Wróć do katalogu

Ja- Karolina

Proza dnia codziennego z punktu widzenia cynicznej studentki. Nawet kot może okazać się szpiegiem...

Magdalena.Sikora, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Leżała pośród gąszczu traw. Wiatr delikatnie smagał jej jasną twarz a słońce zaczęło zmieniać nos w czerwony wykwit na twarzy. Nie przeszkadzało jej to jednak, tak jak to że jakiś żuczek uznał ją za wspaniały spacerniak. Karolina nie zamierzała protestować. Chłonęła tę chwile spokoju, wsłuchując się w śpiew wiatru, zalewający ją spokojem. Tak powinno wyglądać niebo, pomyślała. Już powoli zaczęła zasypiać kiedy ogłuszył ją przeraźliwy jęk syren policyjnych... Znowu zaspała! Okrucieństwem jest nastawiać taki alarm, ale wiedziała, że tylko to jest w stanie ją przebudzić. Sen prysł. Błogość i spokój ustąpiły pośpiechowi. Przedzierając się przez chaszcze własnego mieszkania, próbowała odnaleźć jakąkolwiek, czystą garderobę i torebkę. Zimny prysznic spłukał z niej ostatnie wrażenia snu. Ubrała się czym prędzej i wybiegła prawie tratując sąsiadkę. W ostatniej chwili wbiegła do autobusu, który miał ją zawieść na uczelnie. Popatrzyła w okno na zmieniający się krajobraz miasta- obdrapane budynki, menele, chaos pośpiech i smród benzyny. „Zapowiada się miły, wiosenny dzień” westchnęła i uderzyła głową o szybę, kiedy kierowca zahamował z pieskiem opon próbując nie rozjechać przebiegającego przez jezdnie kocura... Lubiła logikę. Nadawała ona pewien porządek życiu i pomagała w jego analizie. Zmieniała zdanie, gdy tylko siadała w ławce próbując utrzymać swą uwagę na wysokim poziomie wchłaniania wiedzy. Niektórzy po prostu nie powinni wykładać... Potok niezrozumiałych pojęć i równań, jaki zalewał ją przez dwie godziny utwierdzał ją w jej naiwności. Nadzieja, że może te poranne zajęcia będą w końcu inne pryskała już po pierwszej minucie od otwarcia ust przez Profesora. Owe dwie godziny więc przeznaczała na cichy lament i rozpacz nad straconym czasem, który już do niej więcej nie powróci. Pomachała więc mu tylko w duchu na pożegnanie i skoncentrowała na ciemnej plamie na koszuli wykładowcy. Szła chodnikiem obok budynku uczelni z wytęsknionym śniadaniem w postaci bułki z serem i szynką, dużą kawa i tabliczką czekolady. Standardowe poranne menu, którego modyfikacja dotyczyła jedynie ilości czekolady. Znalazła wolną ławeczkę pod drzewem i rozpoczęła ucztę. Nie przejmowała się sposobem jedzenia czy też jego tempem. Na ogół nosiła czarne ubrania, na których plamy były mało widoczne, zaś ból żołądka, spowodowany za szybkim pożeraniem posiłku, tłamsiła papierosem. Palenie papierosa jest to natomiast jej rytuał. Powolne wciąganie i wydmuchiwanie dymu, przeplatane chwilą zadumy nad otoczeniem, które składało się na ogół z przygłupawych osiłków i blond włosych szczebiotek. Spojrzała na chodnik, na którym było napisane „365 dni. Kocham Cie!”. Oto szczyt romantyzmu... Tak, ona też usłyszała kiedyś te dwa magiczne słowa, od mężczyzny, który był wtedy najważniejszy w jej życiu... Od swojego ojca. Co prawda był on wpisany w szantaż, kiedy to wbrew rodzinnej tradycji chciała studiować historie nie zaś prawo. „Wybór należy do Ciebie, ale wiedz, że cie kocham”- usłyszała wtedy. Jak widać nie tylko dzieci mają monopol na szantaż. Ojciec nie doczekał jednak rozpoczęcia przez nią studiów. Został uduszony przez dawnego klienta, kiedy wracał pijany z imprezy po wygranej sprawie. Wtedy to przestała się przejmować własnym zdrowiem, gdyż jak stwierdziła, jego dobry stan nie musi utrzymać jej przy życiu przez wiele lat. Po godzinie była w drodze do pracy. Była kelnerką w barze szybkiej obsługi. „To krok ku wielkiej karierze zawodowej” jak mawiała jej matka, kobieta, która nawet dnia nie przepracowała w swoim życiu. Minęła właśnie sklep z erotyczną bielizną, kiedy prawie to nie przewróciła się o leżącego na samym środku chodnika kocura. Wściekła, wysyczała kilka soczystych przekleństw w jego kierunku. Ten jednak tylko spojrzał na nią swym leniwym wzrokiem. Zbiło ją to z pantałyku, gdyż wydawało się jej, że kot doskonale ją rozumie i ma ją w dużym poważaniu. Poirytowana poszła dalej. Lubiła sierściuchy, lecz ten wywołał w niej wielką antypatie. Jej uniform roboczy, składający się z t-shirt’a i spódniczki mini w morskim kolorze wywoływał u niej odruchy wymiotne, dlatego też z wszelaką skrupulatnością unikała luster. Jej niezadowolenie odczuwali również klienci, którzy często na jej widok truchleli jak zarażeni dżumą. Skutek tego był taki, że nagle nabierali pewności co do zamówienia a Karolina nienawidziła wręcz niezdecydowanych klientów a zwłaszcza tych, którzy rabowali ją z jej pensji w postaci godziwego napiwku. Czas w pracy mijał na ogół bardzo powoli, dlatego też sama nie śpieszyła się z wykonywaniem swoich obowiązków, wychodziła bowiem z założenia,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych