Wróć do katalogu

Jak za kruka, cz.2

Część druga, zapraszam.

Fraszkka, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedział w gabinecie przy otwartym oknie, przez które do wnętrza napływało ciepłe majowe powietrze.

-... dobrryyy! - rozległo się nagle od parapetu, a Sobiebor aż podskoczył w fotelu.

W oknie siedział Piorun z... drugą, mniejszą kawką. Samicą, co można było poznać po jaśniejszym kolorze piór. Narzeczoną?

Do czarodzieja dotarło, że przed chwilą pomyślał o pospolitym zwierzęciu nieledwie jak o człowieku. Aż palnął się otwartą dłonią w czoło. Czy ta cholerna kawka się kiedyś odczepi?

- Sio! - Machnął ręką.

Nic, ptaki pozostały niewzruszone.

- Poszły won! - warknął, szukając czegoś, czym mógłby rzucić. Traf jednak chciał, że pod ręką znajdowała się jedynie księga, jedna z tych starych, ręcznie przepisywanych, w tłoczonej oprawie. Zbyt droga i ciężka by nią rzucać. Zastanowił się więc chwilę i wybrał tandetny wazon, prezent od szwagierki. Cisnął nim w okno, a intruzi zrobili unik i uciekli.

Kawki więcej się nie pokazały i przez pół roku czarodziej sądził, że pozbył się problemu na dobre.

Niestety, okazało się, że w wyniku pogmatwanego działania czarów Piorun posiadł także zdolność wyjątkowo efektywnego rozmnażania się. Jesienią po mieście latała jego progenitura w liczbie dwóch tuzinów. Co gorsza, te kawki też umiały mówić i przepowiadały przyszłość. Ale mieszkańcy nie zwracali na to uwagi, głosy ptactwa mówiącego po ludzku ginęły w normalnym hałasie miasta. Do czasu.

Cztery miesiące później do drzwi Sobiebora zapukał uliczny handlarz. Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem (gospodarz dbał o odpowiednie efekty) i dom stanął otworem. Straganiarz niepewnie przekroczył próg i od razu poczuł nieprzyjemne mrowienie na całym ciele – to uaktywniło się zaklęcie przeszukujące gości pod kątem posiadania wszelakiego rodzaju broni. Kupiec broni nie miał, toteż alarm ani pisnął. W holu stał sam gospodarz. Nie zaprosił gościa do gabinetu, gdyż na pierwszy rzut oka uznał, że przychodzi on ze sprawą zbyt błahą by poświęcać mu czas.

- Witajcie, panie. Sprawę mam – rzekł niepewnie przybyły.

Czarodziej skinieniem głowy zachęcił go do kontynuowania.

- Stragan warzywny mam. Wczoraj rano rozstawiłem się z kramem, klientów na początku było niewielu, ale potem zaczęło przybywać. Bo widzicie, wasza godność, ceny mam może i wysokie, ale towar najpierwszej jakości.

Sobiebor chrząknął, mitygując gościa. Nie miał ochoty słuchać o zaletach straganu warzywnego.

Straganiarz kaszlnął.

- Ekhem... No to obsługuję klientów, aż tu nagle na ramieniu przysiada mi kawka i wrzeszczy: „Dynia!”. Ja się opędzam, a ona dalej swoje. „Dynia!Dynia!”, tak krzyczy, a złapać ani przepędzić się nie daje. W końcu zamachnąłem się na bydlę i strąciłem dynię, no i przypadkiem spadła na głowę jakiemuś szczeniakowi. Trzeba mieć pecha, straciłem towar, matka bachora w krzyk i za felczera zapłacić musiałem. Bo warzywo duże było, a dzieciak mały, to i go trochę poturbowało.

Sobiebor zaniemówił. Przez chwilę stał i po prostu gapił się na swojego gościa jak dureń. Tamten na szczęście nie zauważył, tak był wzburzony.

- No to przyszedłem do was, bo pytałem też i innych czarodziejów, a oni tylko się w czoło pukali. Dopiero jego godność Galard mi powiedział, żeście niedawno jeszcze taką kawkę posiadali.

Oż idiota. Co wie, to powie - zirytował się czarodziej.

Tedy – przybyły zawahał się – sprawę chciałem wyjaśnić. Przede wszystkim sprawę pieniężną, bo gadający ptak mnie niewiele obchodzi. - Popatrzył wyczekująco.

Sobiebor uruchomił telepatię i wywołał Galarda. Zastał go z niewiastą, w dość jednoznacznej sytuacji.

Nieźle wam idzie - pomyślał rozbawiony.

No nie! Przeszkadzasz mi, wiesz o tym? - zezłościł się zaskoczony Galard, usiłując nie myśleć o rozpartych przed nim kobiecych wdziękach. Nic z tego nie wyszło, więc i jego rozmówca mógł sobie popatrzeć. - A w ogóle, to rzuciłem zaklęcie blokujące!

Trzeba było się bardziej postarać, a nie czarować na szybko. Często dajesz się tak zaskakiwać?

Nie było zbyt wiele czasu - odparł niefrasobliwy kochanek.

No tak. A to nie jest przypadkiem córka tego bogatego kupca? Kadłubek mu chyba było. W takim razie faktycznie radziłbym się spieszyć, zanim tatuś cię przyłapie.

Masz do mnie jakąś konkretną sprawę czy po prostu chcesz pożartować? Mów, co masz do powiedzenia, bo za chwilę będę musiał zaczynać od nowa. Przerwałeś mi w samym środku!

Za chwilę przyślę do ciebie sprzedawcę, który domaga się odszkodowania.

Co? I tak mnie mnie nie zastanie! Nie mam zamiaru się fatygować z powodu jakiegoś chama.

Wyskakuj z łóżka, ale żywo! - ryknął Sobiebor w myślach, ale tak, że jego rozmówca aż podskoczył. - I wypłacisz mu te pieniądze.

Czemu?

Bo nie umiesz trzymać języka za zębami. Trzeba było nie mówić o kawce, durniu! Żegnaj teraz swoją piękną kochankę, dość już sobie poigraliście. A jeśli się dowiem, że zrobiłeś temu sprzedawcy coś paskudnego, to policzę się z tobą i o kobietach będziesz mógł zapomnieć na bardzo długi czas.

Mogę go zamienić w coś, co nie mówi. - Galard nie raczył wstać. - I wtedy się nie dowiesz. Nie przeszkadzaj mi.

Nie zamienisz nikogo, kto przyjdzie do ciebie z mojego polecenia! Nie pozwolę niszczyć sobie reputacji i narażać się na podejrzenia. Jakby to wyglądało: wysyłam kogoś do ciebie, a ten ktoś znika? Zostaw dziewkę i won do domu!

Zakończył połączenie i przywołał obraz pokoju widzianego wcześniej w myślach Galarda. Po czym spuścił na czarodzieja i dziewczynę, od dłuższej chwili wpatrującą się ze zdumieniem w kochanka, który przestał w tak nieoczekiwanym momencie, strumień lodowatej wody teleportowanej ze studni. Krzycząc, wyskoczyli z łóżka jak oparzeni.

Co do...?

Prosta i skuteczna metoda studzenia zapału. Wrócisz później i dokończysz, czas akurat działa na twą korzyść. Im dłużej będzie musiała na ciebie czekać, tym chętniejsza będzie - odparł Sobiebor.

Był pewien, że wrzask oblanej wodą dziewczyny zaalarmował służbę, a tym samym Galard, jeśli nie chciał narazić się panu domu, musiał się teleportować – co zawsze było najszybszą i niezawodną metodą ucieczki.

Dla pewności jeszcze raz wywołał telepatycznie kolegę. Miał rację – Galard właśnie osuszał się ręcznikiem, a na uboczu czekała młoda służąca z ubraniem.

Bardzo ci dziękuję – powiedział w myślach do Sobiebora. - Po czymś takim mogę o niej zapomnieć. Ech, a taka ładna była, te włosy jak len i oczy jak bławatki. I chętna...

Będą ładniejsze i chętniejsze – uciął rozmówca. Niedobrze mu się robiło od takich ckliwych opisów niewieścich wdzięków. - Na pewno nie będziesz miał trudności z zachęceniem ich do igraszek.

Odpowiedziało mu urażone parsknięcie i kochanek kupieckiej córki zakończył rozmowę.

No – zwrócił się do straganiarza były właściciel kawki - sprawa załatwiona. Mości Galard jest już w domu i czeka na pana, proszę tam iść i odebrać należną sumę. Tylko – dodał z groźnym błyskiem w oczach – radziłbym nie zawyżać jej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych