Wróć do katalogu

Idylla? cz.1

Non continuo sibi vivit qui nemini. Kto nie żyje dla nikogo, nie żyje też i dla siebie.

amitri, opublikowano , 31 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był ciepły, sierpniowy wieczór. Orzeźwiający wietrzyk poruszał liśćmi drzew w parku. Po wąskich alejkach spacerowała trzymając się za splecione ręce para. Chłopak i dziewczyna szli w milczeniu, każde jakby rozmyślając o własnych sprawach. Jednak wcale tak nie było. Myśleli o sobie, porozumiewając się bez słów. Gdyż najtrudniej wcale nie jest znaleźć wspólny język, ale umieć milczeć w towarzystwie drugiej osoby tak żeby nie czuć się zakłopotanym. Byli idealną, zgodną para, co nie znaczy, że się nie kłócili. Każda jednakże ich sprzeczka była jak oczekiwana burza po upalnym dniu. Dawała więcej dobrego niż złego, gdyż udowadniała jak są sobie bliscy i jak bardzo im na drugiej połowie zależy. Idąc tak nawet nie zauważyli, kiedy zaczęło zachodzić słońce, a z tego miejsca był to naprawdę piękny widok. Promienie muskały delikatnie twarz i szyję dziewczyny, która w tym momencie była tak szczęśliwa, że nigdy nie przypuściłaby, jakie rzeczy mają ją wkrótce spotkać. * * * Na końcu zadbanej alejki stał mały, drewniany dom. Otaczało go niezbyt wysokie, żelazne ogrodzenie, przez które było widać piękny ogród. Przy bramie rosły krzaki bladoczerwonych róż, a dalej za domem można było dostrzec drzewa wiśni. Na poddaszu domu był niewielki, ale przytulny pokoik. Wysoka, zgrabna dziewczyna w pośpiechu pakowała swoje rzeczy do niedużej torby, co chwilę odgarniając z twarzy długie, czarne włosy. W końcu stanęła przed lustrem i zaplotła włosy w francuski warkocz. Jeszcze raz sprawdziła czy wszystko zabrała i wybiegła z pokoju. Gdy była już w ogrodzie zauważyła pracująca przy skalniaku mamę. Zatrzymała się na chwilkę. -I jak było na kolacji na którą zabrał cię wczoraj tata? - zagadnęła. Matka podniosła wzrok na córkę i uśmiechnęła się. - Nie narzekam- odpowiedziała.- Opowiem ci wszystko jak wrócisz z zajęć. Teraz już idź, bo się jeszcze spóźnisz! - Racja- odparła Lily i pobiegła szybko przez ogród, a później przez ulicę. Było jeszcze wcześnie rano, początek września. Słońce jednakże nie grzało już tak mocno jak w wakacje, nadchodząca jesień powoli dawała o sobie znać. Dziewczyna zwolniła. Była już blisko i nie musiała się śpieszyć. Minęła stary antykwariat, umieszczony w ciągu sklepów naprzeciw placu i fontanny. Lily jak zawsze przeszła przez plac, który osłaniały olbrzymie drzewa, teraz z samego rana opustoszały i pogrążony jakby we śnie. Dotarła do niewielkiego budynku. Podniosła wzrok i przeczytała napis, który oznajmiał, co to za miejsce. Jak miło było tu wrócić po wakacjach, które dla Lily jeszcze się nie skończyły. Weszła po marmurowych schodach i otworzyła drzwi.Znalazła się w wielkiej klasie. Wszędzie ustawione były sztalugi, koło nich stali uczniowie z paletami i pędzlami. Uczniowie prywatnych zajęć malarstwa, na które uczęszczała Lily. Dziewczyna miała dwa szczególne zainteresowania. Jednym z nich właśnie było malarstwo, drugim przyroda. Uwielbiała układać kwiaty i hodować nowe odmiany roślin. Matka często zabierała ją na przeróżne wystawy, gdyż było ich to wspólne hobby. Lily przywitała się z dawno nie widzianymi kolegami i koleżankami z koła. Dla niektórych też jeszcze nie skończyły się wakacje, gdyż tak jak Lily właśnie wybierali się na studia. Inni naturalnie rozpoczynali w poniedziałek kolejny rok szkolny. Nie spotykała się jednak z nimi częściej niż na zajęciach. Miała innych przyjaciół. - Witam po wakacyjnej przerwie!- rozpoczęła pani Robertson- Mam nadzieję że miło je spędziliście i jesteście wypoczęci! Wszyscy uśmiechnęli się wspominając wakacje. Lily także przypomniała sobie urocze dwa tygodnie spędzone z Mattem w uzdrowisku w Górach Skalistych. Jej twarz rozjaśniała się blaskiem, gdy myślała o pieszych wędrówkach przez dzikie, a zarazem fascynujące, mroczne góry. Oraz gdy po całodziennym wypadzie wracali do schroniska i regenerowali siły w gorących źródłach. Od miłych wspomnień oderwał ją głos pani Robertson. - Dzisiaj przygotowałam dla was coś specjalnego- oznajmiła- Zwykle zajmujemy się malowaniem martwej natury albo pejzaży, Teraz będzie inaczej. Macie namalować obraz fantastyczny. Może to być cokolwiek, byle byście się trzymali tematu. Lily zastanowiła się. Pierwsze, co przyszło jej na myśl to coś związanego z naturą. Ale to nie miał być pejzaż... W końcu nakreśliła drogę z ogromnych róż. Następnie zaczęła szkicować postać małej dziewczyny, jakby elfa. Dorysowała biedronkę i motyla. Wkładała w to całe serce dokładnie kreśląc każdy szczegół. Nie mogła się oprzeć i w tyle, na drugim planie łagodnie zarysowała szczyty gór... - I jest obraz fantastyczny- pomyślała. - To już koniec zajęć na dziś. Zapraszam młodych artystów za tydzień, w sobotę o tej samej porze. Dokończycie wtedy swoje dzieła. Uczniowie zaczęli się pakować. Lily także spakowała sztalugi i przybory kreślarskie. Zarzuciła torbę na ramię i wyszła z klasy. Koło marmurowych schodów, wpatrzona w dal czekała na nią jakaś dziewczyna. Była ubrana w czarne, wytarte z przodu jeansy i czerwoną bluzkę. Na ramiona miała zarzuconą katanę. - Co ty tu robisz o tak wczesnej porze?- zapytała Lily. Było jeszcze przed południem. Marissa odwróciła się i odgarnęła z czoła swoje krótkie, jasno-brązowe włosy. - Za tydzień wyjeżdżam- oznajmiła. - Co? Byłaś tu zaledwie kilka dni- powiedziała zdumiona Lily. Przyjaciółki zaczęły wolno iść przez plac. - Tak, ale postanowiłam zamieszkać razem z tatą w Berlinie. - Na zawsze? - Nie wiem, nie będę tu już studiować. Zdecydowałam, że będę się uczyć w Freie Universität. To bardzo dobry uniwersytet i jeszcze blisko mojej dzielnicy. A poza tym, czuję, że to właśnie Niemcy są moją ojczyzną... - To chyba dzięki Markowi? - Możliwe... Te dwa miesiące, które tam spędziłam były zupełnie wyjątkowe. Odprowadzisz mnie? - No jasne- odparła Lily. Skręciły w cichą, spokojną uliczkę, która prowadziła do domu Marissy. Po obu jej stronach rosły drzewa, których liście już niedługo miały się pokryć złotą barwą. - Ale przecież nie pierwszy raz pojechałaś do Berlina. Nigdy wcześniej nie wspominałaś, że chcesz się przeprowadzić do ojca. Co na to twoja matka?- zagadnęła Lily - Wszystko się jakoś ułożyło. Poznała pewnego mężczyznę. Nie wiem jeszcze o nim wiele, bo nic nie chce zdradzić. Ale i tak prędzej czy później mi opowie. Teraz chce się poczuć znowu jak za dawnych lat, więc mój wyjazd nie jest dla niej żadną tragedią. Zresztą będzie do mnie przyjeżdżać. - Trudno jest, gdy oboje rodziców mieszka po dwóch stronach oceanu... - Na pewno, ale ja nic na to nie poradzę. Hej, a co dzisiaj malowaliście?- zapytała Marissa żeby zmienić temat. Lily wyciągnęła z torby szkic swojego dzieła. - No, no, ale to chyba nie jest pejzaż? - Nie, to miał być obraz fantastyczny. - Hmm... to coś nowego u pani Robertson. - Zgadza się- powiedziała Lily Dziewczyny doszły do domu, ukrytego za masywnym ogrodzeniem przypominającym mur. Zatrzymały się. - Kupiłaś bilet? - Tak, już w piątek- odparła Marissa - No, ale nie myśl, że odjedziesz stąd bez pożegnania. Musimy cię odprawić z należytymi honorami. - Co masz na myśli? - Zobaczysz. Marissa spojrzała na nią podejrzliwie, ale nic już nie powiedziała. Otworzyła bramę do swojego domu i przeszła kamienną ścieżką, aż do drzwi domu. * * * Lily wróciła do siebie. Mama już nie pielęgnowała ogródka, co znaczyło, że na pewno jest w kuchni. Roślinki, które stały na parapecie kuchennym ostatnimi czasy źle znosiły ciepło i opary, więc niektóre pousychały. Lily wpadła do domu, starając się jednak nie trzaskać drzwiami. Tak jak się spodziewała matka przycinała zwiędnięte liście. - Mamo!- zawołała- Jak skończysz przyjdź do mnie na górę i opowiedz mi o wczorajszym wieczorze! - Dobrze, to potrwa tylko chwileczkę i już do ciebie idę. Lily wspięła się po drewnianych schodach prowadzących na pierwsze piętro. Otworzyła drzwi, ostrożnie rzuciła torbę na łóżko i zaczęła czegoś pilnie szukać. Matka weszła do pokoju. - Więc opowiadaj, jestem bardzo ciekawa.- powiedziała Lily. Podczas gdy rodzicielka szczegółowo omawiała kolację w wytwornej restauracji, córka dokładnie przeszukiwała wszystkie zakamarki. Jak zwykle chowając coś zapomniała gdzie to ukryła. - Potem tata zapłacił za rachunek i oczywiście dał kelnerowi napiwek. W szatni pomógł mi ubrać płaszcz i wyszliśmy na świeże powietrze. Troszkę jeszcze spacerowaliśmy, wypatrując gwiazd. Niestety niebo było trochę zachmurzone... Ale Lily...powiedz mi, czego ty szukasz? Córka podniosła głowę, a na jej twarzy malował się triumf. W ręku trzymała mały, złoty kluczyk. Otworzyła nim szufladę w komodzie, wyjęła coś i pokazałam matce. - Znalazłam- oznajmiła. - Ach, to tego szukałaś... Myślałam, że to dawno gdzieś przepadło. - Na szczęście dla mnie i Marissy nie. - To znaczy? - Ona pojutrze wyjeżdża...do Berlina...na stałe- powiedziała ze smutkiem Lily. Opowiedziała matce o swojej rozmowie z przyjaciółką - Mówi, że to pod wpływem Marka pokochała Niemcy, ale według mnie one były bliskie już od dawna. Ten wyjazd to nie jest decyzja podjęta pod wpływem impulsu. Zapanowała chwila milczenia. - Będzie mi jej brakować- dodała Lily - Na pewno, ale musisz się z tym pogodzić. Marissa jest już dorosła, wie co dla niej najlepsze. - Gdyby też wiedziała, co jest dla mnie. Zresztą ja też jestem dorosła, rozumiem takie rzeczy, choć to trudne. Już jestem taaaka stara...- dziewczyna uśmiechnęła się. - Ty? A co ja ma powiedzieć- powiedziała matka i śmiejąc się wyszła z pokoju. * * * Lily nie wiedziała czy jeszcze zobaczy przyjaciółkę. Może ich drogi zupełnie się rozejdą? Starała się jednak myśleć pozytywnie. Jeśli Marissa ma zamiar wyjechać na dłuższy czas z Kanady, trzeba ją było uroczyście pożegnać. Lily zaraz przypomniała sobie o jednej rzeczy, o której dziewczyny już dawno zapomniały. Miała nadzieję, że zrobi Marissie wielką niespodziankę. Teraz szła do Matta, zamierzając powiedzieć mu o swoim pomyśle. Mieszkał on niedaleko Marissy, dokładnie przy końcu tej samej ulicy. Oboje poznali się na dodatkowych zajęciach karate, na które wspólnie chodzili. Marissa jednak niedawno zrezygnowała mówiąc, że to nie dla niej. Pozostali jednak przyjaciółmi tworząc wspólnie z Lily nieodłączne trio. Dziewczyna, weszła przez otwartą bramę. Przyzwyczaiła się już do tego, że wchodzi bez zaznaczania swojej obecności. Skierowała swe kroki prosto do garażu, skąd dochodziły rozmaite dźwięki. - Cześć- powiedziała Lily -Ach to ty. Myślałem, że ojciec znowu coś ode mnie chce. - Co ty znowu robisz z tym motorem?- dziewczyna spojrzała na Matta, który trochę ubrudzony rozkręcał jakąś część. - Podrasowuję go. - Przecież dostałeś go niedawno. Jest nowiutki!- powiedziała ze zdziwieniem Lily. - Tak, ale wyciąga tylko 250 km/h. - Tylko!- prychnęła Lil- Uważaj bo go jeszcze nie złożysz z powrotem! - Bardzo śmieszne- powiedział z przekorą Matt do chichoczącej dziewczyny. Wstał i wyciągnął do niej ubrudzone smarem ręce. Lily krzyknęła i odskoczyła. - Jeszcze mnie ubrudzisz! - I o to chodzi. Próbował ją złapać, ale dziewczyna zręcznie mu umykała, kryjąc się za motorem. W końcu, Lily poddała się i zarzuciła ręce na szyję Matta. Ich wargi spotkały się w słodkim pocałunku. Popatrzyli sobie głęboko w oczy. - Wiesz już zapewne o Marissie? - Tak- odparł- Nie martw się w czwartek zaszalejemy. Niech tylko spróbuje o nas zapomnieć w tych Niemczech! * * * -Możecie mi powiedzieć gdzie my w ogóle jedziemy? Lily?- zapytała Marissa, wygodnie rozparta na tylnym siedzeniu pickapa Matta. Dziewczyna odwróciła głowę. Wiatr rozwiewał jej długie, czarne włosy, jak zwykle rozpuszczone w towarzystwie chłopaka. -Naprawdę powiedziałabym ci Ris, ale nie wiem. -Jak możesz nie wiedzieć. Chyba razem to planowaliście. -No właśnie nie- odpowiedziała Lily. Przypomniała sobie dzień, kiedy przyszła do Matta zastanowić się jak mają pożegnać Marissę. Powiedziała mu, co wymyśliła i on przyjął to z entuzjazmem. O niczym innym nie wspomniał. A tu nagle dzisiaj rano przychodzi do niej i mówi żeby się szybko ubierała, bo wszyscy troje gdzieś jadą. Na nic jej dopytywanie się, co on znowu wymyślił. Lily widząc, że Marissa się zamyśliła, wpatrując się w coraz to opustoszały krajobraz szepnęła cicho do chłopaka. - Nie możesz mi powiedzieć gdzie zmierzamy? To miała być niespodzianka dla Marissy, nie dla mnie. - No widzisz, masz atrakcję. Darmowa wycieczka w nieznane. - Bardzo nieznane- mruknęła Lily Jechali już ponad godzinę. Okolica stawało się coraz bardziej dzika i pustynna. 30 Pewnie przyjedziemy, zobaczymy i odjedziemy- ziewnęła Marissa, bardzo nie lubiła wcześnie wstawać- Szkoda paliwa, Matt. - Nie no, co ty. Będziemy tu cały dzień. - Chyba żartujesz- zaśmiała się dziewczyna- Umrzemy z głodu. - I pragnienia- dodała Lily. - Nie wierzycie we mnie? Wszystko zabrałem. To znaczy prowiant, coś do picia... - Wodę mineralną?- przerwała Marissa - Nie, coś wykwintniejszego. Szampana. Tylko nie mam kieliszków. - Wow, szampan- powiedziała Marissa. - Nic nie szkodzi. I bez kieliszków sobie poradzimy. - No to mamy imprezę na łonie natury- zaśmiała się Marissa. Dotarli do niesamowitego miejsca. Wszyscy troje wysiedli z samochodu, dziewczyny rozglądały się zdumione dookoła siebie. Okolica wyglądała jak krajobraz Marsa. Był to ogromny kanion. Marissa wzięła do ręki trochę pomarańczowo-czerwonego piasku. Wszyscy z podziwem patrzyli na wzbijające się aż do chmur ostre wzniesienia, między którymi były strome przepaście. Można było usłyszeć szum rzeki... - Pierwszy raz jestem w takim miejscu- po chwili powiedziała cicho Marissa - To wygląda prawie jak Ayers Rock...w Australii!- dodała podekscytowana Lily- A my jesteśmy w Kanadzie! Chłopak zdawał się być zadowolony z tego, że dziewczynom się podoba. - Pamiętajcie, że w USA też jest Wielki Kanion a my wcale nie jesteśmy daleko od granicy. Choć u nas nie ma wiele takich miejsc i nie aż tak pięknych. - No widzisz Marissa, a w Niemczech w ogóle takich nie ma- dodała z udawaną przekorą Lily - Tak, ale tam jest Mark- przyjaciółka uśmiechnęła się. Dziewczęta usiadły na brzegu rzeki i zanurzyły stopy w chłodnym nurcie. Matt tymczasem wyjął z obszernego bagażnika lodówkę turystyczną, w której jak się Lily i Marissa spodziewały był szampan. Nalał im do kieliszków i oświadczył: - No to wypijmy za zdrowie Marissy - I za naszą przyjaźń, oby trwała wiecznie- dodała Lil Szkło stuknęło, wszyscy wypili do dna. Chłopak przyniósł jedzenie- kanapki, trochę smakołyków. Przypominało to mały piknik. - Mam coś dla ciebie- powiedziała Lily do przyjaciółki- Zobacz Marissa wzięła do ręki kamerę Matta i nacisnęła odtwarzanie. Nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. - Ja, ja myślałam, że to dawno przepadło- wyjąkała- Ile my miałyśmy wtedy lat? - Z tego, co tu widać to chyba około dwanaście- stwierdził Matt - Dokładnie dziesięć, sprawdzałam datę. Ale swoją drogą to byłyśmy już nieźle wyrośnięte- powiedziała Lily. Wszyscy troje oglądali kasetę, na której dwie małe dziewczynki przeżywały niezapomniany dzień w wesołym miasteczku. Zaśmiewali się z sytuacji, które wtedy były dla nich niezmiernie poważne. Dziwili się temu jak można przejmować się niektórymi błahostkami i skarżyć się z byle, czego. -O boże to takie żenujące, ale dla mnie to największy skarb…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych