Intryga
Akcja dzieje się w czasie Rewolucji Francuskiej. Jest to krótkie opowiadanko w formie dialogu. Napisałem je w ramach ćwiczenia z Praktycznego Kursu Pisarstwa. To moja pierwsza publikacja proszę więc o komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W maleńkiej celi obskurnego lochu leżał na sienniku pewien mężczyzna. Jego ciało było potwornie okaleczone. Stopy przypominały strzępy mięsa zaś na klatce piersiowej widniały głębokie rany. Mężczyzna wpatrywał się w ścianę obserwując jednocześnie czerwone ogniki pojawiające się tuż przed oczami. Wiedział, że są one wynikiem nieustającego bólu. Każdy oddech przypominał mu o własnym ciele, które w ostatnich dniach stało się straszliwym brzemieniem. Więzień usłyszał chrobot klucza w zamku. Wiedział, że już za chwilę znów spotka się ze swoim katem. Starał się nie patrzeć w stronę wejścia, chciał odegnać ten koszmar, ale daremnie. Znów spoglądał w te martwe, czarne oczy, w tę pociągłą twarz demona w ludzkiej skórze. Oprawca zawsze witał go tymi samymi słowami. Nie inaczej było i tym razem.
- Bonjour Pierre. Comment vas- tu? ( Dzień dobry Pierre. Jak się czujesz?)
- Que le diable te patafiole ( Idź do diabła)- westchnął skazaniec.
- Zadziwiające.- W głosie kata słychać było autentyczne zdumienie.- Ile jeszcze w tobie energii i zapału. Powiedz mi, czy ból zgasił w tobie chęć do życia czy tylko ją wzmocnił? Więzień znów poczuł na sobie to chore, pełne fascynacji spojrzenie. Towarzyszyło mu podczas każdej tortury.
- Pierre?- odezwał się ponownie oprawca.
- Tak Jean?
- Zabiję cię jeśli nie powiesz mi tego czego chcę. Mężczyzna przekręcił się na sienniku by lepiej przyjrzeć się swojemu przeciwnikowi.
- Tak, wiem o tym.
- Dlaczego tak kurczowo trzymasz się starego porządku? Nie widzisz, że monarchia to już przeżytek? W dzisiejszych czasach królom odcina się głowy. Przestań służyć komuś kto jutro może zginąć.
- Wiesz, ten tekst powtarzali chyba wszyscy tchórze i zdrajcy w historii.
- Możliwe.- Jean uśmiechną się mimowolnie- Nie zmienia to jednak faktu, że co pewien czas następują radykalne zmiany a ci którzy się do nich nie dostosowują giną w potwornych męczarniach. Obecna sytuacja polityczna......
- Nie rozmawiajmy o polityce- przerwał gniewnie Pierre- Dobrze wiem, że cię ona nie obchodzi. Jesteś tylko narzędziem, więc daruj sobie te morały.
Oprawca westchnął z zadumą i kucnął naprzeciwko więźnia. Jego wzrok stał się rozedrgany. - Wiesz jakie jest najgorsze uczucie jakim może cię obdarzyć inny człowiek? Większość powie, że nienawiść, ale to nie prawda. Najgorsza jest litość. A zaraz za nią pogarda. Tak. Muszę ci się do czegoś przyznać.
- O czym ty mówisz?- zdziwił się Pierre.
- Była...... pewna kobieta.- Jean zacisną pięści by ukryć drżenie rąk.- Wydaje mi się, że byłem w niej zakochany- roześmiał się niepewnie.- Te wszystkie lata wstecz. Ona była dla mnie dobra. Nawet bardzo, tak. Ale pewnego dnia gdy powiedziałem jej co czuję......Boże, wiesz co ona zrobiła? Pokręciła głową, pogłaskała mnie po policzku i odeszła. Jej oczy cały czas się śmiały. Tak. Ciągle się uśmiechała.
- Rozumiem.- Pierre nie chciał zdenerwować swojego oprawcy. Jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie.
- O tutaj.- Pięść Jeana wystrzeliła z wielką szybkością i uderzyła więźnia w splot słoneczny. Mężczyzna skulił się w kłębek starając się złapać oddech.- Właśnie tutaj. Tutaj wbiłem jej sztylet następnego dnia. I wiesz co? Przestała się uśmiechać. Spojrzała na mnie lepiej.
- Co......co?
- Powiedziałem ci coś o czym jeszcze nikomu nie mówiłem.- Kat przybliżył twarz do twarzy więźnia- Nikt o tym do tej pory nie wiedział. Zaczynałem cię już lubić Pierre. Nie jesteś jak inni skazańcy.
- Nienawidzę cię!
- Tak, wiem! Teraz ja też mam powód żeby ciebie nienawidzić. Przysięgam ci. Jeśli nie wyjawisz mi swojej tajemnicy tak jak ja wyjawiłem ci swoją to będę cię kroił na kawałki. Pozbawię cię wszystkich kończyn, wypalę oczy i odetnę uszy. Będę zwlekał z twoją egzekucją tak długo aż w każdej twojej ranie nie zalęgną się robaki. Prędzej tu żywcem zgnijesz niż pozwolę byś poszedł pod gilotynę!
- Posłuchaj.- Pierre starał się wyrównać oddech i nie poddać się ogarniającej go panice- Nie obchodzą mnie twoje problemy. Ja...
- Ty kupo gówna!- W oczach kata pojawiły się łzy- Ty żałosna kupo gówna! Jean okręcił się na pięcie i opuścił celę. Skazaniec długo wpatrywał się w zamknięte drzwi. Od początku wiedział, że ma do czynienia z psychopatą. Teraz okazało się, że jego kat jest jeszcze niestabilny i niedojrzały emocjonalnie. Pierre długo rozmyślał o przeprowadzonej rozmowie. Nie chciał tego przed sobą przyznać ale bał się nadchodzących chwil. Czuł, że nie zniesie kolejnych tortur. Na samą myśl o bólu robiło mu się niedobrze. Niczego tak nie pragnął jak śmierci. Wiedział jednak, że jego oprawca nie da mu lekko zejść z tego świata, zwłaszcza teraz, kiedy poznał jego sekret. Nagle, uderzyła go pewna myśl. Wiedział, że minie wiele czasu zanim Jean pozbiera się do kupy i znowu zacznie z nim rozmawiać ale nie mógł się już doczekać kolejnej wizyty kata. W sercu czuł tak silne emocje, że gdyby mógł, to wstałby i zaczął gorączkowo krążyć po celi. Mijały kolejne godziny. Przez klapę w drzwiach podano mu miskę jakiejś szarej breji. Nie czuł głodu, a zresztą tym gównem nie można by nakarmić nawet psa. W końcu usłyszał chrobot klucza w zamku. Tym razem nie bał się spojrzeć w stronę otwierających się powoli drzwi.
- Bonjour Pierre- powitał go znajomy głos- Comment....
- Jak się nazywała ta kobieta, którą zabiłeś?
- Cho cho zaczynamy bredzić co?- Jean spojrzał wymownie w stronę strażnika stojącego przed celą i pośpiesznie zamknął drzwi.- Co ci do tego jeśli wolno wiedzieć?
- Po prostu powiedz- wycedził Pierre.- Jak się nazywała?
- Skoro musisz wiedzieć.- Oprawca wzruszył ramionami- Francoise de la Croix.
Więzień z trudem złapał oddech. - Ty sukinsynu. Francoise była moją przyrodnią siostrą. Ty....ty ją zabiłeś.
- Och, daj spokój.- Jean z trudem ukrywał rozbawienie.- Naprawdę myślisz, że w to uwierzę?
- Uwierzysz kiedy pójdziesz na ławę kurwi synu!- ryknął skazaniec- Przysięgam, że zanim odejdę to pociągnę cię za sobą.
- A kto powiedział, że ty odejdziesz? Będziesz jeszcze dłuuuuuuuugo żył. Zobaczysz.
- Zapłacisz mi za jej śmierć. Sędziowie się o tym dowiedzą i ciebie też będą kroić.
- Skończ już z tym- prychnął gniewnie kat.- Francoise nigdy mi nie mówiła o żadnym przyrodnim bracie. A jeśli chodzi o nią......Jak wyglądała? Blondynka? Brunetka? Wysoka? Niska?
Pierre spluną w kąt celi. - Nie będę ci nic mówił. Wkrótce sam się o wszystkim przekonasz.
Jean wybuchną śmiechem. - C’est magnifique!- Nawet jeśli te twoje brednie to prawda to co masz niby zamiar zrobić? Zaprosić do swojej maleńkiej celi jednego z sędziów? Na pewno tu przyjdzie i uwierzy w każde twoje słówko.- Kat uśmiechnął się upiornie po czym otworzył drzwi celi – Zawołam strażników by przenieśli cię do pokoju przesłuchać. Czeka nas cięęęęęęęężka praca. Pierrowi pozostała jedynie rezygnacja. Rezygnacja i maleńka iskierka nadziei która zapaliła się niedługo po usłyszeniu tajemnicy Jeana. Skazaniec miał nadzieję, że to ostatni raz ciągną go na tortury.
*****************************************************
Pierre był oczywiście świadom tego, że tortury zostały oficjalnie zakazane dwa lata temu. Oczywiście, dla niego zrobiono wyjątek. Biorąc pod uwagę informacje które skrywał nikogo to nie dziwiło. Tym razem, jednak było inaczej. Pierre aż trzy razy stracił przytomność. Jeżeli wcześniej Jean był bezlitosny to teraz był nieludzki. Widać było, że po prostu chciał zadać ból swojemu więźniowi, nie bawił się nawet w zadawanie pytań. Skazaniec nie pamiętał ostatniej części przesłuchania i drogi powrotnej do celi. Gdy wylano mu na jądra płynną siarkę ból był tak wielki, że coś w nim pękło. Przez krótką chwilę chciał już im wszystko powiedzieć ale teraz był już pewny, że nic by to nie dało. Jean po prostu się na nim wyżywał widząc w nim twarz swojej utraconej miłości. Gdy po wielu godzinach wrzucono go z powrotem do maleńkiej celi skulił się w kłębek i leżał tak, osowiały chyba aż do świtu. Nauczył się odmierzać czas za pomocą własnego żołądka. Ucieszył się, że jest jeszcze w stanie odczuwać głód. Był jednak pewien, że na następnym przesłuchaniu wszystko im powie. Dlatego właśnie niezwykle ważne było by nie doszło do kolejnego..............
*****************************************************
Jean Lambert Tallien z niesmakiem popatrzył na swoją białą perukę. Z pewnością widywała już lepsze czasy. Westchnął i rozejrzał się po swojej komnacie. Skromny wystrój pokoju, czerstwy chleb i kawałek sera leżące na stole sprawiły, że zatęsknił do swojej rezydencji w Bordeaux. Gdy wezwano go do stolicy sądził, że sprawy potoczą lepiej. Sądził, że zarobi dużo więcej. Mężczyzna zaczął się rozbierać do snu gdy wtem zauważył rdzawą plamę na lewym mankiecie.
- Ach ten Pierre- pomyślał z przekąsem.- Ileż on sprawia kłopotów.
Rozmyślania Jeana przerwało ciche pukanie do drzwi. - Wejść!- rozkazał władczym tonem. Drzwi uchyliły się ukazując młodą twarz przerażonego strażnika.
- P..panie komisarzu- wydukał- Monsieur de Saint-Just wzywa.
- Znam drogę.- Tallien wzruszył ramionami- Możesz odejść. Po odprawieniu strażnika mężczyzna zasępił się. Nie chciał nawet o tym myśleć ale bał się tego Saint-Justa bardziej nawet niż strażnik bał się jego. Antoine Louis Léon de Richebourg de Saint-Just (bo tak brzmiało jego pełne imię) był tym czego Tallien nienawidził najbardziej- pomylonym idealistą. On naprawdę wierzył w te wszystkie przesłanki rewolucji i ideały wolności. Jean wiedział doskonale, że te wszystkie niepokoje we Francji (chociaż słowo niepokoje jest chyba zbyt lekkie) były przede wszystkim świetną okazją do zarobienia. Oczywiście, nigdy nikomu nie zwierzał się z tych refleksji. Mężczyzna popatrzył w stronę lustra i z rozbawieniem uznał, że jego głowa o wiele bardziej pasuje do szyi niż do wiklinowego koszyka stojącego pod gilotyną. Przyjrzał się uważnie swojej twarzy. Zawsze ją lubił ze względu na bijącą w oczy szlachetność. Podłużny nos, małe usta i ciemne oczy nadawały jej poważny wyraz. Był przystojny ale w przeciwieństwie do Saint-Justa nie wyglądał przy tym na gówniarza. Komisarz westchnął ostatni raz, włożył perukę i kaftan i nie patrząc już w swoje odbicie pośpiesznie opuścił pokój. W drodze do sali spotkań rozmyślał o swoim więźniu. Bał się, że Pierre może nie przeżyć następnego przesłuchania. To z pewnością rozzłościłoby samego Robespierre’a. A tego z pewnością nie chciał robić. Jean zauważył, że drzwi prowadzące do sali spotkań są na wpół otwarte. Już miał wyciągnąć rękę i wejść do środka gdy nagle usłyszał coś co sprawiło, że serce podeszło mu do gardła.
- Francoise de la Croix?
- Tak. Ponoć jego przyrodnia siostra.
- Trzeba będzie dokładnie to sprawdzić.- bezbłędnie rozpoznał piskliwy głos Saint- Justa. Tallien uznał, że nie może ( a nawet nie chce ) wysłuchiwać dalszej części tej rozmowy po czym niepewnie wszedł do środka.
- Jean!- Antoine de Saint-Just wyglądał na zniecierpliwionego- Nareszcie jesteś. Usiądź z nami. Musimy porozmawiać. W niewielkiej sali oprócz Saint Justa siedział jeszcze Jacques Misthral z ugrupowania żyrondystów i jeszcze jeden mężczyzna którego Jean nie znał.
- Och pozwolisz, że przedstawię- odezwał się gospodarz wskazując na tajemniczego mężczyznę- Mój bliski przyjaciel Georges Couthon. - Wybacz mi, że nie wstanę, ale mój stan zmusza mnie do siedzenia na tym foteliku. Jean spojrzał przelotnie na dziwny fotel z kółkami po czym podał mężczyźnie rękę. Zawsze uważał, że kaleki nie powinny mieszać się do polityki ale nauczył się już zachowywać swoje opinie dla siebie.
- Bardzo mi miło- bąknął tylko.
- Pana Misthrala już znasz- przypomniał Saint- Just. Tallien spojrzał z pogardą na łysiejącego mężczyznę.
- Owszem znam, ale wciąż nie mogę zrozumieć co tu robi ten żyrondysta.
- Proszę się nie martwić panie Tallien- odezwał się Misthral- Ja również głosowałem za śmiercią króla.
- Wszyscy tu nienawidzimy obywatela w koronie- dobitnie stwierdził Antoine- Co sprowadza nas do tematu tego spotkania. Słyszałem, że twoje postępy są.....niezadowalające.
- Zapewniam, że wszystko idzie zgodnie z planem- Jean nie mógł zapomnieć podsłuchanej przed chwilą rozmowy- Więzień już zaczął wyjawiać pewne.......fakty.
- Wyglądasz na zdenerwowanego Jean.- Mithral uniósł brwi- Czy wszystko w porządku?
- Tak. Jak najbardziej.
- Rzecz w tym, że właśnie nic nie jest w porządku- Saint-Just porzucił swój beztroski ton- Jutro mamy już 20 stycznia. Dwa dni temu skazaliśmy króla na śmierć i wciąż nie możemy go odnaleźć. Jeśli nie uda ci się wydobyć tych informacji.....
- Jeśli paryżanie dowiedzą się o tym, że król nam uciekł- wszedł mu w słowo Couthon.- To zrobi się tu taki burdel jakiego jeszcze świat nie widział. Wszystko co Francja przeżyła do tej pory będzie niczym w porównaniu z tym. Lud CHCE jego śmierci.
- Nie moja wina, że umieściliście go tam gdzie spędził większość życia. Przecież to było jasne, że w końcu ucieknie. Od ilu miesięcy on tam siedzi? Od sierpnia?
- Rezydencja Temple była idealnie chroniona. Król musiał mieć pomoc z zewnątrz.
- Kończy nam się czas- syknął Saint- Just spoglądając wściekle na Jeana- Już niedługo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil *Jazon*
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…