Jane Joe - Błękitna Krew:Ardua Prima Via Est
Kolejna ,trzecia już, częśc opowiesci o Allii Ordonow.Teraz musi walczyć ze swoim słabościami i nie tylko.Jakby ktoś nie wiedział co tytuł oznacza to wyjaśniam "Poczatki sa trudne".Polecam :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1.
Ostatnie trzy miesiące były dla Allii prawdziwym piekłem na ziemi. Dzień w dzień musiała walczyć ze swoimi słabościami, stresem, lękiem przed jeżdżeniem po brytyjskich ulicach NIE PO TYM PASIE CO TRZEBA oraz musiała zmagać się z brytyjskimi przepisami drogowymi, których oczywiście musiała się nauczyć i umieć je nawet wtedy, gdy ktoś obudziłby ją w środku nocy i zrobił jej z tego sprawdzian. Trzy miesiące, dzień po dniu, nauka jazdy, nauka swobodnego poruszania się po wyspie, szczegółowe poznawanie Londynu i okolic, niekiedy nieodparta chęć rzucenia wszystkiego w diabły i ...i nie miała odwagi tego zrobić. Wszystko przez ten nieszczęsny spadek. Czasami zastanawiała się po jakiego grzyba to wszystko jest jej potrzebne. Przecież nawet nie znała tej Sally. No tak, ale z drugiej strony jest ciekawość świata, chęć poznania bliżej zwyczajów Brytyjczyków. W końcu pobyt na tej wyspie był jej marzeniem...Czasami miała tego wszystkiego po dziurki w nosie, chciała to zakończyć raz na zawsze, ale była zbyt honorowa. Dała słowo i wiedziała, że musi go dotrzymać. To tkwiło w jej naturze. Od zawsze była silna, wytrwała i honorowa. Dobrze wiedziała, że obietnic trzeba dotrzymywać. To, co człowiek sobą reprezentuje i co robi, świadczy o nim samym i o jego wychowaniu. A dziadek Ordonow zrobił z niej bardzo dobrego żołnierza. Prawego i zawziętego. Tak więc wiedziała, że musi dotrwać do celu. Tylko, co stało na końcu tej drogi z zakrętami? Kogo przydzielił jej Chris? Często się z nim widywała, dużo z nim rozmawiała. Zrodziła się miedzy nimi pewna więź. Byli dla siebie jak ojciec i córka. Zaufała mu, a on się do niej bardzo przywiązał. Tylko za nic w świecie nie chciał powiedzieć jej co dokładnie dla niej zgotował. Wielokrotnie go o to prosiła, lecz był nieugięty. -Poczekaj, poczekaj. Odpowiedni czas jeszcze nie nadszedł – mawiał. -Ale kiedy on nastanie? -Nastanie jak nastanie. Pozostawało jej modlić się, by osoba dla której będzie pracować, okaże się w porządku oraz czekać na dzień w którym Chris łaskawie odczyta jej wyrok. A tego się trochę bała. Dotychczas miała już styczność z gwiazdami: niektórzy z nich byli nawet w porządku, ale drudzy...o nich nie warto nawet wspominać.
Dzień ostateczny nadszedł! Tak właśnie moi drodzy. Nadszedł z ostatnim tygodniem kwietnia. {i} Ta pora roku w Londynie jest o wiele piękniejsza niż zima – {/i}stwierdziła jadąc do Chrisa{i} – Wszystko ożywa, drzewa są porośnięte liśćmi, kwiaty mają prześliczne pąki. I słońce, to piękne słońce...tylko dlaczego w tym kraju jest go tak mało i dlaczego on jest taki mokry? Wielka Brytania to bardzo nieadekwatna nazwa. Zamiast tej nazwy powinna istnieć „Kraj Niekończących się Opadów” albo „Deszczowa Wysepka”. To zabrzmiało prawie jak Pagaczewski.{/i}
Pół godziny później Allia siedziała już w gabinecie Chrisa i starała się przyjąć to wszystko ,co miał jej do powiedzenia zupełnie na spokojnie, ale nie dała rady. -Muszę powiedzieć, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. -Nie będę się z tobą sprzeczała. Wiele mnie kosztowało by dotrwać do tej chwili z takim efektem. Bywały chwile że miałam ochotę rzucić to w... -AJ... -Było ciężko. -Jak się czujesz za kierownicą? -Pewniej. Znacznie pewniej. W pierwszym miesiącu wracałam do domu z gorączką. Teraz zaczyna mi się to nawet podobać, tylko że... -A co z tym kursem szybkiej jazdy i ucieczki? -Instruktor miał tylko jedno zastrzeżenie – powiedziała z uśmiechem na ustach. -Jakie? -Nie podobało mu się, że po jeździe ze mną chorował. -A poza tym? -Był ze mnie zadowolony. Tylko raczył mi to powiedzieć przy naszym ostatnim spotkaniu. Wcześniej tylko na mnie wrzeszczał. -To chyba dobrze. -Powiesz mi wreszcie z kim będę pracować i na jakich zasadach, czy też będę czekać w nieskończoność? -Nie możesz się już doczekać, prawda? -Chyba mnie rozumiesz, prawda? -No dobra. Nadszedł czas byś zaczęła normalną pracę. Allia wstrzymała na chwile oddech.{i} To jest to, tylko się nie bój (he he he). Zaraz mi powie z kim będę pracować. Boże, spraw bym nie miała z nimi kłopotów. Ja i tak mam ich sporo i nowe nie są mi do niczego potrzebne. {/i} -Chese Rasmus, Josh Camara i Dutter Vallée. To trójka bardzo utalentowanych piosenkarzy. Jak się domyślasz to jest dosyć popularny boysband, który ma jednak pewne niedociągnięcia, których nie jestem w stanie pokonać. Wierzę, że tobie się to uda. {i} Vallée? Skąd ja znam to nazwisko? –{/i} myślała. Allia czuła, że już się z tym nazwiskiem spotkała, tylko gdzie? Oto jest pytanie. -Będziesz z nimi pracować na stałe. Twoim zadaniem jest zawożenie ich w miejsca docelowe – bezpiecznie, robienie im zdjęć z każdego wydarzenia. Właściwie to będziesz dla nich wszystkim. Powiedzmy, że twoje stanowisko to ich asystentka. Będę informował cię na bieżąco o miejscach, w które masz ich dostarczać itd. Nic nie mówisz? Allia była lekko wstrząśnięta. Ona? Trzech facetów? I ciągle z nimi? Chris oszalał, on naprawdę nie wie co robi. -A...w jakim oni są wieku? – spytała z ledwością. -Są zaledwie parę lat starsi od ciebie. Najstarszy jest Chese, który ma 31 lat. Josh ma 30, a Dutter 29. -A nie boisz się wysyłać mnie z nimi? -Dlaczego miałbym się bać o ciebie? -Trzech facetów, jedna kobieta... -O to ci chodzi. Nie, skąd, nie masz się czego bać. Oni są bardzo w porządku. Od razu ich polubisz i zapewne się zaprzyjaźnicie. -Jesteś pewien? -Jasne, że tak. W dodatku umiesz o siebie zadbać i ... -I...? -No wiesz, obronić się w razie czego. -Czyli istnieje możliwość, że... -Nie! Kategorycznie nie! Oni prędzej staną w twojej obronie niż sami cię skrzywdzą. -Mam jeszcze jedno zasadnicze pytanie: jak oni zareagują na mnie? -W jakim sensie? -Na kobietę – kierowcę, o to mi się rozchodzi. W normalnym świecie to siedzenie jest zarezerwowane tylko dla faceta. Nie wielu akceptuje uchylenie od czegoś oczywistego. -Nie sadzę by zwrócili na to uwagę. Są bardzo tolerancyjni. -A ja sadzę, że trochę ich to obejdzie. -Nie będzie tak źle. A w ogóle, to skąd u ciebie tyle pesymizmu? -Nie wiem jak pan...jak ty Chris, ale ja nie znoszę gdy ludzie mnie odrzucają. To jest mój chleb powszedni, który naprawdę nie jest smaczny. Gdziekolwiek się zjawię komuś coś we mnie nie pasuje i nie kryje się z tym, tylko bezczelnie i otwarcie daje mi to odczuć w bardzo okrutny sposób. Mam prawo mieć tego dosyć. -Zaakceptują cię. Masz moje słowo. -Nie radzę poręczać swoim słowem na prawo i lewo.
2.
-Nie podoba mi się to – powiedziała do Reesa parę godzin później, gdy siedzieli w kuchni i pili herbatę – Nie podoba mi się ten pomysł bym z nimi pracowała Allia była już nieco podenerwowana. -Boisz się? Dziewczyna spojrzała na niego jak na jakiegoś idiotę. -Czy się boję? Jeszcze chwila i spanikuję. Jestem przerażona. Jak on mógł mi coś takiego zrobić? Jak on mógł mnie do nich przydzielić? Trzech facetów i ja? -Uspokój się, będzie dobrze. -To będzie najdłuższy i najtrudniejszy rok w moim życiu – stwierdziła -Chris nie obawia się wysyłać cię z nimi? – spytał Larry, który dopiero co wszedł do kuchni. -Cholernie im ufa i zapewne bardzo dobrze ich zna. -Ten fakt działa na jego korzyść. Skoro ich zna, to wie, czego można się po nich spodziewać. - Ja też myślałam, że znam kogoś bardzo dobrze, a jednak się pomyliłam i osoba ta zrobiła to, czego się po niej nie spodziewałam. -Chris nie wysłałby cię z nimi gdyby miał choćby jedno zastrzeżenie co do nich. Tak uważam. -Chris zdaje sobie sprawę z tego, że jesteś kobietą, że takie częste obcowanie z facetami może doprowadzić...- Rees urwał, bo Allia zmierzyła go tak lodowatym spojrzeniem, że mogła by nim zamrozić całą Saharę - ...chyba nie zdaje sobie sprawy. -Gdyby miał choć cień wyobraźni to wiedziałby doskonale, że kobieta i trzech facetów praktycznie nonstop razem to nic innego jak mieszanka wybuchowa. Dłoń Larry’ego przyjacielsko spoczęła na jej ramieniu . - Dasz sobie radę. Jesteś odważna i dzielna. Ja wierzę w ciebie. - I ja też. -A ja tym bardziej – powiedział Frank, który zjawił się w kuchni dość niespodziewanie i niepostrzeżenie. -No widzisz, wszyscy w ciebie wierzymy -Tylko dlaczego nie ja? -Nie rozumiem czego ty się tak boisz. Przecież nawet nikt cię nie tknie – powiedział zdecydowanie Frank – Nikt nawet się nie odważy. -Widzisz, nawet Frank ma czasem przebłyski zdrowego rozsądku – przyznał Rees – Byli by skończonymi kretynami by próbować coś ci zrobić. -A jeśli nawet to zrobią to szczerze tego pożałują – ciągnął dalej Frank, jednak po tej wypowiedzi Larry i Rees spojrzeli na niego dociekliwie. Nie mieli pojęcia, o co mu chodziło. Tylko Allia domyślała się o co chodzi.- Nie mówiła wam? A to ciekawe, myślałem, że mówi wam wszystko i chwali się swoimi osiągnięciami na prawo i lewo. No nic. Otóż nasza współlokatorka uczyła się karate. A wy tak się nad nią użalacie. Pewnie kpi z was sobie w duchu. Dobra z ciebie aktorka. Trzeba ci to przyznać. -O czym ty do cholery gadasz? – Larry podszedł do niego zbulwersowany. -Nie powiedziałaś im prawda? A oni tak się nad tobą użalają. – Frank zwrócił się do Allii. -Grzebałeś w moich rzeczach? -Nie. -Grzebałeś w moich rzeczach! – wrzasnęła -Nie. Leżało to tylko na wierzchu i co miałem zrobić? Byłem ciekaw, kim jesteś. -O czym wy mówicie? -Coś ty robił w moim pokoju! – spytała zła. -Szukałem cię, ale nie znalazłem. -Zabraniam ci wchodzić do mojego pokoju. Słyszysz? ZABRANIAM! Pod żadnym pretekstem nie wolno ci tam wchodzić. Nie życzę sobie tego. Allia spojrzała na Reesa i Larry’ego. Byli nieco zmieszani. -Tak, Frank mówi prawdę. Przez pięć lat uczyłam się karate, ale i tak do cholery boję się tych facetów!
Ranek niestety przyszedł zbyt wcześnie. Zawsze tak jest. Ale tym razem przyszedł stanowczo za wcześnie. Allia mało spała tej nocy. Bała się pierwszego dnia pracy i ich! {i} Za co mnie to spotyka – {/i}pomyślała powoli wstając z łóżka – {i}Co takiego złego zrobiłam?{/i}
{b}Jeszcze podziękujesz za tę pracę, zobaczysz{/b}
Przy śniadaniu była bardzo nerwowa. Smarując tost dwa razy upuściła nóż, później przez przypadek potrąciła łokciem słoiczek z dżemem, no i oczywiście słodząc kawę rozsypała sporą ilość cukru. -Kawa do śniadania? – spytał Frank, który właśnie wszedł ziewając do kuchni – Od kiedy ty pijesz kawę? Pierwszy raz chyba. Rzeczywiście. Tego dnia Allia wypiła swoją pierwszą kawę odkąd przeprowadziła się do Londynu. -Nie powiesz nic? Allia milczała. Nie miała zamiaru odzywać się do niego po tym jak urządził jej niezłą scenkę wczoraj wieczorem. Uznała, że jeśli będzie milczeć to przyniesie to obopólną korzyść. -Coś ty taka niemrawa z rana? Zawsze taka jesteś? Cisza. {i}Słońce jest żółte, a trawa zielona, słońce jest żółte, a trawa zielona... {/i} -Nie mów, że jesteś na mnie zła, bo wyleje. Jesteś? -Nie mam zamiaru ani cię słuchać ani z tobą rozmawiać, rozumiesz? – powiedziała stanowczo, lecz spokojnie. -Nie możliwe, udało mi się ciebie zdenerwować, Wow. -Zamknij się! – Allia nagle poderwała się na równe nogi – Nie będę ciebie dłużej tolerować. Jesteś cholernym arogantem, zuchwalcem i nie pozwolę ci na takie zachowanie względem mnie. Nie ze mną te numery. Może gdzieś, dla kogoś jesteś kimś, ale dla mnie jesteś gówno warty. Jesteś nikim i nie masz prawa tak mnie traktować. Ostrzegam cię – odczep się ode mnie. Jeśli tego nie zrobisz nie ręczę za siebie. - Pobijesz mnie? – spytał drwiąco Allia złapała go za jego koszulę tuż przy jego szyi. -Nie używam swojej siły dla własnych celów, ale jeśli mnie do tego zmusisz...nie zawaham się ani chwili. -Puść mnie. -Uwierz mi, lepiej jest żyć z ludźmi w zgodzie. Czasami możesz potrzebować pomocy, a wtedy nikt ci jej nie udzieli. -Zawsze ktoś mi pomoże. -Biorąc pod uwagę twój stosunek do ludzi, to nie wielu chętnych się znajdzie. -Zapłacę im. -Pieniądze to naprawdę nie wszystko. Ja na przykład nie zrobię dla ciebie nic, jeśli nadal będziesz taki nadęty i arogancki. Po tych słowach Allia uwolniła Franka. -Nie graj tak ze mną. Ja nie szukam sobie wrogów, ale jeśli nadal będziesz się tak ze mną bawił, stanę się twoim najgorszym wrogiem. Nie chcę tego ze względu na to, że mieszkamy ze sobą razem. Naprawdę, lepiej żyjmy w zgodzie.
Allia przyjechała na umówione miejsce tuż przed dziesiątą. Obawiała się trochę, że się spóźni i będą musieli na nią czekać. Na szczęście nikogo jeszcze nie było. Chwilę później z braku jakiegokolwiek zajęcia postanowiła zobaczyć do bagażnika, czy jej torba, którą ze sobą zabrała leży odpowiednio. Nie leżała. Przesunęła ją więc na sam koniec bagażnika. W tym samym czasie, gdy Allia grzebała w bagażniku, trzech mężczyzn zbliżało się w jej kierunku. -Ciekawy jestem, jaki jest ten nasz nowy kierowca. -Chris mówił, że będzie z nami praktycznie ciągle, nawet za granicą. -Zwykle mieliśmy osobnego kierowcę w każdym kraju, co się stało tym razem? -Ponoć jest bardzo obeznany. -I ma być naszym osobistym fotografem. -To kim on do cholery jest? -Pewnie jakiś staruszek, co się ledwo trzyma. Mężczyźni wybuchnęli śmiechem. -Ale tak na poważnie. Jak myślicie, jaki będzie nasz nowy kierowca? -Skoro jest taki obeznany to pewnie straszny poważniak. Nie lubię takich. Będzie się chwalić, co to on potrafi. -A ja stawiam na mięśniaka, takiego bezmózgiego oczywiście. -Nie żartuj, bo to nie jest śmieszne – powiedział najprzystojniejszy z nich. -Wszystkowiedzący czy też mięśniak, zaraz się tego dowiemy. -Już jest. Członkowie boysbandu zauważyli czarny samochód stojący na umówionym miejscu. Stał tam też ich nowy kierowca. Przyjrzeli się mu dokładnie. -Jakiś taki mierny on jest – stwierdził Josh, średniego wzrostu brunet. -Ma długie włosy. -I jaki on...zgrabny. Ta ostatnia uwaga dała im do myślenia. Spojrzeli tylko na siebie i ruszyli do przodu. -Przepraszam – powiedział Josh do osoby schowanej po części w bagażniku. Allia od razu podniosła głowę i niefortunnie o coś się uderzyła -Ałć...- od razu jęknęła z bólu -Nic ci nie jest? -Póki co żyje. Allia obróciła się ku mężczyznom, którzy wyglądali na lekko wstrząśniętych. -Czy mogę wiedzieć, z jakiego powodu boli mnie teraz głowa, nie wnikając oczywiście, w co się uderzyłam? Mężczyźni stali chwilę w bezruchu. Naprawdę nie chcieli w to uwierzyć. -Szukamy naszego kierowcy. -Nie mam zielonego pojęcia gdzie może być wasz kierowca...Ałć. -Miał czekać na nas około dziesiątej dokładnie w tym miejscu. Wiesz może coś na ten temat? -A skąd miałabym to wie...moment. Ilu was jest? Jeden, drugi...o Boże – Allia właśnie dostrzegła trzeciego, który wyglądał jakby dopiero co wyszedł z „Journala”. Nieziemsko przystojny, dobrze zbudowany, ubrany w proste, ale bardzo eleganckie i najlepsze ciuchy. Na jego widok lekko się zarumieniła.-...trzy. Chyba wiem, gdzie jest wasz kierowca, jeśli tylko nazywacie się Josh, Chese i Dutter. -To znaczy, że...? -To ja jestem waszym kierowcą. Spóźniliście się o pół godziny. -Chyba sobie z nas kpisz – powiedział Chese. -Dokładnie to spóźniliście się 32 minuty. -Ja nie o tym. -Aha. -To jakiś żart, prawda? – spytał Dutter – Powiedz proszę, że to żart. -W tej chwili z pewnością nie jest mi do śmiechu. -Nam też nie – powiedział z naciskiem Josh. -Kto cię zatrudnił? – spytał poważnie Dutter -Chris Harrison. Dutter obrócił się na chwilę od pozostałych. Był bardzo zdenerwowany, a sytuacja bardzo go przerosła. -Nie możesz być naszym kierowcą. Chris nigdy by nam tego nie zrobił. -A jednak zrobił, czy ci się to podoba czy też nie – powiedziała próbując zachować wewnętrzną równowagę. A było to bardzo trudne zadanie. -To nie może być prawda – Dutter zwrócił się do swoich przyjaciół- Dziewczyna? W dodatku taka, co ledwo jest pełnoletnia? -Praca z kobietą to coś poniżej twojej godności? – Allia zwróciła się do Duttera. -Tego nie powiedziałem. -Ale miałeś to na myśli. -A skąd ty do cholery możesz wiedzieć o czym myślę? -Kobieca intuicja, mówi ci to coś? Jeśli mi nie wierzycie, albo boicie się ze mną jechać, macie przecież możliwość skontaktowania się z Chrisem. Jak nie to sama dam wam jego numer telefonu. -Nie denerwuj się tak – Josh poklepał ją po ramieniu – Skoro mówisz, że Chris cię zatrudnił to nie ma problemu – powiedział bez wewnętrznego przekonania. -Tylko to trochę dziwne, że...mniejsza z tym. Jeśli mamy dotrzeć na czas to powinniśmy już wyruszyć – powiedział Chese. Allia wsiadła do samochodu, gdy tymczasem Josh, Chese i Dutter wrzucali swoje torby do bagażnika. W lusterku widziała, że rozmawiają dość zażarcie. {i} Wiedziałam, że tak będzie – {/i}pomyślała - {i}Mają uprzedzenia. A taką miałam nadzieję na lepsze życie. {/i} Gdy tylko zamknęli bagażnik weszli do samochodu. Josh i Chese pospiesznie usiedli na tylnych siedzeniach, co Dutterowi nie bardzo się spodobało. Oznaczało to, że musiał usiąść tuż obok niej. -Gotowi? – spytała, gdy pozamykali drzwi. -Tak – odpowiedział jej Josh. -Zapnijcie pasy – powiedziała widząc, że żaden z nich tego nie zrobił. Josh i Chese od razu spełnili jej prośbę. Dutter nawet nie drgnął. - Nie zapniesz ich? – spytała. - Nie. -A to dlaczego? -Tyle razy jeżdżę i nic nigdy mi się nie stało. Więc dlaczego teraz miałoby mi się coś stać? -Bo tym razem jakiś idiota wyjechał na ulicę i nie panuje nad kierownicą. -Skąd ta pewność? -A skąd masz pewność, że nic ci się nie stanie? -Ty jesteś od tego bym bezpiecznie dojechał na miejsce. -Masz rację, ja jestem od tego. Jednak nie wszystko leży w moim zakresie. Jeżeli będziemy mieli wypadek, a ty wypadniesz przez szybę, nie wiele będę mogła zrobić. -To jedź tak byśmy nie mieli wypadku. -Tłumaczyłam ci już, że nie wszystko zależy ode mnie. -Zapnij te pasy. Ona ma rację – przyznał Josh -A jak zatrzyma nas policja to ona zapłaci mandat. -Ja zapłacę – powiedział Dutter -Jeśli coś ci się stanie to ja będę żyć ze świadomością, że nie zrobiłam wszystkiego, by tego uniknąć. -Nic strasznego. -Nie wiesz co mówisz. To JEST straszne. Allia wygodnie rozsiadła się w fotelu, założyła ręce za szyję i powiedziała: -Wiem, że igram z ogniem, ale nie ruszę się stąd dopóki nie zapniesz pasów. Nie mam zamiaru brać odpowiedzialności za twoją głupotę. Dutter spojrzał na nią zaskoczony. -Ruszysz! -Nie – odpowiedziała całkiem spokojnie. -Jesteś strasznie upierdliwą babą – stwierdził Dutter -Ostrożną i troskliwą. Nie masz cholernego pojęcia, jak to jest żyć z myślą, że nie zrobiłeś wszystkiego, by kogoś uratować. Mężczyźni mieli przeczucie, byli prawie pewni, że w przeszłości Allia nie potrafiła kogoś uratować i ciągle ciąży to na jej sumieniu. Nawet Dutter pojął, że lepiej już zapiąć te pasy. -Od razu milej – powiedziała z uśmiechem na ustach widząc, że robi to, co już dawno powinien zrobić. Ruszyli. Allia była zadowolona, że w końcu jej posłuchał. Nie znosiła, gdy ktoś nie miał zapiętych pasów, nawet jeśli to nie ona prowadziła. Tylko teraz wyjedź z Londynu bez przygód i pomyłek. Big Brother patrzy – pomyślała czując na sobie wzrok Duttera. -Właściwie, to jak masz na imię? – spytał Josh -Allia -Allia? – zdziwił się Chese – Dziwne imię. -Nie spotkałem jeszcze kobiety o takim imieniu. -Sprawdzałam kiedyś w Internecie i doszukałam się, że takie samo imię miała kobieta z Włoszech. Żyła między pierwszym a czwartym wiekiem naszej ery. Zasłynęła dzięki najbardziej interesującym łacińskim epitafium. -Wiesz dlaczego był taki sławny? -Bo zawierał cechy zarówno epitafium jaki i więcej cech personalnych i seksualnych. -I to dlatego rodzice tak cię nazwali? -Nie wiem. -Czy twoje rodzeństwo ma podobnie nietypowe imiona? -Nie. Oni mają zwyczajne imiona. -Ciesz się. Jesteś wyjątkowa – powiedział drwiąco Dutter -Nie cieszę się. Wolałabym mieć proste imię. Przynajmniej ludzie nie popełniali by błędów przy jego wymowie. -A to da się popełnić błąd przy wymowie tego imienia? -Da się. -Tak czy siak masz je i nic nie możesz na to już poradzić. -Mogę się tylko z tym pogodzić. -A chociaż umiesz jeździć? - spytał Dutter dość niepewnym tonem. Allia spojrzała na niego łaskawszym wzrokiem. Nie miała mu już tak za złe, że chwilę wcześniej stwierdził, że praca z kobietą to coś odrażającego i poniżej jego godności. Właściwie to rozumiała jego obawy, bo sama czuła dokładnie to, co on. Gdy Chris oznajmił jej, co ją czeka, czuła się nie tyle niepewnie, lecz była przerażona. Szczerze wątpiła w swoje umiejętności i zdolności, bo nigdy nie była czyimś kierowcą na taką skalę. Nawet teraz, będąc już po niezliczonej ilości szkoleń, nie czuła się pewnie na swoim stanowisku. Miała pełnię to czysta abstrakcja. Coś jakby woda i ogień, kobieta i mężczyzna. Bardzo dobrze czuła, że Dutter i reszta też tak uważają. Jednak by całe to przedsięwzięcie nie zakończyło się klapą, wmawiała sobie, że kobieta też może być kierowcą. Bez tego przeświadczenia byłaby od razu spisana na straty. A tego nie chciała. -Zapewne pytasz czy jestem przygotowana do pracy z wami. Z czystym sercem mogę cię zapewnić, że jestem. -A jak w trakcie drogi coś się zepsuje, to poradzisz sobie? Dutter próbował złapać ją na czymś, ale w tej akurat kwestii na pewno mu się to nie uda. Allia bowiem znała się trochę na samochodach. Dzięki swojemu bratu, który ma świra na punkcie samochodów, nauczyła się naprawiać różne rzeczy, a jeśli nie potrafiła czegoś zrobić, to w 90% wiedziała, o co chodzi i jak się z tym do kogoś zwrócić. -A ty poradzisz sobie? -Ale ja pytałem o ciebie. -Ale ja też pytałam o ciebie. -Znam się trochę na samochodach. -Z każdej sytuacji znajdziesz samodzielnie wyjście? -Prawie z każdej. -Nie twierdzę, że jestem specjalistką od samochodów, bo nią nie jestem i nigdy nie będę, ale tylko niekiedy trzeba mi pomóc. -A poradzisz sobie przy ucieczce? -Ucieczce? -No wiesz, paparazzi i te sprawy. -Ach tak. Wbrew pozorom śmiem stwierdzić, że sobie poradzę. Wcześniej dosyć dobrze mi to wychodziło, choć czasem nawet najlepszy popełnia błędy i nigdy nie można być do końca pewnym. -Wbrew pozorom? -Już z góry stwierdziłeś, że sobie nie poradzę i przy pierwszej lepszej okazji nawalę. Dutter zamilkł. Nie miał już ochoty dyskutować z nią o jej umiejętnościach, czy też o ich braku. Nie mówił nic, ale uważnie przyglądał się temu, co robiła, jakie gesty i ruchy wykonywała. Nic nie umknęło jego uwadze. Nawet to, że była nieco podenerwowana. Przez chwile pomyślał, że to przez niego. Jednak, gdy przyjrzał się jej uważniej, stwierdził, że to nie to. No tak - pomyślał- przecież to jej pierwszy dzień w pracy i to w dodatku w TAKIEJ pracy. Ona jedna, trzech facetów. Pewnie nie chce się zbłaźnić.
{b}Ale nie przyszło ci do głowy by przestać gapić się na nią tak uporczywie. Chyba zdajesz sobie sprawę, że to może ją peszyć?{/b}
Allia doskonale wiedziała, że Dutter ją obserwuje. Czuła jego wzrok za każdym razem jak wykonywała jakiś manewr. Ciągle był z nią, ciągle na nią spoglądał. Przestań! Było to trochę denerwujące, trzeba przyznać. Cokolwiek zrobi - on to zauważy. Popełni jakiś błąd - zapewne nie zapomni jej tego wypomnieć. -Dobrze prowadzę? - spytała zerkając kontem oka na niego. -Co? -Spytałam czy dobrze prowadzę, bo zauważyłam, że ciągle mnie obserwujesz. -Ja? - spytał niby zdziwiony -Za każdym razem, jak na ciebie spojrzę kątem oka, widzę jak patrzysz co robię. -Ty się nie patrz na mnie tylko na drogę. -Wierz mi, nie patrzyłabym się na ciebie gdybyś tylko dał mi trochę luzu. -Luzu? -Twój wzrok nie przeszkadza mi aż tak dobitnie, bym nie mogła normalnie prowadzić, ale było by milej mieć nieco więcej swobody. Nie możesz mi po prostu zaufać? Dutter postanowił po raz kolejny nie prowadzić z nią dyskusji, która i tak nie miała sensu. Z kolei Josh i Chese nabrali tej właśnie ochoty, której Dutter nie posiadał. -No proszę, wygadana z ciebie kobita - stwierdził Josh - A już myślałem, że z ciebie taka cicha woda. -Nie wiem jakie są twoje intencje, ale ja odbieram to jako komplement i bardzo za niego dziękuję. -Tylko mam nadzieję, że w przyszłości nie będziesz gadać jak najęta jak inne kobiety - powiedział ponuro Dutter. -A czy do tej pory zauważyłeś u mnie taką cechę? -Przed chwilą. -Nie. To nie było to. Gdybym mówiła o błahych rzeczach, o czymś beznadziejnie pustym i bezwartościowym, to wtedy mogę się zgodzić. Josh i Chese czuli nadciągającą burzę. Dlatego też postanowili wkroczyć do akcji. -Zastanawia mnie jedna rzecz, Allia. Co spowodowało, że zapragnęłaś być kierowcą? {i} Tylko, co mu sensownego odpowiedzieć? Prawdę, że musiała? Wykluczone. Mieliby już zbyt wiele wątpliwości. {/i} -Lubię to. -Tylko tyle?! -Tylko to pokierowało tobą, by wybrać ten niebezpieczny i niekobiecy zawód?! -Odkąd pamiętam interesowałam się tym. Mój dziadek nauczył mnie prowadzić, gdy miałam trzynaście lat. Później, gdy tylko nadarzała się okazja siadałam za kierownicą i jechałam. Znajomi często prosili mnie o podwiezienie ich gdzieś, albo o eskortę. Twierdzili, że czują się ze mną bezpiecznie i mi ufają. Ponadto dużo czasu spędzałam z moim bratem, który ma fioła na punkcie samochodów i chcąc nie chcąc trochę liznęłam z jego pasji. W dodatku bycie czyimś kierowcą daje mi różne, interesujące możliwości. -Widzisz w tym coś fajnego?! -Dzięki temu mogę podróżować, poznawać nieznany mi dotąd świat, który dla tak wielu ludzi jest niedostępny. -A nie wolałabyś chodzić do pracy, w której mogłabyś ubierać się w te wszystkie fatałaszki, przyodziewać te różne ozdoby, bransoletki, łańcuszki. Mogłabyś nosić krótkie spódniczki i buty na obcasach. Allia musiała się chwile zastanowić nad odpowiedzią. Dutter natomiast nie spuszczał z niej wzroku. Chciał poznać jej odpowiedź. -Nie możesz znieść, że tu pracuję i, że jestem inna niż reszta kobiet, prawda? Najchętniej widziałbyś mnie wszędzie byle nie tu i nie z tobą, mam rację? Tym razem to Dutter musiał się chwilę zastanowić. -Właściwie to ty jako ty, mi nie przeszkadzasz. Tylko to co robisz jest nie na miejscu i za nic w świecie nie zgodzę się na to. -Wy i wasze poglądy. Najchętniej to byście zamknęli kobiety w kuchni, a sami zdobywali świat. Przyjaciele byli nieco zaskoczeni. Wydawało im się, że po tak szczerej odpowiedzi Duttera, Allia się obrazi, albo będzie próbowała dowiedzieć się na czym polega różnica między Allią-kobietą, a Allią-kierowcą. Ona jednak nie wzięła sobie tej uwagi zbytnio do serca. Lecz to jedynie zdanie Josha i Chese’a, które znacznie odbiegało od prawdy. -Nie wysyłamy cię do kuchni - powiedział Josh Allia nie powiedziała nic na to. Doszła do wniosku, że jeśli powie choć jeszcze jedno słowo, kłótnia murowana. -A propos kuchni: zatrzymasz się gdzieś, gdzie będziemy mogli coś zjeść? -spytał Chese Dziewczyna spojrzała na niego lekko zdziwiona przez lusterko. {i}Dopiero dwunasta, a wy już chcecie jeść?! {/i} -Jasne. Chwilę później Allia zatrzymała się na parkingu przy niewielkim, pospolitym zajeździe. Mężczyźni opuścili samochód myśląc, że Allia do nich dołączy. Ona natomiast nie miała nawet na to najmniejszej ochoty.
{b}Też bym nie miała{/b}
Gdy wchodzili do środka, Josh chciał się upewnić czy Allia idzie i obrócił się w stronę samochodu. Nie szła. Oparła się o samochód i spoglądała na otaczający ją krajobraz. -Idziesz? – spytał Josh, który na chwile do niej wrócił. -Nie. -Nie będziesz nic jeść?! -Nie jadam co trzy godziny. -To chociaż chodź posiedzisz z nami. -Naprawdę chcecie bym była z wami na każdym kroku? -Głupio tak, że ty jesteś tutaj sama, a my tam... -Będę taka wspaniałomyślna i pozwolę wam wymienić między sobą opinie o mnie zanim dojedziemy do hotelu. -Skąd ta pewność, że chcemy rozmawiać o tobie miedzy sobą? -Gdybym miała jakąś przyjaciółkę, to z pewnoscią zrobiłabym to samo tuż po powrocie do Londynu – powiedziała zupełnie chłodno-Nie od wczoraj wiadomo, że mężczyźni są większymi plotkarzami od kobiet. Idź już, bo cię posądzą, że mnie namawiasz.
Josh, Chese i Dutter wybrali stolik tuż przy oknie i zamówili sobie co tam chcieli. Podczas posiłku prawie wcale nie odrywali wzroku od Allii. -Co o niej sądzicie? - spytał Chese -Jako o kobiecie, czy kierowcy? -Właściwie nie wiem czy możemy mówić o niej jako o kobiecie. Nawet nie wiemy ile ma lat - powiedział Dutter -Faktycznie. Jest bardzo młoda, nie brzydka, szczupła. Ciekawe jaka jest w łóżku. Chese na to ostanie stwierdzenie zareagował bardzo spontanicznym śmiechem. Dutter natomiast spojrzał na Josha z niewielką odrazą. Zazwyczaj takie uwagi go interesowały, ale nie tym razem, gdy przedmiotem rozmowy była ona. -Alia jest spostrzegawcza i rozumna. Strasznie pewna siebie i dumna z tego co robi. -Z tą pewnością bym uważał - powiedział Dutter - Obserwowałem ją i... -...nawet śmiała ci to wypomnieć - powiedział ironicznie Josh -...i zauważyłem, że się denerwuje. -Też byś się denerwował, gdybyś trafił do gniazda szerszeni. -My jesteśmy gniazdem szerszeni?! -Pomyśl sobie: ona sama i trójka facetów, którzy nie skaczą z radości z powodu jej obecności. Jak myślisz jak się czuje? W dodatku ciągle patrzysz jej na ręce. To normalne, że się denerwuje. W końcu to jej pierwszy dzień z nami. -Pierwszy i mam nadzieję ostatni - wyznał Dutter -Jednak trzeba jej przyznać, że jest odważna i nie boi się wypowiadać swojego zdania na jakiś temat. To dobrze. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. -Jest bardzo ostrożna. -Do pracy zabiera się profesjonalnie. -Nie daje sobie dmuchać w kaszę. -Jest zadziorna. -A z początku, gdy ją zobaczyłem myślałem, że będzie taka cicho-ciemna. -Nie gada nonstop jak inne i niech będzie jej za to w niebie wynagrodzone. Nie zniósł bym, gdyby trzepotała jak reszta bab. -Mówi od rzeczy. -I nawet mądrze. Widać, że miała dobrą szkołę. -Wydaje mi się doświadczoną osobą. -I tu tkwi pies pogrzebany - odezwał się w końcu Dutter - Jakim cudem ona jest dobrze wykształcona, wydaje się być osobą doświadczoną, a jednocześnie jest taka młoda? Coś mi tu nie gra. Taki młody kierowca i fotograf jednocześnie?! W dodatku kobieta?! Josh i Chese nie wiedzieli co mu na to odpowiedzieć. Nie znaleźli nawet jednego argumentu na jej obronę. -Co muszę jej przyznać na plus to to, że nie próbuje nam włazić do dupy jak inni to robią. Jest cholernie sobą.
Tymczasem Allia stała oparta o samochód i spoglądała na rzekę, jednak nie myślała o tym przepięknym widoku, który się przed nią rozpościerał. Nadal myślała o chłopakach z Blue Blood Boys. Dlaczego oni muszą zaprzątać moją głowę? Dlaczego mi zawsze zależy by połączyć pracę z przyjemnością? Dlaczego tak bardzo chcę by akurat oni mnie lubili?
{b}To proste: każdy z nas chce być lubiany i doceniany. Każdy z nas chce żyć w pokoju i prowadzić szczęśliwe życie{/b}
Allia nie zdążyła już zadać sobie kolejnych pytań. Od wschodu z wielkim hałasem nadciągnęła trójka motocyklistów, którzy zatrzymali się na parkingu. Dziewczyna spoglądała na nich z lekkim niesmakiem. Nigdy nie lubiła patrzeć na typowych motocyklistów. Wstręt budziły w niej te zapuszczone brody, ogromna ilość tatuaży na ich ciałach, papieros w gębie i to ich przeświadczenie, że wszystko im wolno. Dlatego też z wielkim niezadowoleniem kątem oka patrzyła jak jeden z nich szedł w jej kierunku. Miał może z 40 lat i nie był umięśniony, co dobrze rokowało. -Skarbie, co tutaj stoisz tak zupełnie sama? Allia spojrzała na niego z wielką niechęcią. -Bo mam na to ochotę. -Uważaj, bo ktoś cię jeszcze porwie. -Ubezpieczyłam się od takiej ewentualności. -Czyżby? -Skąd u ciebie taka troska o mnie? -Lubię troszczyć się o niewinne dziewczynki. -To dobrze o tobie świadczy. -Jeśli chcesz mogę się i o ciebie zatroszczyć. Nieznajomy przysunął się bliżej niej i objął ją swoją ręką. -Mogę wiedzieć dlaczego mnie dotykasz? - spytała jeszcze łagodnym tonem. -Bo lubię dotykać dziewczynki, które mi się podobają - wyszeptał jej do ucha. -Weź tą rękę ode mnie - powiedziała stanowczo. -Wiesz, że mieszkam niedaleko stąd? Mogłabyś pojechać tam ze mną. -Nie jestem tu sama. -Typ, z którym tu jesteś na pewno nie jest wart twojego cennego czasu.
-...o cholera! Jakiś facet się do niej przykleił i nie ma raczej czystych zamiarów. -Chyba trzeba jej pomóc - stwierdził Chese po czym wstał. -Siadaj - Dutter pociągnął go za rękaw - Zobaczmy co zrobi.
-...Nie będzie zadowolony jak się dowie, że nie ma go kto odwieźć na miejsce. -Trudno. Chodź, zabawimy się. Pokażę ci coś, czego nie uczą w szkole i nigdy tego nie zrobią. Zobaczysz, będzie fajnie. Ręka mężczyzny powędrowała w stronę jej pośladków. Allia powoli odsunęła się od niego by tego nie poczuć. Postanowiła stanąć z nim twarzą w twarz. -Wiesz co? Twoja propozycja jest nawet interesująca.
-...Co ona robi? -Na moje oko flirtuje z nim.
-Mama nie musi się o tym dowiedzieć. -No jasne słoneczko - mężczyzna zaczął bawić się włosami Allii. -Tylko istnieje pewna przeszkoda. -Twoją mamę i chłoptasia wykluczyliśmy, więc kto? Przyjaciółka? -Tak jakby. Bo widzisz, nie przeczę, jesteś interesującym mężczyzną, zapewne pociągającym, a zabawa z tobą... -Nazwijmy rzeczy po imieniu - wtrącił -Okey - Allia zaczęła bawić się suwakiem od jego skórzanej kurtki- Seks z tobą na pewno zapowiada się na coś ciekawego, interesującego i namiętnego. Jesteś w porządku ale... -Ale co skarbie? -Problem tkwi we mnie. -Masz teraz to kobiece cholerstwo i nie chcesz bym się w tym paprał? -Nie. Chodzi o to, że... -Allia zjechała suwakiem do samego dołu kurtki, a następnie przez czysty przypadek dotknęła jego paska od spodni. Czuła wyraźnie, że facet ma na nią coraz większą chrapkę-...ja jestem inna. -Oj nie sądzę kotku byś różniła się od innych dziewczynek. -Sęk w tym, że ja inaczej czuję. -Kobiety tak czy siak odczuwają pewne rzeczy inaczej. -Nie dajesz mi powiedzieć tego, czego chcę. Allia przystawiła swoje usta do jego lewego ucha i wyszeptała: -Jesteś ekstra kolesiem skarbie, ale ja wolę dziewczyny. Mężczyzna złapał ją za ramiona po czym lekko nią potrząsnął. -Nabijasz się chyba ze mnie. -Jestem śmiertelnie poważna. -Nie możesz być ..fuj. W tak młodym wieku? Co na to twoi rodzice? -Przykro mi - powiedziała niewinnie -Suka. Nieznajomy szybko ją puścił i wszedł do wnętrza zajazdu. Allia tymczasem ponownie oparła się o samochód i odetchnęła z wielką ulgą. Chwilę później usłyszała męski głos tuż za sobą. -Znajomy? Alia momentalnie obróciła się i przybrała pozę obronną. Dutter od razu cofnął się o krok i podniósł ręce do góry. -Spokojnie, nawet nie mam zamiaru się do ciebie zbliżać! -To ty - przyznała wyraźnie uspokojona-To nie był mój znajomy. Pierwszy raz widziałam człowieka na oczy. -Z boku wyglądało to trochę inaczej. -Facet szukał towarzystwa. Złożył mi bardzo ciekawą propozycję, którą trudno było odrzucić. Allia spojrzała mu prosto w oczy. {i}Cholera, one nawet jak są poważne to wyglądają interesująco. Te duże brązowe oczęta. {/i} -Skoro odszedł, wnioskuję, że poskromiłaś swoją pokusę. -Nawet nie wiesz jakie to było trudne, zwłaszcza, że nie był sam tylko z kumplami. Musiałam coś wymyślić, co mogłoby go do mnie zniechęcić. -I co wymyśliłaś? -Powiedziałam mu, że jestem lesbijką. Dutter rozszerzył szeroko oczy ze zdziwienia. -To była jedyna rzecz, która miała realną możliwość sukcesu w tym przypadku. -I zadziałało. -Jak cholera. Facet był wściekły, albo nawet zdegustowany. Przez moment zastanawiałam się nawet kiedy mi odwinie, ale na szczęście nie zrobił tego. -Jesteś bardzo odważna. -Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się bałam. Nie lubię motocyklistów i nie czuję się dobrze w ich towarzystwie. -Możemy już jechać? - spytał Josh -Najedliście się już? - spytała -Najbardziej to strachu...o ciebie -Niepotrzebnie. Facet odszedł tak szybko jak się pojawił. Josh i Chese wsiedli do samochodu. -Z chęcią opuszczę to miejsce - stwierdziła po czym i ona wsiadła do samochodu.
Po jakimś czasie, gdy już oczywiście jechali dalej, na twarzy Allii pojawił się uśmiech. -Co cię tak śmieszy? - spytał Dutter, który jako jedyny mógł dostrzec wyraz twarzy Alii. -Może to okrutne z mojej strony, ale facet naprawdę przez moment był przerażony, że kobieta, której zaproponował...hehehe...może być lesbijką. Josh i Chese, którzy nie uczestniczyli w poprzedniej rozmowie Duttera i Allii, nie wiedzieli o co chodzi. Byli zszokowani wiadomością, że Alia mogłaby być...Josh aż się zakrztusił. Dutter od razu pochwycił co się dzieje i wyjaśnił im to i owo. -Facet przystawiał się do Allii, a ona powiedziała mu, że jest lesbijką, by się od niej odczepił. -Wy naprawdę myśleliście, że ja...że mogłabym...?! -Taak - przyznał Chese. Allia momentalnie wybuchnęła śmiechem. Dutter i jego przyjaciele spojrzeli na nią zaskoczeni. Widok szczerze śmiejącej się Alii, która już od początku sprawiała wrażenie twardej i niezdolnej do jakiejkolwiek radości, był dla nich ogromnym zaskoczeniem. W dodatku miłym. -Przepraszam - powiedziała po chwili, gdy tylko jako tako się opanowała - Ale samo to stwierdzenie przyklejone do mojej osoby, jest wręcz komiczne. -Jesteś pewna? -Na 101 procent. -To dobrze. -A właściwie to dlaczego on się do ciebie przykleił? - spytał Josh Chese natychmiast spojrzał na niego jak na jakiegoś idiotę. -Mózgu ci ubyło z biegiem lat? To jasne jak słońce czego od niej chciał - powiedział oburzony. -Zastanawia mnie jedna rzecz - Zaczął Josh - Skoro on chciał od ciebie...to jak się do ciebie zwracał? Dutter i Chese spojrzeli na niego trochę zdziwieni. Nie rozumieli do czego zmierzał. -Nie rozumiem. -Używał słowa kobieta czy dziewczyna? Pytanie Josha trochę ją pobudziło do przeanalizowania sytuacji zaistniałej na parkingu. -Właściwie to dziwiło mnie, że nie używał słowa kobieta czy dziewczyna, lecz dziewczynka jakbym była niepełnoletnia, albo gdybym dopiero co stała się pełnoletnią. -I o to mi chodziło. -To znaczy o co? - Allia nie bardzo zrozumiała o co mu chodzi. -Nie dziwię się mu, że tak cię nazywał - powiedział Dutter patrząc przez szybę na otaczający ich krajobraz. Właśnie pojął o co chodziło Joshowi. -Słucham?! -Mamy mały dylemat. Nie mamy pojęcia kiedy osiągnęłaś pełnoletniość. -A czy to ważne? -Nawet bardzo. Bo widzisz, w naszych oczach wydajesz się być bardzo młodą osobą, a twoja praca kłóci się z tym. -Obstawialiśmy, że możesz mieć góra 20 lat. -Ale ponoć masz doświadczenie to musisz mieć więcej. Jeśli je oczywiście masz. -WOW...to znaczy...WOW,eee...fajnie, dzięki. -Szczerze, to nie zauważyliśmy byś robiła coś w kierunku byś nie była postrzegana jako jakaś nastolatka. -Powiesz nam ile masz lat? -Na pewno nie 20. Jestem młodsza od was, ale nie aż tyle. -A skąd ty wiesz ile my mamy lat? Na nasza fankę raczej nie wyglądasz. -Nie zapominajcie kto mnie zatrudnił. -Chris. -No właśnie. On sporo o was wie. I niekoniecznie tylko to, co wiedzą fani. Allia ugryzła się w język. {i}Cholerka, jeszcze się wygadam jak bardzo przybliżył mi ich charaktery i osobowości.{/i} -Więc to Chris. Stary ujadacz. Dobry jest, ale ma stanowczo za długi język. Co ci o nas powiedział? -W sumie to nie wiele. Tylko tam parę rzeczy – powiedziała wymijająco. -A konkretnie? -Przedstawił mi parę ważnych informacji o was, parę ciekawostek, ale tylko po to bym mogła się zorientować w co się wpakowałam. -I do jakiego wniosku doszłaś? -Szczerze? Biorąc pod uwagę swój charakter i poglądy, to stąpam po cienkim lodzie. -Aha. To jak z tym twoim wiekiem? -A co wy na to jak wam nie powiem? Mężczyźni nie odpowiedzieli. Allia słyszała jednak bardzo wyraźnie tą gotująca się wodę. -Mam 27 lat. -Co?! -Co? -27?! Nie wyglądasz na tyle, mimo iż jesteś poważna. -Uważałabym z tym stwierdzeniem. -Jakim? -Że jestem poważna.
Parę godzin później byli już na miejscu. Dzięki wielkiemu szczęściu i dobrej pamięci Allia dotarła tam bez przygód i większego kłopotu. Gdy tylko zaparkowała przed budynkiem wyszedł im na powitanie jakiś facet w garniturze. Szczerze mówiąc nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Od razu zaczął się im podlizywać. -Cześć chłopaki, kope lat! Co u was słychać? Fajną brykę macie. Mężczyźni spojrzeli na samochód, którym dotarli na miejsce. -Nic nadzwyczajnego – odpowiedział posępnie Dutter -A co on taki smętny? –spytał Josha na boku. -Nie czytam w jego myślach, ale... Rick dostrzegł właśnie nietypowe zjawisko. Kobietę-kierowcę?! -Ona was tu przywiozła?! -Tak – odpowiedział Chese – To najlepszy kierowca jakiego kiedykolwiek mieliśmy. Dutter, który szedł na przedzie, gwałtownie obrócił się w stronę Chese’a i spojrzał na niego piorunującym wzrokiem. To chyba znaczyło: „Czyś ty postradał rozum stary?” -Kobieta?! -Tak właśnie. -Hej Allia! – zawołał rozbawiony Josh – Chodź poznać naszego najlepszego...przyjaciela. Rick nie zdobył zbyt wielu punków na starcie. Allia widziała go jako wstrętnego namola, lizusa i przytakiwacza, który podniecał się za każdym razem, gdy miał styczność z jakąś sławą. Jakby dosięgnął go jakiś niebiański zaszczyt. Przytakiwał każdemu słowu, jakie dana sława wypowiedziała, a słowo to było święte. Przecież te gwiazdy to nie kto inny jak zwykli, prości ludzie, którym udało się w życiu coś osiągnąć, gdzieś zaistnieć. Co oni robią takiego wielkiego? Jak zwykli śmiertelnicy kupują warzywa na obiad, chodzą na pocztę wysłać list do przyjaciela, kupują ciuchy, wzywają hydraulika, gdy coś im się zatka. I to mają być te wielkie rzeczy? {i} Jedno wiem na pewno – {/i}pomyślała – {i}Gwiazda czy też nie, trzeba traktować ich jak każdego. Dlaczego ty, Rick, nie możesz tego zrozumieć? {/i} -Jestem Rick. Zajmuję się organizacją tego koncertu. -Allia. Rick uścisnął jej dłoń, a ona lekko się uśmiechnęła. -Jak ci się z nimi pracuje? – spytał, gdy szli długim korytarzem. Dutter, który szedł wystarczająco blisko, by usłyszeć pytanie, ledwo zauważalnie obrócił swoją głowę w bok, by w pełni usłyszeć jej odpowiedź. Bardzo go interesowało, co ona na to odpowie. -Nie mam zdania na ten temat. -Musisz jakieś mieć! -Jestem z nimi od niedawna i nie zdążyłam wyrobić sobie opinii w tej kwestii. Dutter nie spodziewał się, że Allia wyjawi Rick’owi co tak naprawdę czuje, gdy jest wśród nich od tych paru godzin. Miał jednak nadzieję, ze powie cokolwiek, co mogłoby go choć ukierunkować, dać jakiś punkt zaczepienia. -Nawet po tym krótkim okresie nie potrafisz nic powiedzieć. Wybacz, ale to trochę dziwne. -Rick, sam stykasz się z gwiazdami częściej niż ja. Powinieneś już wiedzieć jak to jest. -Dla mnie jest zajebiście – wyznał.
{b}Alio, tylko bez nerwów. Ponoć jesteś tolerancyjna, a to przecież jego światopogląd i jego życie. Tylko czy on wie, co to słowo tak naprawdę znaczy?{/b}
Zaraz po tysiącach uścisków, przywitań, chłopcy z Blue Blood Boys poszli do swojej garderoby. Odpowiednio się przebrali i poszli na zabiegi kosmetyczne. Allia nigdy nie uczestniczyła takiej sytuacji. Owszem, towarzyszyła niektórym gwiazdom podczas make-upu, ale były to głównie kobiety. I to w dodatku rozkapryszone. Niekiedy były one tak puste, że Allia podnosiła wzrok ku niebiosom szukając odpowiedzi na jej wątpliwość, dlaczego z nieba nie spadają pioruny, gdy takie coś chodzi po świecie. Teraz było zupełnie inaczej. W pomieszczeniu panowała całkiem przyjemna atmosfera. Głównie dzięki sporej dawce śmiechu i wygłupów. Dlatego właśnie Allia miała bardzo sprzyjającą okazję do robienia zdjęć, co było częścią jej zadania. Tylko, że nikt nie zwracał na nią uwagi. W którymś momencie spostrzegła, że Dutter traktuje zupełnie inaczej kobietę, która kręci się wokół niego niż ją. Z tamtą żartował, rozmawiał, śmiał się. A jeśli chodzi o Allię to nie było tak przyjemnie. Owszem podczas podróży parę razy się do niej odezwał, zaryzykował nawet przeprowadzić z nią dłuższą rozmowę. Ale to nie było tak jak z tamtą kobietą. Zazdrość to straszna rzecz – powtarzała sobie. Tylko co ona może na to poradzić? Ma przyjmować rzeczy takie jakimi są i się nimi nie przejmować? Gdyby nawet chciała to nie dałaby rady. Jest to mało prawdopodobne, wręcz niewykonalne, by zapomniała o tym uczuciu. Niestety. Nie mogąc już dłużej znieść tego cudownego widoku, wzięła aparat i bez słowa wyszła z pomieszczenia, w którym nagle zrobiło się bardzo cicho. -A jej co? Nikt nie udzielił odpowiedzi na to pytanie. -Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że coś ją gryzie – powiedziała jedna z kobiet – Tylko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lolitka_in_blue
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…