Wróć do katalogu

Inna strona cz.2

Czy kate zmierzy się z losem i stanie na przeciw błekitnookiemu ideałowi z jej najśmielwszych snów?

Paula127, opublikowano , 34 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

3.Pustka -Kate! Wstawaj! Usłyszałam tuż nad sobą głos swojego taty. -Co…? Tata ściągnął ze mnie kołdrę. -Jeżeli zaraz nie wstaniesz to się spóźnisz do szkoły! Krzyczał nade mną jak wariat. Poczułam jak złość się do mnie wkrada. Co on sobie myśli?! -Od, kiedy zatrudniłeś się jako mój prywatny budzik?! Warknęłam i wtuliłam się głębiej w poduszkę, chamsko wyrywając mu kołdrę. Eric zaskoczył się moją wrogością. Wydawał się być zakłopotany. Miałam to gdzieś! Jak mógł mnie obudzić! Moja wrogość nie podziałała, nadal stał nade mną i wygląda jakby chciał mi coś powiedzieć. Won mi stąd! Zmusiłam się do spojrzenia mu w twarz. -Czego chcesz?! Syknęłam i chamsko wskazałam na drzwi. Moja złość zbiła go z tropu. Widząc jego minę poczułam lekkie ukłucie wyrzutów sumienia. Jęknęłam i wcisnęłam twarz w poduszkę. Dlaczego musiał akurat dzisiaj mnie obudzić?! Dlaczego DZIŚ?! W dzień, w którym postanowiłam nie iść na historię, przyjechać na drugą lekcję. Powód, znam swoje możliwości. Ten gościu działa na mnie jak narkotyk, czujesz się szczęśliwa, jesteś pełna radości i w ogóle wszystko, co cię boli oddala się, ale za wszystko trzeba płacić. Gnębiący cię ból i pełnowartościowa pustka wracają do ciebie z podwójną, a nawet potrójną siłą, zaraz po opuszczeniu, oddaleniu się od źródła ulgi. Ostatnie dwa dni były dla mnie istnym koszmarem. Ostatnie dwa dni, od przeżycia w toalecie, uświadomiły mi niezwykle boleśnie, że jestem niechcianym przez nikogo nikim. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się coś takiego... Sprawiły, że zaczęłam obserwować swoje środowisko. I zauważyłam, choć nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, że moje najbliższe otoczenie poprostu najzwyczajniej świecie mnie unika i nawet niektórzy mają mnie za wariatkę! Wiki, moja najbliższa koleżanka obraziła się na mnie c-a-ł-k-o-w-i-c-i-e, gdy spostrzegła, że wcale nie chcę jej nic powiedzieć, wytłumaczyć swojej rozpaczy która mnie naszła w tym okropnym dniu. Ba, w ogóle nie chciała mieć ze mną do czynienia i odeszła do tych świrniętych dziewczyn z mojego rocznika, co tylko jedno im w głowie… -Kate dobrze się czujesz? Wyrwał mnie z zamyślenia zatroskany Eric. A więc nadal tu był… Na pierwszy rzut oka widać było, że zastanawia się czy przypadkiem nie zwariowałam. Nie wiem, do jakiego wniosku doszedł. Usiadł na moim łóżku. Zrobiło mi się głupio. Po chwili poczułam jak zamieniam się w czerwonego buraczka. Czego chcesz? Wyjdź mi stąd, zanim się rozbudzę! Nie chcę iść do żadnej szkoły! -Kate, przepraszam cię, że cię obudziłem, wiem że po wczorajszej rozmowie jesteś na mnie zła, wybacz ale muszę ci coś powiedzieć- a więc do takich doszedł wniosków… Uważa że nadal się na niego gniewam za wczoraj. Chcąc czy nie chcąc lekko się uśmiechnęłam. Eric myśląc, że to do niego odwzajemnił się szerokim uśmiechem. Tak naprawdę cały czas jestem zła za te jego wczorajsze warunki, ale postanowiłam więcej mu tego nie wyrzucać. Liczyłam na to, że zapomni o jakiekolwiek wyprowadzce i będę miała spokój. Muszę natychmiast złagodzić panująca atmosferę, aby naszą rozmowa nie zeszła na zakazany temat. Znowu się uśmiechnęłam. -Przepraszam, nie wiem, co mnie naszło, czuję się dobrze, już wstaję - paplałam byle tylko go udobruchać. Na moje słowa uśmiechnął się i wyraźnie rozluźnił. -Już wstaje- mile powtórzyłam byle go nie urazić, bo ciągle nade mną wisiał zamyślony. Powstrzymywałam się, aby znowu nie pokazać mu drzwi. W końcu się zdecydował. -Chciałem cię poinformować. Eee. Bo wczoraj zapomniałem ci powiedzieć. A raczej nie chciałem, bo byłaś zła. Dlatego cię obudziłem. Możesz mi odmówić ja zrozumiem. Ostatnio i tak cię trochę za… -O, co chodzi? Przerwałam z całej siły odpychając narastającą we mnie złość. Byłam stuprocentowo pewna, że odejdzie od tematu i jak to miał w zwyczaju zacznie coś gadać o zaniedbywaniu mnie. Chciałam żeby jak najszybciej wydusił to z siebie i dał mi spokój. A po za tym nigdy nie lubiłam, kiedy ludzie pocili się przy mnie. -No dobra Kate, chcę wyjechać na dwa dni- zaczerpnął powietrza. -Firmowo- skrzywił się. -Jakaś para młoda z Słowacji chce mieć na swoim weselu naszą kuchnię, płacą naprawdę dużo… przyjrzał mi się. Wyraźnie nie chciał mnie zdenerwować. Co!? Nie! Tylko nie to! Przyjrzałam mu się, miał wypisaną panikę na twarzy. Już chciałam powiedzieć coś ordynarnego, ale dał mi znać, że jeszcze nie skończył. Zacisnęłam pod kołdrą palce w pięści. -Jeżeli boisz się, czy nie chcesz to po prostu powiedz, zawsze mogę wszystko odwołać… był bardzo zdenerwowany. Zauważyłam, że wstydzi się siebie za swoją propozycję, ale miałam to w nosie. Poczułam narastającą histerię. Chcesz mnie zostawić? Samą w tym dużym domu? Nie żebym się bała, ale sama nie pokonam tej pustki. Dzisiejszy sen był dowodem, że popadam w jakiś obłęd. Jesteś okrutny, jak ci na mnie nie zależy to jedź, na co czekasz? Po co mi to mówisz? Czemu jeszcze sobie nie pojechałeś? Zostaw mnie! Jak każdy! I wiesz co? Najlepiej wcale nie wracaj! Zostaw mnie! Jak każdy… Kogo ja obchodzę… Poczułam coś mokrego pod powiekami. I co ja mogę zrobić? Przecież nie mogę cię ograniczać. Rób, co chcesz! -Jedź, jedź, o mnie się nie martw- powiedziałam fałszywie łagodnie. Zmartwiona odwróciłam głowę, aby nie zauważył moich łez. -Jestem fatalnym ojcem? Co nie? Wybuchł śmiechem. W ogóle nie zdawał sobie sprawy, w jakim jestem stanie. Mogę być z siebie dumna, przynajmniej coś osiągnęłam. Juhu. Udawając entuzjazm zebrałam wszystkie siły na wypowiedzenie jednego głupiego zdania. -Nie jesteś najlepszym! Miałam nadzieję, że nie przechwycił fałszywej nuty w moim głosie. Skąd ona się wzięła? Przecież jest najlepszym ojcem. Coś we mnie zadudniło. Nie jest? -No dobra, to ja już jadę do pracy, wrócę jutro wieczorem- powiedział wesoło, przerywając moje rozmyślenia. -Tylko po powrocie nie chcę zastać domu do góry nogami! Postraszył mnie drwiącym głosem. Podobnie jak ja też był odludkiem, tylko, że ja byłam o wiele większym. Zużywając resztę energii, wstałam i przytuliłam go. -Dbaj o siebie- pomachał mi i dumny z siebie, wyszedł z mojego pokoju. Z całej siły się powstrzymałam, aby nie rzucić czegoś w zamykające się drzwi. Wszystko się we mnie gotowało. Po chwili usłyszałam odgłos zapalanego silnika. Zerknęłam na budzik, do rozpoczęcia lekcji zostały jakieś dwie godziny, a pomijając pierwszą lekcję trzy. Czyli za jakieś dwie godziny powinnam zacząć się szykować. Kurcze, co on mówił o spóźnianiu się? Potrzasnęłam ramionami i usiadłam na łóżku, tłumiąc w sobie narastającą histerię. Położyłam się i wcisnęłam twarz w poduszkę, tworząc z kołdry kokon. Moja poduszka doskonale sprawdzała się jako gąbka, perfekcyjnie chłonęła moje łzy. ,,Jesteś nikim”. Z całej siły skupiłam się, aby zasnąć i przespać te dwie godziny. Ale im bardziej się starałam tym większą czułam w sobie, narastającą pustkę. Po chwili, która wydawała się trwać wiecznie, nieudanych prób zaśnięcia rozeźlona wstałam i bez zapału poszurałam do łazienki. Jak mógł zostawić mnie w takim stanie? Co ja zrobię tu sama ze swoimi myślami, ze samą SOBĄ? Jeszcze do tego na złość nie mogłam zasnąć. Nie powinnam się dziwić, jak nic byłam wyspana. Okrutny los jakby kazał mi iść na tę lekcję. Starałam się z całej siły, aby moja poranna toaleta trwała jak najdłużej. Gdy zeszłam na dół, starając się o niczym nie myśleć, zerknęłam tak niby od niechcenia na zegar. To niemożliwe! Czas robi mi jakieś figle! Od wyjścia mojego taty minęło zaledwie pół godziny! Kate uspokój się… A gdybym jednak pojechała do szkoły? Może jak odpowiednio się przygotuję, uda mi się przesiedzieć całą lekcję koło tego cudownego bóstwa. Ja przecież tego pragnę, przecież znaczna część mnie ciągnie do niego… Po chwili wybijając się z marzeń, puknęłam się po głowie jakbym chciała się skarciła za swoją głupotę. Przesiedzieć przesiedzisz, ale co z twoją psychiką, wątpię, że uda mi się skupić na czymś innym oprócz jego czy… mnie. * Nie wiem, co ja tu robię? Przecież miałam nie jechać na pierwszą lekcję…Co mnie podkusiło? Czemu jestem taką naiwną masochistką? Odpowiedź brzmiała, mam gdzieś siebie, wszystko zrobię dla chwili, w której mogłabym spojrzeć w jego piękne błękitne oczy, a po za tym nie mogłam wytrzymać tej potwornej pustki. Strach wierzyć, że tylko to mnie kierowało. Przecież tak niedawno te oczy o mało mnie zabiły! Skręciłam w prawo. O Boże, co ja robię? W oddali zobaczyłam moją szkołę. Dobra, wdech i wydech skup się na drodze, jeszcze do tego brakuję wypadku! Nie mogę uwierzyć, że przyjechałam dwadzieścia minut przed lekcjami i… byłam pierwsza. Parking zionął pustkami. O Boże, stoję przed drzwiami. Usiadłam pod ścianą krzyżując ręce. Skup się, wdech i wydech. On nie może tobą zawładnąć. Po kolei zaczęli schodzić się uczniowie. Zapartym tchem czekałam na jedną osobę, na jej przyjście. Ludzie widząc mnie, skuloną przy ścianie, albo dziwnie się patrzyli, albo pukali się po głowie. Wdech i wydech. Pięć minut przed rozpoczęciem lekcji zauważyłam, że cała moja klasa już przyszła, oprócz… jednej osoby. Dzwonek. Przyszedł pan Duńczyk, otworzył drzwi i po kolei wpuszczał do sali ludzi. Kiedy koło niego przechodziłam uśmiechnął się złośliwie, a w jego oku błysnęło coś nie zdrowego. Widząc swoją pustą ławkę coś ścisnęło mnie za serce, a siadając w niej czułam taką narastającą pustkę. Bardzo wyraźnie odczuwałam brak ławkowego towarzysza. Jadąc na pierwszą lekcję nawet przez myśl mi nie przeszło, że miejsce w mojej ławce będzie puste, że ten ktoś o pięknych oczach nie przyjdzie dziś do szkoły. Zostałam okrutnie zaskoczona. O co chodzi? Przecież tak niedawno byłam przekonana, że niczego bym tak bardzo nie chciała, jak go zobaczyć. Powinnam się cieszyć, a nie żałować i rozpaczać z braku jego obecności. Albo jeszcze lepiej, powinnam się leczyć! Rozpoczęła się lekcja, a ja nawet nie wiedziałam, czego dotyczy. Gdyby Paula nie podesłała mi poprawnej odpowiedzi, kiedy pan od historii mnie o coś spytał pewnie dostałabym kolejną złą ocenę. Przez całą lekcje wpatrywałam się w drzwi niecierpliwie czekając jak się otworzą i pokarze się w nich ta piękna, spóźniona osoba. Na koniec lekcji Duńczyk rozdał nam sprawdziany, nie oszczędził mnie i oczywiście musiał powiedzieć całej klasie o mojej fatalnej ocenie. Zasmucona wyszłam z klasy. W szkole panowała wesoła atmosfera, bo miała niedługo nadejść dyskoteka. Niestety wcale mi się nie udzielała, wątpię, że coś dzisiaj mogło poprawić mi humor. Wszystkie dziewczyny z mojej klasy gadały tylko o tym, z kim będą tańczyć. Entuzjazm udzielał się nawet chłopakom i zaczęli po kolei zapraszać dziewczyny z mojej klasy. Kiedyś nawet byłam zapraszana przez niektórych, ale to wydaje się być bardzo dawno, w odległych szczęśliwych czasach za życia mojej mamy. Auć. Na przerwach miałam nadzieje, że może gdzieś w kącie ujrzę tego przystojniaka. Normalnie o mało nie dostałam jakiejś szajby. Skutkiem, czego włóczyłam po całej szkole mając nadzieje, że może gdzieś go zobaczę. Jedno wiem, ja jestem masochistką! Za każdym razem, kiedy badałam korytarze i wchodziłam w nowy korytarz, rozczarowując się, coś we mnie się skręcało. Nie wiem, po co robie sobie te nadzieje nikt mnie nie zechce, przecież nikt mnie nie chce. Nawet tata mnie zostawił. Dreszcze mnie przechodziły, kiedy myślałam, że spędzę dwa dni i jedną noc zupełnie sama… jak palec. Nie, nie mogę być sama po tym wszystkim, po tym szoku. *

-Paula, może gdzieś po lekcjach pójdziemy- spojrzałam na nią błagalnie. Znalazłam wyjście żeby nie zwariować z samotności i z nadmiaru pustki postanowiłam po raz pierwszy od… roku gdzieś się wybrać. Nawet nie wie, że musiałam przejść samą siebie żeby zdobyć się na tą propozycje. Osłupiała. -Od, kiedy ty chcesz gdzieś jechać… wyjść z domu? Patrzała na mnie podejrzliwie. Nadal była oniemiała z zdziwienia. -Yyy, no, bo… właśnie mój tata wyjechał na dwa dni… firmowo… - zastanowiłam się jak to powiedzieć, aby nie wzniecać podejrzeń. Świdrowała mnie zdziwionym wzrokiem. -Echm, no, chata wolna- wymusiłam na sobie uśmiech. Wolałabym wybrać się z Wiki, bo z nią można o wszystkim porozmawiać, no prawie. Ale ona zwróciła się przeciwko mnie i tylko w miarę Paula mnie akceptowała. -Czemu akurat dzisiaj? Wrodzona cecha Pauli, dociekliwość. Potrafiła wywiercić w brzuchu sporą dziurę, aby poznać prawdę. -Bo ostatnio nudzi mi się po lekcjach- niestety Paula była bardzo podejrzliwa. Widząc moją markotną minę dodała. -Dobrze mogę z tobą gdzieś pojechać, tylko dziwie się, czemu chcesz gdzieś jechać- zawahała się. -Ostatnio jesteś taka jakaś przygaszona, czasem bywasz taka…- przerwała, bo zdała sobie sprawę, że może mnie tymi słowami zranić. Aż tak widać moje przygnębienie, moją pustkę? Posmutniałam. Naprawdę? Aż tak źle jest ze mną? Widząc moje sposępnienie, zmieniła ton. -Widzę, że masz ochotę iść na plażę, morskie powietrze dobrze ci zrobi- starała się mnie udobruchać. -Może być plaża… -Ok. To jesteśmy umówione- uśmiechnęła się i szybko odeszła do rozchichotanych koleżanek. Nie mogę skreślić tego dnia, przynajmniej coś osiągnęłam.

4. Plaża

-Powiesz mi, co się stało? O nie! Chce mi wiercić dziurę w brzuchu! -Co się stało? Zapytałam niewinnym głosem. -Nie będziesz na mnie zła? Jak cię o coś spytam, raczej powiem? Wydawała się być jakaś podekscytowana. I tego mi brakuje… Paula, rozpowiadająca wszystkim, że zwariowałam na punkcie jednego chłopaka. I że w ogóle oszalałam, bo to mi sprawia ból. Szybko odrzuciłam od siebie tę wizję. -Co, Kate? Widocznie nie mogła wytrzymać. -To zależy… -No proszę, bo wież ja czegoś nie rozumiem, i chcę się coś dowiedzieć- próbowała mnie wywieźć w pole. Poddałam się. A co tam, tu ból, tam ból, jakoś przeżyje. -Wal na całego- burknęłam bez entuzjazmu. Widocznie ucieszyła się. -Błagam nie bierz tego do siebie, ja tylko powiem, co widzę- Nieświadomie zgniotłam muszlę, którą trzymałam w ręce, poczułam jak opiłki wbijają się w skórę. Nawet nie poczułam bólu, w ogóle nie zastanawiałam się nad tym. Przewidywałam, co chce mi powiedzieć. -Zmieniłaś się, zamknęłaś się w sobie, a ostatnio zauważyłam, że ci się znacznie pogorszyło- No i miałam rację. Super. Czułam jak powolutku wlewa się do mnie złość. -Ostatnio zachowujesz się dosłownie jak jakiś męczennik, dosłownie, od tego dnia, w którym zniknęłaś po historii, po naszej rozmowie… unikała mojego wzroku. Widocznie jeszcze nie skończyła. -Próbowałam coś wydusić z Wiki, jakieś szczegóły, a ona trzymała się tej wersji z zaciętymi drzwiami- zamarłam. Zapomniałam, jaka Paula potrafiła być spostrzegawcza. Jednak Wiki mnie nie zdradziła, poczułam, że mam do niej dług wdzięczności. -A potem, teraz, w szkole, zachowujesz się jakby coś ciągle cię bolało- tak właśnie się czułam. Złość przekształciła się w rozpacz. Z trudem powstrzymywałam łzy. Wbiłam wzrok w kamyczki. Za nic w świecie nie chciała na mnie spojrzeć. Patrzyłam na rozbijające się fale, wkładając całą energię na powstrzymanie napływających łez. Że musiała otworzyć moją ranę… -Nie musisz mi mówić, co się stało, ale ja nikomu nie powiem- w końcu spojrzała mi w oczy. -Daj, daj mi sspokój! Zawyłam. Widząc moje napływające łzy oniemiała. Musiała zdać sobie sprawę, że trafiła w czułe miejsce. -P-p-przepraszam- wydusiła z siebie. Chciałam coś powiedzieć, ale język mi się sprzeciwił. -Przepraszam, ja nie chciałam- powtórzyła. Usiadłam na jakimś korzeniu, odwracając się do niej tyłem. Nie chciałam żeby widziała moją rozpacz. Pustkę. -Nie chcę żebyś płakała, nie chciałam cię urazić- Usiadła koło mnie i objęła ramieniem. Zdała sobie sprawę, że nic nie wskóra. Siedziałyśmy tak przez chwilę patrząc na fale. W końcu odzyskałam mowę. Miałam taką olbrzymią ochotę pożalić się komuś. Nie mogę! -Masz rację, jestem dziwna- przełknęłam łzy. Milczała. Kurcze, musiała teraz milczeć. Oddać mi pałeczkę. Zdawała się być smutna, a jednocześnie zafascynowana. -To zbyt skomplikowane, nie umiem o tym mówić- zakończyłam rozmowę stanowczym tonem. Spojrzała na mnie zaskoczona. Widocznie zbiłam ją z tropu. -Ale…- -Nie powiesz mi, że nikt cię nie zaprosił na dyskotekę- przerwałam jej z całej siły odrzucając od siebie rozgoryczenie. Udawałam sztuczny entuzjazm. Jak dobrze ją znam, to by mi nie dała spokoju. -No jest taki jeden- połknęła haczyk. -Powiedz, kto bo nie wytrzymam! Starałam się jak mogłam. W życiu nie mogła poznać powodu! Gdzieś daleko we mnie uruchomił się prześladujący mnie głos ,,jesteś nikim”. Ruszyłyśmy wzdłuż plaży. Paula się rozgadała na dobre, w chwili, w której zaczęła porównywać chłopaków z mojej klasy do jej Aleksa. Zobaczyłam w oddali idealną skałę naprzeciwko zachodzącego słońca odbijającego się na tafli morza. Nie myśląc, podbiegłam i usiadłam. Spojrzałam w stronę słońca. Jest taki piękny, kiedy zachodzi! -Kate! Krzyknęła za mną oburzona Paula. Podbiegła i wspięła się. Było po niej widać, że chce na mnie na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych