Historia pewnej znajomości - Rozdział 3
:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 3 "NO TO MAMY PEWIEN PROBLEM"
Księżyc od dawna królował na niebie, gdy grupka zmęczonych podróżnych w końcu dotarła do Is. Najbardziej chyba biadolił Bri, który po ostrym galopie, jako że Carys uparła się, iż do wieczora zajadą, po prostu nie czuł kopyt. Pewnie życzyłby sobie, aby pasażerowie na gapę wypadli gdzieś po drodze, lecz tak się niestety nie stało. Milo już od kilku godzin pochrapywał z głębi kaptura Carys, a Arew, zmęczony wypadkami dnia, półprzytomnie zerkał na kryjówkę kruka i rozmyślał nad tym, jak go uciszyć. Anaron, Xiitane i Carys, nie mniej przytomni niż kot, starali się jak najdłużej utrzymać prosto na swoich miejscach co przychodziło im niezwykle ciężko. Zwłaszcza Anaronowi, który ciągle wspominał coś o jakichś procentach mających postawić go na nogi. Gdy jednak na horyzoncie ukazały się pierwsze zabudowania Is wszyscy odetchnęli z ulgą. No prawie wszyscy, ponieważ Xiitane, która w końcu rozlokowała się na kasztanach, ani myślała oprzytomnieć i pochrapywała dalej w najlepsze. Rozklekotany wóz ciężko wtoczył się na rynek i stanął tuż przed schodami restauracji "Pod kasztanami". -No to jesteśmy w domciu - odparła Carys i głośno ziewnęła. Xiitane w przebłysku przytomności podniosła się z legowiska i spojrzała na towarzyszy, po czym głowa znów opadła jej na piersi a z ust dobiegł chrapliwy dźwięk. -Niezły kawał chaty - Anaron aż gwizdnął z podziwu, oglądając rzeźbioną fasadę budynku, a w jego oczach błysnął kolejny z chytrych pomysłów. - Czy ta gastronomia aż tak się opłaca? -I to jeszcze jak - odparła Carys. - Zwłaszcza, że kasztany mamy pierwsza klasa! - dodała, zeskakując z wozu. - Kolejki mamy kilometrowe. -Skoro tak, to chyba też powinienem spróbować szczęścia w tym interesie. Ale na razie to widzę tutaj pustki - zauważył Anaron, rozglądajęc się dookoła. -Pewnie zabrakło kasztanów. Przecież mówiłam, że robicie mi deficyt! - Carys groźnie zmarszczyła brwi. -Wybacz - Anaron wyszczerzył zęby w głupiutkim uśmiechu i zaczął potrząsać Xiitane. - No, kotku, pobudka! Lecz elfka ani myślała się ruszyć, mruknęła tylko coś o niewygodnym łóżeczku i przewróciwszy się na drugi bok, dalej poczęła chrapać. Chcąc nie chcąc, Anaron został zmuszony do przetransportowania Xiitane na rękach. -Ona chyba waży z tonę! - stęknął, uginając się pod ciężarem elfki. - A mówiła, że się odchudza! -A ten ciągle marudzi. Żeby mnie też tak poniósł to nie miałbym nic naprzeciwko... - westchnął Arew, zeskakując z wozu, i grzecznie pomaszerował za biadolącym Anaronem. Carys z zapałem kontynuowała swe wywody, nie zważając na jęki Anarona: -Oprócz gastronomii prowadzimy także hotel, więc... - poinformowała wesoło i szarpnęła klamkę od drzwi. - Co jest? Zamknięte?! Szarpnęła mocniej, lecz drzwi ani drgnęły, jedynie maltretowana klamka przeraźliwie zajęczała. -Co u licha! Co to za nowe porządki?! - Carys na dobre się rozeźliła i kopnęła drzwi, które po takim ataku wyleciały z zawiasów. -Ale ma pani kopa - Anaron z podziwem popatrzył na Carys. -Mamusia mnie nauczyła - rzekła pani Velmondo, wchodząc do środka budynku przez powstałą dziurę. Wnętrze nie nastrajało optymistycznie. Wyglądało zupełnie tak, jakby niedawno nawiedził to miejsce huragan. Na dodatek gdzieś zapodziały się wszystkie lampy i po chwili ktoś "wywinął orła" o przewrócone krzesło, czyniąc tym samym nieopisany hałas. Na chwilkę zrobiło się małe zamieszanie, ponieważ podróżni nie bardzo umieli dojść do tego gdzie co stoi. Nagle w panującej ciemności błysnęła lampka, na chwilę oślepiając przybyłych. Ktoś głośno wykrzyknął: -Mamma mia! Stać, banditos! Ręce do góry! Bo jak wam przysolę... Zaskoczeni okrzykiem podróżni czym prędzej podnieśli się z podłogi i odruchowo unieśli ręce do góry, ze zdziwieniem zerkając ku schodom prowadzącym na piętro. Stał tam niezbyt wysoki mężczyzna, dzierżący w jednej ręce lampkę a w drugiej sękaty kij, którym zapewne miał zamiar "dosolić" przybyłym. Na głowie miał naciągniętą długą myckę, która ciągle opadała mu na zaspane oczy. Jego mina nie należała do najmądrzejszych, zwłaszcza wtedy, gdy wśród intruzów dostrzegł Carys. -Pani Velmondo? Co pani tu robi o tej porze? - wyjąkał. -To ja chciałabym wiedzieć, czemu moja restauracja została zamknięta na cztery spusty - odparła Carys. -To tylko środki ostrożności. -Przed czym? Zaatakowało was stado niedożywionych korników, czy co?! - skwitowała, wskazując na pobojowisko. -No, można to tak ująć - mruknął mężczyzna, ostrożnie schodząc po schodach i podejżliwie zerkając na pozostałych. - Ale był tylko jeden. I nie kornik - dodał pokazując pióro. -O żesz! - Carys chwyciła się za głowę. -Podać coś na uspokojenie? - mężczyzna niepewnie zagadnął. -Na razie jeszcze nad sobą panuję, Matthias. Aha, kawa dla tej pani - rzekła Carys, wskazując na śpiącą Xiitane, którą Anaron ciągle trzymał na rękach. - Na koszt firmy. -Obawiam się, że to niemożliwe... -Że jak?! - Carys rąbnęła w blat stołu, który natychmiast fiknął koziołka i z głośnym łomotem wylądował na posadzce. Podobnie jak Xiitane, którą upuścił Anaron, przestraszony nagłym wybuchem Carys. -To znaczy się... Obawiam się, że nie mamy jak podać tej kawy... No bo widzi pani... - Matthias zaczął szukać usprawiedliwienia. - Nie mamy odpowiednich filiżanek... -To jakie macie? -Podziurawione - Matthias wyszczerzył zęby i wskazał na ladę, na której stały filiżanki, tudzież inne gastronomiczne sprzęty, a każdy z nich był w jakiś osobliwy sposób podziurawiony. Anaron ze zgrozą zlustrował nóżki od kieliszków pozbawione górnej cześci i stwierdził, że winka też się nie napije, bo z butelki przy damach nie wypada. -I co teraz? - zapytała zaspana Xiitane, wolno podnosząc się z podłogi. -Chcę gadać z Requelem! Trzeba z tym zrobić porządek! -To też raczej niemożliwe, pani Velmondo - odparł Matthias, odsuwając się od Carys na bezpieczną odległość. - Szef został uprowadzony. -Masz dla mnie jeszcze jakieś wesołe nowiny? -Raczej nie, poza faktem, że notorycznie nas tu napadają. No i oprócz mnie nie ma tu już nikogo. -To ja na dwa tygodnie wyjeżdżam w interesach a jak wracam to koniec świata! Szef porwany, pracownicy uciekli a firma na skraju bankructwa! -Proszę, tylko niech się pani uspokoi... Ludzie chcą spać - zauważył mężczyzna. -Dobrze, już dobrze, Matthiasku. Cieszę się, że przynajmniej ty tu jeszcze zostałeś. -No, nie miałem się u kogo zwolnić, bo inaczej to też bym już poszedł. Kobieta tylko westchnęła. -Carys... To co z tą kawą? - zagadnęła Xiitane, siadając na krześle i tępo rozglądając się dookoła. -No cóż... Mamy pewien problem. I to znacznie poważniejszy niż brak twojej kawy. -Ma pani rację - odparł Matthias, wyglądając przez okno. - Terroryści na horyzoncie! - krzyknął ostrzegawczo i dał dyla pod stół. Zanim reszta zorientowała się, o co chodzi, przez jedno z okien (wybijając przy okazji szybę) wleciał do restauracji dziwny pakunek z napisem "niespodzianka", który chwilę później eksplodował z wielkim hukiem, a na głowy podróżnych posypał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carys
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…