Ingilarium - Szkoła Przeznaczenia, część 2
Opowiadania ciąg dalszy. Rini dowiaduje sie o magii i nowej rasie. Pojawia sie drugi wątek...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Anelli podała Riniemu kubek gorącej herbaty, i opatrzyła ranę, którą zarobił podczas walki. Zwykłe otarcie kolana, ale piecze strasznie. Rini podziękował i zaczął powoli pić herbatę. Za oknem było już ciemno. Byli w domku Anelli na środku jakiejś polany w Lesie Południowym. Anelli mieszkała sama. Jej rodzice zmarli, gdy miała dwanaście lat, a więc cztery lata temu. Domek był niczego sobie. Mały, drewniany, przytulny. Na parterze była sypialnia, kuchnia i coś w rodzaju pokoju gościnnego, co było tak naprawdę obszernym pomieszczeniem ze stołem pośrodku. Pod ścianą stał jakiś zakurzony kuferek, gdzie indziej była sterta jakiś skór zwierzęcych. Przy drzwiach o ścianę oparty stał łuk, a obok niego kołczan. - Jesteś Łowczynią? – zapytał nagle Rini - Ja?! Nie. Skąd ci to przyszło do głowy? – zdziwiła się dziewczyna - A tak... znikąd... - Chodzi ci o to, co zrobiłam temu człowiekowi na wzgórzu? - westchnęła - nauczyła mnie tego matka, gdy miałam dziesięć lat. Nie. Łowczynią nie jestem, nie była nią też moja matka, choć pewnie zdolność używania magii wyższego rzędu wskazuje na co innego - zaśmiała się - Magia? Masz na myśli Ironisu? - Otóż nie. Ironisu to energia. Płynąca z życia, choć pewnie więcej wiesz. Magia, to energia płynąca z woli. - Przecież Ironisu używamy za pomocą woli. - Może i tak, ale z czego ona czerpie jak nie z twoich sił życiowych? Magia czerpie inną siłę - Minate Annas Nitri Amn, w skrócie MANA. Nie wiem jak to się nazywa w naszym języku. Bynajmniej nie jest to Ironisu. Za pomocą magii rzucamy czary. Każdy czar ma określone przeznaczenie, działanie jakie musi spełnić. Jedne uzdrawiają, inne tworzą kule ognia, a jeszcze inne pozwalają dostrzec ukryte. - Tam, skąd pochodzę nie słyszano ani o magii, ani o Ironisu. - wzruszył ramionami chłopiec. - Na jakim wy świecie żyjecie? - zaśmiała się Anelli - Magów jest na tym świecie więcej niż desek drewna użytych do zbudowania tego domu - A ile jest tych desek? - Liczy się je w tysiącach - mrugnęła okiem - No dobra... a co oznacza, ze magia jest wyższego rzędu? - Magia niższego rzędu, a wiec podstawowa magia jest używana przez prawie wszystkich magów. Do rzucenia takiego czaru potrzebna jest znana formuła składająca się od jednego słowa, do kilkunastu zdań. Mają ograniczoną moc. Najpotężniejszy czar niższego rzędu, tj. Magia Galii, ma moc co najwyżej unicestwienia obszaru o wymiarach trzy metry na trzy metry na trzy metry. - Rini słuchał jej z nieukrywanym zaciekawieniem - Magia wyższego rzędu natomiast uwalniana jest gestami. Uczy się jej niewielu magów, bo i także niewielu o niej słyszało. Muszą oni umieć nad magią zapanować, by przypadkowy gest - machnęła ręką w górę, a łuk stojący kilka metrów dalej przewrócił się - nie zrobił czegoś niechcianego. Taka magia nie ma ponoć ograniczeń. Znam tylko kilka takich czarów. Im mniej ich znamy, tym mniej przypadkowych użyć, nieprawdaż? - zaśmiała się - Czyli i tak musisz poznać formułę tego czaru, to znaczy gest? - Tak, ale gest ogranicza się do dwóch, trzech ruchów ręką.... chyba... - uśmiechnęła się. Chłopak spojrzał za okno. Był środek nocy. - Muszę już chyba wracać. Na pewno mnie szukają. - Nie trafisz sam z powrotem w nocy, a ja cię tam nie odprowadzę. - Dlaczego? - Nie chcę. - dziewczyna odwróciła wzrok. - Ale dlaczego? - Nie twoja sprawa! - wstała gwałtownie przewracając krzesło i poszła do swojego pokoju. Rini miał posłanie na poddaszu. Udał się tam i położył. Rozmyślał o wydarzeniach z ostatnich miesięcy, aż w końcu zasnął.
*
Cała dolina otoczona górami była widoczna jak na dłoni. Gęsto zalesione obszary rozciągające się od wschodu do zachodu, od północy do południa. Bezchmurne niebo, kilka sępów krążyło w powietrzu. W dole rusza się grupa jakichś postaci. Widocznie się spieszą. Wszystkie w czarnych płaszczach ze złotymi wyszywkami po prawej stronie na wysokości serca. Widział to stąd, miał w końcu dobry wzrok. Wszystkie dziewięć osób były uzbrojone w długie łuki. Lekki wiatr wiał od północy, a więc prosto w twarz mężczyźnie przykucającemu na skraju urwiska i oglądającemu dolinę rozpościerającą się przed nim. Uniósł lekko dłoń z wyprostowanymi dwoma palcami - wskazującym i środkowym - i machnął kilka razy do przodu dając komuś znak. Ktoś podbiegł do niego skulony. Wymienili parę zdań i mężczyzna, który przed chwilą przybiegł odszedł na południowy wschód. Druga postać, mężczyzna w wieku dwudziestu pięciu - trzydziestu lat, z lekko falującymi na wietrze włosami i zielonymi oczyma wstał i pochylony ruszył wzdłuż urwiska na wschód. Po dwudziestu sekundach dotarł na miejsce. - Dowódco. - zasalutował jakiś mężczyzna, najpewniej żołnierz - wszyscy gotowi - Dobrze. Ustawić się w szyku i czekać na rozkazy. - Tak jest, sir! - żołnierz już odchodził, gdy dowódca chwycił go za ramię - Tylko po cichu - Tak jest! - postać znów odchodziła, gdy została zatrzymana - Wyślij przodem dwóch Shuan na zwiady - Tak jest! Dowódca podszedł do swojego konia. Wyciągnął łuk. Pięknie rzeźbiony, niezawodny łuk zwykłej długości z refleksem. Cięciwa zrobiona z wzmacnianej jedwabnej nici dodawała jakieś kolejne dwadzieścia kilogramów naciągu, co dawało w sumie osiemdziesiąt kilogramów. Niezwykła siła, zwłaszcza przy tak niezwykłej celności. Do tego ekwipunku dobrał jeszcze zdobiony miecz półtoraręczny zwany Vallin, co znaczy Moc Błysku. Był to niezwykle potężny miecz runiczny przechowujący w swojej klindze formułę zaklęcia Kuli Ognia. Ponadto jest to jeden z niewielu mieczy pozwalających na wykonanie Tercji, Kwarty i Kwinty, czyli szybkich ciosów jeden po drugim. Ciosy te są tak szybkie, że nie da się okiem oddzielić jednego od drugiego. Tercja pozwala na trzy ciosy, Kwarta na cztery, a Kwinta na pięć. Te zdolności mają taką wadę, że można każdej użyć raz na dzień. Mimo wszystko jest to najpotężniejsza broń biała wszechczasów. Ostrze wykuwane przez trzy lata z najtwardszej stali, „karmione” magią przez największych elfich magów. Dowódca nie nosił zbroi. Miał na sobie zwykłą skórzaną kurtkę i takowe spodnie, a na to purpurowo-złoty płaszcz. Podszedł do niego inny mężczyzna, który powiedział: - Witaj Lanisie - podał rękę - Witaj Flook! - dowódca nazwany Lanisem uścisnął dłoń przyjacielowi. - Co tam u Ciebie? Co słychać w Gwardii? - Eee... nie ma o czym mówić. Nudzimy się w stolicy. Krarra robi w dwa dni więcej, niż my przez rok. Dlatego poprosiłem o pozwolenie nadzorowania twojej misji. - Nadzorowania? - zdziwił się Lanis - Wiesz jak to jest z Radą. Chcą mieć nad wszystkim kontrole, wiec jak ktoś chce cos nadzorować to zgadzają się od razu. - Ale wiesz, że ja tu dowodzę? - Tak, jasne! Ale może mnie oświecisz jak sytuacja? Widziałeś Łowczynie? - Nie, jeszcze ich nie znaleźliśmy. Mamy natomiast inny trop. Grupa jakichś ludzi wałęsa się po tej okolicy nie bez przyczyny. Są uzbrojeni co najmniej w łuki. - Chyba nie wymiękasz? Masz przecież dwudziestu najlepszych wojowników dostępnych w wojsku Renos! - Bynajmniej nie wymiękam - uśmiechnął się tajemniczo - bardzom ciekaw, co oni tu robią. - Może to sprawdzimy? - Oczywiście. - tymi słowy dowódca, prowadząc konia za uzdę, poszedł ścieżką na północ, aż dotarł na umówione miejsce. Żołnierze byli już gotowi. Wszyscy mieli na sobie zielone płaszcze przykrywające kolczugi oraz łuki refleksyjne. Lanis
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Forien
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…