie, wyjaśniając wcześniej w czym rzecz, wziął ze sobą garść zbrojnych i wyruszył.

Tęskne musieli spoglądać na siebie młodzi w czasie turnieju. Beran okazał się niebywale sprawny i mocny. Nie dawali mu rady najtęźsi wojownicy. Każdemu potrafił stawić czoło i rzadko bywało by ktoś bez szwanku opuścił arenę. Tak zbliżał się Beran do upragnionej nagrody.

Dalsza droga nie była jednak prosta. Do turnieju przystąpił najdzielniejszy i najmocniejszy wówczas mąż. Wołano go Poplinem Ponurym. Podobno nikt nie uszedł żywym spod jego ręki. Traf chciał, że spotkali się obaj pod koniec turnieju, kiedy zostali już tylko dwaj. Przychylność Siejby stała po stronie Poplina. Byłby silnym sprzymierzeńcem jako, że posiadał wielkie połacie ziemi i podporządkowywał sobie sąsiedzkie grody z osiadłymi tam władykami. Beran zaś będąc młody, bez dóbr ziemskich, choć spadkobierca, nie mógł być brany za poważnego kandydata. Postanowiono pomóc Poplinowi.

Podobno przed pojedynkiem Beranowi podłożono broń z lichego metalu. Kiedy zaczęto walkę, już po kilku uderzeniach Berana w tarczę Popelina, topór jego zmienił kształt, wygiął się i mógł być używany jedynie jako maczuga. Tarcza równie szybko się powykrzywiała. Beran stanął oko w oko ze śmiercią. Poplin nie znał litości i natarł na bezbronnego przeciwnika.

Wtedy, jak mówią przekazy, Beran cisnął bronią w Popelina by zyskać na czasie. Następnie rzucił się na niego. Uchylił się przed cięciem i chwycił przeciwnika za ręce. Broń szybko wyleciała z dłoni Popelina. Zwarli się ze sobą w niedźwiedzim uścisku a obserwujący scenę ludzie westchnęli ze zdziwienia a następnie zamilkli w skupieniu. Podczas tych zapasów słychać było podobno tylko rżenie niespokojnych koni i trzeszczący metal. Poplin musiał poznać się szybko na sile Berana, począł się cofać próbując wykrzesać resztkę sił przeciw piekielnej sile młodego przeciwnika. Na nic to się zdało. Osłabł szybko i podniósł ręce w geście poddania walki. Beran puścił Poplina. Wygrał. Gnieszka była jego.

Podszedł następnie pod ogrodzenie, gdzie zasiadali Siejba, jego synowie i córka Gnieszka. Zdjął hełm, skłonił się. Wtem okazało się, że Poplin nie poddał się jeszcze. Podniósł swój topór i cisnął w Berana. Będąc osłabionym, nie trafił, topór przeleciał obok niego i wbił się w belkę tuż obok głowy Siejby. Beran podniósł swój pognieciony topór, podbiegł do Poplina i uderzył z wściekłością w zasłonięty łeb. Na jednym razie się nie skończyło, przestał, kiedy z wbitego w ziemię żelastwa wylewała się krew.

Tak mówi legenda przekazywana ustnie. Prawda była bardziej prozaiczna. Beran był już człowiekiem niemłodym, podobno pięćdziesięcioletnim, kiedy poznał Gnieszkę. Jako, że zbliżał się kres jego najświetniejszych lat, a dzieci nie miał, trzeba mu było zatroszczyć się o dziedzica, który objął by po ojcu schedę.

Na zjeździe organizowanym przez niego w celu zebrania ludzi, przeciw nacierającym z południa plemieniu Huronów, poznał córkę Siejby, władyki z dość odległych rejonów. Szybko chciał zdobyć dla siebie jego córkę. Ten jednak opierał się przed daniem zgody, wcześniej bowiem rozmówił się z innym władyką, Poplinem.

Poplin był podobno, mężem olbrzymiej postury o niebywałej sile. Włości jego były bardzo rozległe. Ciągnęły się od rzeki Żółcinki aż po Góry Baranie. Panem był surowym. Dla niewolników hamulca nie miał, swoich ludzi też nie szczędził, dlatego bano się go, nie tylko w jego ziemiach ale i w okolicach.

Trudne zadanie stanęło przez Beranem. Poplina z Siejbą miały połączyć więzy rodzinne za którymi szły w parze sojusze wojenne. Siejba cierpiał bowiem od dłuższego czasu nękany najazdami plemion Malców zza rzeki Wirny. Poplin obiecał wysłać swoich ludzi w pomoc by najechać wojowniczych sąsiadów, część wybić a resztę pojmać w niewolę. Beran nie był jednak mężczyzną strachliwym a będąc jednocześnie pewny siebie, buńczuczny i szczery, powiedział Poplinowi o swoich planach patrząc mu prosto w oczy. Siejbę wcześniej udobruchał obiecując, że weźmie na siebie pomoc w walce z Malcami i gniew Poplina.

Nie mylił się co do gniewu. Poplin nie przywykł by ktoś mu wchodził w drogę a że dodatkowo Gnieszka mu się podobała, nie dopuszczał do siebie myśli, że ktoś mógłby ją mu odebrać. Wyciągną ręce po Berana, ten jednak był na to przygotowany, odskoczył, chwycił wielki metalowy puchar i rozlewając resztę wina rąbnął nim w głowę Poplina. Zabił na miejscu. Czaszka pękła jak gliniany garniec.

Władzę po Poplinie przejął jego brat, Purnal. Obaj nie żyli ze sobą w zgodzie, Purnal nie dociekał więc szczególnie gorliwie przyczyn śmierci brata. Jako, że scena bójki rozgrywała się w nielicznym gronie, szybko rzecz między sobą obgadano, oficjalnie Poplin potknął się i tak niefortunnie uderzył się w głowę upadając, że żywot postradał.

Beran szybko pojął Gnieszkę za żonę. Dość szybko również doczekał się potomka płci męskiej, którego nazwano Huranem. Wcześniej dopełnił obietnicy. Wysłał swe wojska w pomoc Siejbie i rozbił oddziały Malców. Można się domyślać, że Gnieszka była z Beranem w ciąży, kiedy Poplin jeszcze żył.

Huran od młodych lat miał dwie pasje. Jedna to walka i wszystkie związane z nią sprawy, druga to księgi i nauka. Z jednej strony ojciec ciągnął go na wyprawy wojenne i szkolił w sztuce dowodzenia i władania bronią, z drugiej strony matka zaszczepiała w synu miłość do wiedzy.

Początkowo wykształceniem Hurana zajmowała się Gnieszka, z czasem jednak zaczęto rozmyślać nad sprowadzeniem kogoś bardziej uczonego w piśnie, okazało się bowiem, że Huran po niedługim czasie nie miał się czego od matki uczyć. Był wyjątkowo zdolnym dzieckiem.

Traf chciał, że podczas jednej z wypraw Berana z synem, natknęli się na wojów mało znanego plemienia Nurików, którzy prowadzili grupę jeńców. Jeńcy owi ubrani byli wyjątkowo dziwnie, prawdopodobnie na modłę dalekowschodnią, wieźli ze sobą sporo skrzyń a jeden z nich mówił zrozumiale, choć z wyraźnym obcym akcentem. Mężczyzna ten prosił by uwolniono jego i jego ludzi w przeciwnym wypadku czeka ich śmierć. Zlitował się nad nimi Beran, wiedział, że Nurikowie jeńców nie trzymają. Wybił więc ich a jeńców sam zagarnął.

Okazało się, że uwolnionym człowiekiem był uczony z wschodnich krajów, którego przysłał na badanie dalekich ziem jego pan. Prawdopodobnie było to król Menarów - Rezon II. Uczony ów zwał się Merachimem, stąd znane później „Księgi Merachimowe”. Sporządzał on mapy i zbierał wszystkie możliwe dane o roślinach, zwierzętach, zamieszkałych plemionach i ich kulturze. Trudno dziś sobie wyobrazić jak wyglądałaby dzisiejsza kultura bez Marachima. Z pewnością była by dużo uboższa.

Wyratowanych ludzi zabrał Beran do siebie. Merachimowi nakazano by miał w opiece Hurana i zajął się jego edukacją. Ci dwaj szybko znaleźli wspólny język. Wyczuli bowiem w sobie podobieństwo. Huran szybko się rozwijał a Merachim duży miał w tym udział. Zdarzało się, że obaj spędzali całe dnie i noce na studiowaniu interesujących ich zagadnień.

Młody Huran zobaczył raz w dłoniach Merachima podłużne urządzenie. Spytał o nie. Urządzeniem owym okazała się luneta. Rzecz ta bardzo zainteresowała Hurana. Obserwował przez nie niemalże wszystko co się dało. Jak nietrudno się domyśleć, spoglądał i w nocne, ugwieżdżone niebo. Zdziwił się przy tym, że kiedy tak robi, luneta zdaje się nie działać. Właściwie nie przybliża. Merachim wyjaśnił Huranowi, że obiekty te są zbyt daleko by taki mały przyrząd mógł pomóc w obserwacji nieba.

Problem ten zaczął dręczyć Hurana. Całe dnie przemyśliwał nad tym co zrobić by móc obserwować bardziej skutecznie niebo i błyszczący Luner. Napisał później w swoim dzienniku: „Kiedy siedziałem na balkonie wsłuchując się w granie świerszczy i obserwując niebo, zastanawiałem się nad tym co widzę. Wiedziałem, że luneta przybliża obserwowane obiekty pięciokrotnie. Lunar w jej oku jest również większy, daje się na nim zauważyć nierówności, coś jakby kratery po uderzeniu kamienia w piasek. Siedziałem tak całą noc wpatrując się to w Lunar to w układające się w podłużny pas gwiazdy. Nad ranem, kiedy Salar wypłynął nad ziemię, zrozumiałem. Od tej pory postanowiłem zrobić wszystko by lepiej zgłębić tajemnice nieba.” Spory o to co zrozumiał Huran trwają do dziś. Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że pojął, w sposób ogólny, budowę, jak sam go później nazwał Dyskowo-gwiazdowego skupiska i miejsce w nim Terry.

Z biegiem czasu Huran rozwijał swoje liczne talenty, powiększał wiedzę i odkrywał coraz to więcej nieznanych wcześniej praw i obiektów. Opracował razem z Merachimem projekt teleskopu. Sam szlifował szkło, projektował przyrządy nawigacyjne, określał położenia gwiazd i odległości od widocznych planet. Odkrył z resztą trzy nowe i nazwał je Perun, Rgiel i Swantewit.

Zajmował się również projektowaniem machin wojennych. Sam podobno wykuwał dla siebie miecze. Były to przeważnie lekko zakrzywione ostrza, które pozwalały uderzyć z większą siłą, były przy tym lekkie przez co szybkie. Potrafiły przebić zbroję z najtwardszej wówczas stali. Studiował ponadto medycynę, pisywał księgi o wierzeniach ludzi, o krążących baśniach. Jest autorem jedynego w swoim rodzaju przewodnika po czartach, demonach i bogach „Od Białóga po Welesa czyli księga o bóstwach w które wierzą ludy żyjące w widłach rzeki Berzy i Darłygi”.

Część jego dzieł zaginęła. Część znamy tylko z tłumaczeń do których dodawano swoje przemyślenia. Część została prawdopodobnie zniszczona przez kapłanów, którym nie podobały się wnioski wypływające z prac…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych