Influencja młodej duszy
Opowiadanie jest osadzone w XVIII wieku. Opowiada o drastycznych zmianach wrażliwego mężczyzny podczas gdy traci ważną dla niego osóbkę.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mężczyzna urzędujący w swej ponurej pracowni, z którego wyrósł niewątpiliwie demon i seryjny morderca wykorzystujący do niecnych czynów swój własny talent i zawód, we wcześniejszych latach był zupełnie innym człowiekiem. Człowiekiem posiadający poczucie własnej wartości oraz innych istot, a także potrafił zauważyć granicę między dziwactwem a normalnością. Rysy jego twarzy przez cały okres jego pracy napiętnowane były jedynie radością z życia i historii opowiadanych przez klientów w jego własnej pracowni. Większość uważała cyrulika za mieszkańca godnego podziwu za wytrzymałość, cierpliwość i w miarę dobre serce. Cała ta wysnuta teoria na podstawie wniosków jak i faktów nie istaniałby gdyby nie uczeń cyrulika, który codziennie przesiadywał na drewnianym wysokim stołku i na podstawie talentu rzeźbienia zarostu Lavalla uczył się tego samego. Nazywał się po prostu Fillippe, bez żadnego nazwiska i przydomku. Miał niecałe czternaście lat, a jego młodzieńczemu wyglądowi sprzyjał również jasny odcień włosów chłopca wystających przesympatycznie zza szmacianej czapeczki. Dlaczego on był źródłem dobrego humoru Lavalla ? Czy nie jest to zbyt sprzeczne z praworządnym życiem, nienaruszając pewnego punktu z kodeksu prawnego ? Nie. Oczywiście nie był on synem Lavalla ani członkiem jego rodziny, był po prostu przybłędą z przytułka. Każde dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i jeśli nie ciepła rodzinnego to chociaż ciepła ze strony przyjaźni i poczucia sensu dla którego tu istnieje. Otrzymał je dopiero gdy przypadkiem trafił do mieszkania Lavalla, uciekając z przytułka a raczej przed goniącą go piastunką. Miał wielkie szczęście, że trafiłdo niego właśnie w tym okresie a nie dwa lata później. Mimo wszystko otrzymał od Lavalla wszystko czego chciał, a pragnął naprawdę niewiele, jak na nieotrzymujące nigdy ciepła ze strony człowieka dziecko. Cyrulik w zamian za to dostawał od Fillippe'a codziennie coraz szczęśliwszy każdego dnia uśmiech. Siadał na drewnianym stołku i spoglądając na każde idealne przycięcie wgryzał się łakomie w soczyste do czerwoności jabłko. Raz po raz komentował niepotrzebnie słowami: dlaczego tak, nie tak; a po co tutaj; a temu panu w brodzie do twarzy, jak panu panie Lavall. Mimo wybuchowej natury cyrulika, uśmiech i to niewinne brzmienie głosu było wyśmienitym lekiem na każde jego rozterki i gniewy. Po prostu był dla niego jak syn przez dwa, niemożliwie krótkie lata. Potem zniknął od tak pewnego wieczoru i nie wrócił, przypuszczając że wina leży po stronie przytułku, jednak tam go nie było. Nie włóczył się po ulicach i żaden bliski sąsiad nie wiedział nic o zniknięciu pracowitym uczniu Lavalla. Wydawałoby się, że jak na tak twardy charakter owe tajemnicze zniknięcie nie wpłynie w żadnym procencie, jednak pozory myliły od zawsze. Długo rozmyślał nad możliwym pobytem chłopca, martwiąc się o jego bezpieczeństwo. Minęło całe promienne, duszne lato, nawet kolorowa, nieco przytłaczająca jesień, a Lavall z każdym dniem zmieniał się coraz bardziej nie do poznania, aż w końcu pierwszy przerażający męski krzyk przeszył pracownię cyrulika, będąc jego ostatnim. Miliony osób na świecie, miliony pożądanych kobiet, a on z przerażającym utęsknieniem za tym jednym, porządnym chłopcem zamienił się w bestię tak ostrożną, że nikt w mieście nie podejrzewał go o tak niecne czyny.
Noc ogarnęła całe miasto, czysta, gwiezdna, bez zanieczyszczeń. Jedynie znad jednego komina unosił się czarny dym, niczym sadza, spalenizna. Po ulicach przechadzało się coraz mniej ludzi, w grupach, by ochronić się przed złodziejaszkami i zabójcami. Niekiedy przejechała dorożka, nosząc ze sobą przerażający tętent kopyt. Dym unosił się z komina pewnej szarej kamienicy złożonej jedynie z dwóch mieszkań. Każde z nich miało jednego właściciela i prowadził w nim zakład. Na górze mieścił się zakład pewnego cyrulika o imieniu Lavestor. Jednak większość nazywała go po nazwisku - Lavall - być może z przyczyny darzonego szacunku albo grubiaństwa. Każdy miał o nim różne zdanie. Drzwi od kamienicy otworzyły się, na schody wystąpiły lśniące brązowawe buty. Był to sam Lavestor Lavall. W dłoni dzierżył drewnianą fajkę, karmiąc własne płuca tytoniem. Zamknął drzwi i zszedł na chodnik, by przyjrzeć się okolicy. Czyżby nikogo nie było ? Ani jednego klienta ? Dzisiaj nie było ani jednego ! Ani jednego ! Parsknął, zaciągając się długo nikotyną. Wnet usłyszał nadchodzący odgłos stawianych kroków.. Obrócił głowę ku źródle dźwięku i wypuścił nosem dym. Przymrużył oczy. Rozproszył ręką dym, który zaszedł mu całą widoczność. Jeśli był to kroczący do niego klient, trzeba było jak najszybciej zająć własne miejsce w zakładzie. Obrócił się i poprawił kiwający się szyld z poszarzałą nazwą "Cyrulik". Popchnął drzwi od kamienicy i skierował się do mieszkania. Zaś klient, który właśnie zatrzymał się przed szyldem i zdjął kapelusz, miał już nigdy stąd nie wyjść. Po schodach szedł powoli, by nie zdradzić swoich emocji, pomimo dźwięku zamykanych się wrót kamienicy. Wyciągnął klucze z kieszeni płaszcza. Zabrzęczały niosąc za sobą echo po całej kamienicy. Każdy ruch starał się wykonywać naturalnie, co wychodziło mu wręcz znakomicie. Pęk kluczy był gruby, każdy z nich był do innych drzwi. Skoro miał jedno mieszkanie, po co mu były pozostałe klucze ? Włożył zębatki klucza do zamka i przekręcił. Odgłos rozniósł się, przynosząc ze sobą zbliżające się kroki po schodach. Oczy cyrulika martwo wlepiły się w chropowatą powierzchnię drzwi, do nozdrzy dolatywał dziwny zapach stęchlizny, którą niosła ze sobą kamienica. Kroki zbliżały się niemiłosiernie, a jego to bardziej przerażało niż świadomość klienta na krześle w ciemnym zakładzie cyrulika. - Dobry wieczór, panie Lavall. Czy zdążę jeszcze na małe golenie o tak późnej porze ? - przemiły baryton rozniósł się po klatce schodowej. Kroki ustały w połowie ostatnich schodów. Cyrulik obrócił głowę w stronę mężczyzny i przekręcił ostatni raz klucz, po czym, bez słowa i uśmiechu, schował pęk kluczy do kieszeni płaszcza. Popchnął drzwi. Te otworzyły się, o dziwo, bez skrzypnięcia. Do środka wlała się duża porcja światła. W cieniu jedynie pozostało skórzane krzesło, na którym obsługiwał klientów. Cyrulik odparł w końcu, wchodząc do pomieszczenia - Nasz klient, nasz pan. Proszę wejść, zdjąć płaszcz i powiesić - zapalił światło i wskazał drewniany stojak na płaszcze i akcesoria - na tym wieszaku. Jak będzie pan gotowy, proszę usiąść na krześle. - Przystanął w połowie drogi do komody z brzytwami i płynami pielęgnacyjnymi. Przeniósł spojrzenie na krzesło i powoli obrócił się w stronę klienta, wieszającego w danym momencie swój brązowawy płaszcz. - Potem zaś będzie mi pan łaskawy wytłumaczyć jak ciąć. - odparł dość ochryple i skierował się ponownie do komody. Klient spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem i poprawiwszy plastron, uczynił parę kroków w stronę krzesła. W pomieszczeniu było wyjątkowo ponuro; za dnia światło przedostawało się jedynie przez jedyne okno ulokowane pośrodku ściany od strony centrum miasta; ściany w lekko brązowawym odcieniu, który sprawiał wrażenie melancholijnej atmosfery. - Nie przyszedłem ciąć włosów. - odparł klient, zasiadając wygodnie na krześle. Pogłaskał skórzane poręcze i ponownie skierował spojrzenie na cyrulika, który właśnie wyciągał z szuflady komplet brzytw. - Miałem zamiar się ogolić w ramach jutrzejszej rocznicy ślubu. - odparł dość drętwo, jakby dzielenie łoża kolejnego roku z tą samą kobietą nie pocieszało go kompletnie. Przesunął dłonią po delikatnej szczecinie. - Mogę się jedynie domyślać, iż pan Lavall doskonale zdaje sobie sprawę z konieczności bycia gładkim i pozornie młodym w takich okolicznościach. - dodał, gdy cyrulik nadal milczał i przyglądał się brzytwom w skórzanej kaburze. W końcu chwycił ten z wierzchu i przetarł czystą jedwabną chustą. Uniósł ją delikatnie ku górze i odwróciwszy się do światła, przejrzał się w krzywym odbiciu. Widział brak wyrazu twarzy, kompletnie żadnego uśmiechu. Falowane, kasztanowe włosy spływały na ramiona mężczyzny sprawiając wrażenie niewinnego, ale doświadczonego. Któż by się domyślił ? Dostrzegł przebiegły błysk we własnych, piwnych oczach. Obrócił się do klienta i opuszczając brzytwę, zbliżał się powoli, z każdym krokiem wywołując skrzypienie, drewnianej podłogi. - Profesjonalne cięcie i żona zapamięta tę rocznicę ślubu na całe życie. - odparł, spoglądając w głęboko osadzone oczy klienta. On nawet się nie domyślał i miał nawet nic nie poczuć 18:07:13 Pokrywa szybu zamknęła się z niewyobrażalnym łoskotem. Powietrze okalające szyb rozniosło kurz po podłodze. Słychać było odgłos odbijającego się czegoś ciężkiego po ścianach szybu, by w końcu zetknąć się z grawitacją i rozpaść się. Cień opadający na pokrywę szybu był niewątpliwie cząstką człowieka, ruszył się i pomknął po schodach w górę. Mężczyzna potarł dłońmi własne ramiona, w tej piwnicy było niewyobrażalnie zimno, jednak nic nie zepsuje mu teraz humoru. Nacisnął na klamkę i popchnął drzwi. Twarz mężczyzny oświetlił ogromny promień światła ze świec i ciepło panujące w jego zakładzie. Zamknął czym prędzej za sobą drzwi i oparł się o nie całym ciałem, uśmiechając się do siebie z zamkniętymi oczyma. Dlaczego sprawiało mu to taką satysfakcję ? Dlaczego w tak drastycznych chwilach czuł się całkowicie sobą ? Tę kwestię pozostawiał komuś, kto go stworzył, czyli nikomu; pytania nie było. Rozchylił powoli powieki, jednak obraz niezręcznie podrygiwał pod wpływem wysokiego ciśnienia we krwi. Mimo to trzeba było tu posprzątać dla kolejnego klienta, dla kolejnej ofiary losu, użalającej się nad własną formułą życia. Postąpił parę kroków w głąb pomieszczenia i rozejrzał się wokół. Wszędzie panowała czystość, na każdej półeczce, na każdym regale panował porządek. Przeniósł granitowe spojrzenie na krzesło, na którym siadał klient do golenia czy strzyżenia. Jakże wdzięczny, szkarłatny kolor przybrał. Biała, poplamiona wielką plamą krwi, chusta leżała niezręcznie koło krzesła, a plama przybierała na wielkości pod wpływem kapiącej substancji z krawędzi siedzenia. Odwrócił wzrok, a uśmiech zgasł. - Później - wyszeptał do siebie i skierował się w stronę wyjścia. Musiał odetchnąć świeżym powietrzem. Wziął ze stołu drewnianą fajkę, klucze i płaszcz, następnie wyszedł z pomieszczenia i zakluczył drzwi. Teraz trzeba udać się na mały odpoczynek. Schodząc ze schodów, założył na siebie płaszcz, z kieszeni wydobył tytoń, napełnił nim fajkę i wyszedł na zewnątrz. Lodowaty powiew wiatru uderzył w policzki mężczyzny, rozwiewając mu włosy. Przymrużył oczy i zapalił fajkę, spoglądając w głąb uliczki. Prawdziwa rozkosz dla ciała i duszy.. Jednak czy nie jest to nienormalne ? - Są dziwy na niebie i na ziemi, które nie śniły się filozofom. - mruknął pod nosem do siebie i zaciągnął się fajką, wciąż przyglądając się w skupieniu ciemnej głębi uliczki.
----
Szedł przed siebie, bacznie się przyglądając każdemu ruchowi kobiety, by tylko jej nie zgubić. Nie miał zamiaru jej trzymać pod pachą, gdyż sytuacja była już nader napięta. Wtem usłyszał za sobą jakieś wołania i niczym idiota obrócił się ku biegnącym dzieciom. Zatrzymały się sapiąc i pochylając się, by odetchnąć. Jedno z nich poczęło skakać wokół pytając się o to czy jest magikiem. Reszta dzieciaków przyglądała się cyrulikowi, wciąż sapiąc. Mężczyzna zmarszczył brwi, spoglądając na każdego z osobna, po czym przypomniawszy sobie o Marabel, obrócił się w stronę, gdzie powinna się znajdować. Znikła ! - Do jasnej cholery ! - warknął pod nosem, słysząc za sobą piszczące głosiki proszące o jakąkolwiek sztuczkę. Trzeba było rozpędzić te roześmiane gęby w trzy [kwiatek] ! Obrócił się ku dzieciakom, przywdziewając na twarz serdeczny uśmiech, po czym pogłaskawszy najmniejszego malca po gęstych włoskach, odparł: - Jeśli widzieliście tę panię, to biegnijcie za nią. Ona za każdym razem chce się bawić w chowanego, a przecież przedstawienie czeka właśnie z wymarzonymi nożami ! - odparł z fascynacją w głosie jak i w oczach. Dzieci spojrzały po sobie, a jeden z nich nagle krzyknął, wskazując jedną z bocznych uliczek i ruszył z wrzaskiem udając piratów. Cyrulik patrzył jeszcze przez chwilę za nimi, a gdy zniknęli wciąż wrzeszcząc, przeniósł spojrzenie na grupę wciąż przyglądając się leżącej wdówce. Trzeba było coś z nią zrobić. A co jeśli zapamiętała, to co mówiła cyrkówka ? Zmrużył oczy zastanawiając się nad losem wdówki, po czym ruszył w jej stronę. Wiedział teraz doskonale, że któryś z dzieciaków musiał ją widzieć skoro pobiegli z pirackim okrzykiem za jednym z nich. Więc nie musiał się obawiać, oni na pewno ją tu przyprowadzą. W końcu mają nieprzebrane możliwości względem wyobraźni. Tymczasem stanął już nad ciałem wdowy, nie zwracając uwagi na gapiów, traktujących go jak - jak to dzieci ujęły - magika. Zerkali na niego kątem oka powoli się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MrsMarilyn
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…