Wróć do katalogu

I. Biały wilk

Pierwszy rozdział opowiadania pt. "Fenris".

Jarl, opublikowano , 14 min czytania, 3,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I. Biały wilk

Było niewyobrażalnie zimno, lecz, zdawałoby się, on tego wcale nie zauważał. Jechał z wolna na swym koniu. Nie śpieszył się. Właściwie każdy na jego miejscu starałby się opóźnić moment dotarcia do celu. Śnieg prószył coraz mocniej. Mężczyzna... a może to nie był mężczyzna? Postać wyglądała na bardzo zmęczoną, co mogłoby zachęcić bandytów do zaatakowania. Lecz w tych okolicach nie było żadnych bandytów. I nie ma się czemu dziwić. W te strony nie zapuszczał się nikt z żyjących. Nikt poza... „Ile bym dał, by zmienić bieg wydarzeń” – myślał jeździec - „Wrócić do momentu, gdy to wszystko się zaczęło...” Ale nie mógł. Nikt już nie mógł.

***

Tego dnia słońce świeciło bardzo jasno, czemu nie można było się dziwić. Był to bowiem sam środek ciepłej pory, sto osiemdziesiąty trzeci dzień roku. Tym razem dzień środka wypadał podwójny. Oznacza to, iż miał być obchodzony dziś i jutro. Zdarzała się taka anomalia raz na cztery lata. Ludzie nie wiedzieli, dlaczego tak się dzieje. Wystarczyło im, że mędrcy uważali, iż tak ma być. Mędrcy cieszyli się wielkim poszanowaniem wśród ludności.

Do karczmy wszedł bogato ubrany człowiek. Przy pasie chował miecz w zdobionej srebrnymi i złotymi ornamentami pochwie. Od razu było widać, iż nie przyszedł tu na piwo. Tacy jak on nie pijali piwa w przydrożnej karczmie. - Są tu odważni? – spytał, podnosząc głos tak, by wszyscy go usłyszeli – wszyscy z pewnością słyszeli o ginących w lesie mieszkańcach! Nasi mędrcy znaleźli przyczynę! Potrzebujemy kilku odważnych, chętnych zmierzyć się z bestią! - A co to za bestia? – Zaciekawił się jeden dryblas, odrywając się od swojego kurczaka. - Tego nie wiem, gdyż nikt jej nie widział. Mędrcy mówią, iż można się tam spodziewać równie dobrze trolla, zbuntowanego centaura, bądź nawet samego Fenrisa! - Fenrisa? – zdziwił się mężczyzna – Kto by się bał Fenrisa? - Mam więc rozumieć, że przyjmujesz wyzwanie? - Nie tak prędko... – doskonale wiedział, jak należy postępować z wysłannikami królewskimi – powszechnie uważa się mnie za odważnego, lecz odwaga ma swoją cenę... - Jak cię zwą? - Dużo podróżowałem – zaczął spokojnym głosem, wskazującym, iż nastąpi długa opowieść – lecz w każdym miejscu mówili na mnie inaczej. - Przejdź do rzeczy – zniecierpliwił się jedyny słuchający. - W porządku. Ze wszystkich moich imion chyba najbardziej trafne jest Najemnik. Często mówi się na mnie również Zabijaka... - Dobra, Najemniku! Dostaniesz.... – zamyślił się, chciał, by suma zabrzmiała przekonująco.

Minęły dokładnie trzy dni, gdy Najemnik zebrał ludzi i przygotował się do wyprawy. Właśnie stał przed wejściem do jaskini, którą wskazali mędrcy. - Nadal chcecie tam wejść? – Spytał towarzyszy. - Kto nie ryzykuje... – odparł pierwszy, celowo nie dokańczając popularnego powiedzenia. - Nie ma takiej możliwości, bym się teraz wycofał! – oznajmił drugi, przewyższający o pół centymetra Najemnika. - I to mi się podoba – ucieszył się – Loth, ty weźmiesz pochodnię – zwrócił się do najwyższego z nich – w środku będzie ciemno. - A ja? – zapytał drugi. - A ty, Gord, będziesz szedł kilka metrów za nami, gdyż najlepiej posługujesz się łukiem.

Najemnik miał rację. Nie było to odkrywcze, ale w jaskini rzeczywiście było ciemno. To tu, w tej zimnej pieczarze, miał czaić się Fenris. Fenris? Nikt nie powiedział wprost, że to on, lecz Najemnik już to sobie wmówił i nic nie było w stanie wybić mu tego z głowy. Pochodnia oświetla dosyć sporo, dlatego też szli pewnie. Loth, trzymając w lewej dłoni światło, w prawej zaś miecz. Najemnik, poprzedzając go o dwa kroki, prócz miecza, miał jeszcze tarczę. Gord natomiast był uzbrojony jedynie w łuk. Był naprawdę dobrym strzelcem, a nawet gdyby przyszło do zwarcia z przeciwnikiem, potrafił szybko zadać śmierć samym grotem strzały. Nikt dokładnie nie wiedział, jak on to robi. Nikt go nigdy nie pytał.

***

Zatrzymał konia. Zauważył jakieś ślady na śniegu. Były już przysypane śniegiem, pozostał jedynie zarys. Mimo to rozpoznał, iż to wilcze tropy. Nie musiał nawet zsiadać z wierzchowca, miał świetny wzrok. Dobrym określeniem byłoby „nadludzki”. „A więc nie jestem tu jedyną żywą istotą” – myśl ta powinna raczej napawać go optymizmem, lecz tak nie było. „Jak chciałbym, by to się nigdy nie zdarzyło... lecz ja nie miałem na to wpływu” – nie dawało mu to spokoju - „nie ja sam wybrałem sobie to przeznaczenie”.

***

- Stać! – Nakazał Najemnik – Coś się tam poruszyło! - Gdzie? – Zaciekawił się Gord. W jego głosie nie było znać wcale strachu. KIM JESTEŚCIE? - Kto to powiedział? – Lothowi zadrżał głos. Ścisnął mocniej rękojeść miecza. PONIEWAŻ NARUSZYLISCIE MOJĄ WŁASNOŚĆ, JUŻ STĄD NIE WYJDZIECIE! - Fenris? – Najemnik zrobił kilka kroków wprzód. W jego głosie dało się wyczuć lekką nutkę podniecenia. Nagle w świetle pochodni zarysowała się jakaś postać imponującego wzrostu. Mierzyła co najmniej sześć stóp! Nie było jej widać wyraźnie, lecz dało się poznać, iż właśnie zdejmuje z pleców jakiś oręż. Gord wycelował łuk. - Poddaj się, kimkolwiek jesteś! – krzyknął, zbliżając się do swoich towarzyszy. SPIESZNO WAM DO ŚMIERCI? Postać rzuciła się biegiem w ich stronę. Najemnik odpowiedział tym samym. Gdy spotkali się w połowie drogi, osłonił swoje ciało tarczą, przed uderzeniem ciężką bronią, którą napastnik trzymał w obu dłoniach. Spróbował ciąć przeciwnika w nogę, lecz ten wykonał obrót i byłby trafił Najemnika w plecy, gdyby ogromny, dwuręczny miecz nie zahaczył o jakiś stalaktyt, który pękł w pół, spadającz trzaskiem na ziemię. Człowiek, kierując się strachem, odbiegł kawałek. - Kim jesteś? – zapytał, próbując uspokoić serce. NIEKTÓRZY MÓWIĄ NA MNIE ŚMIERĆ. Gdy najemnik ochłonął już trochę, zauważył, iż z czarnej zbroi Śmierci sterczy strzała. Za nim stał Loth, gotowy do walki, oraz Gord z przyszykowaną kolejną strzałą. LECZ COŚ TAKIEGO JAK UOSOBIENIE ŚMIERCI NIESTNIEJE! JA JESTEM DILEREM. JA SPRZEDAJĘ ŚMIERĆ I BÓL. Najemnik zaatakował przeciwnika. Zobaczył, iż z przeciwnej strony Loth zrobił to samo. Znów musiał zasłonić się tarczą przed ciosem przeciwnika, lecz tym razem... tarcza pękła! Rzucony siłą uderzenia wylądował plecami na ziemi. Zobaczył jeszcze lecącą strzałę, która odłupała kawałek ściany, oraz krew. Krew Lotha. Zobaczył, jak jego ciało pada na ziemię. Chwile potem Gord skierował się do wyjścia. Biegł na oślep, nie zabrał pochodni, która leżała teraz na ziemi, dając już niewiele światła. MYSLAŁEŚ, ŻE MOŻNA MNIE ZABIĆ? MYLIŁEŚ SIĘ. Po tych słowach poczuł zimne żelazo zagłębiające się tuż nad mostkiem i tnące w poprzek żeber, które nie stawiały ostrzu żadnego oporu.

- Źle mnie zrozumiałeś! – Postać w długiej, czerwonej szacie była widocznie zirytowana. - Coś zrobiłem nie tak? – Wystraszył

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych