IV. Sen
IV rozdział Fenrisa. Myślę, że w tym i kolejnych rozdziałach coraz lepiej wychodzą mi opisy, ale to WY ocenicie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cztery: Sen
Był kompletnie nieprzygotowany na to, co ujrzał. Musiał odczekać kilka dni, aż wierzchowiec odzyska siły. Gdyby tylko mógł wyruszyć wcześniej... wówczas na pewno by zdążył. Ale to byłoby zbyt proste. Od samego początku miał złe przeczucia. Wiedział, że cos pójdzie niezgodnie z planem, lecz nie spodziewał się czegoś takiego. Kiedy już zjechał ze zbocza Wiecznie Ośnieżonej Góry na równą ziemię, skierował się do stolicy. Po drodze nie zauważył nic nadzwyczajnego. Miasta i wsie żyły swym mało barwnym życiem. Nigdzie nie było ani śladu... ani śladu przemarszu wojsk. Tylko Måne. W całości zniszczone. Ostrożnie przekroczył ledwie trzymającą się murów bramę miasta i rozejrzał się po mieście. Zsiadł z konia, postanowił go tu puścić wolno – jeszcze go zamęczy, szkoda zwierzęcia. I tak było już nieźle wyczerpane. Mury były zupełnie zniszczone, domostwa popalone. Ziemia i kamienne ściany, pozostałości po budowlach były czarne od popiołów i sadzy. Niektóre naznaczone krwią. Ludzką krwią – co do tego nie miał wątpliwości. Czuł wszechobecną śmierć. Czuł się dokładnie tak samo, gdy zaglądał w oczy Nidhogga, oczy pozbawione tęczówek i wyraźnych źrenic. Jakby Niflheim rozszerzyło swe granice na tą część Midgardu.
Szukał czegoś. Sam nie wiedział czego, ale wiedział, iż musi coś znaleźć.
Smród spalenizny drażnił nozdrza, Ulven aż bał się myśleć, co tu palono, chociaż w głębi umysłu doskonale o tym wiedział. Dopiero po kilku minutach trafił na pierwszego trupa. Miał na sobie kolczugę – musiał więc być żołnierzem. Twarz i ciało miał... pogryzione, toteż Ulven nigdy by go nie rozpoznał. Co i tak nie miało znaczenia, gdyż podczas swego pobytu w Måne widział ledwie kilku ludzi. Pochylił się nad nieszczęśnikiem i zaczął go przeszukiwać. Znalazł garść złotych monet, srebrny wisior wyobrażający Młot – oręż Thora, oraz kołczan strzał. Zabrał wszystko. - Niech Odyn przyjmie Cię do Valhalli, wojowniku – powiedział szeptem wstając – i dzięki za strzały, tobie nie będą potrzebne.
Słońce leniwie zachodziło, powietrze zrobiło się chłodniejsze. Ulven nadal krążył po mieście – a raczej po ruinach miasta. Trupów nie było wcale tak wiele, jak się początkowo spodziewał. Albo ludzie uciekli, albo porwała ich sama Hel – powiedział do siebie w duchu. Żadne inne wytłumaczenie nie wchodziło w grę. Zastanowił się, gdzie mógłby spędzić noc. Musiał odpocząć kilka godzin, ale bał się zaryzykować sen. Czuł tu zbyt wiele śmierci. Duchy poległych nie opuściły tego miejsca, lub czaiło się tu coś gorszego... Zdecydował, że odpocznie półleżąc, oparty o kamienną ścianę pozostałą po jednym z budynków.
Kiedy słońce zaszło już całkowicie, jego oczom ukazał się niezwykły widok. Z początku widział jakieś niewyraźne światło w oddali, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Poświata stopniowo się zbliżała. Gdy się rozejrzał, stwierdził, że poświata nadchodzi ze wszystkich możliwych do wyznaczenia kierunków świata, oraz z nieba. Zupełnie, jakby tworzyła wokół barwną kopułę, która się zwężała. A on był w jej centrum. Poczuł dreszcz na plecach, lecz jednocześnie podniecenie. Ciekawość, oraz strach. Zapewne wstałby, by lepiej się przyjrzeć zjawisku, lecz z wrażenia zapomniał, iż jest w ogóle zdolny do wykonywania jakichkolwiek ruchów. Nagle kolorowe światło go oślepiło. Odruchowo zamknął oczy. Kiedy ponownie je otworzył... Ujrzał... Nie, to nie może być prawdą...! Tego nie oglądał żaden śmiertelnik! Światło przybrało formę wielobarwnej, świecącej pośród nocy mgły, otaczającej wszystko wokół. Pośród niej poruszały się kobiece postacie. Widział je wyraźnie. Niektóre nawet spoglądały na niego, lecz zaraz odwracały wzrok – jakby były zajęte czymś ważniejszym. Wszystkie miały długie, jasne włosy w tysiącu odcieni – od pomarańczu, przez odcienie złota, klasyczny „ludzki” blond, do niemalże czystej, śnieżnej bieli. Nosiły na sobie krótkie zbroje kolcze, wykonane ze stosunkowo sporych pierścieni, pod którymi widniał jakiś nieznany biały materiał. On nie odbijał światła, zdawało się, iż raczej świeci swoim własnym. Patrzył na nie z zachwytem, wszystkie przewyższały urodą śmiertelniczki, jakie kiedykolwiek widział na oczy. Jedna z nich pochyliła się nad ciałem martwego żołnierza, odgarnęła mu włosy, odsłaniając pooraną pazurami oraz zębami twarz. Wpatrywała się w nią z takim zachwytem, jakby to była twarz pięknego młodzieńca.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jarl
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…