Iken
Alternatywna część zapoczątkowanej przez NEXSUSA1 powieści pod tym tytułem /Mieliśmy ją pisać w kilku, ale jakoś przedsięwzięcie rozeszło się po kościach i pozostały mi po nim wspomnienia i kilka alternatywnych fragmentów/
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
IKEN
-Halo Morton- Doris rozejrzała się po pokoju Cormana. - O, widzę, że odnalazłeś doktora Browna, lub jeśli pan woli – skłoniła głowę przed Billem, pana Cormana. - Cześć Doris. Tak odnalazłem Cormana i zgodził się z nami współpracować. - Hola, hola. Nie rozpędzaj się z własnymi sądami. Dopiero zdołałeś mnie zaledwie zainteresować swoją opowieścią, to jeszcze nie świadczy, że w to wejdę. -Wejdzie pan, wejdzie, doktorze Brown, a może powinnam powiedzieć wejdziesz tato? – Doris spojrzała na Billa z ironicznym uśmieszkiem. – Przecież wszyscy wiemy, że cholernie potrzebujesz forsy, a Morton przelał już na twoje konto całkiem okrągłą sumkę. Sprawdź. - Słuchaj no, nie bądź taka pewna moich decyzji. Zawsze mogę jeszcze zwrócić wam forsę. A poza tym, co ma znaczyć ten głupawy zwrot Tato. – Corman próbował jeszcze udawać nonszalancję, ale już wiedział, że ta historia go wciąga i nie będzie w stanie jej odpuścić, a i bank już z pewnością ściągnął z konta swoją należność. - Oczywiście, że przelałem na twoje konto te 50 patyków, kiedy tylko zgodziłeś się na moją wizytę w swoim mieszkaniu. Potraktowałem to jako deklarację twojej zgody na pełną współpracę. - Niech was szlag trafi! Faktycznie to, co mówicie jest intrygujące, ale ja naprawdę nie jestem do końca przekonany, czy mam ochotę babrać się tym gównem. Śmierdzi to bardzo niebezpiecznie, a ja lubię spokój, swoją flaszkę z rozbieranym filmem i moje mieszkanie. Wygląda mi na to, że mogę to wszystko bardzo szybko stracić. Aha, no i jeszcze nie wyjaśniłaś mi, co znaczy ten głupawy zwrot – tato. - Oj przecież to nie tak trudno się domyśleć, Jestem twoim tworem. No dobrze, może nie w stu procentach. Każde dziecko potrzebuje dwójki rodziców. O, przepraszam Morton, to naprawdę nie była zamierzona złośliwość. Ty, doktorze Brown stworzyłeś całe moje założenia, oprogramowanie, itd., a mamuśka Berenike dała mi tą postać, tak więc ty i ona jesteście moimi rodzicami, prawda? Świetnie zdajesz sobie sprawę, że twoich dzieł nie wykorzystywano do tak głupawych celów, jak na przykład, pilnowanie czyichś kont w banku. Żadne z nas, twoich tworów nie miało IQ poniżej 170, byliśmy przeznaczeni do poważniejszych zadań. Prawda? Teraz już chyba zrozumiałeś, czemu znam twoją poprzednią tożsamość, a z resztą zawsze miałam sentyment do swoich rodziców, i to już chyba twoja zasługa. Zawsze lubiłam wiedzieć, co robicie. Aha, może zainteresuje cię fakt, że Berenike też pije, też ma szóstkę i zmienioną tożsamość. Mam jej namiary, to tak na marginesie, gdybyś kiedyś chciał się z nią skontaktować. Kreowała kiedyś całkiem miłe hola i androidy, znałam kilkoro z nich. Sygnał alarmu w prawym górnym rogu ekranu zauważyli wszyscy jednocześnie. - Kamera. – polecił Bill Na ekranie pojawił się obraz skrzyżowania odległego o ponad pięć kilometrów od mieszkania, w którym się znajdowali. Właśnie przejeżdżał przez nie kolejny wóz policyjny. - O kurwa! Jednak cię namierzyli Morton! Wybacz Doris! Wyłączaj ją i za mną! - Zabierz te oba obr…. Doris nie zdążyła dokończyć zdania gdy Morton kliknął pilotem - Tędy! – krzyknął Corman, pokazując Mortonowi uchylający się właz w podłodze. W biegu zarwali ze ściany obrazy. Zbiegali po wąskich schodach nie oglądając się na szybko powracającą na swoje miejsce klapę idealnie zlewającą się z tłem podłogi. Schody musiały być ukryte gdzieś w ścianie. Były przeraźliwie strome i niewyobrażalni wąskie. Chropowata powierzchnia ściany dotkliwie raniła knykcie palców ręki, w której trzymał zabrany w pośpiechu obraz. Morton zdawał sobie sprawę, że dawno minęli poziom hali byłego marketu. Musieli być już znacznie poniżej poziomu gruntu, kiedy po lewej stronie pod delikatnym naporem Billa ustąpił kawałek chropowatej ściany ukazując niewielkie pomieszczenie. Gdy drzwi zamknęły się za nimi z delikatnym sykiem pomieszczenie zalało jasne zielonkawe światło. Wokół znajdował się przedziwny niekonwencjonalny sprzęt. Morton jedynie mógł się domyślać, że większość z tych urządzeń to komputery różnych generacji i pochodzenia. Corman wskazał Gillowi jeden z obrotowych taboretów. - Siadaj. Cholera, całe szczęście, że zamontowałem kiedyś ten alarm. Tutaj nas nikt nie znajdzie. Nawet gdyby namierzyli tą klapę w podłodze to polecą schodami do kanałów, a tam, no cóż, może jedynie szczury im powiedzą, że nas tam nie było. Tego pomieszczenia, w którym się znajdujemy nie wykryje żaden skaner. Nawet gdyby jakimś cudem ktoś tutaj trafił to nas i tak już tutaj nie będzie. Pewnie powiesz, że marudzę, ale tak jak się spodziewałem namierzyli naszą rozmowę, gdy się do mnie zgłosiłeś. Całe szczęście, że udało mi się ukryć w międzyczasie jedno z kont, więc chociaż kasa nie przepadła. Mam nadzieję, że ty też zanim do mnie zadzwoniłeś zdążyłeś przelać coś na lewe konta. Twoje oficjalne są z pewnością zablokowane, a jeśli nawet nie to pilnie śledzone. - Przez te dwa tygodnie, o których ci mówiłem zdążyłem ukryć kilka kont z niezłą gotówką. Spodziewałem się, że kiedy mnie zdelegalizują wszystko będzie mnie kosztowało kilkakrotnie więcej. - No nie bądź taki rozrzutny. Czemu zaraz kilkakrotnie? Ja już od dłuższego czasu mam 6, więc mało co jest dla mnie dostępne, a jakoś nie narzekam na brak tego co jest mi potrzebne. Mam swoje sposoby. Muszę ci jednak przyznać racje, że delegalizacja to coś o wiele gorszego niż 6. No cóż po tym numerze z tobą to i ja pewnie też już nie dostanę swojego przydziału tabletek żywieniowych, na pewno też już jestem zdelegalizowany. O tabletki się nie przejmuj mam ich zapas na kilka lat. Chyba nie podejrzewasz mnie o to, że żyłem tylko dzięki nim. Szczerze mówiąc, wcale z nich nie korzystałem. Zdecydowanie wolę normalne niezdrowe żarcie. To jakiś kotlecik, to jakiś chlebuś z masełkiem. No nie patrz tak na mnie jestem normalnym, względnie zdrowym, człowiekiem, co z tego, że na szóstce, no i może odrobinkę za dużo piję. Taaak, więc musimy pomyśleć o ułożeniu sobie życia po delegalizacji. Tu będzie to raczej trudne, a więc otwieramy drzwi i w nogi. Muszę cię zmartwić, jeszcze nigdy nie opuszczała tego pomieszczenia w ten sposób żadna żywa istota. Teoretycznie jest to śmiesznie proste i wysyłałem stąd już przeróżne rzeczy w różne części świata. Chociaż, przypominam sobie, że raz wysłałem takiej jednej dziewczynce malutkiego pieska i dotarł bez problemów. - Wiem, że masz córkę w Australii. Ma już chyba z piętnaście lat. - Skończyła dwa miesiące temu. Ech przydałaby się flaszka. Gdzieś tutaj miałem zapas na czarną godzinę. - Lepiej zapal Revina. - A wiesz? Masz rację. Zapalę, chociaż z wentylacją w tej dziurze nie najlepiej. Do diabła z tym, za chwilę i tak nas tutaj nie będzie. Jak myślisz bierzemy te cholerne obrazy ze sobą? - Doris musiała mieć jakiś cel w tym, że nam o nich przypomniała. Myślę, że powinniśmy je zabrać. - Kurde, będą trochę przeszkadzały, no dobra. Przygotuj się. Jak zobaczysz holo drzwi to bez zastanowienia wal do nich nawet gdyby ci się zdawało, że ja idę gdzie indziej. Możemy je widzieć w różnych miejscach, ale spotkamy się w tym samym. Uważaj. Zaczynam procedurę otwarcia przejścia.
***
Gordon Balura zły wchodził do budynku mieszczącego centralną siedzibę Światowego Urzędu Bezpieczeństwa. Wiedział już, dlaczego go wzywali. Wczoraj Dozór Sieci wykrył połączenie, które zelektryzowało cały Urząd. Jeden z kilku ostatnich aktywnych klonów, funkcjonujący jako Prezes Światowej Korporacji Finansowej nawiązał kontakt z dawno odsuniętym od programu twórcą tożsamości holo, Billem Cormanem. Kiedyś geniusz programistki najwyższych lotów, twórca najśmielszych rozwiązań, obecnie degenerat, alkoholik, maniak komputerowy z szóstką. Jakimś cudem, w sposób nie kontrolowany przez Urząd, do Gilla dotarli przedstawiciele Iken, wyjaśniając mu jego pochodzenie i nakłaniając do współpracy w ratowaniu, tego, skazanego przez Rząd Światowy na zagładę, pozarzeczywistego miasta klonów, androidów i holo. Spalił na panewce świetnie przygotowany przez ŚUB plan likwidacji Mortona Gilla, zanim ten zorientuje się, po objawach szybko postępującej choroby, że jest klonem. Likwidacji umożliwiającej przejęcie przez ŚUB sukcesji po Gillu. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że zdążył on już skontaktować się z Cormanem i obaj dosłownie znikli, zanim ludzie Urzędu dotarli do mieszkania Cormana. Próby skanowania czasu wstecznego nie dały rezultatu.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil gufy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…