Ja, Julka i spółka. cz II.
Dalsze losy Pauliny. Aby zrozumiec nalezałoby zapoznac się z cz.I, do czego zachecam. Ale jesli chcecie zaczynajcie od drugiego odcinka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ja, Julka i spółka cz. II
W drodze do domu zastanawiałam się nad swoją sytuacją. Myśl, że drepczę samotnie na końcu korowodu tańczących par, odrzuciłam od razu. Wizja była zbyt groteskowa i kłóciła się z moim poczuciem wartości. Zaczęłam myśleć o bardziej racjonalnych wyjściach z sytuacji. Mogłam wmieszać się w tłum gości na pierwsze pół godziny balu. Mogłam też ukryć się w toalecie albo spóźnić się, powiedzmy, godzinkę. Tylko wtedy nie wiadomo czy mnie w ogóle wpuszczą. Pomysł z siedzeniem w toalecie tez był żałosny. A stojąc wśród gości, wystrojona jak Kopciuszek na bal do księcia, ściągałabym zdumione spojrzenia matek i ojców, którzy przyszli podziwiać swoje pociechy. Właściwie to ja mam już dosyć tej studniówki! Kilka miesięcy temu myślałam o niej z przyjemnością a teraz im bliżej, tym bardziej się stresuję . To wszystko przez Julę! Przez nią popadłam w paranoję, że muszę iść z kimś. Chociaż po prawdzie, to ustaliłyśmy to wspólnie. Julka może nie jest winna, ale Tomek tak! Wystawił mnie do wiatru. Tego się po nim nie spodziewałam. Rozumiem, że mogło mu zależeć bardziej na tańcu z Sylwią niż ze mną. Rozumiem, że Sylwia mogła mu się bardziej podobać. Ale przecież po koleżeńsku się umówiliśmy! Robiłam się coraz bardziej zła. Nie miał prawa tak mnie potraktować. Przecież znamy się tak długo i myślałam, że naprawdę mnie lubi. Powinien mnie jakoś uprzedzić. W tym momencie mój zdrowy rozsądek odezwał się cichutko, że może powinnam zadzwonić do Tomka i porozmawiać z nim. Ale natychmiast odrzuciłam tę myśl. Po co mam dzwonić? To on powinien się wytłumaczyć! Wyglądałoby na to, że się narzucam. Mógłby pomyśleć, że bez niego sobie nie dam rady. Biedna, żałosna Paulina. Zawiodłam się na nim! Ale niech sobie nie myśli! W tym momencie odezwała się moja komórka. - Paulina? To ja, Tomek. - Przecież wiem, wyświetliło mi się! - O, cos taka zła?- to pytanie uznałam już za bezczelne- Słuchaj, chciałbym… - Nie, nie! Najpierw ty posłuchaj mnie. Właśnie miałam do ciebie dzwonić.-skłamałam- Przykro mi, ale nie będę mogła zatańczyć z tobą poloneza. W ogóle nie licz na żaden taniec ze mną, bo…poznałam kogoś. I co ty na to? - No, nie wiem, co powiedzieć…- chyba go naprawdę zaskoczyłam. Poczułam satysfakcję. Udało mi się go ubiec! Sama zrezygnowałam z jego towarzystwa.- Poznałaś tego kogoś tak w ostatniej chwili?- jeszcze mnie wypytuje! Co go to obchodzi? Ale proszę bardzo, mogę odpowiedzieć. - Tak! W ostatniej chwili poznałam kogoś miłego, słownego, lojalnego… - Znaczy się chodzący ideał?- jeszcze ze mnie kpił! Teraz to już naprawdę byłam wściekła. - Idiota! Kłamca! Nie chcę w ogóle z tobą rozmawiać! - Mam pomysł! Rozłącz się.-raptem i on zrobił się zły. - Właśnie to robię. –nacisnęłam czerwona słuchawkę tak mocno jak tylko mogłam i poczułam ulgę a nawet zadowolenie. Niestety stan błogości trwał tylko chwilę. Byłam w jeszcze gorszej sytuacji niż pięć minut temu. Teraz to już naprawdę musiałam z kimś przyjść. Inaczej wyjdę na mitomankę. Czysty obłęd! Tyle szumu o głupią zabawę taneczną, pomyślałam raptem trzeźwo. Mogłam przecież przyjść sama. Jeszcze pięć minut temu. I co teraz robić? - Cholerna idiotka!- powiedziałam głośno pod swoim adresem- Zostało mi tylko siedem dni! - A mi tylko dwa złote. – Aż podskoczyłam, bo nie spodziewałam się, że ktoś mi odpowie. Rozejrzałam się trochę przestraszona dookoła, bo głos wskazywał, że jego właściciel nie stroni od napojów alkoholowych. Od jakiegoś czasu stałam najwidoczniej w jednym miejscu, tuż obok rosochatych krzaczorów, pod którymi spoczywał niezauważony przeze mnie pan Łapka, miejscowy włóczęga. Włóczęga z wyboru, bo miał pokój w domu swojej siostry, ale nie chciał tam mieszkać. Znali go chyba wszyscy mieszkańcy naszego niewielkiego miasteczka. W zależności od stanu upojenia albo leżał w ustronnym miejscu, albo zataczał się w jakiejś bocznej ulicy, albo siedział i obserwował świat i ludzi. Bo pan Łapka był swego rodzaju filozofem. Tworzył maksymy typu: im więcej wypijesz, tym ludzie są lepsi, albo – na dnie kieliszka diabeł siedzi - lepiej pić butelką. I inne temu podobne. Raczył swoimi przemyśleniami wszystkich, którzy chcieli słuchać. A jak nikt nie chciał, mówił sam do siebie. Często nieproszony włączał się do rozmowy, a wtedy ciężko było się go pozbyć. Teraz też postanowił rozwinąć dialog. - Dwa złote nic mnie nie urządza. Co innego, gdybym miał pięć złotych. Wtedy można by już kupić coś szlachetnego. Może panienka ma jakieś pieniądze? - Przepraszam, muszę iść do domu.- wiedziałam, że pan Łapka jest w gruncie rzeczy niegrożny, chciałam się jednak od niego szybko odczepić. - Ja nie chce pożyczać! I tak bym nie oddał. Ale może bym jakoś zarobił? Może odprowadzę do domu? Ciemno już, niebezpiecznie… - Dziękuję, poradzę sobie. - A może… Słyszałem, że panienka krzyczała na jakiegoś faceta. Może z nim porozmawiać… za niewielka opłatą. – zabrzmiało to dziwnie. - Chyba nie chce pan go pobić? – w końcu się przestraszyłam. Aż tak zła na Tomka nie byłam. - Nie, no skąd!- odetchnęłam z ulgą- Ja jestem za stary. Siła w rękach już nie ta. Chociaż jak by panienka chciała, może by się coś dało zorganizować. - Nie, nie! Ja naprawdę muszę już iść.- zaczęłam biec, ale niestety pan Łapka, choć wolniej, zaczął się toczyć moim śladem. Niewiele myśląc, sięgnęłam do kieszeni, gdzie miałam jakieś drobniaki i rzuciłam nimi w tył jak najdalej. Kątem oka zauważyłam, że Łapka zatrzymał się i zbiera pieczołowicie grosiwo niby pan młody w dniu ślubu. - Dziękuję stokrotnie! Odwdzięczę się! – doleciał mnie głos z oddali, ale ja się nawet nie obejrzałam. Jak na jeden wieczór narobiłam już i tak dużo głupot. Zatrzymałam się dopiero przy własnej furtce i to po wewnętrznej stronie ogrodzenia. W sumie epizod z panem Łapką dobrze na mnie podziałał, bo nabrałam dystansu do incydentu z Tomkiem. Znowu mogłam myśleć w miarę rozsądnie. Rezultatem tych moich rozmyślań, podkreślam, że w miarę rozsądnych, było to, że po kilku minutach wbiegłam do domu z okrzykiem: - Mamo! Mamo!! Jesteś w domu?! - Jestem w kuchni.- głowa mojej
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lillak1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…