ISTOTY CIEMNOŚCI †
Za półtora miesiąca wydarzy się coś, co zupełnie odmieni nie - życie Sahiry. Czy jest szansa powstrzymać to, co zdaje się nieuniknione? Jest to zmieniona, ulepszona wersja moich "Wampirów...". Na samym początku specjalne podziękowania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}W tym miejscu serdecznie dziękuję przede wszystkim (kolejność przypadkowa;): Beacie, Bezsennej, Jakubowi, Neftydzie i Mgle za bardzo konstruktywne komentarze i uwagi w nich zawarte. Nie odpisywałam na waszą krytykę, gdyż wypadałoby tylko rzec:"MACIE RACJĘ". Ale o tym dobrze wiecie;) Zamiast tego wolałam wziąść się do pracy. Tak naprawdę opowiadanie "trochę" poleżało zanim się za nie zabrałam. Z czystym sumieniem muszę jednak przyznać, że wyszło mu to na dobre. Duże podziękowania należą się również: Herezjuszowi, Lanie i Rkumorowi za to, że je przeczytali i ocenili. Oto przed Wami rezultaty.{/i}
{b}„ISTOTY CIEMNOŚCI”{/b}
{b}Rozdział I – W więzieniu kłamstw {/b}
Mimo pełni nie było widać Księżyca. W miejscach gdzie ławica chmur przerzedzała się, prześwitywało tylko kilka, co jaśniejszych gwiazd. Takie same gwiazdy lśniły w oczach wędrownego puszczyka. Ciężkie uderzenia skrzydeł rozdzierały mrok. Wiatr bawił się sztywno sterczącymi piórami. Były to delikatne odgłosy, które jednak przecinały ciszę niczym ostry sztylet. Każdy, nawet najmniejszy hałas stawał się niezwykle wyraźny. Zdawało się, że ciemność powoli opływa całą krainę. Sączy się między konarami drzew tak jak w dzień przedziera się przez nie światło. Pełza po drodze klucząc między kamieniami. Co najważniejsze, nie spływała z granatowego nieba, raczej unosiła się lekko nad ziemią, niczym mgła. Nie był to mrok spowodowany brakiem światła, bardziej pretendował do jego przeciwieństwa. Gdyby ciemność ustąpiła, można by być pewnym, że jasność wypłynie z zupełnie nieistniejącego źródła i pokryje subtelnie, acz zabójczo całą krainę. Puszczyk wylądował miękko na spróchniałym, ledwie żyjącym drzewie, z którego odpadała już kora. Nie szukał ofiary, gdyż nie był głodny. Za to z ciekawością przyglądał się temu dziwnemu światu, w którym przyszło mu egzystować. Uważał jednakże by samemu nie stać się czyimś pokarmem. Tuż pod nim, przy pniu starego drzewa zgromadziły się wilki, jak zwykle wyjące do Księżyca ukrytego tym razem za chmurami. Zwierzęta wznosiły łby ku nicości niezrażone brakiem srebrnej łuny pośrodku granatowego nieba. Niektóre obnażyły swe białe kły i wysilały zmysły w poszukiwaniu posiłku. Czujnie węszyły próbując złapać woń ofiary, za którą mogłyby podążyć. Nie były to te piękne, imponujące zwierzęta, z którymi dałoby się nawet zaprzyjaźnić i o jakich słyszeli ludzie. To były bestie w pełnym tego słowa znaczeniu. Z czerwonymi ślepiami patrzącymi na wszystko wiecznie wygłodniałym wzrokiem. Z otwartą, pełną śmiercionośnych kłów paszczą, która już nie może doczekać się posiłku. A przede wszystkim były rozumnymi istotami. Przebiegłe i sprytne znały wiele sztuczek. Najbardziej lubiły ludzkie mięso, ale o takie próżno się starać w tej niebezpiecznej krainie. Musiałyby zakradać się do położonych w oddali wsi, gdyż nikt nie był takim szaleńcem by samemu zapuścić się w te dzikie lasy. Tylko nieliczni mieli nieszczęście tu zawędrować i pozostawić swe szczątki wśród gęstwiny zdradliwych lasów. Lecz na takie eskapady wilki nie miały odwagi wiedząc, że to nie ich rewir, a będąc w mniejszości mogłyby jeszcze skończyć jako skóry powieszone triumfalnie w domu ich zabójcy. Pogardliwy wzrok wilków padł na bezbronnego puszczyka siedzącego jednak bezpiecznie na spróchniałej gałęzi. Z pewnością nie nadawał się na posiłek. Przynajmniej nie dla nich. Ale ptak nie wiedząc o tym odleciał pośpiesznie, unosząc się wysoko ponad wierzchołkami najwyższych drzew. Teraz widział wszystko bardzo wyraźnie. Do jego uszu dochodziły także pojedyncze odgłosy rozdzierające nocną ciszę. Nie były one przyjemne. Drobna sylwetka puszczyka zanurkowała w mroku. Świat ten znacznie różnił się od tego, oświetlanego przez Słońce. Oby dwa były jakby oddzielone od siebie ledwie zauważalną granicą. Granicą cienia. Gdy się ją przekroczy nie ma już powrotu. Wszędzie czai się niebezpieczeństwo. Zdradliwe bagna, które teraz widział ptak, wydawały bulgoczące odgłosy, gdy jakieś zagubione w mleczno-białej mgle zwierzę wpadło niefortunnie w ich otchłań. Pośród tych dzikich lasów, pełnych nieposkromionych bestii żyją także inne stworzenia. Ich natura nie różni się wiele od nocnych zabójców, gdyż także są łowcami. Żywią się krwią, ludzką krwią, gdyż w przeciwieństwie do wilków nie boją się niczego. Są nieśmiertelne, więc czy jest jakaś siła, która mogłaby je zranić?
* * *
Czarne, cieniutkie warkoczyki odsłoniły nienaturalnie bladą twarz, gdy Sahirah zarzuciła włosami. Równie czarne oczy spojrzały tęsknie na ciemność za witrażowym oknem. Nigdy nie wyszła poza granice tego pałacu. Spędziła w nim całe życie. Był to jej dom i jednocześnie więzienie. Już dawno straciła wszelką nadzieję, że to się zmieni. Wiedziała, jaki los ją czeka. Pozostało tylko pogodzić się z nieuniknionym Przeznaczeniem. Ale to nie było łatwe. Nie dla kogoś takiego jak ona. Sahirah czuła, że „to” się zbliża, ponieważ wszyscy, którzy ją otaczali zaczęli zachowywać się inaczej niż przedtem. Nieczęsto spotykała kogoś oprócz dwóch osób: swojego mistrza i opiekuna, ale mimo to słyszała, że inne wampiry o niej mówią. I to z szacunkiem. Nie wiedziała czy sobie na niego zasłużyła, gdyż, kiedy ostatnim razem spotkała kogoś spoza swojej świty, była tylko młodym, wampirzym dzieckiem. Miała wtedy trudny charakter, a często się buntując ponosiła za to kary. Zwykle bardzo srogie. Miały one na celu wybić z jej głowy wszystkie niedorzeczne pomysły, które się w tam rodziły. Niestety i dla niej i jej opiekunów z mizernym skutkiem. Niemniej jednak, teraz przyszedł czas by spoważnieć. Stała się kobietą. Nadal pełną kapryśności, ale już gotową do tego, co miało się zdarzyć. Sahirah pośpiesznie wyszła ze swojej komnaty i podążyła korytarzem oświetlonym przez maleńkie niebieskie kuleczki, unoszące się w powietrzu. Zawsze myślała, że to magia i nawet teraz nie przestawała w to wątpić. Często zastanawiała się jakim cudem te drobinki sprawiają taką jasność. Pomimo iż wiele razy mówiono jej, że to tylko błyszczące nienaturalnym światłem niebieskie klejnoty na przeźroczystych podstawkach, ona wolała wierzyć w magię. Nigdy nie odważyła się przekonać czy to prawda, ponieważ ku jej rozpaczy mogłoby się okazać, że tak. Przecież potrzebne są marzenia. Za każdym razem, gdy tamtędy przechodziła przyglądała się lśniącym brylantom z takim samym zachwytem jak za pierwszym razem, gdy je ujrzała. Chwilę później stanęła przed ogromnymi, mosiężnymi drzwiami Sali Walk. Wstrzymała pełen napięcia oddech. Tuż nad nimi, swoimi złotymi literami lśniła łacińska sentencja: „Aut vincere aut mori”. Oznaczało to „Zwycięstwo, albo śmierć”. Tym razem ostateczną... Odkąd pamiętała, to miejsce kojarzyło się jej wyłącznie z bólem i cierpieniem. Nie ukrywała, że się go boi. Jednak od pewnego czasu treningi miały inny charakter. Nie polegały na umiejętności walki i rozwijaniu wyostrzonych zmysłów, raczej skłaniały się do posługiwania umysłem. Sahirze nie sprawiało to wielkiej różnicy. I tak jak zawsze czuła przeszywający ciało ból. Tylko tym razem był on chyba wytworem jej podświadomości. Drzwi otworzyły się niespodziewanie, z lekkim tylko szmerem. Sala składała się z czterech kondygnacji połączonych ze sobą głównymi schodami oraz mniejszymi, ukrytymi przejściami. Wcześniej, gdy Sahirah uczyła się rozmaitych sztuk walki były na nich zastawione wymyślne pułapki, które musiała omijać, albo się z nimi zmagać. Jeszcze teraz pamiętała wszystkie tajemne przejścia, miejsca, z których nie dało się wyjść i przeszkody, które musiała pokonać. Nad drzwiami i obok nich, przyczepione do ściany ogromne, podłużne kryształy oświetlały imponujące wnętrze. Dawały chłodny, jasnobłękitny blask, który sprawiał, że to miejsce zdawało się jeszcze zimniejsze. Sahirah wiedziała jednak, że to tylko złudzenie. W każdej z kondygnacji były umiejscowione ogniste pułapki i nierzadko zdarzało się, że przy odrobinie nieuwagi miała od nich rany. Mistrz Maneden, jak zwykle powitał ją niewyraźnym uśmiechem na swoich bladych wargach. Był surowy i stanowczy. Nigdy nie okazywał uczuć, ani tym bardziej łaski. Sahirah nawet wątpiła czy takowe posiadał. Jego jasne, srebrne włosy opadały długimi pasmami na ramiona. Miał ciemne przenikliwe oczy, przed którymi nic nie miało szansy się ukryć. Samym wzrokiem mógł komuś coś nakazać i nikt nie był w stanie mu się sprzeciwić. Na lewym policzku Manedena było widać jasną, połyskującą w sztucznym świetle bliznę. Sahirah nawet nie śmiała pytać skąd ją ma i dlaczego po prostu jej nie ukryje, mimo iż była tego bardzo ciekawa. Wiedziała, że nie stanowiłoby to dla niego żadnego problemu. Czyżby jakiś sentyment? A może po prostu nie chce zapomnieć o tym zdarzeniu, które pozostawiło po sobie właśnie taki ślad? Mistrz nosił niebieską szatę, co upodabniało go do maga. Jednakże bardzo blada, tak jak w przypadku wszystkich wampirów cera, podważała to złudne wrażenie. Te istoty nie znały się na magii, co nie oznaczało, że nie miały innych mocy. Maneden potrafił je dobrze wykorzystać. Nie interesowała go władza, ani inne bogactwa. Twierdził, że każda istota jest wartościowa sama w sobie. Z tym akurat Sahirah się w pełni zgadzała. Niestety były to ich jedyne wspólne poglądy. Mistrz przyjrzał się badawczo smukłej figurze swojej wychowanki, odzianej w lśniący, czarny uniform. Na piersiach i udach miał on czerwone niczym krew pasy. Dodatkowo na klatce piersiowej przedstawiony był skomplikowany wzór. Sahirah ubierała się tak na każdy trening. - Umiesz już prawie wszystko. Udało nam się rozwinąć do perfekcji wszystkie zmysły. Sztuki walki nie są ci obce, panowanie nad siłą, posługiwanie się zmysłami, a nawet hipnoza... - wyliczył - Dziś zajmiemy się najtrudniejszym. A mianowicie oderwaniem od ciała i posługiwaniem się wyłączenie mocą. Sahirah zacięła usta. Wiedziała, z czym będzie się musiała zmierzyć. Tylko nieliczne wampiry potrafiły na kilka minut przenieść się siłą woli w jakiekolwiek miejsce. Mimo iż ciało nigdzie się nie przenosiło, odczuwało się wszystko i było widzialnym dla innych, jakby naprawdę przebywało się gdzie indziej. Nikt, nawet mistrz nie mógł w pełni posiąść tej umiejętności, tak jak miała tego zasmakować Sahirah. Była to trudna i bardzo niebezpieczna sztuka. Niektórzy na zawsze tracili kontakt z ciałem i nie byli w stanie do niego powrócić. - Będąc w jednym miejscu możesz przenieść swój umysł wszędzie. Świat nie będzie miał wtedy dla ciebie ograniczeń - przypomniał - Gdy bóstwo połączy się z tobą nie sprawi ci to trudności. Jednak teraz musisz przekonać się jak to jest. Otwórz swój umysł! - nakazał uczennicy. Sahirah zamknęła oczy. Już teraz wydawało się jej, że jest poza ciałem. To miała dobrze opanowane. - Wyobraź sobie jakąś część pałacu. Na przykład wielką salę. Nie myśl, kto akurat może tam być, lub co się dzieje. Musisz czuć, że tam jesteś - mistrz powiedział dobitnie. Zacisnęła mocniej powieki. Mimo usilnych starań, oczami wyobraźni widziała to miejsce, ale puste. Zdenerwowana przerwała ćwiczenie. - To zbyt trudne - poskarżyła się zawiedziona, że jej się nie udało - Nie mam pojęcia, co może się tam w tej chwili dziać! Maneden podniósł stanowczo rękę, by natychmiast przerwać ten nieoczekiwany wybuch. Westchnął z dezaprobatą i odgarnął swoje długie, siwe włosy. - To nie tak. Gdy wchodzisz do jakiegoś pomieszczenia też nie wiesz, co tam zastaniesz. Powoli otwierasz drzwi, aby przekonać się, co jest w środku lub odwiedzasz dobrze znane ci miejsce. Sahirah próbowała z całych sił, ale jej wysiłki na nic się zdawały. Po kilku godzinach zapragnęła odpoczynku. Mistrz zmarszczył brwi. - Jeszcze raz - oświadczył stanowczo. - Jeszcze? - zmartwiło ją to, ale nie ośmieliła się sprzeciwić. Wszystkie swoje zmysły skupiła na wielkiej sali. „Tym razem chyba zaczyna mi się udawać.” - pomyślała. Szła ciemnym przejściem, na kamiennych ścianach wisiały pochodnie. Tak właśnie wyglądał korytarz do wielkiej sali. Masywne drzwi otwierały się powoli. Słyszała krzyki. Najpierw przytłumione, potem, gdy się zbliżyła coraz wyraźniejsze. Nie miałam ochoty tam zaglądać. Wiedziała, że dzieje się coś niedobrego. Tylko co? Pchnęła lekko drzwi, które rozwarły się na całą szerokość. Najpierw zobaczyła nieprzeniknioną ciemność, później zaczęła rozróżniać jakieś postaci. Te większe stały nad krzyczącymi ofiarami i bezlitośnie je biły. Łańcuchy szczękały o posadzkę. Ofiary krzyczały przeraźliwie, klęcząc w kałużach krwi. - Za nieposłuszeństwo każdego czeka kara...- usłyszała mściwy głos wysokiego osobnika. Jej wzrok powędrował dalej, do ściany, na której w kajdanach wisiały umęczone osoby. Błagały o litość, ale Sahirah miała wrażenie, że na nic się to nie zda. - Asemri? Tutaj? - ktoś wyszeptał za nią. Odwróciła się gwałtownie, ale nikogo nie zobaczyła. Nagle poczuła szarpnięcie i uświadomiła sobie, że coś wyrwało ją z tamtego miejsca. Otworzyła oczy. Zdała sobie sprawę, że klęczała na podłodze w Sali Ćwiczeń i trzymała się za głowę. Całe ciało było zdrętwiałe, po czarnym uniformie spływała ciemno-czerwona krew. Na pewno nie jej. - Myślę, że to już koniec zajęć na dziś - powiedział cicho Maneden podchodząc szybkim krokiem. - Ale... Czy mi się udało? Byłam w wielkiej sali, prawda? Tylko tam.. tam..- Sahirze nie mogło to przejść przez gardło. - To nie była wielka sala, ani żadna inna część pałacu. Wyłącznie twoja wyobraźnia. Powinnaś odpocząć, widać jesteś zmęczona. - Zmęczona? Czym? Nie takie rzeczy musiałam już robić - protestowała, ale silne ramiona mistrza popchnęły ją stanowczo w stronę drzwi. Gdy wychodziła słyszała jeszcze za sobą jego zimne słowa. - Trudno by udało ci się za pierwszym razem. Nie przejmuj się. - Ale jutro znowu spróbuję? - chciała się upewnić. - Nie sądzę - drzwi Sali Ćwiczeń zamknęły się. Sahirah patrzyła na nie oniemiała. Jak to nie? Zawsze trenowała do upadłego, a teraz to była tylko próba umiejętności. Albo ich braku, co też bardzo możliwe... Poczuła w gardle nieprzyjemną nutę goryczy. Nie zastanawiała się nad tym długo, gdyż znowu powróciły do niej obrazy zakrwawionych postaci. To co się stało nie dawało jej jednak spokoju. Była pewna, że zmierzała korytarzem do wielkiej sali. A potem... Potem, te łańcuchy i krew... Wiedziała, że tam nie ma czegoś takiego. W końcu doszła do wniosku, że zmierzała do sali, ale później przeniosłam się gdzie indziej. To by bardzo prawdopodobne. Nie wierzyła, że to co widziała działo się naprawdę. Spuściła głowę. Jej kroki odbijały się głuchym echem od ścian. „Po prostu nie udało mi się. Nie ma co się oszukiwać...” Wróciła do komnaty zła tym niepowodzeniem oraz dziwnym zachowaniem mistrza.
* * *
Maneden oparł się na zamkniętych drzwiach i mimowolnie otarł rękawem pot z czoła. Wiedział, że jego kapryśna uczennica jest bardzo zdolna, ale nigdy nie pomyślałby, że to sprawi mu to tyle kłopotu. Nie chciał okłamywać {i}asemr{/i} i, ale jak mówił Dakhanavar to dla jej dobra. Nie mogła poznać prawdy, to było pewne. Maneden był nauczycielem Sahiry od jej najmłodszych lat. Znał ją lepiej niż ktokolwiek inny, nawet jej opiekun, i zawsze potrafił rozszyfrować. Domyślał się jakby zareagowała. Całe życie przygotowywał ją do tej jedynej w swoim rodzaju chwili. Tylko to miało zaprzątać głowę młodej wampirzycy, która tak naprawdę nic nie wiedziała o życiu. Rada Camarilli nakazała odizolować ją od świata jak najbardziej się da, a wszelkie ciemne sekrety pałacu były skrzętnie ukrywane. Maneden nie pozwolił, żeby Sahirah nawiązała bliższy kontakt z kimś z dworu. Nawet cienka nić sympatii mogła wszystko pokrzyżować. Gdyby poznała lepiej świat z pewnością zapomniałaby o swoim powołaniu. Niemniej jednak zakazany owoc smakuje najlepiej, o czym mistrz zapomniał. Będąc młodszą Sahirah często się buntowała wobec różnych rzeczy, za co później przykładnie ją karał. To przynosiło jednak tylko chwilowy efekt. Był pewien, że niechęć trudno będzie z niej wyplenić. Niechęć do tego, co nieuniknione. Teraz rzadko wspominała o swoich prawdziwych pragnieniach i Maneden uwierzył, że pogodziła się z losem. Nie wiedział, że będąc już mądrzejszą postanowiła uśpić czujność opiekunów. Mistrz opanował się i wyszedł z Sali Ćwiczeń. Skierował swe kroki do komnat w zachodniej części zamku. Były przygotowane dla specjalnych gości, którzy odwiedzali szlachetnych członków rodu Ventrue. Tym razem gość był zupełnie wyjątkowy. Chciał jeszcze z nim porozmawiać, gdyż jutro może być za późno. Zastanawiał się czy powiedzieć o nastawieniu Sahiry do świata, ale w końcu zorientował się, że prędzej czy później i tak się wszystkiego domyśli.
* * *
Chłodne, kamienne mury komnaty. Okna, zwykle szczelnie zasłonięte ciemnymi całunami, aby nie wpuścić do środka nawet najmniejszego promyka zachodzącego Słońca, teraz przepuszczały nikłe kolorowe światło gwiazd. Zupełnie nieszkodliwe w przeciwieństwie do światła gorejącej kuli. Sahirah wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Mimo, że była wampirem wyższego rzędu i promienie słoneczne nie były w stanie jej zabić, to odczuwała ogromny ból, gdy dotykały jej bladej skóry, Pozostawały wtedy blizny, które długo nie chciały się goić. Na przywitanie nocy wampirzyca wzięła orzeźwiającą kąpiel. Delikatnie obmywała pianą wrażliwą skórę. Mokrym grzebienie rozczesywała długie, czarne włosy. Relaksowała się leżąc w gorącej wodzie. Jednak to, co zbliżało się nieuchronnie nie dawało jej spokoju. Jej imię, Sahirah, oznaczało w języku egipskim Czystą, Nieskazitelną. I taka właśnie była. Nigdy nie dotknął jej żaden mężczyzna, nawet Maneden i Dakhanavar. Przeznaczenie skazało ją na wieczną, samotną egzystencję, nawet jak na wampira. Jej drobnego ciała prawdopodobnie nigdy nie rozpali namiętność. Należała do Ventrue, jednego z siedmiu głównych klanów Camarilli. Był to bez wątpienia najliczniejszy i najpotężniejszy ród. Z niego właśnie, a także z klanu Tremere wywodzili się kapłani i słudzy bóstwa. Była to arystokracja sama w sobie. Raz na dziesięć tysięcy lat rodziło się {i}asemri{/i}, dosłownie wcielenie bóstwa, Pani Nocy. Właśnie dlatego Sahirah była kimś wyjątkowym. Wampiry były niezależnymi, wolnymi istotami. Musiały jednakże liczyć się z prawami natury, tak jak inne stworzenia żyjące w mroku. Bóstwo miało więc swoje liczne Kapłanki i Kapłanów oddających mu cześć. Z pewnością był to przywilej, który nie każdemu się trafiał. Taka istota zaczynała swoje życie od nowa, na zupełnie innym, głębszym poziomie. Nigdy nie męczyło jej pragnienie krwi, miała wszystko, czego pragnęła. Była bezgranicznie oddana swojemu bóstwu. Sahirah widziała jednak same złe strony. Całe życie przygotowywała się do chwili, gdy sama Pani zamieszka w jej ciele. Każdy uważał, że tylko wybrana istota może być obdarzona takim zaszczytem. Sahirah nie chciała jednak by ktoś żył jej życiem... Została naznaczona jeszcze przed swoim urodzeniem jak to zwykle bywa, jeśli chodzi o przepowiednie. Ta jednak nie była wyjątkowa. Stała się rytuałem powtarzanym, co dziesięć tysięcy lat. Mimo, iż to Przeznaczenie było znane od wieków jej matka próbowała je oszukać. Sprzeniewierzając się Pani Nocy zapłaciła najwyższą cenę i wcale nie była nią śmierć dająca ukojenie... Pozostałość jej duszy cierpiała wieczne katusze i nic nie było w stanie wyzwolić ją z tej męki. Sahirah czasem słyszała jak ktoś ją woła. Egipskie imię unosiło lekko nad ziemią, pragnąc ulecieć w przestworza. Podążała nieprzytomnie przez lochy za tym niebiańskim, rozświetlającym wszystko głosem. Ale to było tylko złudzenie, głos po chwili rozpływał się w ciemnościach... Z zamyślenia wyrwało ją przybycie służących. Sahirah wyszła zza cienkich białych zasłon, które skrywały jej nagą postać. Wampirzyce pomogły jej się ubrać w czarną ozdobioną rubinami suknię, odsłaniającą jedno ramię i uda. W lśniące włosy wpięły czerwone klejnoty i usunęły się sprzed jej obliczanie szczędząc pokłonów.. Sahirah westchnęła patrząc za nimi smutnymi oczami. Wiedziała, że jej służące należały do najniższego rzędu i pragnęły tylko tego by przeżyć. W przeciwieństwie do niej, nie urodziły się z darem wiecznej egzystencji, zostały powołane do tego nowego życia przez inne nieśmiertelne istoty, dlatego były takie słabe. W ich oczach widziała ciągły głód krwi i zmęczenie światem. To marna egzystencja... Lecz prawdę mówiąc Sahirah nie uważała, że jej jest wspanialsza. Wampirzyca wyszła z komnaty i skierowała swe kroki do wielkiej sali. Rzadko miała okazję w niej przebywać. Zwykle jadła posiłki samotnie, w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu. Czasem towarzyszył jej Maneden, ale to przeważnie wtedy gdy chciał z nią porozmawiać o postępach w treningu. Gdy przekraczała próg Sali Walk zamieniali naprawdę niewiele słów. Spodziewała się, że to coś ważnego. Inaczej nie narażaliby jej na zobaczenie innych wampirów.
{b}Rozdział II – Spotkanie{/b}
Dakhanavar rozejrzał się czujnie po sali, a potem odwrócił się do Manedena z przesadnym uśmiechem na twarzy. Nie potrafił ukryć jak bardzo jest zadowolony, choć wiedział, że powinien udawać poważnego, gdy przyjdzie {i}asemr{/i}. Nie mógł doczekać się chwili, gdy Sahirah wreszcie opuści to miejsce i niknie z jego życia. Co prawda sama wysoka rada Camarilli nakazała mu zaopiekować się przyszłą Kapłanką Pani Nocy, ale to bardzo pokrzyżowało mu plany. Nie zasmakuje władzy, jeśli ta wampirzyca będzie stać mu na drodze. Musi dowieść, że potrafi o wiele więcej niż tylko sprawować nad nią nadzór. Dlatego właśnie tak się cieszył, że wreszcie pozbędzie się swojego utrapienia. To, że osobiście jej nie lubił nie miało tu nic do rzeczy. Tak przynajmniej sobie wmawiał. W rzeczywistości czuł do niej niechęć, bo była trochę do niego podobna. Zawsze umiała postawić na swoim i dostać to, co chciała. Dakhanavarowi nie podobało się to i marzył, by wreszcie móc zająć się własnymi sprawami. Uważał, że Maneden za bardzo się o nią troszczy, choć z pewnością Sahirah była innego zdania. Rzeźbione w drewnie drzwi otwarły się i {i}asemri{/i}weszła do sali. Były to przelotne chwile, gdy widywała inne wampiry. Szybko koło nich przeszła i podążyła do miejsca gdzie stali jej opiekunowie. Zaraz przed nimi górowały wysokie szklane ściany, przez które Dzieci Ciemności mogły podziwiać Matkę Noc... Sahirah nigdzie nie zauważyła ani krwi, ani łańcuchów. Była prawie pewna, że to wytwór jej wyobraźni. Spojrzała z niechęcią na krótkie, czarne włosy Dakhanavara i jego piwne oczy. Nosił bardzo charakterystyczną bródkę i również ubierał się w niebieskie szaty, ale miały one raczej odcień granatu. Zawsze był dla niej złośliwy i szyderczy, a to, że Sahirah była jego podopieczną wcale mu w tym nie przeszkadzało. Wiedziała, że napawa się z każdego jej nieszczęścia. A wcale nie było ich tak mało. „I to dzięki komu” - pomyślała. - Witaj {i}Asemri{/i} - przemówił uprzejmie Maneden. Zupełnie inaczej niż na treningach, na których zwykle wydawał polecenia. - {i}Na’liastre{/i} - przywitała się Mimo iż stali zupełnie sami, byli jednak w otoczeniu innych wampirów. Każdy starał się zachowywać w miarę oficjalnie. Sahirah już się do tego przyzwyczaiła. Przez to wszystkie rozmowy stawały się chłodne i sztuczne. Kiedyś nie przeszkadzało to opiekunom, gdyż dobrze znali myśli swojej wychowanki. Po pewnym incydencie zagrażającym jej żywot, Maneden postanowił w końcu nauczyć ją blokować umysł. Było to zupełnie nie na rękę, gdyż młoda osóbka wymknęła się im spod kontroli i od tej chwili sami musieli się bardziej pilnować. Gdy byli nieskoncentrowani zdarzało się, że wampirzyca czyta ich myśli. - Zanim zjesz posiłek, zajmę ci chwilkę. Jak wiesz, już za dwie pełnie Księżyca ma się wykonać twoje Przeznaczenie. Serce Sahiry drgnęło
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil amitri
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…