Wróć do katalogu

Homofobia

Wychodzi na to, że nie jestem jednak tolerancyjną "Europejką"

balbinka, opublikowano , 7 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dalej będzie niepoprawnie politycznie. Właściwie nie wiem, czy nie podpadnę pod art. 256 KK. Trudno… Najpierw o słownictwie. Jestem zwolenniczką nazywania rzeczy po imieniu, więc trochę gubię się w tej współczesnej terminologii. To jakaś nowomowa. Określenia znane i używanie od lat nagle okazują się błędne i niewłaściwe. Mało tego, naruszają czyjąś godność. Okazało się, że np. Cygan to nie Cygan tylko Rom, Niemiec z okresu wojny to hitlerowiec, a Murzyn to Afroamerykanin ( czy Murzyn z Afryki to Afroafrykanin?). Do czego dążę? Otóż okazało się, że homoseksualista jest określeniem obraźliwym. Należy używać przyjaznego i ładnego (takiego różowo-tęczowego) terminu - gej. Podobno w starej angielszczyźnie oznaczało to kogoś w rodzaju wesołka. No faktycznie, niektórzy przedstawiciele tej orientacji produkujący się w mediach wzbudzają we mnie nieokiełznaną wesołość. To jednak niczego nie zmienia, nic nie poradzę na to, że dla mnie ciota to ciota, a lesbijka to lesbijka ( żeby nikt mnie nie posądzał o jakiś szowinizm-feminizm ). To tyle jeśli chodzi o terminologię. Ponieważ nie mam jednak ochoty podpaść pod wymieniony wyżej paragraf pozostanę przy tej „wesołkowatości”. Nie interesuje mnie, czy jest to zboczenie, zaburzenie psychiczne czy dewiacja, choć osobiście skłaniam się ku temu pierwszemu. Dla mnie dewiacja występuje wtedy, gdy ktoś lubi robić dzieci wisząc na żyrandolu, albo uwielbia być wyprowadzanym na smyczy na spacer przez laskę w lateksowym wdzianku. Żeby było jasne w nosie mam też, kto z kim i jak zabawia się w pościeli i czy oboje mają jednakie, czy odmienne urządzenia. Ale tylko dopóki dany delikwent nie zaczyna wychodzić przed orkiestrę. Chodzi mi oczywiście o sławetną ustawę o związkach partnerskich. Tak na dobrą sprawę nie do końca wiadomo, o co tu chodzi. Odnoszę wrażenie, ze pod pozorem troski o nadanie pełni praw związkom nieformalnym, chce się przemycić kuriozalne pomysły dotyczące układów homoseksualnych. Swoją drogą zupełnie nie rozumiem, po co formalizować związki nieformalne. Przecież istotą ich istnienia jest to, że właśnie są takimi. Sformalizować można je bez trudu zawierając małżeństwo. Ja wiem, że to nie to samo. Sama uważam, że forma małżeństwa zaczyna się uginać i pękać pod ciężarem szaleństw współczesnego życia. Niemniej nadal jakoś wegetuje i jakby nie patrzeć jest ciągle podstawą funkcjonowania społeczeństw. W dodatku wydaje mi się, że wiele uprawnień, które mają wynikać z zawarcia „formalnego” związku partnerskiego można załatwić już dziś bez tej ustawy. Jednym słowem nie o heteroseksualne pary tu chodzi. To lobby „wesołków” próbuje przeforsować zrównanie statusu małżeństwa homoseksualnego z normalnym, to im potrzebne jest sformalizowanie takiego związku. I to tylko pierwszy krok ku np. próbie umożliwienia adopcji dzieci przez takie pary. O ile pomysł zawierania małżeństw przez przedstawicieli tej samej płci jest może tylko żałosny i prawdę powiedziawszy dosyć komiczny, o tyle adopcja przez „wesołków” dzieci to zupełnie inna para kaloszy. Absolutnie niedopuszczalna możliwość. Rodzina to związek kobiety i mężczyzny i dziecko pojawia się w nim w sposób naturalny. Mam nadzieję, że w kraju, gdzie toczy się chociażby np. walka o dobro zamrożonych embrionów, nikt nie pozwoli wydawać dzieci w ręce zboczeńców. Tym bardziej, że taki proceder jest już możliwy i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych