Wróć do katalogu

"Insomaniak"

Siedem dni bez snu. Dzieło życia, a w tle koszmary i zjawy. Niesenne.

lady-makbet, opublikowano , 11 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przeddzień

Przemierzała mętne, głębokie otchłanie snu. Przez jej głowę przelewały się te gęste, ciemne wody niezmierzonego oceanu. I nagle z dziwnego świata sennych majaków wypłynęło to jedno, jedyne marzenie, które miało się ziścić. Wspaniałe, wielkie dzieło. Ogromna, przejmująca abstrakcja. Woda odbijała promienie słoneczne i zlewała się z niebem. Światło było cieniem, noc dniem, a szczęście drzemało gdzieś pośrodku, z lekka pochrapując.

Dzień 1

Kiedy się obudziła, dokładnie wiedziała, co chce zrobić. Praca jej życia odwiedziła ją we śnie. Nie mogła dać jej uciec. Wszystko tkwiło w jej głowie. Obraz emanujący dobrą energią, sława, chwała... Spełnienie pragnień? Szybko dokonała konsumpcji suchego chleba z serem, a następnie przypięła arkusz papieru do deski. Do wieczora pracowała nad szkicem, nie czując znużenia w sobie ani zaduchu panującego w pracowni. Zapadł zmrok, cichy i tajemniczy. Zajrzał do dziewczyny, przesłał jej uśmiech i przypatrzył się projektowi, kiwając w zamyśleniu głową. „Ładne”, pomyślał i wyszedł do ogródka. Kwiaty i drzewa też czekały. Nie mógł zajmować się dłużej tą ekscentryczną malarką, która zresztą nie poświęciła mu ani chwili uwagi. Młoda twórczyni przez całą noc nie zmrużyła oka. Dopracowywała szkic. Zmrok już dawno zamienił się w czarny aksamit nocy, a ten ustąpił miejsca blademu światłu kolejnego poranka.

Dzień 2

Szkic był gotowy. Która godzina? Ósma rano. Właściwie można, a nawet trzeba by pójść na uczelnię. Ale tak bardzo chciało jej się spać, że postanowiła odpuścić sobie zajęcia. Nadrobi się później, a... Czuła nieznośne zmęczenie w mięśniach oraz piekący ból oczu. Pod powiekami gromadziły się drobne ziarenka piasku. Zamrugała raz i drugi. Nie mogła zasnąć. Skuliła się tylko, objęła kolana rękoma. Dziwne myśli plątały jej się po głowie, nie dając chwili wytchnienia. Ciało potrzebowało odpoczynku, a umysł chciał dokładnie czegoś innego i nie pozwalał zapaść w sen. Przez obolałą głowę przelatywały obrazy, dziewczyna nie potrafiła nad nimi zapanować. Krew, litry krwi rozpływającej się w źródlanej wodzie. Kręte schody prowadzące donikąd, ironiczne uśmiechy... -Dlaczego to tam jest?!? – krzyknęła, a puste ściany odpowiedziały jej zwielokrotnionym echem. Dlaczego, dlaczego... Oczy zaczęły szczypać. Skóra na twarzy jakby się skurczyła, napięła, stała się za mała. Dziewczyna rzuciła się na ubrudzoną farbami i błotem podłogę, wściekle drapiąc bladą cerę. Spod białych palców zakończonych długimi paznokciami popłynęły krwawe strużki. Szczupła postać o idealnie śnieżnej skórze leżała zwinięta w kłębek na upapranych deskach. Do farby i grudek ziemi dołączyły się ciemnoczerwone zacieki. Leżała tak, całkowicie bez ruchu, a przez głowę przebiegały tysiące myśli. Bezsenność trwała już drugi dzień, obraz tracił ostrość i rozmazywał się. Kolory przechodziły w siebie ze zmienną częstotliwością. Męcząca była ta bezprzedmiotowa abstrakcja... abstrakcja... Abstrakcja! Dzieło, sztalugi, ukończony projekt...

Dzień 3

Dziewczyna szybko zerwała się z podłogi i prawie w tej samej chwili upadła. Kolana ugięły się pod nią, a odbicie świata w jej oczach przesunęło się w zwolnionym tempie, zatoczyło kilka kółek i zgasło. Jednak sen nie przyszedł. Czerń po chwili zaczęła intensywnie mrugać. Przez chwilę błysnęła srebrnymi iskrami, a następnie znów zapanowała ciemność. Ciemność niezdrowa i groźna. Nagle nużący kolor zmienił się w barwną farbę, gdyby rozlała ją czyjaś silna ręka. Dłoń pulsowała, pojawiała się i znikała, aż nagle mocno chwyciła dziewczynę za włosy. -Puść mnie... Boli! Jej głowa odgięła się nienaturalnie do tyłu – dziewczyna nie czuła prawdziwego, fizycznego bólu. Dłoń niewidzialnej istoty nadal szarpała jej długie, ciemne włosy. Nagle!... – puściła. Zacisnęła się tylko mocno na skroni. Bolało. Ale dziewczyna czuła, że tajemnicza zjawa jest jej przyjacielem. Dłoń mocno chwyciła potłuczone ramię i pociągnęła młodą malarkę do góry. Delikatnie pogłaskała ją po zakrwawionym czole i ustawiła przy sztalugach. Nie wiadomo, kto ustawił na nich ogromny blejtram z rozpiętym już płótnem. Maluj, maluj... Dzień 4

I tak minęła kolejna bezsenna noc pośród mglistych cieni. Jednak dziewczyna nie zwracała uwagi na towarzystwo w pracowni. Duchy cicho przemykały się od kąta do kąta i nie przeszkadzały malarce w tworzeniu. Jeszcze nie. Jeszcze nie ten moment. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Wielka płachta płótna nabierała powoli kolorów, a owo wymarzone, chrapiące szczęście już prawie-prawie śmiało się przez sen. Pod wieczór, kiedy słońce barwiło drzewa w ogródku na pomarańczowo, a trawa wygrzewała się w jego ostatnich promieniach, młoda artystka poczuła prozaiczny głód. Ze wzrastającym niezadowoleniem stwierdziła fakt, iż nigdzie nie widać było produktów jadalnych. Westchnęła ciężko i popędzana przez instynkt, udała się do pobliskiego warzywniaka. Nogi miała dziwnie lekkie, a ręce opadały ciągle i ciążyły ku ziemi. Mimo to jednak w głowie tańczyły gwiazdy. -Dzień dobry... – cicho przywitała się dziewczyna, a wtedy spadł nagły deszcz. Zupełnie jakby gdzieś wysoko w górze rozerwała się ogromna plastikowa torba, jedna z tych dyngusowych, rzucanych przez dzieci z okien. Malarka krzyknęła, a jej głos wdarł się w spokojną atmosferę małego miasteczka, w mieszaninę owocowych zapachów, w pasiastą siatkę starszej klientki, w tlenione włosy sprzedawczyni. To już nawet nie był deszcz, nie burza, nie ulewa. To był ciągnący…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych